Wróć do katalogu

Cyc wszechobecny, czyli o karmieniu piersią.

Karmienie piersią w miejscach publicznych: naturalna czynność czy spory nietakt?

GRAF@, opublikowano , 8 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cyc wszechobecny, czyli o karmieniu piersią. W ciągu ostatnich kilku tygodni kilkakrotnie pojawiał się w prasie i telewizji temat możliwości (lub jej braku) karmienia piersią w miejscach publicznych. Akcja promująca tą możliwość/zwyczaj/prawo/powinność (niepotrzebne skreślić), nie jest pierwszą próbą dyskusji na ten temat, dostrzegłam jednak dwie zmiany. Pierwszą z nich jest roszczeniowy ton, jaki pojawił się w wypowiedziach kobiet będących zwolenniczkami „naturalnej” metody karmienia. Drugą zmianą jest absolutna defensywa przeciwników takiej ekspansji naturalizmu. Czyżby strach przed naruszeniem zasad poprawności politycznej odebrał im głos? Jeśli wierzyć organizatorkom kilku większych akcji mających na celu propagowanie karmienia piersią w miejscach publicznych, matki niemowląt są w Polsce marginalizowane, lub wręcz wykluczane z życia społecznego. Tym, co zdawało się najbardziej irytować wojownicze kobiety była niechęć restauratorów do matek karmiących przy stolikach. Ponieważ w lutym tego roku miałam wątpliwą przyjemność przekonać się, jak beztroskie i nietaktowne potrafią być Matki Polki, zdecydowałam się zabrać głos w tej sprawie. Ale o tym później; najpierw przyjrzyjmy się argumentom. 1. Karmienie piersią jest czynnością tak naturalną, że nie powinna nikogo dziwić ani bulwersować. Cóż; istnieje wiele naturalnych, fizjologicznych czynności, którymi nie afiszujemy się w miejscach publicznych. I o ile dyskretne nakarmienie niemowlęcia na spacerze (np. w parku) nie powinno nikogo specjalnie dziwić (najwyraźniej matka źle obliczyła porę karmienia i tak po prostu „wypadło”), o tyle zabieranie niemowlęcia w zatłoczonej miejsce, jakim jest restauracja, uważam za bardzo poważny nietakt. I niech zwolenniczki takiego postępowania nie oburzają się za próbę „zamykania matek w domach”! Każda dorosła osoba (a za takie uważam kobiety decydujące się na dzieci) powinna być w stanie zorganizować sobie czas w rozsądny sposób. Na czas wizyty w restauracji można postarać się o opiekę w postaci dziadków, ciotek, kuzynek, teściów, przyjaciółki, niani, a w ostateczności sąsiadki. Aby wszystko było jasne: nie jestem przeciwniczką pojawiania się dzieci w restauracjach pod warunkiem, że są to {i}wychowane{/i} dzieci. Rodzice muszą kontrolować swoje pociechy i opuszczać pomieszczenie, jeśli ich latorośl zaczyna wydawać dźwięki o niebezpiecznym dla słuchu natężeniu, czy też (jak w przypadku niemowląt), wymaga nakarmienia czy przewinięcia. I wbrew pozorom, istnieje coś takiego jak wychowane niemowę; bardzo łatwo je rozpoznać: jest nauczone pić z butelki… Inna sprawa, że w każdym lokalu powinno znajdować estetyczne, wygodne pomieszczenie przeznaczone do tego celu (i nie mówię tu o sterylnej klitce obok toalet z napisem „pokój do przewijania niemowląt”). 2. Kobieta nie powinna być wykluczana z życia społecznego tylko dlatego, że ma dziecko, które akurat teraz musi nakarmić. Takie podejście do tematu sprawia, że każdy przeciwnik karmienia niemowląt w miejscach publicznych zostaje przedstawiony jako bezduszny typ, głodzący maleństwa. Nie dajmy się zwariować. Jeśli matka zdecydowała się udać z małym dzieckiem w miejsce publiczne, w dodatku z dzieckiem do tego nieprzygotowanym (wspomniana wcześniej nauka picia z butelki) nie może dziwić się, że otoczenie nie będzie jej obecnością zachwycone. Tym bardziej, jeśli – zamiast dyskretnie zająć się dzieckiem na osobności - zacznie ostentacyjnie manifestować swój instynkt macierzyński. Nie dajmy sobie wmówić, że zwrócenie uwagi kobiecie, która narzuca nam swoją intymność, jest nietaktem z naszej strony. Nie ma prawnego obowiązku robienia „maślanych oczu” na widok bobasa ssącego pierś. A jednak przeważnie to otoczenie odwraca wzrok, gdy matka zabiera się do wypełniania „najnaturalniejszego” z obowiązków. Nie można mówić o wykluczeniu w sytuacji, w której istnieje tyle

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych