Cud Nad Wartą.
Opowiadanie o powstaniu wielkopolskim z 1918 roku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG
Marzec 1894.
Gdy za oknem szumiał wiatr, a co jakiś czas odzywały się pioruny, mały chłopiec powoli zakradał się do piwnicy dziadka. Mimo iż za oknem była wielka burza, nie bał się. Nie raz już rodzice zostawiali go w nocy podczas burzy samego, a szczególnie teraz burza nie była ważna, ponieważ liczyło się dla niego tylko to co jest w piwnicy. Słyszał wiele opowieści o tym miejscu od starszych braci, a gdy dziś, kiedy dziadek wyszedł z domu do sąsiada, nadarzyła się idealna okazja by zobaczyć, co tak na prawdę kryje dziadkowa piwnica. Wziął świeczkę i zaczął schodzić po stromych schodach prowadzących w ciemność. Chłopiec był bardzo ciekawski i nie mógł doczekać się tego co niedługo zobaczy. Miał on 3 starszych braci i jedną młodszą siostrę. Karol, Adam i Józef, bracia, obecnie pracowali z jego ojcem w fabryce. A małą siostrą Adaminą całymi dniami opiekowała się matka chłopców. Piotr do dziadka, Zdzisława Wysockiego przyjechał na tydzień. Dziadek mieszkał na wsi. Chłopiec gdy wreszcie dotarł do celu, nie widział nic, zamknął więc na chwilę oczy by przyzwyczaić wzrok do ciemności. Rozejrzał się po ścianach które widział dookoła siebie. Znalazł lampę. Zapalił ją. I w krótkiej chwil światło z niej rozeszło się po całym pomieszczeniu. Chłopiec zobaczył mnóstwo ciekawych rzeczy. Szybko podbiegł do najlepszej: do gablot. Zobaczył tam mundur wojskowy, broń i jakieś dokumenty. Chwycił bagnet i zafascynowany zaczął go oglądać. Taki był zainteresowany wszystkim co go otaczało, że nie usłyszał jak dziadek wszedł do piwnicy. Z transu wyrwał go trzask piorunu, który uderzył w jezioro. -Piotrze, widzę że już tu trafiłeś.-powiedział dziadek. Piotr, aż podskoczył, szybko odłożył bagnet i odwrócił się w stronę dziadka. -Ale, ale, ja nie chciałem, to przez przypadek...- tłumaczył się chłopiec. -Spokojnie. Nic się nie stało. Już dawno chciałem Ci o to pokazać. Chodź usiądziemy.-powiedział i wskazał na dwa krzesła. Usiedli. -Skąd to wszystko jest, dziadku?-zapytał. -To są pamiątki rodzinne. -Tato, nigdy nie wspominał, że ktoś z naszej rodzinny był w wojsku. -Bo nie chciał Ci jeszcze o tym mówić. Ale ja uważam, że powinieneś wiedzieć.-mówił dziadek.- Posłuchaj, Twój pradziadek, był wojskowym, cenionym generałem. Walczył za Królestwo Polskie, podczas Powstania Listopadowego. Nazywał się Ludwik Wysocki.- dziadek wstał i gestem zaprosił wnuka by podszedł razem z nim do galoty. -Zobacz. To mundur Ludwika. Walczył w nim w Powstaniu. -A wygraliśmy to powstanie?-zapytał Piotr. -Niestety nie. Nie byliśmy dobrze przygotowani.- przeszedł kawałek dalej.- Widziałem że oglądałeś bagnet. Piotr skinął głową na potwierdzenie. -To z nim, Ludwik walczył. -A on jeszcze żyje?- dopytywał się zafascynowany Piotr. -Nie, dziecino. Poległ na jednej z bitew z Rosjanami. Pod Rogoźnicą, 29 sierpnia 1831. -Zabili go Rosjanie?- dopytywał się. -Tak, poległ dla Polski. -Musiał być odważny!- zaczął oglądać mundur.-Chce być taki jak on. Polec na polu chwały! W jezioro po raz kolejny uderzył piorun.
Rozdział 1
25 lat później. 27 listopada 1918.
Nad Poznaniem powoli wstawał dzień, niebo było lekko zachmurzone, a w powietrzu wiał jesienny wiatr. Było wyjątkowo spokojnie i pomimo jesiennej pogody, na dworze było bardzo ładnie. Uliczkami miasta raz po raz, przechadzali się wojskowi i cywile. Część z nich jednak była jeszcze w domu, z powodu wczesnej godziny. Ale po mimo wczesnej pory, niektórzy nie mogli sobie pozwolić na odpoczynek. Tajna Naczelna Rada Ludowa dyskutowała z niezwykłym ożywieniem o przyszłości okupowanej Wielkopolski. Polska, która od kilku tygodni była niepodległa nie odzyskała najwspanialszych terenów dawnego kraju. Śląsk, Warmia i Mazury, Pomorze jak i Wielkopolska nadal były pod okupacją dawnych zaborców. W jednym z budynków w centrum Posen, wcześniej wspomniana rada, myślała nad planem, który pomoże oswobodzić Wielkopolskę i przyłączy ją do II Rzeczypospolitej. -Powstanie! Tego potrzebujemy!-przemawiał jeden z mężczyzn. W sali w której się znajdowali, na samym środku stał długi stół, a wokół niego krzesła, na których siedzieli ważni dla Poznania ludzie. -Powstanie?! Człowieku! Przegraliśmy każde dotychczasowe! Nie mamy szans by wygrać z Niemcami! To zbyt ryzykowne!- poderwał się zbulwersowany poznaniak. Jeden z oficerów, siedząc z boku obserwował całe zajście, zastanawiając się nad rzucanymi tam propozycjami. -A Plebiscyt? Mamy szanse wygrać?-ponownie zapytał mężczyzna. -Nikłe, większość będzie za Niemcami!-odpowiedział poznaniak. -To pewne, że wszyscy będą, za Niemcami, plebiscyt odpada! -Cholerne szwaby!-krzyknął jeden z zebranych. Wybuchło nieporozumienie i w chwilę później na sali pojawił się chaos i ogromny hałas. Zajście trwało jeszcze trochę do momentu gdy powstał jeden z oficerów, poprosił o ciszę i przemówił. -Może jednak powstanie mogło by się udać? -Nie wierze w to.- krzyknął któryś z poznaniaków. -Czekaj. Musielibyśmy opracować plan doskonały! -I mieć zdeterminowane wojsko, dobre dowództwo, broń i pomoc stolicy- wtrącił się jeden z oficerów. -Wojsko mamy zdeterminowane, dowództwo również-kontynuował oficer- Stolica nam pomoże, bo zależy jej na Poznaniu, a na opracowanie planu mamy czas, w końcu zbliża się zima, a samobójstwem było by rozpoczęcie tak ważnego powstania zimą!-oznajmił zadowolony. -Nie wiadomo czy stolica nam pomoże.- mówił oficer z NRL. -Na pewno pomoże!-mówił pomysłodawca. -To może się udać... -Udać? Wygraną mamy jak w banku! Wiosną rozpoczniemy powstanie, bo jak wspomniałem zimą nie możemy, jeszcze powtórzylibyśmy klęskę Napoleona pod Moskwą! Tak, więc powstanie wiosną i Polska znów będzie rosła w siłę!- kontynuował swoją wypowiedź oficer. -Teraz tylko musimy się sprężyć, bo wbrew pozorom mamy bardzo mało czasu... -Trzeba zabrać się do roboty! -Powiadomić stolicę, przygotować wojsko.-mówił jeden z zebranych. Oficer, który zaproponował wybuch powstania, z powrotem zasiadł w to samo miejsce, z boku sali, gdzie wcześniej wszystko obserwował. Zadowolony, znowu słuchał jak rada zaczyna planować powstanie. -Słuchajcie, powinniśmy zacząć sprowadzać wojsko do Poznania i okolic. -Musimy rozprowadzić ich na całą Wielkopolskę! -Żeby zaatakować z zaskoczenia! Do końca spotkania padało coraz więcej pomysłów. Mieli duże szanse. ***
Spotkanie zakończyło się koło 14. Ustalili że każde kolejne będzie odbywać w kilku wyznaczonych przez nich lokalach w Poznaniu i będą opracowywać plany powstańcze. Po dzisiejszym spotkaniu wszyscy powoli opuszczali budynek tak, żeby Niemcy nie podejrzewały ów spotkania. Jako jeden z ostatnich, budynek opuścił pomysłodawca zrywu. Na ulicy zauważył kilku umundurowanych Niemców, podążających jedną z uliczek. Nigdy nie zadowalała go taka sytuacja mimo, że już do niej dawno się przyzwyczaił. Oficer miał 34 lata, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o brązowych włosach i wąsie. W armii służył od wczesnych lat. Obecnie miał stopień majora, a nazywał się Piotr Wysocki. Zmierzał teraz do swojego domu gdzie czekała na niego żona-Anna i córka-Marysia. Mieszkał niedaleko hotelu Bazar, a dokładniej to kilka kamieniczek za nim. Powoli wlókł się do swojego mieszkania rozmyślając o dzisiejszym spotkaniu i o tym co na nim było. Wiedział, że teraz będzie musiał opracować wiele planów, ale wiedział, że Wielkopolska jest tego warta. Czekał na to by mógł wreszcie powiedzieć, że żyje w wolnej Polsce i chodź nie wiedział jak wyglądały czasy gdy Wielkopolska należała do Polski, był pewien, że były one przepiękne. Gdy przechodził obok hotelu Bazar, rozmyślał, nad reakcją Niemców, na powstanie. Czy będą na tyle przygotowani, bo odeprzeć ich atak? Po chwili dotarł do domu. Od progu przywitała go żona. -Witaj, kochanie! Jak spotkanie?- zapytała idąc do kuchni, gotowała właśnie obiad dla rodziny. Anna Wysocka czyli pani majorowa miała 30 lat, była niewysoką szatynką o brązowych oczach. Pracowała w firmie ciastkarskiej niedaleko domu. -Cześć-powiedział całując żonę w policzek- Oojj, wiele rzeczy udało nam się ustalić. Może niedługo Wielkopolska będzie tam gdzie jej miejsce. -Czyli?- pytała Anna. -Czyli wreszcie będziemy mieszkać w wolnej Polsce!- powiedział Piotr, siadając przy stole. Anna przemilczała sprawę. I poszła wyciągnąć zastawę do obiadu. -Dobrze, a teraz pożyjmy trochę rzeczywistością, zaraz będzie obiad-powiedziała, a chwilę później zawołała córkę.- Marysia! Obiad! Po chwili do pokoju weszła mała dziewczynka. Była to Marysia Wysocka, dziewięcioletnia córka oficera. Miała ona złociste włosy i wielkie brązowe oczy. Przywitała się z ojcem po czym, usiadła przy stole. Chwilę później żona podała obiad, a rodzina w spokoju go zjadła.
Po obiedzie, Wysocki postanowił przejrzeć mapy i pomyśleć nad rozstawieniem armii, by na kolejnym spotkaniu, mieć jakiś plan do przedstawienia. W końcu on był po części pomysłodawcą, więc był przygotowany na to że od niego będą wymagać najwięcej. Wszedł do pokoju, wyciągnął kilka map i zasiadł przy biurku. Długo wpatrywał się w mapy by dojść do jakiegoś genialnego rozwiązania, ale był czymś rozproszony. Gdy przestał bezcelowo wpatrywać się w mapy zajrzał przez okno. Zobaczył, że zaczął padać deszcz. Wstał od biurka i przeszedł się po pokoju. Sam go urządzał, chciał by został zachowany, w stylu tego co go fascynuje, w stylu militarnym. Na ścianach wisiała broń jego pradziadka. Był z niego bardzo dumny. Szczególnie po tym, czego dowiedział się od dziadka. Kawałek dalej obok broni, wisiał mundur. Również pradziadka. Wysocki postarał się o to by wszelkie pamiątki, z tamtej słynnej piwnicy znalazły się u niego w domu. Usiadł z powrotem na krześle przy biurku i wpatrywał się w krople deszczu spływające po szybach. Chwilę później usłyszał trzask piorunu. Wtedy go olśniło. Szybko znowu zabrał się za mapy. Miał pomysł. Teraz trzeba było go tylko opracować i przedstawić radzie...
Rozdział 2
Następnego dnia Piotr Wysocki wstał o piątej rano, by zdążyć na kolejne posiedzenie rady. Poszedł do łazienki. Opukał twarz, po czym spojrzał w lustro. -Wygramy to powstanie. Jestem tego pewien.-pomyślał. Chwilę później opuścił łazienkę i poszedł do kuchni by przygotować sobie śniadanie. Jednak w kuchni zastał swoją żonę. -Dzień Dobry, jak Ci się spało? Przygotowałam Ci śniadanie.-powiedziała Anna. -Czemu już nie śpisz?-zapytał zdziwiony. -Nie ma za co. Nie śpię, bo chciałam Ci przygotować śniadanie, poza tym muszę dzisiaj wcześniej wyjść. -Dzięki.-powiedział i przytulił ją. Zjadł śniadanie, pożegnał się z żoną, zabrał mapy na których wczoraj prowizorycznie planował rozstawienie armii i w pośpiechu wyszedł z domu. Gdy przemierzał ulicę znowu spotkał umundurowanych Niemców. Nie mógł oprzeć się by podsłuchać ich rozmowę. Na początek nie bardzo rozumiał o czym rozmawiali, ale po chwili doszło do niego, że rozmawiają o wczorajszej burzy. Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. -Niby, taka armia inteligentów, a nie mogą znaleźć sobie mądrzejszego tematu do rozmów.-pomyślał. Przebiegł przez ulicę, rozejrzał się czy w pobliżu nie ma już żadnych Niemców i wszedł do lokalu, gdzie miało odbyć się spotkanie. Gdy wszedł do niego, zobaczył jakiś piętnastu poznaniaków. -Na szczęście, są już prawie wszyscy.-pomyślał uradowany. Przywitał się z większością obecnych i zasiadł przy stoliku u którego boku siedzieli już dwaj oficerowie. Po dziesięciu minutach do pomieszczenia wszedł ostatni najważniejszy człowiek dla rady, pułkownik Edward Zieliński. -Witam Panowie!-powiedział pułkownik, i od tych słów cała rada zabrała się ostro do pracy, by opracować plan doskonały na odzyskanie wielkopolski. Edward stanął przy głównym podeście, położył na stole parę książek i przemówił. -A więc dobrze. Przywitaliśmy się. Wczoraj ustaliliśmy wybuch powstania. Dzisiaj mamy opracować jakie przyjmiemy pozycje podczas walki. Tak więc, jakieś pomysły, panowie?-zapytał pułkownik Zieliński. Na chwilę zapadła głucha cisza. Jednak przerwał ją Wysocki. Wstał by zabrać głos. -Udzielam głosu, majorowi Wysockiemu. Proszę, jaki ma pan plan?-spytał -Dziękuje. Drodzy żołnierze. Wczoraj gdy zaproponowałem jednak, że powstanie może się udać, wiedziałem, że będzie czekać nas bardzo dużo pracy. Dlatego nie możemy tracić czasu. Już wczoraj, postanowiłem posiedzieć nad mapami, by zastanowić się gdzie rozstawić nasze wojska.-mówił, po czym rozłożył na stole mapy.-To są moje plany. Panowie, proszę podjedzcie. Radni otoczyli Wysockiego i jego mapy. Wpatrywali się w nie chwilę. Wysocki widział na ich twarzach podziw, przez to właśnie powoli zaczął odczuwać euforię. -Bardzo dobre, jestem pełen podziwu!-powiedział Zieliński.- Mógł by major je omówić? -Oczywiście. Naszym głównym celem, jest zaatakować armię wroga z dużego zaskoczenia. Tak by nie mieli większych szans, na przygotowanie się do odparcia ataku.-mówił.- Dlatego, proszę spójrzcie na mapę. Pomyślałem, że takie rozstawienie wojsk, zupełnie rozkojarzy niemieckie armie, dzięki czemu będzie nam łatwiej ich zgładzić. Oni będą myśleć co zrobić, a my będziemy działać...-Wysocki jeszcze długo opowiadał o swoich planach, które wczoraj opracowywał do późnych godzin. -Jestem naprawdę pod wrażeniem. Co prawda na pewno wprowadzimy jeszcze kilka poprawek, ale twoja praca, majorze Wysocki, jest bardzo dobra. -Dziękuje. W końcu o to nam chodzi, żeby wszystko co zrobimy dla tego powstania, było przygotowane z największą precyzją i zaangażowaniem, pułkowniku Zieliński. Jeszcze trochę rozmawiali o planach, po czym wszyscy usiedli na swoich miejscach i Zieliński ponownie przemówił ze swojego podestu. -Plany majora Wysockiego, wprowadziły nasz plan działań w kolejną fazę. Wszyscy zgodnie ustaliliśmy po dzisiejszych konsultacjach, że są one bardzo dobre i wystarczy tylko wprowadzić nieliczne poprawki.-mówił- Ale myślę że jeszcze dzisiaj powinniśmy ustalić jedną z najważniejszych rzeczy, dla całego powstania. A mianowicie datę. Datę jego wybuch. Znowu zapadła cisza. Tym razem na dłuższą chwilę. Zieliński podszedł do jednej z szafek zajmującej się w lokalu i wyciągną z niego kalendarz na 1919 rok. Powiesił go na środku sali i ponowił pytanie. -Kiedy? -Jak wczoraj mówił major, musi wybuchnąć wiosną.-stwierdził jeden z oficerów. -Tak.-powiedział Zieliński i podszedł do kalendarza by zaznaczyć wszystkie wiosenne miesiące. Wysocki chwilę siedział w ciszy, i obmyślał ile czasu zajmie im realizacja jego planu, tak żeby się idealnie przygotować. Nie słuchał już o czym rozmawiają na sali, przez co nie od razu usłyszał jak wywołują jego nazwisko. -Majorze Wysocki! Co pan o tym sądzi? Ma pan jakieś propozycje? Majorze!-mówił pułkownik. -17. 17 kwietnia.-powiedział nagle i rozejrzał się po sali. Wszyscy zamilkli. -Eee... Świetnie! Ale... Czy ma, major, jakieś podstawy, popierające pańskie twierdzenie, że powstanie powinno wybuchnąć, akurat 17? -Mam.-wstał i podszedł do kalendarza.- A więc tak. Dlaczego 17?-zaznaczył datę na kalendarzu.- Po pierwsze. Do kwietnia uda nam się idealnie przygotować i zrealizować wszelkie moje plany. Będziemy idealnie przygotowani. I po drugie. 20 kwietnia, będzie Wielkanoc, 17 Wielki Czwartek i Niemcy będą już wysyłać większość swoich wojsk, patrolujących Wielkopolskę do domów na święta. Dzięki czemu będzie nam jeszcze łatwiej zaatakować wroga!-mówił Wysocki. Znowu na sali nastała cisza. -Genialne! Majorze, zadziwiacie mnie!-pułkownik podszedł, uścisnął rękę Wysockiemu i poklepał go po ramieniu. Wysocki zadowolony usiadł na miejsce. -Dobrze, więc co już mamy? Panie majorze Wysocki mogę prosić o podsumowanie? Wysocki ponownie wstał. -Oczywiście panie pułkowniku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to stolice zdobędziemy w jakieś dwa tygodnie, a całą Wielkopolskę w niecałe trzy miesiące. Sądzę jednak, że może uda nam się wykonać działania w krótszym od planowanego czasie, ale na pewno powinniśmy mieć jakiś na 'zapas'. Teraz do opracowania pozostaje nam przygotowanie wojska, powiadomienie stolicy o zarysie planu no i dopracowanie szczegółów.-mówił. -Dokładnie, panie majorze. Dziękuje.
Spotkanie trwało do późnego wieczora. Gdy wszyscy opuścili budynek, Wysocki również chciał wyjść, gdy nagle zawołał go Zieliński. -Majorze, możemy chwilę porozmawiać?-zapytał. -Eee, oczywiście, pułkowniku. O co chodzi? Podszedł do niego, a pułkownik gestem zaprosił go by usiadł na przeciw niego. -Majorze, jest Pan jednym z najlepszych strategów, jakich udało mi się dotychczas spotkać. Musi Pan wytrwać do końca. Tacy ludzie, jak ty są przyszłością naszego kraju. Naszej Polski. Zrobił Pan na mnie bardzo dobre wrażenie.-mówił.-Zdarza się to tylko nielicznym. Więc doceń to. I nie zmarnuj swojej szansy. -Tak jest, panie pułkowniku.-powiedział- Dziękuje. Jestem pewien, że wytrwam. Jak długo Polska mnie będzie potrzebować, tak długo ja będę dla niej walczyć. -Świetnie, majorze. Mam jeszcze dla Pana misję. Za trzy dni, pojedzie Pan do stolicy. Przedstawi im nasz plan i powie, czego od nich oczekujemy. Niech major pamięta, żeby zabrać ze sobą kilku ludzi ze swojego pułku. Dobrze? -Oczywiście, Panie pułkowniku.-wstał, zasalutował i wszedł. -Jestem pewien że daleko zajdziesz...- powiedział Zieliński chodź wiedział, że tego już Wysocki nie usłyszał. Podczas spotkania udało im się ustalić najważniejsze rzeczy. Mieli już plany działania, a przynajmniej ich podstawy, a to było najważniejsze. Mieli też ustaloną datę wybuchu powstania. Wysocki wracając do domu, myślał kogo zabrać na misję, którą przydzielił mu Zieliński. Był z siebie zadowolony, jak na razie wykonał swoje zadanie. Ale jeszcze wszystko przed nim. Jeszcze wszystko przed Wielkopolską.
Rozdział 3
Od spotkania na którym ustalili większość ważnych rzeczy, minęły trzy dni. Dzisiaj Wysocki miał jechać do stolicy, by przedstawić projekt. Pułkownik Zieliński prosił go by przed wyjazdem, on i jego ludzie, przyszli do jego gabinetu, by zabrać projekt, który przedstawią w stolicy. Wysocki umówił się ze swoimi ludźmi pod budynkiem gdzie znajdował się gabinet Zielińskiego o ósmej rano. Pod czas tych trzech dni, rozmowy na spotkaniach cały czas tyczyły się tego samego. Stolica. Jak ich powiadomić i jak idealnie spisać cały projekt, który pomijając fakt trzeba było w między czasie jeszcze dopracować, by zachwycić stolicę. Wysocki do misji wybrał najlepszych ludzi, z całego swojego pułku. Major przywitał się ze swoimi ludźmi i razem weszli po schodach, kierując się do gabinetu pułkownika. Pokój w którym pracował pułkownik był dość duży, miał drewniane ściany, na których gdzieniegdzie wisiały obrazy, przedstawiające historię Polski. Pod dziełem Jana Matejki- Konstytucja 3 Maja, był skromny kominek, przy którym wisiało kilka odznaczeń pułkownika Zielińskiego. Na samym środku pokoju, na wiśniowo-czarnym dywanie stało potężne dębowe biurko, na którym leżało pełno dokumentów, książek i parę przyborów do pisania. Przy tym biurku siedział właśnie sam pułkownik. Edward Zieliński, był wyjątkowym człowiekiem, starał się nie wychwalać swoich podwładnych, by nie byli zbyt zapatrzeni w siebie, więc jeśli już kogoś naprawdę chwalił, to ten ktoś musiał się bardzo wyróżnić. Rodzinna Zielińskiego, odkąd historia pamięta służyła w wojsku i zajmowała w nim wysokie pozycje. Edward miał 57 lat i był niezwykle cenionym w Wielkopolsce pułkownikiem. Był dość niski, miał niebieskie oczy i siwe już włosy. Lubił swój zawód, mimo tego że był niebezpieczny. A jego celem było przyłączyć Wielkopolskę z powrotem do Polski. Wtem przez wielkie drzwi do pokoju weszło pięciu umundurowanych wojskowych. -Major Piotr Wysocki- zaczął Zieliński- porucznik Tomasz Wojciechowski, podporucznik Andrzej Birut, kapral Krzysztof Szulc i kapral Michał Nowak- gdy czytał nazwiska każdy z wyczytanych wojskowych za salutował. -Tak, pułkowniku, jesteśmy gotowi do misji!- powiedział Wysocki. -Doskonale, żołnierze! Macie iść do rządu opowiedzieć o planie i oddać im projekt.-powiedział Zieliński i oddał w ręce Wysockiego projekt. -Oczywiście, panie pułkowniku, wszystko wiemy i jesteśmy gotowi do podróży. -A więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam powodzenia panowie! -Dziękujemy!- wykrzyknął Wysocki salutując. Później odwrócił się na pięcie i razem z ekipą wyszli z pokoju. Gdy schodzili po schodach, odezwał się kapral Szulc. -Panie majorze, jak będziemy iść przez Poznań do dworca, musimy ustalić jakąś taktykę. -Słusznie, kapralu. Jakieś pomysły, panowie?-zapytał Wysocki. Wysocki wywnioskował że skoro nikt się nie odzywa, nie ma pomysłów i musi sam coś wymyślić. Wyszli z budynku kierując się na Posen Hauptbahnhof. O przejeździe do Warszawy nie mógł nikt wiedzieć, oprócz NRL i już niedługo stolicy. Dlatego też razem zdecydowali że najbezpieczniej będzie podróżować pociągiem. Planowany czas przejazdu, był dość długi, bo sześć godzin, ale nikomu za bardzo to nie przeszkadzało. W końcu ostrożność przede wszystkim! Gdy szli w stronę dworca, nie mieli by żadnych zastrzeżeń co do ich obecnej sytuacji, gdyby nie jeden temat który ich obecnie frapował. Szli za nimi dwaj Niemcy, prawdopodobnie ich śledzili. -Panie majorze, powinniśmy coś z tym zrobić. Mamy jeszcze godzinę do pociągu, najlepiej będzie jak się rozdzielimy i każdy sam dotrze na dworzec, tylko że inną stroną i spotkamy się w pociągu, bo Ci Niemcy za nami mnie niepokoją, a razem zapewne będziemy wyglądać podejrzanie...- wtrącił szeptem kapitan Wojciechowski. -Prawda, słuszne spostrzeżenie, podaj reszcie informacje, a ja już skręcę za rogiem- powiedział Wysocki. Wojciechowski po cichu przekazał informacje reszcie grupy i powoli każdy z nich odchodził w inną stronę. Major skręcił jako jeden z pierwszych. Wysocki początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego że ktoś mimo wszystko za nim idzie. Usłyszał szepty. Długo zastanawiał się czy powinien się odwrócić. Ciekawość wygrała. -Cholera!-pomyślał. Zobaczył że jego śladem idą Ci sami dwaj Niemcy, co śledzili ich przed chwilą. -Myśl! Myśl!-mówił po cichu do siebie Wysocki- Co zrobić!?... Rozejrzał się. Nikogo nie było. Jedyna rzecz którą widział w pobliżu to nieczynna kawiarnia. Ponownie się obrócił, zobaczył że Niemcy przyspieszyli. Pomyślał że już teraz jego sytuacja na prawdę jest krytyczna, a wiedział że nie może zawieść rady. Przyspieszył. Ale po chwili stwierdził że to nic nie da. Szybko rzucił się do ucieczki. Wtem niemieccy żołnierze rzucili się w pogoń za nim. Biegł między kamieniczkami szybko, jak tylko mógł. Wbiegł do jakiegoś tunelu i tam się zatrzymał by odpocząć. Miał już nadzieję że ich zgubił, gdy naglę obrócił się i zobaczył Niemców. Oparł się o ścianę i przełknął głośno ślinę. -Nie ładnie, nie ładnie...- chwycił go jedną ręką za mundur.-Co zrobiłeś że przed nami uciekałeś, polski żołnierzyku? -My chcieliśmy tylko pogadać...-wtrącił się drugi. -Ja? Eee, ja nic nie zrobiłem!-odpowiedział wystraszony. -Nic? Przecież niewinni nie uciekają...-mówił. -Dokładnie! Ooo, widzę że masz coś dla Nas!- uśmiechnął się Niemiec. -Nie sądzę...-powiedział Wysocki, przez chwilę miał wrażenie, że stanęło mu serce. Niemiec go puścił i odwrócił się, Wysocki odetchnął z ulgą, gdy nagle Niemiec niespodziewanie zawrócił się w jego stronę, kopnął kolanem w brzuch i uderzył kolbą karabinu w głowę. Wysocki zwijając się z bólu, opadł na podłogę i chwilowo stracił świadomość tego co się wokół niego dzieje. Niemiec podszedł do niego, obrócił go na wznak i wyciągnął z płaszcza szarą teczkę. Podszedł do kolegi i razem ją otworzyli. -Pusta? I czego tu oczekiwać od Polaków...- powiedział Niemiec- Mieliśmy nadzieje że znajdziemy z kolegą coś jeszcze!- podszedł do niego i jeszcze kilka razy go kopnął, po czym, rzucił za siebie teczkę i razem z towarzyszem poszedł dalej. Wysocki leżał jeszcze chwilę na ziemi. Powoli zaczęła wracać do niego świadomość. Usłyszał, że ktoś biegnie w jego stronę. Miał tylko nadzieję że to nie Niemcy. Nie miał siły się bronić. Na szczęście to był kapral Szulc. Uklęknął przy nim. -Panie majorze! Co się stało!? Wszystko dobrze?!- wypytywał zdenerwowany. -Co ty tu robisz?- zapytał, podnosząc się. Usiadł przed Szulcem i spojrzał na otwartą teczkę. -Kapitan Wojciechowski, gdy zobaczył że poszli za tobą Niemcy kazał mi was śledzić.
“...-Majorze, powinniśmy coś z tym zrobić. Mamy jeszcze godzinę do pociągu, najlepiej będzie jak się rozdzielimy i każdy sam dotrze na dworzec, tylko że inną stroną i spotkamy się w pociągu, bo Ci Niemcy za nami mnie niepokoją, a razem zapewne będziemy wyglądać podejrzanie...- wtrącił szeptem porucznik Wojciechowski -Prawda, słuszne spostrzeżenie, podaj reszcie informacje, a ja już skręcę za rogiem- powiedział Wysocki. Gdy Wojciechowski powiedział plan reszcie zwrócił się do Wysockiego. -Niech major da mi plany, Niemcy mogą za wami pójść... -Dobrze.-powiedział Wysocki. Rozejrzeli się czy Niemcy patrzą w ich stronę. Zobaczyli że oni zatrzymali się na chwilę. Wysocki przekazał porucznikowi teczkę i po chwili dostał ją pustą. -Tak w razie czego.-powiedział porucznik i skręcił. Wysocki schował teczkę i skręcił na pierwszym zakręcie w lewo. -Szulc idź za nimi.-rozkazał Wojciechowski.”
-Bardzo dobrze, dzięki. Jak dobrze, że przed rozdzieleniem dałem Wojciechowskiemu projekt... -Dokładnie. Majorze, musimy już iść, teraz nie mamy za dużo czasu, za piętnaście minut powinniśmy być na dworcu. -Oczywiście.-powiedział i wstał. Poczuł że trochę kręci mu się w głowie i chwycił się ściany. -Wszystko w porządku?-zapytał Szulc. -Tak, tak. Możemy już iść.-I ruszył w kierunku wyjścia z tunelu. Na szczęście podczas drogi na dworzec nie spotkali już żadnych Niemców. Na dworcu czekał na nich porucznik Wojciechowski. -Wszystko dobrze?-zapytał, wskazując na trochę krwi na mundurze Wysockiego. -Tak. Spokojnie, ale dzięki że wysłałeś Szulca.-powiedział, próbując zmyć krew z kołnierza płaszcza. Zobaczyli że biegnie do nich Nowak. -Majorze, powinniśmy już wsiadać, za chwilę pociąg będzie odjeżdżał. -Dobrze. Więc chodźmy! Wszyscy ruszyli na peron. -Piotrze?-zaczął Wojciechowski. -Tak? -Co się tam stało?-zapytał zaciekawiony. Jednak odpowiedzi nie uzyskał...
Rozdział 4
W pociągu wojskowi siedzieli w różnych przedziałach by znowu nie wzbudzić podejrzeń. Każdy myślał o czymś innym. Ale Wysocki cały czas myślał o jednym. O Powstaniu. Z resztą ostatnio to był jedyny temat nad którym myślał. Siedział przy oknie i patrzył jak za nim przelatują obrazy. Cały czas prawie jechali przez las. Był zmęczony, chciało mu się spać. Ostatnie noce były zarwane przez powstanie, ale teraz nie mógł nawet pomarzyć o spaniu. Musiał czuwać bo teraz już on miał projekt powstania. Miejsce obok niego było wolne. Ale nie długo, bo za chwilę zajął je porucznik Wojciechowski. -Możemy pogadać?-zapytał porucznik. Wojciechowski, wstąpił do wojska razem z Wysockim. Jednak nie udało mu się zajść tak wysoko jak Wysockiemu. Został porucznikiem. Ale i tak był bardzo ceniony przez Wysockiego. Lubili się. Wojciechowski żył sam na obrzeżach miasta i jedynym jego współlokatorem był pies. Ponieważ Wojciechowski od zawsze interesował się militariami, pies wabił się Generał. Był wesołym owczarkiem niemieckim. Sam Wojciechowski, nie wyróżniał się z tłumu wyglądem. Był szatynem o zielonych oczach. Ale cechowała go jedna rzecz. Był bardzo ciekawski, jak również był dobrym strategiem. I sądził że właśnie dlatego Wysocki go lubi. -Myślę, że nie mamy o czym. Wiesz że nie powinieneś w ogóle tu przychodzić? Dwóch umundurowanych wojskowych jadących do stolicy to nie codzienny widok.-skarcił go Wysocki. -Sprawdziłem wcześniej teren.-tłumaczył się. -To nie wystarczy. Dobra, jak i tak tu przyszedłeś to gadaj, co chcesz. -Chciałem się zapytać czy to co usłyszałem jest prawdą. Dowiedziałem się że wiadomo już kto będzie przywódcą powstania. Wysocki nie przypominał sobie żeby nawet były prowadzone rozmowy na ten temat. Kompletnie im to umknęło. -Ależ skądże! NRL nie wybrała jeszcze dowódcy... Nawet o tym nie rozmawialiśmy na spotkaniach, skąd to wiecie poruczniku?-zapytał zdezorientowany Wysocki. -Wczoraj gdy wracałem z posiedzenia, usłyszałem rozmowę pułkownika Zielińskiego z majorem Orłowskim. O dowódcy. -Ciekawe... Ja nic o tym nie wiem... Wysocki pomyślał, że jak tylko wróci z misji musi porozmawiać z pułkownikiem, o co tu chodzi. Tymczasem zostało im jedynie godzina podróży, którą spędzili w milczeniu.
Około szesnastej byli w Warszawie. Byli zmęczeni, ale nie zniechęceni. Wojskowi starali nie rozmawiać o powstaniu. Przemierzając Warszawę oglądali nową Polskę. II Rzeczpospolitą. -Chciałbym, żebym mógł mówić, że mieszkam w II Rzeczypospolitej Polskiej.-powiedział Wysocki. -Ja też, panie majorze...-wtrącił podporucznik Birut. -Spokojnie, panowie, jeszcze trochę, a będziecie mogli tak mówić!-powiedział Wojciechowski i wyprzedził kolegów. -Na pewno, poruczniku, na pewno.-potwierdził Wysocki i dołączył do porucznika. Po jakimś czasie udało im się dotrzeć do siedziby rządu. Weszli do budynku. Mieli się spotkać z Jędrzejem Moraczewskim, bo jemu zależało na odzyskaniu Wielkopolski i wiedzieli że znajdą w nim sojusznika, w każdej sprawie związanej z powstaniem. Wysocki podszedł do drzwi i zapukał. Usłyszeli echo słowa “-Proszę!” i weszli do środka.
Pomieszczenie było większe niż gabinet pułkownika. Miało biało-złote ściany, na których tak samo jak u pułkownika obrazy zdobiły pomieszczenie. Po prawej stronie pokoju były dwa ogromne okna z ciężkimi zasłonami, a pomiędzy oknami stały półki, zapełnione książkami. Pokój zdobiły rzeźby. Niedaleko biurka stała złota kanapa i dwa fotele. Zauważyli że w pomieszczeniu jest Moraczewski i siedzi na jednym z foteli, czytając jakąś książkę. Wysocki podszedł do niego i zasalutował. -Panie Moraczewski! Jak pewnie zdążył Pan się domyślić, przybywamy do pana z misją z okupowanego Poznania.-wyjaśnił Wysocki. -Witam, panie majorze Wysocki. Moraczewski poznał już kiedyś Wysockiego. Dlatego znał jego nazwisko i stopień. Moraczewski wstał z fotela, podszedł do biurka i odłożył tam książkę którą czytał, zanim przyszli wojskowi. Wysocki obrócił się w jego stronę i podążył za nim wzrokiem. Moraczewski przeszedł koło jego żołnierzy, przeszedł koło swoich półek z książkami, aż w końcu po wędrówce po pokoju, doszedł do majora. -Majorze Wysocki. Podejrzewam co was sprowadza. A wy na pewno znacie moją pozycje w tej sprawie- zaczął nadal wędrując po pokoju.-Pamiętacie zapewne, 20 listopada, kiedy to wygłosiłem swoje exposé. Powiedziałem wtedy:-Moraczewski zatrzymał się i spojrzał Wysockiemu w oczy.-”Przyłączenie Wielkopolski będzie jednym z pierwszych naszych zadań.”, Pamiętacie panie majorze?-zapytał. -Oczywiście. I...-oficer nie zdążył dokończyć bo Moraczewski wtrącił się w połowie jego zdania. -Tak więc, gdy weszliście do mojego gabinetu.-podszedł do Wojciechowskiego.-Od razu miałem nadzieję, że Krajowa Rada Ludowa, już coś przygotowała.- usiadł na kanapie.-Więc słucham. Proszę spocząć panie majorze. Wysocki usiadł na fotelu na przeciw Moraczewskiego. Wyciągnął teczkę z projektem. -Dobrze pan myśli. Mamy plany na oswobodzenie Wielkopolski. Chcemy wywołać powstanie, a wybuch planujemy wiosną.-Wysocki podał projekt Moraczewskiemu. -Powstanie, tak...- powiedział Moraczewski biorąc projekt do ręki.- Czy to nie jest zbyt ryzykowne?-pytał się przeglądając projekt.
-Po spotkaniach, na których staraliśmy się wymyślić plan oswobodzenia Wielkopolski, opracowaliśmy plan, śmiem twierdzić że doskonały! Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, mam duże szanse zwycięstwa.-tłumaczył Wysocki. -A jak nie? -Nie ma powodów by tak sądzić. -A może plebiscyt?-dopytywał się. -Panie Moraczewski, nie oszukujmy się, bo nie urodziliśmy się wczoraj. W plebiscycie raczej nie mamy szans! -No dobrze. A jak powtórzymy, klęskę z Powstania Listopadowego? -Wtedy tak na prawdę nikt nie wierzył w wygraną, a powstanie było źle zorganizowane! Teraz to powstanie zwycięży dzięki planu, wojsku i determinacji! Proszę przeczytać projekt. -Dobrze, zobaczymy co z tego będzie. Zapoznam się z projektem, i powiem wam co o nim sądzę, poczekajcie na zewnątrz.-powiedział. -Dobrze panie Moraczewski. Proszę mnie zawołać.-powiedział i ruszył ku drzwi.
***
Wszyscy wojskowi, wyszli z gabinetu. Wysocki podszedł do jednej z ławek i na nią usiadł. Po chwili dosiadł się Wojciechowski i Birut. -Myślałem, że pójdzie łatwiej...-powiedział. -Przecież nie powiedział nie.-stwierdził Birut. -Ale tak, też nie powiedział.-Wysocki ściągnął rogatywkę i przeczesał ręką włosy.-Przecież chce by Wielkopolska wchodziła w skład Rzeczypospolitej, to czemu nie podoba mu się pomysł powstania? -Wiesz, może się boi. Na około dziesięć powstań udało nam się wygrać tylko jedno.-powiedział Wojciechowski. -No, ale to też było Powstanie w Wielkopolsce!-słusznie stwierdził Wysocki. -No w sumie tak...-powiedział Wojciechowski i oparł się. Resztę czasu spędzili w ciszy, czekając aż Moraczewski zawoła ich, by powiedzieć im co zdecydował. Wysocki siedział z założonymi rękoma, oparty na ławce, z położoną na prawym udzie rogatywką. W międzyczasie gdy oczekiwali na wpuszczenie ich do gabinetu Wysocki naliczył co najmniej pięć osób które wchodziły do gabinetu. Wysocki był tak senny, że co chwilę zamykały mu się oczy. Nie chciał zasnąć, bo wyczekiwał decyzji. -Cholera.-pomyślał.-Zaraz zasnę jak to jeszcze dłużej potrwa.. I tak też sie stało. Wysocki chwilę później nie wytrzymał i zasną w takiej samej pozycji w jakiej siedział wcześniej. Wysockiemu śniło się że przed kimś uciekał. Biegł ile sił w nogach po czym nie zobaczywszy czeluści, wpadł w nią i leciał w dół z ogromną prędkością... To sprawiło, że Wysocki szybko się obudził, lekko przerażony. -Stało się coś?- zapytał Wojciechowski, widząc że Wysocki się przeraził. -Eee, nic, tylko miałem, dziwny sen... Wtem otworzyły się drzwi od gabinetu Moraczewskiego. Stanął w nich jakiś mężczyzna w średnim wieku. -Majorze Wysocki, mogę prosić do nas?-zapytał. -Tak, oczywiście.-powiedział, wstając założył rogatywkę i ruszył w stronę drzwi. W pokoju, siedziało pięciu ludzi, kilku musiało wyjść z gabinetu gdy spał. Podszedł do nich. - Panie majorze. Przeczytaliśmy wspólnie projekt. Szczerze mówiąc jesteśmy pod wrażeniem. Macie moje, a w sumie nasze poparcie.-powiedział Moraczewski i wstał by uścisnąć rękę Wysockiemu. Wysocki był tak podekscytowany, że nawet nie słyszał uwag reszty mężczyzn. -Majorze Wysocki, czy major nas w ogóle słucha?-zapytał jeden z nich. -Ależ oczywiście.-powiedział zdezorientowany. -Dobrze. A więc mam jeszcze jedną wiadomość. Około 15 grudnia Ignacy Paderewski, na pewno major wie o kogo chodzi, będzie wracał z Francji do Polski. Jednak, że po drodze będzie odwiedzał inne miasta, przed przyjazdem do Warszawy odwiedzi Wolne Miasto Gdańsk i Poznań. Czyli u Was będzie tak jakoś 25-26 grudnia. Przekaż to NRL. -To dla nas zaszczyt! Dziękuje, za pozytywne rozpatrzenie naszego projektu. -Jak mówiłem, zrobię wszystko by Wielkopolska była Polską. Więc, mam nadzieje że dobrze przygotujecie się do tego powstania. Trzymam kciuki za wygraną!-kontynuował Moraczewski. -Dobrze, dziękuje.- zasalutował, obrócił się ku wyjścia i wymaszerował. Gdy wyszedł z gabinetu, zobaczył swój zespół, który stał przed nim czekając na ogłoszenie werdyktu Moraczewskiego. -I?-zapytał zdenerwowany Wojciechowski. -No cóż... Powiedzieli, że im się nie podoba.. -Naprawdę!?-zdziwił się Birut. -Nie, naprawdę to powiedzieli, że są zachwyceni! I że mamy ich poparcie!-powiedział. -Wiedziałem!-wykrzyknął Nowak. -Dobra, panowie! To wracamy do Poznania.-powiedział Wysocki i ruszył ku wyjścia z budynku. Wszyscy zadowoleni przemierzali Warszawę, kierując się do dworca. -Powiedział Ci coś jeszcze?-zapytał Birut. -Tak. Że pod koniec grudnia, przyjedzie do nas Paderewski. -Ten kompozytor? -Tak. Mam powiadomić radę.-powiedział Wysocki.
Czekając na pociąg powrotny Wysocki myślał, o dzisiejszym dniu. -Misja wykonana-pomyślał.-Niestety jedna z wielu... Na teraz wiedział, jedno. Gdy tylko wróci do domu, pójdzie spać. Na razie czekała ich kolejna monotonna podróż...
Rozdział 5
2 grudnia 1918
Wysocki od razu po przyjeździe poszedł do lokalu w którym zbierała się rada by ogłosić werdykt stolicy. Wiedział że właśnie teraz odbywało się tam spotkanie, tak jak co dzień. Wszedł do lokalu i przekazał informację. Wszyscy byli zachwyceni. Gdy już miał iść do domu, przypomniało mu się że ma podać komunikat, o tym że Paderewski przyjeździe do Poznania. -A i jeszcze jedno.-powiedział Wysocki.-Moraczewski kazał mi przekazać, że pod koniec grudnia, z Francji do Warszawy przyjeżdża Paderewski. -No i? -No i po drodze będzie odwiedzał dawne części Polski. Będzie w Wolnym Mieście Gdańsk i u nas w Poznaniu. -Niemcochy będą zdenerwowane.-powiedział Zieliński. -Trzeba coś ustalić, na jego przyjazd.-powiedział Wysocki.-Musimy pokazać się od jak najlepszej strony! -Zgadzam się z majorem Wysockim.-był to major Artur Orłowski. -Dobrze panowie, więc to temat na nasze jutrzejsze spotkanie. Mam nadzieje że do jutra będziecie mieć chociaż wzgląd na tą sprawę. -Jasne panie pułkowniku.-powiedział Wysocki. Chwilę później cała rada wymaszerowała. Wysocki zmęczony powoli doczłapał się do domu. Przywitał się z żoną, ale był zbyt padnięty by rozmawiać o czymkolwiek. Wszedł do sypialni zrzucił mundur i położył się do łóżka. Chwilę później już spał.
Wysocki obudził się dopiero z rana następnego dnia. Było chyba koło siódmej. Powoli wstał. Założył mundur. Wiedział, że musi coś zrobić, tylko nie mógł sobie przypomnieć co... Gdy olśniło go, że za godzinę musi być na spotkaniu rady, przypomniał sobie co miał zrobić, przygotować jakieś pomysły na powitanie Paderewskiego. -Cholera.-powiedział na głos i poszedł zrobić kawę. Nawet chwilę o tym myślał, ale stwierdził, że pewnie coś po drodze wymyśli. Ruszył na spotkanie. Gdy tak szedł, zobaczył opartego o mur żołnierza polskiego. Stał w mundurze, z jedną ręką w kieszeni i palił papierosa. Wysocki rozpoznał go, kiedyś go szkolił z innymi szeregowymi. Pomyślał, że zwróci mu uwagę. Gdy tylko podszedł szeregowy wyrzucił papierosa i zasalutował. -Jak jesteś w mundurze, to nigdy nie trzymaj rąk w kieszeni, szeregowy! -Tak jest, panie majorze! Przepraszam.- odpowiedział zakłopotany. -Żeby mi się to już nigdy nie powtórzyło!-powiedział i odszedł. Młodzi żołnierze muszą wiedzieć, że powinni szanować mundur, by dawać przykład przyszłym pokoleniom, które będą już nosić prawdziwy polski mundur. Gdy tak o tym myślał, olśniło go i wpadł na pewien pomysł. Jak udało mu się trafić na spotkanie, okazało się że jest spóźniony jakieś dziesięć minut. Przeprosił za spóźnienie i usiadł na swoim miejscu. -Dobrze, a więc skoro są już wszyscy możemy pomyśleć, nad powitaniem.-zaczął Zieliński.- Macie jakieś pomysły? -Ja mam, pułkowniku.-powiedział nie kto inny jak major Wysocki. -Słuchamy... - Myślałem że najważniejsze jest to byśmy powitali go bardzo entuzjastycznie. Zróbmy pochody na ulicach. Wywieśmy flagi! Niech Paderewski będąc tutaj przemówi do narodu! -Zróbmy pochody!-wtrącił Orłowski. -Tak, majorze. Pochody, flagi, wiwaty! Postaramy się by było jak najlepiej! -O jakich flagach myślisz, majorze?-zapytał Zieliński. -No oczywiście o polskiej.. I o flagach państw wrogich Niemcom... Francja, Anglia, USA. -Mhmm... To będzie dobre!- powiedział Orłowski. Rozmawiali jeszcze chwilę o tym, wiedzieli, że muszą wszystko przygotować, ale nie wiedzieli w tym większych problemów, lecz mimo wszystko, nadal czekała ich ciężka praca związana z organizacją powstania...
Kilka dni później...
W Poznaniu, panował dość duży gwar i zamieszanie związane zarówno z Paderewskim jak i powstaniem. Od czasu wysłania projektu, NRL ostro wzięło się do roboty z przygotowaniem powstania. Zdecydowali już jakie oddziały wojskowe wezmą udział w powstaniu. Były to Służby Ludowe czyli POW i SSiB*. Oczywiście wojsko zaczęli przygotowywać od czasu gdy Wysocki ogłosił KRL wspaniałą wiadomość ze stolicy. Jednak nadal pracy im nie brakowało. Dopracowywali plany. Z każdym oddziałem rozmawiali o ich pozycji, podczas walki.
Powoli zbliżały się święta, ale rada nie odpoczywała. W końcu 26 miał przyjechać Paderewski. To była ich szansa, na wykazanie się. Z przyjazdu Paderewskiego, ani trochę nie ucieszył się naród Niemiecki. Przyjazd Paderewskiego wzbudzał mieszane uczucia. Dla nas- coś wspaniałego, dla Niemców- obraza i bulwersacja.
Był 16 grudnia, czyli zostało im dokładnie dziesięć dni do przyjazdu kompozytora. W tym czasie NRL przygotowywała jego powitanie. Rada dzisiaj ponownie zebrała się w swoim lokalu.Wysocki wyjątkowo były na zebraniu pierwszy, chociaż miał częste tendencje do spóźniania się. Po jakiś dziesięciu minutach zebrała się cała rada. Chwilę później do pomieszczenia wszedł Zieliński. Miał w ręce kilka teczek. Podszedł do katedry i położył je tam. Obszedł ją dookoła. -Panowie, za dziesięć dni ma pojawić się Paderewski, Szwaby są bardzo zbulwersowane i chcą zatrzymać pociąg, by Paderewski tu nie dotarł. Zapewne boją się że coś wymyślimy pod wpływem np. Jego przemówień.-mówił Zieliński. -He He-zaśmiał się Birut- I bardzo dobrze, że się boją! A Paderewski i tak do Poznania dotrze! Ja już się o to postaram! -Nie tylko ty, podporuczniku Birut, nie tylko ty! Cała nasza armia się o to postara! - wtrącił Wysocki. -Doskonale! Ciesze się, że wszyscy podzielacie moje zdanie. Majorze Wysocki jesteście odpowiedzialni za bezpieczeństwo Paderewskiego i za bezpieczny jego dojazd do Poznania.- powiedział płk. Zieliński. -Tak jest panie pułkowniku! Zieliński obrócił się i skierował się w stronę katedry. -Przepraszam panie pułkowniku, chciał bym poruszyć jeszcze temat powstania.- powiedział wstając jeden z oficerów. Był nim major Artur Orłowski. -Tak, majorze Orłowski?- zapytał Zieliński, a wtedy wszyscy skupili wzrok na Orłowskim. Orłowski był uważany za jednego z najlepszych żołnierzy. Szkolił się i wiele razy walczył u boku Wysockiego. Miał 31 lat. Był wysokim szatynem z wąsem i brodą. Mieszkał niedaleko Wysockiego, ze swoją żoną Martą i trzema synami. Orłowskiego wyróżniała charyzma i świetne poczucie humoru, jednakże miał też doskonałe zdolności organizacyjne. -Przygotowujemy wojsko, broń, powiadomiliśmy stolicę, ale myślę że musimy ustalić jeszcze coś... -Co, panie majorze?-zapytał Zieliński. Zieliński mimo iż dobrze wiedział, że Orłowski jest jednym z najlepszych oficerów, nie pałał do niego sympatią. -Musimy wybrać przywódce powstania! Wysocki przypomniał sobie rozmowę z Wojciechowskim. Mówił, że nieoficjalnie wybrano już dowódce... Wysocki przyglądał się reakcji Zielińskiego. Podszedł on do stojącego Orłowskiego i szepnął mu coś w rodzaju “-Ty znasz moje zdanie.” Po czym przemówił na głos. -Słusznie panie majorze. Powinniśmy wybrać jakieś kandydatury. Macie jakieś propozycje, żołnierze?- zapytał. Na jakiś czas na sali zapadła cisza. Wszyscy najprawdopodobniej szukali w myślach najlepszego oficera, który nadawał by się na zajęcie tak ważnej dla tego powstania pozycji. -Myślę, że najodpowiedniejszą kandydaturą będzie osoba majora Piotra Wysockiego.- powiedział kapral Nowak. -Myślę, że pomimo iż major Wysocki jest odpowiednią osobą, już dużo zrobił dla powstania, nie powinniśmy go obciążać takim obowiązkiem.-wtrącił Orłowski. -Ja myślę, że major Wysocki poradził by sobie z tym doskonale. Prawda panie majorze?-powiedział Zieliński. -Może i tak, ale wiem że są o wiele lepsi ode mnie. Proponował bym pułkownika Zielińskiego. -Mhmm.. Też myślę, że to dobra propozycja! -Panowie, ja jestem na to za stary..-wtem jego wypowiedz, przerwał mu jeden z wartowników, który miał poinformować radę w razie niebezpieczeństwa. -Pułkowniku! Idzie w tą stronę grupa szkopów, myślę że najlepiej będzie natychmiast zakończyć spotkanie! -Tak, to zbyt niebezpieczne siedzieć tu, rozejdźmy się! -powiedział Orłowski. Powoli każdy wyszedł kilkoma tajnymi wyjściami, a kilku wyszło frontem. W pomieszczeniu został jedynie szeregowy Franciszek Wrona, wartownik. Wysocki, Wojciechowski i Orłowski ruszyli razem w stronę domów. Widzieli z daleka jak pięciu niemieckich żołnierzy wchodzi do lokalu. -Mam nadzieję, że nic nie zrobią temu szereg...-wypowiedz Wojciechowskiego przerwały cztery następujące po sobie strzały z broni. Przerażeni oficerowie wymienili spojrzenia. -O boże...-powiedział Wysocki. -Nie możemy tam teraz iść... Musimy czekać...-powiedział Orłowski. Żołnierzom nie pozostało nic innego jak rozdzielić się i ruszyć do domów. Wiedzieli, że na pewno ktoś z rady sprawdzi co się tam działo i jutro o wszystkim się dowiedzą. Teraz byli bezsilni. Wojciechowski przez całą drogę do domu był niespokojny. Porucznik Tomasz Wojciechowski należał do 5 Pułku Strzelców Wielkopolskich, którego dowódcą był major Piotr Wysocki. Piotr był jego najlepszym przyjacielem. Znali się i walczyli razem na frontach od zawsze. Piotr idąc do domu starał się nie myśleć o owym wydarzeniu sprzed kilku minut, ponieważ wiedział, że musi opracować plan bezpiecznego przewozu Paderewskiego. Teraz musieli wyostrzyć rygory bezpieczeństwa. Wiedział też, że w jego obronie będzie musiał pomóc mu jego pułk. Czekało go specjalne wyszkolenie swojej armii... Miał dziesięć dni.
Rozdział 6
26 grudnia 1918
Od samego rana po Poznaniu przechadzało się pełno żołnierzy polskich, co prawda w niemieckich mundurach, jednak biało-czerwone opaski wskazywały na pochodzenie. Na nasze nieszczęście nie byli to jedyni żołnierze przemierzający Poznań. Było tam też dużo żołnierzy Niemieckich, którzy wiedzieli, że coś się święci. Piotr dziś wstał o wiele wcześniej niż zwykle i poszedł pod lokal, w którym często się spotykali. Miał nadzieję, że wiedzą już co stało się z wartownikiem. Gdy szedł ulicą z daleka zobaczył pułkownika Zielińskiego i podporucznika Andrzeja Biruta. Z daleka byli bardzo do siebie podobni, jedyną różnicą w ich wyglądzie były siwe włosy Zielińskiego. Podporucznik mieszkał niedaleko lotniska ze swoją żoną. Był jeszcze młody, miał 26 lat i należał do 5 Pułku Strzelców Wielkopolskich. Gdy podszedł bliżej nie zauważył entuzjazmu na ich twarzach, z czego wywnioskował, że z wartownikiem nie jest za dobrze... Jeśli w ogóle jest. -Czołem pułkowniku!-powiedział Wysocki salutując. -Witam!- oficer podał mu rękę. -Co z wartownikiem? -Nie żyje. Niemcy go rozstrzelali.-powiedział Birut. -Cholera. -Nie udało by nam się go uratować. Zmarł na miejscu. Mam nadzieję, że nic nie wydał.-powiedział Zieliński. -Gdyby coś powiedział, szwabów mieli byśmy już dawno na karku, a póki co są cicho...-rzekł Birut. -Birut ma racje, panie pułkowniku.-powiedział Wysocki. -Dobrze majorze, my z Birutem idziemy na górę, czekaj na pułk. -Tak jest! Dzisiaj mieli odebrać Paderewskiego z peronu. 26 grudnia był bardzo chłodny, Wysocki stał pod lokalem i trząsł się z zimna. -Boże... Jak zimno- po cichu myślał sobie Wysocki. Po dziesięciu minutach zauważył zbliżający się pułk. Uśmiechnął się do siebie i ruszył w ich stronę. -A major Wysocki wyjątkowo na czas!- powiedział Wojciechowski, szerząc zęby. -Czasem trzeba.-odpowiedział Wysocki i uśmiechnął się pod nosem.- Musimy poczekać na Zielińskiego. -Chyba już idzie.-Wysocki obejrzał się za siebie i zobaczył Zielińskiego, Biruta i Orłowskiego. -Witam panów! Dobra majorze, tutaj jako pomocnika w poprowadzeniu pułku przydzielę Ci dzisiaj majora Orłowskiego, poza tym przydzieliłem Ci około pięćdziesięciu żołnierzy do przeprowadzenia Paderewskiego z peronu do hotelu.-mówił Zieliński. -Dobrze, dziękuje panie pułkowniku!-odpowiedział. -Paderewski ma być za jakieś cztery godziny więc możecie już ruszać na Posen Hauptbahnhof. Wysocki przytaknął i stanął na środku placu na którym stał pułk. Mimo, iż wydawało by się, że mają mnóstwo czasu, to właśnie tyle potrzeba im na przygotowanie wszystkiego. Teraz jednak czekała ich przykładna musztra. -Pułk BACZNOŚĆ!-krzyknął Wysocki i wszyscy stanęli w nienagannej pozycji.-W dwu szeregu frontem, do mnie zbiórka! SPOCZNIJ!- kontynuował Wysocki. W kilka sekund pułk stał jak należy. -W prawo, zwrot! W tył na lewo, za majorem Orłowskim MARSZ!- powiedział Wysocki i po chwili dołączył do Orłowskiego. -Lewa! Lewa! Lewa!-krzyczał Wysocki by wyrównać marsz pułku. Szli tak jakieś dwadzieścia minut, aż w reszcie udało im się dotrzeć na dworzec. -Pułk!-wtem rozległo się głośne uderzanie o podłoże wojskowych butów- STÓJ!- usłyszano jeszcze tylko trzy uderzenia i wszyscy równo i nie nagannie stanęli na peronie. Wysocki znów wyszedł przed żołnierzy. -W prawo, zwrot.-wykrzyknął- Słuchajcie żołnierze! Za jakieś cztery godziny planowany jest przyjazd Paderewskiego, podejrzewamy że przyjdą tu wojska niemieckie, by nie dopuścić do jego wjazdu , a więc my będziemy musieli ich o tego nikczemnego planu odwieść, rozumiemy się?-zapytał. -Tak jest, majorze Wysocki!-wykrzyknął Pułk. -Doskonale! Więc, w tył do nakazanych czynności rozejść się! SPOCZNI!-powiedział zadowolony Wysocki. Żołnierze rozproszyli się po peronie, kilku z nich poszło w stronę nadjeżdżającego pociągu, a sam Wysocki stanął na środku i obserwował czy wszystko idzie zgodnie z planem i czy nie zbliżają się Niemcy. -To teraz czeka nas czterogodzinna warta- pomyślał Wysocki i zaczął obserwować zachowania swoich żołnierzy. Było już ciemno, godzinny mijały, a po Paderewskim jak śladu nie było tak nie ma. Na peronie powoli zaczęło zbierać się mnóstwo gapiów, z każdą minutą było ich więcej. Ale niestety nie tylko ich przybywało. Wysocki zobaczył, że zaczynają schodzić się Niemcy, którzy próbują rozproszyć tłumy. Naglę do Wysockiego podszedł jeden z cywilów. Był nim Wojciech Kasprowski, jego tymczasowy łącznik z Zielińskim. -Paderewski, powinien być za kwadrans.- szepnął po czym znowu wtopił się w tłum. -Szulc! Do mnie!-krzyknął Wysocki. Wtem pojawił się Szulc. -Słuchaj biegnij natychmiast, z kilkoma żołnierzami do Zielińskiego, powiedz mu żeby przysłał mi posiłki. Reszcie postaraj się ogłosić pełne przygotowanie! Za jakieś piętnaście minut ma tu być Paderewski, rozumiemy się?- powiedział Wysocki. -Tak jest, panie majorze!- odpowiedział Szulc odmeldowując się. Jakieś osiem minut po pójściu po posiłki Szulca, Wysocki zobaczył nadjeżdżający pociąg. Powoli zaczęło się robić duże zamieszanie, Poznaniacy zaczęli podochodzić do miejsca podjazdu pociągu, a Niemcy nadal bezskutecznie starali się ich rozproszyć. Pociąg był już niedaleko. Polscy wojskowi, kazali odsunąć się poznaniakom od torów, by pociąg bezpiecznie i bez żadnych ofiar wjechał na peron. A Niemcy oczywiście nadal uparcie starali się nie dopuścić do tego by pociąg wjechał. -Jezus! Jakie te szwaby są upierdliwe!- słusznie stwierdził Orłowski stojący obok Piotra. -Taa i to jeszcze jak! Ciekawy jestem co jeszcze wymyślą, żeby Paderewski nie mógł tu wjechać, He he, to naprawdę dobra parodia.-powiedział zadowolony Wysocki. -Tak, rzeczywiście, dobra teraz pełna gotowość, rzuć rozkaz!-powiedział Orłowski. -Mhmm, PUŁK, PEŁNA GOTOWOŚĆ!-wykrzyknął Wysocki. Pociąg bardzo powoli wjechał na peron, Niemcy zmartwione swoją sytuacjom, ponieważ zobaczyły swoją bezsilność wobec zgromadzenia, ruszyły do Prezydium Policji by tam coś “skombinować”.
Wysocki i Orłowski razem weszli do pociągu.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yennefer
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…