Wróć do katalogu

CityAlert: Ulice spływają krwią!

Opowiadanie z konkurs "Miasto-Zdrowie-Urbanizacja". Rozwój miasta w nieco krzywym zwierciadle.

Reinee, opublikowano , 11 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

CityAlert: Ulice spływają krwią!

Dzwonek do drzwi, jeden, drugi, trzeci, każdy głośniejszy od poprzedniego. Maria nie wytrzymała, zgrzytając zębami podniosła się z łóżka. Spojrzała na zegarek – budzik zadzwoniłby dopiero za pół godziny. Fantastycznie. Poszła otworzyć , nie zważywszy na to, że ma na sobie tylko nocną halkę –stanęła tak, by drzwi ją zasłaniały, po czym, nie patrząc nawet przez judasza, otworzyła je tak szeroko, jak pozwalał na to łańcuszek. Czwórka panów w garniturach ukłoniła się na powitanie. -Obudziliśmy? –spytał ten najbardziej z przodu Maria odgarnęła włosy z twarzy. -O co chodzi? -Pojedzie pani z nami do ratusza – powiedział najwyższy mężczyzna A więc chcą jej pomocy. Dziewczyna westchnęła tylko i dała im ręką znak, by zaczekali, po czym zatrzasnęła drzwi. Oparła się o nie i przewróciła oczami. Tej wizyty była niemal pewna prędzej czy później, nie rozumiała tylko, czemu ci pajace przychodzą o takiej porze. Przejechała ręką po twarzy i poszła do łazienki, zaczęła się szykować. Mężczyźni poganiali ją kilka razy pukaniem w drzwi, ona jednak nie spieszyła się za bardzo. Wiedziała, że skoro zwracają się do niej, to pewnie i tak jest już za późno. Ubrana i gotowa wyszła w końcu z mieszkania i zamknęła drzwi, spojrzała spod równo przyciętej grzywki na opartych o ścianę mężczyzn. Jeden wyprostował się i gestem wskazał jej, by poszła w dół klatki schodowej. W mieszkaniu zadzwonił budzik. * Na ulicy brodziło się po kostki w krwi. Ciecz wypływała z pęknięć w chodniku i natychmiast czerniała. -Krwawi potężniej, niż wczoraj –stwierdziła Maria, gdy jeden z mężczyzn pomógł jej wejść do zaparkowanego przy krawężniku czarnego samochodu. Pojazd ruszył, rozchlapując kołami krew. Maria oparła głowę o chłodna szybę, patrzyła na jej niegdyś pełne życia miasto, dziś zniszczone przez fabryki i zakłady. A było to miasto idealne, spokojne, ciche, może nieco zacofane, ale mające coś, co dawało mu wyjątkowość - swojego ducha, zdrowego, silnego, łączącego mieszkańców. Aż dziwne, że pozwolono na doprowadzenie go do takiego stanu. Ludzie broczący ulicami płakali z żalu i bezsilności, no ale cóż, mądry Polak po szkodzie. W końcu samochód się zatrzymał, a Maria wysiadła i stanęła przed potężnych gmachem ratusza. Spojrzenie na ten budynek jak zwykle przywołało mnóstwo wspomnień. Czwórka, która ją przywiozła, wygramoliła się już z wozu i stanęła za nią. -Zapraszamy –powiedział jeden Maria ruszyła w kierunku drzwi. * Burmistrz postarzał się strasznie przez te kilka miesięcy. Powłócząc nogami doszedł do biurka i usiadł za nim powoli, ze stęknięciem, niczym stary dziadek. Wygładził siwiejącego wąsa i spojrzał mętnym wzrokiem na stojąca po środku gabinetu Marię. Ubrani na czarno mężczyźni zamknęli drzwi i ustawili się pod ścianą. Zapadła cisza. -Burmistrzu… -wypaliła w końcu Maria -Oh, tak! –staruszek jakby ocknął się z letargu –Tak, tak, przepraszam cię, usiądź, oczywiście –wskazał jej stojący obok wielki fotel –I proszę, mów mi po imieniu, jak dawniej… Kobieta posłusznie usiadła, zakładając nogę na nogę i kładąc ręce na kolanie. -Popatrz na mnie, Mario –wysapał burmistrz –Jestem wrakiem. Za to ty w ogóle się nie zmieniłaś. Ostateczny dowód, że miałaś rację, a my się myliliśmy. -Bez przesady –Maria zaczesała włosy za ucho –Mnie też trochę się dostało. Ale przejdźmy do sedna, Ryszardzie. Burmistrz pokiwał pospiesznie głową -Tak, tak, oczywiście –przeniósł wzrok na mężczyzn pod ścianą –A wy, co tak stoicie? Antoni, Alfons, powiedzcie lekarzom, że zaraz do nich przyjdziemy. Albert, Amadeusz, wy stańcie przed drzwiami i pilnujcie, żeby nikt mi tu nie wszedł, gdy będę rozmawiać z panną Marią. Mężczyźni pospiesznie wyszli, zamykając cichutko drzwi, znowu zapanowała cisza, Maria zakaszlała. -Co się…? –burmistrz znów powrócił z podróży w głąb swego umysłu –Ach… No tak, oczywiście, strasznie cię przepraszam , Marysiu… Co to ja…? -Miasto –przypomniała Maria -Tak, dokładnie –Ryszard złączył opuszki palców i spojrzał kobiecie w oczy –Nasze miasto, tak jak przewidziałaś, umiera. To, ze miasto kona, wiedzieli już chyba wszyscy, może poza tymi, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za jego śmierć. Gdy Maria pracowała jeszcze jako logistyk w gabinecie burmistrza wielokrotnie przestrzegała przed budowaniem kolejnych fabryk, zatruwających miasto, ale mało kto jej słuchał. Liczył się zysk, pozwolono, by duch miasta i mieszkańcy się truli. A gdy próbowała stanąć na drodze ostatniej budowy, burmistrz, z wielkim smutkiem, musiał ją zwolnić. Ludzie pragnęli rozbudowy. Chcieli splendoru w nowoczesnym stylu, chcieli szklanych domów, chcieli więcej, chcieli by ich miasto pięło się ku niebu. Ale miejsce miasta nie było tam wysoko, w górze. Wiele razy pomogła miastu, a oni ją odrzucili. -Jest bardzo źle? –Maria postanowiła spytać bez ogródek -Jest, obawiam się, tragicznie –burmistrz spuścił głowę –I dlatego wezwałem ciebie, gdyż, oczywiście, może być jeszcze nadzieja… Mężczyzna wstał i podszedł powoli do okna, oparł się o parapet i stęknął. -Jesteś młoda, Mario –stwierdził –Znacznie młodsza ode mnie… Ile właściwie masz lat? 27? 28? Och, tak,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych