Czarna Pastylka
To jak w końcu jest ?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To już trzeci dzień. Jest godzina 21:22. 21 Sierpnia. Tabletkę przyjmę zapewne za jakieś 10 minut. Na razie nie dostrzegam żadnych nadzwyczajnych efektów proste halucynacje i stan euforii, obawiam się, że to jakieś podrzędny chłam. Kupiłem tylko pięć pastylek, o pięć za dużo. Jeśli dziś nie będzie efektów, wracam do starych środków.
Jimmy stał na środku ciemnego pokoju. Na jego dłoni leżała niewielka idealnie czarna kapsułka. Jimmy wbił w nią wzrok. Poczuł się dość dziwnie. Jakieś cienie złowieszczo przesunęły się po ścianie naprzeciw brudnego małego okienka. Może mu się zdawało, ale z każdą sekundą tabletka wydawała się cięższa. Słyszał jakby cichy szept. Błagalną prośbę. "Zjedz mnie". "Posiądź mnie". Jimmy'ego nie zdziwiło to aż tak bardzo. Przywykł do wszelakich halucynacji i złudzeń. Jego dłoń majestatycznym ruchem powędrowała w kierunku ust. Tabletka wciąż pełna napięcia, wyczekiwała z milczeniem końca trasy. Dłoń na moment zatrzymała się. "Dalej!" Anemiczna lampa, wydała z siebie serie przerywanych bzyczeń, na moment oświetlając pokoik. "Dalej!" Dłoń zakończyła ruch. Tabletka pełna złowieszczej uciechy wskoczyła w przełyk i pomknęła dalej. "Cóż" - skwitował Jimmy i opadł na niepościelone, śmierdzące łóżko. Już miał zasnąć, gdy nagle tabletka odezwała się do niego swoim obsydianowym, ledwie widzialnym głosem. "Jimmy, Jimmy, Jimmy." "Nie zasypiaj." "Proszę." Resztę zagłuszył nieprzyjemny dźwięk mknącego pociągu. Jimmy podekscytowany, możliwością konwersacji z czarną pastylką, siadł na krześle. "Co mi pokażesz?" Zapytał trochę prowokacyjnie tabletki. Tabletka wybuchła szaleńczym śmiechem, który ogłuszył Jimmy'ego. Pokój zawirował tracąc kształty. Czas zwolnił na moment. Ciemność wokół Jimmy'ego wybuchła nagle kaskadami świateł. Wirujące czerwienie mieszały się z rozbłyskującymi zielonkawymi pasami. Kolor niebieski eksplodował we wszystkie strony, uzurpując sobie prawo do świecenia. Zielony walczył jednak dalej bryzgając wszędzie seledynową krwią. Na rubieżach pojawił się nieśmiało żółty w akompaniamencie trochę bardziej introwertycznego fioletu. Jimmy początkowo zachwycony świetlanym pokazem, zapragnął wrócić do normalnej percepcji. "Dość!." We wrzasku rozbłysków nikt go jednak nie usłyszał. "Dość!" "Dość!" Czarna kapsułka, zlitowała się. Ściany wypełzły zza kaskady kolorów, opatulając Jimmiego. "Teraz coś innego!" Czarnej tabletce spodobało się zabawianie Jimiego. Jimmiemu również Łąka. Jimmy stał na łące. Wokół łąki rozpościerała się ściana drzew. Coś jednak było nie tak. Łąka była sztuczna. Plastikowa. Przestrzeń pusta. Dotknął trawy, która od razu uschła. Zaraz potem wszystko w nihilistycznym, spazmatycznym odruchu, obumarło. Drzewa straciły liście i pokurczyły się. Na niebie pojawiły się chmury burzowe. Monumentalne, złowieszcze cumulonimbusy. Jimmy padł na kolana i rozpłakał się. Coraz głośniej jęczał. Skamlał. Jego smutek piętrzył się. Błyskawica przeszyła niebo. Grzmot rozerwał ciszę...
Leżał obok śmietnika. Efekt narkotyku najwyraźniej minął, gdyż odczuwał świat normalnie. Dzisiejsze halucynacje były dość ciekawe. Postanowił wybadać gdzie dokładnie jest. Rozejrzał się. Jakaś ponura boczna, ślepa uliczka. Ruszył w kierunku głównej ulicy. Rozpoznał okolice. Odnalazł swoją norę. Spojrzał przez małe okienko na poziomie ulicy. Osłupiał. Spojrzał jeszcze raz. Wewnątrz ktoś siedział. Zobaczył jego twarz. DOSŁOWNIE JEGO. To znaczy SWOJĄ. Ale tam. Wewnątrz. On sam - Jimmy siedział w swojej norze. Z tym, że on Jimmy, był równocześnie na zewnątrz. Czarna pastylka zachichotała krztusząc się niemal. Jimmy spojrzał na swoje ręce. Były ciemne. Popatrzył na swoje ciało. Nie było jego! Był jebanym murzynem! O kurwa! W popłochu wpadł na ulicę. Nie usłyszał nadjeżdżającej ciężarówki. Poczuł ją chwilę później.
To drugi dzień 1: 14 w nocy. 20 Sierpień. Biorę drugą tabletkę. Pierwsza nie dała spektakularnych efektów.
Jimmy odwrócił się po tabletkę. Usłyszał jakiś hałas za oknem. Połknął tabletkę. Rozsiadł się w tandetnym, dmuchanym fotelu. Czekał. Zobaczył jak łóżko powoli zaczyna falować. Wszystko zaczęło falować. Stało się przyjazne i miłe dla oka. Umysł ślizgał się po powierzchni rzeczywistości jak surfer po najlepszej fali. Jimmy popadał powoli w stan euforii. Spojrzał na brudne ściany. Ściany są ładne, jakież ładne. Pomyślał. Wstał. Wyszedł. Na ulicy zobaczył karetkę. Ładną karetkę, jakże ładną. Była naprawdę ładna. Samochody tańczyły usiłując skręcać na boki, gdyż jego ulicę blokowała ta ładna karetka. Na ulicy leżał w ładnej i spokojnej kałuży krwi jakiś murzyn. Hę? Poczuł jakby przebłysk. Biedny człowiek. Nie chciałbym tak zginąć, oj nie. Ruszył dalej ulicą. Gdy mijał zaułek, ktoś wybiegając stamtąd. Popchnął go?. Jimmy nie utrzymał równowagi i runął na ziemię. Osunął się w czerń. Czarna tabletka uśmiechnęła się szelmowsko po nosem.
Obudził się. Zeskoczył z łóżka. Pobiegł do szafki i ubrał się. Umył żeby. Z plecakiem zszedł na dół. Przywitał się z rodzicami Czuł się dzisiaj trochę dziwnie. Jakby nieswojo. Ale ze mnie dziecko pomyślał. Tata zawiózł go do szkoły. Nie rozmawiali. Miał dość Taty. Powodzenia na matematyce! Rzucił ojciec, gdy już wychodził z samochodu. A odpieprz się! Ojca zamurowało. Zwiał szybko do szkoły. Z jakąś bliżej nieokreśloną satysfakcją, ruszył korytarzem. Dostrzegł swoich kolegów. "Cześć Ben!" Zmroziło go. Ben? Jimmy? "Ja mam na imię Jimmy!" Chwila? Gdzie ja do kurwy nędzy jestem? "Ben!" Wrzeszczeli koledzy. Ruszył w ich kierunku. Przywitał się. Gadali idąc do szatni. Zauważył, że jednemu "dużemu" wypadło coś z kieszeni. Ci ze starszych klas mieli dziwne rzeczy. Podniósł to coś. Była to czarna pastylka. Niewielka. "Nie jedz tego Ben!" Koledzy ostrzegali Bena. Ben jednak połknął czarną pastylkę. "Nie lubię was!" Wyrzucił z siebie Jimmy. "Nienawidzę was!" Dodał Ben. Wspólnymi siła Ben i Jimmy rzucili się na kolegę po prawej. Jimmy wbił swoje palce w oczodoły malca. Wrzask. Wyrwał mu gałki oczne. Krew. Ben odwinął się i potraktował drugiego kolegę butem. Wstali. Jimmy podszedł do kulącego się z bólu koleżki. O tę część poprosił Ben. Kopał go między nogami, smakował jego krzyku. Zachwycał się cierpieniem. Napawał bólem. Wziął gaśnice z pobliskiej ściany. Zamach. Piękne uderzenie w bok głowy. Poezja. Przyłoży jeszcze kilka razy. Ucieszył się, gdy wreszcie rozłupał czaszkę. Krew. Wszędzie. Uważał, żeby nie poślizgnąć się w kałuży krwi. Ostrożność ponad wszystko. Rozłupał czaszkę do końca … i dokładność! Sięgnął po wylewająca się masę, która była mózgiem. Zakosztował. Myślał, że będzie lepsze, ale nie wypluł. Tak nakazywały dobre maniery. Jimmy/Ben i ktoś jeszcze spostrzegł, że nie ma nikogo w szatni. Krzyki bezokiego jeszcze nikogo nie zwabiły. Zdjęli mu koszulkę. Malec był troszkę niespokojny. Zaczęli rozrywać skórę na piersi. Początkowo szło trudno. W końcu Ben, jako schludny chłopak często obcinał paznokcie. Ale Jimmy/Ben szybko się uczyli. To przecież na dobrą sprawę naturalna umiejętność. Każdy człowiek z natury tak umie. To tylko ta cywilizacja nas…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Asimo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…