Wróć do katalogu

Coraz mniej mnie II

Dalsze przygody Megan.

Babeczka, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Meg! Wstawaj na śniadanie! - Nie. Nie jem śniadania. - Jak to nie?- Mama odłożyła torby z zakupami o spojrzała pytająco. - Nie chcę. Wieczorem zjadłam dużo i starczy mi.- Mówiąc to, na chwilę odbiegam myślami. Kiedy mnie to obchodziło? Jadłam co chciałam, kiedy chciałam, ile chciałam... - Nie wygaduj głupot! Kupiłam specjalnie twoje ulubione bułki. - Nie kupuj ich więcej. Nie będę już jadła białego pieczywa. - Dziecko, to chodź chociaż na śniadanie.- Mruczę coś pod nosem. Dlaczego oni mi to utrudniają? Chcę przecież o siebie zadbać, lepiej wyglądać. Powoli wszystko wywraca się do góry nogami. Coś się zmienia. Idę korytarzem w nieskończoność. Będę musiała udawać, że jest dobrze. A nie jest. Czuję się winna. Jedzenie mi w tej chwili nie pomoże. - Masz tu talerz. Kupiłem na mieście pyszną sałatkę majonezową.- Tata spogląda się na mnie z uznaniem. Czeka aż się zachwycę, rzucę na sałatkę lub coś w tym stylu. - Tato!- Podnosi gwałtownie głowę. Znów widzę, że jest zaskoczony. - No co? Przecież uwielbiasz te sałatki. - Poprawka. Uwielbiałam. Pamiętajcie, że ja JESTEM NA DIECIE!- Chyba zbyt głośno to powiedziałam. Rodzice patrzą na mnie zdezorientowani. - Megan, nie przesadzaj! Chcesz wyglądać jak te wychudzone potwory?- Tym mianem określa się modelki. Tak mamo, jeśli to konieczne to chcę! - Oczywiście, że nie mamo! Po prostu... Chcę wyglądać lepiej. Zrozumcie...- Sobie samej nie jestem w stanie wytłumaczyć co chcę osiągnąć. Wygląd jest najprostszym wytłumaczeniem. - No dobrze, ale jeżeli coś się zacznie dziać to koniec diety.- Stanowczo to powiedziała. Dalsza dyskusja jest bezskuteczna. - Mamo, nie każdy, kto się odchudza, od razu wpada w anoreksję. - Kończcie już dziewczyny. Zgłodniałem.- Jak zwykle tata kończy kłótnię. Albo ją zaczyna, albo kończy. Muszę coś położyć na talerz. Coś zdrowego...

Popołudnie. Promienie słoneczne okrywają cały dom. Wszędzie duszno, nieprzyjemnie. Muszę się przebrać. W mojej piżamie raczej nigdzie nie wyjdę. Nie dam rady założyć niczego "kusego". Jeszcze nie teraz. Może być. Obszerna koszulka i krótkie spodenki. Nie odkryłam zbyt wiele. Może zadzwonię do Dizz. Jest sobota. Wypadałoby wyjść z domu. - Hej, co tam? Wychodzimy gdzieś dzisiaj? - Hej Meg. No pewnie! Może na rowery? Jak tam dieta? - Dieta? Muszę sobie jakoś radzić... A u ciebie? - Trochę sobie odpuściłam. Zjadłam wczoraj czekoladę z Lucasem na pół. - Uuu... Z Lucasem?- Zaczęłam się śmiać. Dizzy tak samo. - Tak. Jak ty już wczoraj wyszłaś to ja wyszłam na taras. Siedział tam. Pogadaliśmy trochę i umówiliśmy się dzisiaj na dziewiętnastą.- Mówi tak szybko, że nie jestem w stanie tego zrozumieć. Co mogę odpowiedzieć? - Nie wierzę! Super. Taki przystojniak. Wpraszam się dzisiaj do ciebie i przygotuję cię na randkę. - No nie wiem. Czy ja chcę być tak przygotowana? - Chcesz, chcesz! Kończę, do zobaczenia za dziesięć minut przy kamieniu. - Za godzinę? Meg, Meg!- Rozłączyłam się. Stary numer. Dizzy zawsze przekłada godzinę. W tej sytuacji musi przyjechać. Ona i Lucas. Niesamowite. Powoli zostaję sama na tym świecie. Jest tu jeszcze jakiś samotnik? Mały ruch dzisiaj. Mogę jechać środkiem ulicy i nikt nie zwróci na mnie uwagi... Czemu by nie? Jaki piękny dzień! Wszędzie cicho. A w tym ja. Mące spokój tej ulicy. Delikatny dźwięk roweru, szum wiatru... Można o wszystkim pomyśleć. Można myśleć na głos. Czy mama ma rację? Odchudzam się w zły sposób? Przecież zmieniłam delikatnie dietę, nic więcej. Po prostu skurczył mi się żołądek. Choć to raczej złe wyjaśnienie. Jestem na diecie od trzech dni. W takim czasie nie może się zmienić aż tyle. Nie może, prawda? - Uważaj jak jedziesz! - Przepraszam...- Zbytnio zagłębiam się w rozmyślaniach. O mały włos nie wpadłam na staruszkę. Muszę się kontrolować. - Hej Dizz. Nieźle, jesteś pierwsza. - Słuchaj, przestań się rozłączać! Chciałam się spotkać za godzinę.- Wyraźnie jest oburzona. Polika delikatnie się rumienią, oczy świdrują mnie ognistym spojrzeniem. Wybrnij Meg, wybrnij! - No tak, dlatego to robię.- Czemu ona się o wszystko złości? Spoglądam na nią. Lekko łagodnieje. Zrozumiała, że nie wygra i uśmiecha się. - Dobra, no często się spóźniam i zmieniam godziny. Ale to i tak cię nie usprawiedliwia! Jedziemy bo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych