Czarodziej. ( Rozdział drugi )
Zapraszam do przeczytania rozdziału pierwszego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O rany, 10.00! – Amanda zerwała się z łóżka, jednak po chwili opadła na nie z powrotem gdyż poczuła silny ból w nodze, która była spuchnięta. Zrobiła sobie kawę, zjadła pomarańcza i od razu rozłożyła przed sobą teczkę z aktami nowej sprawy. – Co tu mamy? – powiedziała sama do siebie. Wzięła do ręki akt oskarżenia. Powoli zaczęła czytać a zarazem analizować każde słowo tekstu. Przecież ta sprawa jest z góry wygrana. Facet sprzedał łódź motorową bo była jego własnością, a że wydał pieniądze na niecne cele jak pisze jego żona, to jego sprawa bo łódź widniała tylko na jego nazwisko. Była więc jego własnością. Czego zatem chce ta kobieta? –zastanowiła się przez chwilę Amanda po czym sięgnęła jeszcze dwie inne zapisane kartki papieru. Były to zeznania świadków, że do kupna łodzi dołożyli się rodzice tej kobiety. Co mi będzie zatem potrzebne? – pomyślała. Przygotowując listę argumentów, jakimi mogłaby się posłużyć w sądzie poczuła, że jest głodna. Weszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Konserwa, parę plasterków wędliny, jajka i twarożek. O nie, zasłużyłam na obiad – pomyślała. Amanda nie lubiła gotować. Zwykle jadała obiady w restauracji tuż obok swojego biura, więc nie miała w domu nic, z czego mogłaby przyrządzić jakieś ciepłe danie. Do restauracji na pewno nie pójdę z tą nogą. Szkoda, że wczoraj tak się obeszłam z Markiem. Być może przyniósłby mi dziś coś ciepłego do zjedzenia. Trudno. Poradzę sobie – postanowiła pójść do pobliskiego sklepu i kupić frytki. Ubrała się, wyciągnęła z szafki pantofle, założyła jeden na lewą nogę. Na prawej miała stałą szynę więc niemożliwością było założyć jakiegokolwiek buta. Niestety jej wszystkie obuwie było na wysokim obcasie. W pewnym momencie straciła równowagę i gdyby nie szafka pewnie runęłaby z hukiem na podłogę. Zdjęła pantofel z lewej nogi i zrozpaczona spojrzała w stronę kapci. O nie, nie wyjdę przecież w kapciach na ulicę i to w połowie października – pomyślała zrozpaczona. Już miała wrócić do lodówki po konserwę, kiedy dojrzała czarne lakierki, które kupił jej Dawid. Założyła jeden i poczuła, że wreszcie bez obaw może dać krok do przodu. Wyszła więc do sklepu. Kupiła frytki, chleb i parę soków. Ale zaraz, dlaczego ten facet nawet do niej nie zadzwonił? Powinien zapytać się o jej zdrowie – myślała jedząc gorące frytki z jajkiem. No tak, przecież nie zostawiła mu nawet swojego numeru telefonu. Ale przecież odwiózł ją pod same drzwi domu, więc wie, gdzie mieszka. Mógłby wpaść chociaż na chwilę. A może boi się żony? Dziewczynka na pewno opowiedziała matce, co się stało. Dostał niezłą burę i teraz siedzi jak mysz pod miotłą. A zresztą to i lepiej bo po co jej ta znajomość? Facet, który absolutnie nie ma w sobie nic, co by mnie fascynowało – myślała. Stary, ciasny samochód, luzacki ubiór i bardzo bezpardonowy sposób bycia. Zwykły, szary mężczyzna niczym nie wyróżniający się z tłumu. Amanda popijając herbatę przypomniała sobie jego podejście do dziecka. Jego opanowanie i spokój. Inny ojciec pewnie wydarłby się na dziecko, on zaś zachował niesamowity spokój. Nie może zatem być złym ojcem. Jakim ojcem byłby Tomek? – przemknęło jej przez myśl. Czy chęć zostania ojcem była wywołana instynktem czy też był to tylko zwykły kaprys? Po odejściu Tomka nie widziała go aż do sprawy rozwodowej. Sama sprawa przebiegła szybko i za porozumieniem stron. On zabrał swoje rzeczy, meble z salonu i samochód, zostawiając mieszkanie, które przepisał jako jej wyłączną własność. Powiedział tylko, że nie żałuje tego, co się stało bo został już ojcem i jest szczęśliwy. Gdzie teraz jest i co robi? Wyjechał do innego miasta i na tym skończyła się ich znajomość. Marek już nieraz proponował jej aby zamieszkali wspólnie a nawet wspominał coś o trwałym związku, ale jak można żyć pod jednym dachem z kimś, kto chyba nawet prasuje skarpetki? W łóżku Marek też nie był najlepszy. Nie był co prawda takim egoistą jak Tomek, ale za to więcej uwagi skupiał na jej białej, koronkowej bieliźnie niż na jej ciele. Przesadny idiota – skwitowała w myślach. Sama nie wiedziała dlaczego, ale ludzi, którzy się jej w czymś nie podobali od razu zaliczała do grona idiotów. Być może byli i tacy, którzy i ją oceniali podobnie. Siadła w fotelu i znowu otworzyła teczkę z aktami gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Kogo mi tu jeszcze brakuje? Pewnie Iwona – otworzyła z impetem drzwi i znieruchomiała. Zobaczyła Dawida a tuz za nim małą dziewczynkę, która trzymała w ręku reklamówkę z jakimś zawiniątkiem. – Dzień dobry – powiedział Dawid a za chwilę to samo powiedziała nieśmiało Marta. – Dobry wieczór – odpowiedziała Amanda, bo na dzień dobry pora była już zbyt późna. – Przepraszamy za to niespodziewane najście ale sumienie nie dawało mi spokoju i pomyśleliśmy, że powinniśmy cię odwiedzić więc... – Wejdźcie do środka – przerwała Amanda. Dawid usiadł na sofie a tuż obok niego Marta. – Aha! Przynieśliśmy ci coś gorącego do zjedzenia – mówiąc to, Dawid podał Amandzie reklamówkę. – Co to jest? - Kurczak. – O, jeszcze gorący. – Pomyślałem, że zamiast kwiatów wolałabyś przekąsić coś ciepłego. – Dziękuję. Zaraz zrobię kawę – odparła Amanda. – Najpierw zjedz – polecił Dawid. – Nastawię wodę na kawę i zabieram się za jedzenie. – Mam nadzieję, że zjecie ze mną! – zawołała z kuchni. – Nie obraź się, ale zjedliśmy już jednego przed chwilą w barze. Amanda przyniosła z kuchni talerzyk i sztućce po czym zabrała się za jedzenie. W życiu by nie pomyślała, że szybki kurczak z przyrożnego baru może być tak dobry. Zwykle jadała w dość ekskluzywnych i drogich restauracjach. – O, woda się gotuje – powiedział Dawid, kiedy rozległ się odgłos gwizdka.Amanda wstala zaparzając dwie kawy. – A ty co wypijesz? Może sok pomarańczowy? – zwróciła się do Marty. – Tak, ale nie mogę pić zimnego – odpowiedziała dziewczynka. – Zaraz ci trochę przygrzeję. – Najpierw zjedz do końca kurczaka póki jest ciepły – powiedział Dawid. – Wybaczcie, ale więcej już naprawdę nie mogę. Zostawię sobie na jutro. Mam mikrofalówkę, więc nie będzie problemu aby go odgrzać. – Smakował? – zapytał z uśmiechem Dawid. – Był pyszny. – Tato robi jeszcze lepsze kurczaki, ale dziś była znowu ta pani i tata z nią długo rozmawiał w pokoju a potem nie było już czasu – powiedziała jednym tchem dziewczynka. Amandą aż wstrząsnęło. – Martusiu, są pewne rzeczy, o których dzieci nie powinny rozmawiać – zwrócił się do córki Dawid. – Nic się nie stało – ledwie wydusiła z siebie Amanda. – Poczekajcie moment, idę zagrzać Marcie trochę soku - powiedziała wychodząc do kuchni. Mogła go zagrzać w mikrofalówce, wtedy byłoby szybciej ale wolała spędzić parę minut sama w kuchni aby się opanować. Nalewając sok do kubka zauważyła jak trzęsą się jej ręce. Jakie życie prowadzi ten facet? Nic nie mówi na temat żony, przyjmuje w domu jakieś kobiety. Mimo tego dba o dziecko. I to nawet bardzo... – Nie jesteś zła na nas za to, że przyszliśmy? – przerwał jej rozmyślania Dawid. – Nie, dlaczego miałabym być zła? - Spoważniałaś raptem – zauważył Dawid. – Mieliśmy przyjść wcześniej ale... – Każdy ma prawo do prywatnego życia – przerwała mu Amanda. – Tak, masz rację. Każdy ma prawo do prywatnego życia – powtórzył Dawid. Dalsza rozmowa przestała się kleić całkowicie. Marta bawiła się wielkim misiem, którego Amana dostała na imieniny od Marka. Nie powiedziała już ani słowa, więc Amanda nie dowiedziała się niczego więcej odnośnie nieznajomej, która była powodem ich spóźnionej wizyty. – Pójdziemy już. Jest dość późno – spojrzał na zegarek Dawid. – Tatusiu, kupisz mi takiego misia? – zapytała Marta. – Kupię Martusiu. Może nie takiego samego ale na pewno podobnego. – Podoba ci się? – zapytała Amanda. – Tak, jest śliczny. – Mogę ci go podarować. Niech to będzie rekompensata za kurczaka. – Nie, nie mozemy go wziąść – zauważył Dawid. – Dlaczego? – zapytała zdziwiona Amanda. – Ale możemy go pożyczyć. Trochę się nim pobawię a później ci go odniesiemy – rzuciła propozycję dziewczynka. Spojrzenia Amandy i Dawida zbiegły się po czym oboje skierowali wzrok w stronę Marty. – Dobrze? – zapytała dziewczynka. – Ja się zgadzam – powiedziała Amanda. – Ja też – odpowiedział Dawid nie chcąc robić córce przykrości. – Kiedy mamy teraz przyjść? – zapytała już pewnym głosem Marta. – Kiedy tylko tata będzie miał czas – odpowiedziała z przekąsem Amanda. Dziewczynka była już za drzwiami z wielkim misiem, kiedy Dawid odwrócił sie jeszcze i powiedział: - Dlaczego jest w tobie tyle ironii Amando? Amanda zdębiała ale było już za późno aby coś powiedzieć bo mężczyzna wziął dziewczynkę na ręce i dość szybkim krokiem ruszył przed siebie.
*****
Dlaczego ta kobieta jest taka dziwna? – myślał będąc już w domu Dawid. Raz potrafi być miła i sympatyczna a innym razem potrafi zranić aż do bólu. Czy ma męża i dzieci? Była sama w domu. A może to typ zgorzkniałej starej panny? Coś w rodzaju naszej pani dyrektor. Nie ona przecież nie jest wcale stara. Ile może mieć lat? Trzydzieści? Dla Marty była dziś bardzo miła. Dla mnie zresztą też dopóki Marta nie wspomniała o wizycie Barbary. Czyżby Amanda była zazdrosna? Nie, to niemożliwe. Przecież prawie wcale się nie znamy. Zresztą widać, że nie jestem mężczyzną, który wzbudziłby jej zainteresowanie. A może to było jej zwykłe, normalne zachowanie? Może sam doszukuję się czegoś, co by oznaczało, że jednak jest zainteresowana moją osobą?
*****
Ostatnie trzy dni, które Amanda spędziła nie wysadzając nosa z domu umożliwiły jej dokładne posprzątanie mieszkania i uporządkowanie spraw zawodowych. Rozliczyła też wszystkie rachunki. Przeanalizowała swoje wydatki i z zadowoleniem stwierdziła, że ostatnie cztery miesiące co prawda były całkowitym poświęceniem się pracy ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…