Wróć do katalogu

Co zdarzyło się w Poorwill?

Jakie tajemnice kryje zapuszczone, prowincjonalne miasteczko? (tekst został napisany jako prolog gry fabularnej, mającej rozgrywać się w Poorwill. Gra do skutku nie doszła, a tekst pozostał)

Almuric, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Co zdarzyło się w Poorwill?

Nie szukaj Poorwill na mapach. I tak nie znajdziesz. Jeżeli jednak jesteś uparty i masz chwilę wolnego czasu, weź do ręki linijkę i według odpowiedniej skali wymierz odcinek o długości odpowiadającej dwóm milom na zachodów od centrum Ipswich. Na jego drugim końcu znajdziesz lasy Willowdale. w których to gęstwinie, niecałe pół mili od przylegającej do nich drogi, w pobliżu rzeczki Bull Brook położone jest Poorwill. Poorwill to zaprawdę mało przyjemne miejsce. Równie jednak nieprzyjemne, jak interesujące. Historia tego zapuszczonego i w zasadzie już niemal bezludnego miasteczka, sięga, bowiem jeszcze czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Z Początku stała tam tylko okazała rudera, niegdyś będąca piękną willą jednego z angielskich arystokratów. Z kronik i ksiąg cywilnych miasta Ipswich udało mi się dowiedzieć tylko tyle, iż jej poprzedni właściciele zmarli najprawdopodobniej w skutek epidemii tyfusu, jaka w tamtych latach nękała mieszkańców Masechusets. Niedługo później wybuchła wojna, zaś opuszczona rezydencja z wolna niszczała. Wiek XIX zastał ją już jako posępny obraz odrapanych ścian, wybitych okien, zapleśniałych sprzętów i zapadniętego dachu. Pewne ożywienie w dzieje zrujnowanego budynku wniósł rok 1805. Przypadkowy złodziejaszek, który wdarł się do niego w poszukiwaniu czegoś wartościowego, odkrył w piwnicach zwłoki trzech mężczyzn, w stanie daleko posuniętego rozkładu. Sprowadzony, z Ipswich lekarz, orzekł wówczas, iż mężczyźni Ci, zapewne włóczędzy, którzy zrobili sobie z tego miejsca melinę, zmarli na skutek zatrucia arszenikiem. Sprawę szybko zamknięto, lecz od tego czasu, dom zyskał miano „przeklętego”. Jak często bywa w świecie plotek, z czasem informacje stawały się, co raz bardziej nieprawdopodobne i zaprzeczające sobie nawzajem. Mało to istotne dla naszej opowieści dywagację, dlatego dość, ze przytoczę relację jakoby wkoło domu widywano wielobarwne, mieniące się poświaty, a z otaczających go lasów miały dobiegać złowieszcze, nieludzko brzmiące odgłosy. Cała otoczka grozy, narosła wkoło zniszczonej posiadłości wyglądała jednak raczej na skutek nadmiaru whisky wypitej przez narratorów, niż faktyczną ingerencję nieznanych i niepojętych sił. Wszelkie historie o zjawiskach i niepokojących hałasach, poszły w zapomnienie, gdy w roku 1813 budynek został zakupiony za grosze przez bogatą i znaną w okolicy rodziny Whipple’ów. Jej głowa, sędziwy Ayallah Whippley, oraz jego syn Hector Adam Junior, przez pewien czas zasiadali nawet w radzie miasta Ipswich, gdzie znani byli ze swej przedsiębiorczości i rozsądnego gospodarowania. Nie bez znaczenia dla pozycji społecznej Whippley’ów pozostawał też fakt, iż brat Ayallha, Izykiel, był honorowym obywatelem Bostonu. Kiedy z początkiem roku 1815 prace remontowe dobiegły końca, rodzina przeniosła się do nowego domu. Niedługo po ich przeprowadzce, jeden ze służących przypadkowo odkrył w piwnicy sprytnie zakamuflowany schowek, którego widać nie dostrzegli robotnicy kładący nową posadzkę. Niewielkie pomieszczenie pełne było wręcz nieprawdopodobnej ilości arszeniku, przetrzymywanego w głębokich beczkach. Jego zapas był tak ogromny, że dłuższe pozostawanie w budynku groziło śmiertelnym zatruciem. Niemal tydzień wywożono zabójczą truciznę, zaś cała rodzina zachodziła w głowę, na co poprzedni właściciele nagromadzili aż tyle trucizny. Nie mniej wszyscy odetchnęli z ulga, gdyż przynajmniej wyjaśniono tajemniczy zgon trzech bezdomnych sprzed lat, kładąc tym samym kres opowieściom o fatum wiszącym nad rezydencją. W wkrótce historia o truciźnie w piwnicach wyblakła samoistnie i stała się jedna z rodzinnych anegdotek, z gatunku tych, jakie opowiada się znajomym przy suto zastawionym stole. Pojawienie się Whippley’ów na skraju lasów Willowdale przyniosło okolicy ożywienie i zaowocował szybkim rozwojem samej farmy, jak i otaczających ją gospodarstw. Wokół ich siedziby zaczęły wyrastać dodatkowe budynki, jak młyn, tartak, sklep, a nawet i z czasem, obskurny zajazd o nazwie „Lelcze Gniazdko”, prowadzone przez ich dalekiego kuzyna, Abrahama Scotta. Samorzutnie powstałe miasteczko, może nie było duże, na pewno jednak dostatnie i zaciszne. Ostatecznym uhonorowaniem starań jego mieszkańców było huczne otwarcie biura szeryfa, o którym nawet wspomniała Bostońska Gazeta Codzienna z roku 1849. Liczba ludności osiągnęła wtedy apogeum i przekraczała 200 osób. Poorwill rozrastało się coraz bardziej a wraz z nim rosło zapotrzebowanie na większe połacie terenu pod inwestycje i zabudowę. W związku z tym na początku lat pięćdziesiątych zorganizowana została, zakrojona na ogromna skale akcja obejmująca równanie gruntu, wycinanie lasu oraz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych