Wróć do katalogu

Czarne Żagle

inspiracja Maladie

Merigold, opublikowano , 14 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mimo pięknego dnia, komnata skąpana była w mroku. Na dużych, oknach wisiały ciężkie purpurowe zasłony. Kryły za sobą najdelikatniejsze firany w kolorze kości słoniowej. Jedyne wyposażenie pokoju stanowiło stare łoże, mały stolik i kilka krzeseł. W rogu stał staroświecki świecznik. Świece płonęły powoli, płomyki prawie wcale się nie poruszały. Siedziałam przy łóżku Tristana. Czuwałam. Jego czoło pokryte było potem. Miał gorączkę. Rana zadana w pojedynku jątrzyła się niemiłosiernie. Medycy byli bezsilni. Zostało mu mało czasu. Cierpię, tak bardzo cierpię, bo nie umiem mu pomóc. On szepce nie moje imię. Jego czoło znów rozpala się mocniej. Dziwię się, że czasem odzyskuje zmysły. Bo ma nadzieję, którą ja już dawno straciłam. Kilka tygodni temu wysłałam mego brata do Tintagelu. Czekamy na ostatni ratunek. Jak powiedział medyk, Tristana trzyma przy życiu tylko iskierka wiary. Że ona przyjedzie. Ta, którą ukochał. Izolda Złotowłosa, żona króla Marka. Sama nie wiem, dlaczego poślubiłam Tristana. Bo go kochałam i wciąż kocham? Byłam dla niego tylko wyłącznie ratunkiem, gdy Złotowłosa, zmuszona, została nałożnicą Marka. Nie wiem co o tym myśleć. On gorączkuje. Nie mam mu tego za złe. Coś zawsze czuł żal wypowiadając moje imię. To nie je chciał usłyszeć. - Izolda..- szepce Tristan. To nie ja. Najbardziej boli bezsilność. Nic nie mogę zrobić. Tylko czekać. Na statek. Kochałam go ponad życie, zrobiłabym dla niego wszystko. A on? Chyba wolał o mnie zapomnieć. Zmienił mi nawet imię, bym nie przypominała sama sobą o jego tragicznej miłości. Ja, Izolda o Białych Dłoniach, zostałam Yseult. Tylko pustą Yseult.

***

Czekamy na statek. Jedanjk morze jest puste. Przybyła tylko służka pani, Branwen i rycerz Morholt. Czas ucieka. Z Tristanem jest coraz gorzej. Jeśli Izolda przybędzie, żagle będą miały kolor biały. Jeśli nie - czarny. W klepsydrze kończy się piasek.

***

Wieczerza odbywała się w całkowitej ciszy. Żadnego szumu, szmeru. Powietrze było ciężkie mimo pięknej wiosennej pogody. Przy stole siedział Morholt z Branwen. Yseult nie było. Czuwała przy Tristanie. Teraz stała się jego jedyną towarzyszką w ostatniej krucjacie przeciw chorobie. - Morhlcie... - Jestem tu, Branwen. - Co z Tristanem? Yseult nie opuszcza komnat... - Coraz gorzej... Pojawił się zgorzel, okropnie to wygląda... Ale ona jest przy nim. - I jedzie, do kpńca. - Jeszcze nie wszystko stracone, droga Branwen. Ostatnia nadzieja w twojej pani. Tylko czy ona... czy Złotowłosa odpowie na wezwanie? Branwen odwróciła twarz i spojrzała na krajobraz za oknem. po jej policzku spłynęła łza. Morze było puste. Statek nie przybywał. - Nie wiem, Morholcie. Ale on w nią wierzy. I czeka. Milczenie. Pełne ciszy. Smutnej. - Jakim jesteś głupcem, Tristanie- szepnęła. - Branwen... - Złotowłosa już dawno stała się mu nie przychylna. Chyba zapomniała... - Branwen, ufajmy. Jak on. - Ale w co? spojrzała mu w oczy. Roześmiana, radosna Branwen z Tary, która stała się s,utną, posępną Branwen z Kornwalii, o oczach, które wiedzą - Jakim on był głupcem. Zamiast dziękować za ten skarb jaki jest Yseult, on marzy. Marzy o niej. A piasek w klepsydrze zaczyna się kończyć...

***

-Yseult... Możesz? Yseult podniosła się z krzesła i podeszła do okna. Odciągnęła długie zasłony, odsłaniając delikatne firany. Światło wpadające do komnaty rozjaśniło twarz Tristana. Chudą, szarą, skurczoną bólem. Po jego rozpalonym czole spływały krople potu. Miał podkrążone oczy, spękane usta. -Dziękuję, Yseult – wykrztusił. - Nic nie mów, Tristanie- powiedziała siadając, wyłamała długie smukłe palce. Ze zdenerwowania. -Statek...? - Morze jest puste- przerwała mu spojrzeniem- Wypoczywaj. - Spójrz, jeszcze raz, pani... Spojrzała na niego oczami pełnymi bólu i cierpienia. Westchnęła i podeszła do okna. Nie oczekiwała niczego. Nie chciała. Do końca wierzyła, że Tristan zaśnie zanim Ona przyjedzie. Jeśli przyjedzie. Tym większe było jej zdziwienie, gdy na zburzonym, lazurowym morzu pojawił się statek. Jednak odpowiedź z Tintagelu przybyła. Żagle były daleko – nie dało się rozróżnić ich koloru. Yseult zadrżała. Zaplotła białe dłonie i przykryła oczy powiekami. Tristan zauważył zmianę. Inne, zdenerwowane ruchy. Zorientował się. - Yseult... Odwrócił się i uśmiechnęła. Smutno. -Leż, wypoczywaj. - Statek...? Czy widać już żagle? Zawahała się. Chciała mu okazać swą miłość po raz ostatni Jednak coś jej nie pozwalało. Może świadomość, że on się jej nie odwdzięczy? - Może jest puste - skłamała, czując do siebie odrazę. Ponownie popatrzyła w okno i zamarła. Żagle były białe. Jak śnieg.

***

Morze było dziś gniewne i wzburzone. Na zamku panowała cisza, przerywana odgłosem rozbijania się fal o skały. Morholt siedział sam z Branwen w bibliotece Tristana. Yseult znów czuwała. W ciągu paru dni zbladła, sposępniała. Z minuty na minutę cichła. - Morholcie? - Jestem tu, Branwen. - Bądź... Milczenie. - Jak wielką siłę ma uczucie – szepnęła – Potrafi odwrócić porządek. Zniszczyć ład. Gdyby nie Tristan i Izolda dziś na moim grobie kwitłyby narcyzy. - Branwen, proszę... - Morholcie, ja utonęłam w Morzu Sabriny. To oni przywrócili mnie światu. Tak jak i ciebie. W czasie twojego pojedynku... Nie przeżyłeś tego, nie mogłeś przeżyć... - Tristan mnie pokonał, bo walczył za swoją Izoldę. - Gdy to się skończy, ja wrócę do morza... Zostanę Panią Alg, Tą, Która Czeka. - Branwen, przecież wciąż istniejemy. Jeszcze nie nadszedł nasz koniec, cieszmy się chwilą. - Ale jak długo...? Objął ją, przycisnął do piersi. Chciał, by wyzbyła się wątpliwości. - Czy to ważne? Powołano nas do życia dla legendy. Żyjemy dla legendy, zaczynając nową. Jestem tu. - Bądź. Kochaj mnie. Ciche pukanie do drzwi. Stare wrota wychylają się na kilka cali i otwierają na całą szerokość. Stała tam Yseult. Była jeszcze bledsza. Jaj twarz, oczy skryte w cieniu, pełne nienazwanych lęków. Zgarbiona sylwetka. Wyłamywanie palców. - Morholcie, Branwen – głos pozostał jednak taki sam. Stanowczy z nutą nostalgii – Stało się coś czego nie chcieliśmy doczekać, a co Tristana utrzymywało przy życiu. Żagle są białe. Złotowłosa jest na pokładzie.

***

Siedzieli we troje w milczeniu. Panowała napięta atmosfera. Morholt obejmował Branwen. Yeult wyłamywała palce i patrzyła w okno. Słyszeli odgłosy cumowania statku. Żadne nie odważyło się na to spojrzeć. Bo Tristan też musiał to słyszeć.

***

Leżał na łóżku. Było zimno. Czuł się źle. Tracił siły. I czas. Wiedział, że Yseult go okłamała. Słyszał jak statek przybija do brzegu. Nadszedł czas by się zastanowić. Zmusiłem ją do zmiany imienia, by została pustym dźwiękiem. Nie mówiła nic, nie protestowała. Uśmiechała się tylko bardzo, bardzo smutno i wyłamywała palce. Musiała czuć do mnie odrazę po tym co zrobiłem, ale czuwała. I była. A Izolda? Izolda…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych