Wróć do katalogu

Czarodziej. ( Rozdział pierwszy )

Zbyt krótkie na powieść, zbyt długie na opowiadanie, więc dokonałam podziału na rozdziały. Narazie pierwszy. Czekam na opinie i komentarze bo nie wiem, czy warto pisać dalej. Tytuł dziwny, przyznaję, ale sam koniec tego opowiadania wyjaśni jego sens,

kondor, opublikowano , 27 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Amanda wychodząc do pracy jeszcze raz zerknęła w lustro. Jak zwykle wyglądała nienagannie. Krótka, beżowa spódniczka odkrywała jej zgrabne nogi, dopasowany żakiet leżal znakomicie, uwidaczniając niewielkie ale kształtne piersi. Kozaki na wysokiej szpilce sprawiały, że wydawała sie dość wysoka jak na swój 158 centymetrowy wzrost. Już miała sięgnąć z szafki kluczyki do swojego BMW, kiedy promyk październikowego słońca wdarł się przez okno i rozświetlił jej drogę do drzwi. Otworzyła je i w tej właśnie chwili postanowiła, że szkoda marnować takiej pogody na jazdę samochodem. Pomyślała, ze lepiej będzie zrobić sobie spacer a tym samym zaczerpnąć świeżego powietrza przed wczytaniem się w akta nowej sprawy. Odłożyła kluczyki na ławę, zdjęła z wieszaka płaszcz i po raz ostatni zerknęła do lustra poprawiając kosmyk kręconych, kasztanowych włosów który przekornie spadł jej na lewy policzek. Włosy były jej pasją, dlatego też właśnie im poświęcała codziennie najwięcej czasu. Wyszła z domu biorąc głęboki oddech rześkiego powietrza. Idąc dalej uśmiechała się do otaczających ją drzew, które zdążyły już zgubić większość liści a mimo to wydawały się być pełne życia i energii. Ominęła kiosk i już miała skręcić w boczną uliczkę za którą znajdowało się biuro adwokackie, gdy nagle zobaczyła małą dziewczynkę wchodzącą na środek ulicy. Nie zastanawiając się ani chwili Amanda wbiegła na ulicę i chwyciła dziewczykę na ręce,po czym skierowała się prędko w stronę chodnika gdy nagle usłyszała głośny pisk opon i przed oczami zobaczyla hamującego jeepa. Poczuła nagły ból w prawym boku i przewróciła się tuż przy krawężniku. Wystraszonym wzrokiem spojrzała szybko dokoła. Dziewczyka leżała na szczęście na chodniku i chyba poza rozerwaną rajstopą i lekko rozbitym kolanem nic jej się nie stało. Kierowca jeepa zbliżył się do nich mówiąc ochrypniętym głosem: - Kobieto, życie ci nie miłe? Kto to słyszał, żeby matka ciągnęła dzieciaka przez ulicę nie widząc, że jedzie samochód. Obok jest przejście dla pieszych i światła. Wiesz kobieto, do czego slużą światła? – chciał dalej głosić swoją filozofię gdy jakiś mężczyzna powiedział: - Dosyć. Niech pan da spokój. To moja wina – mówiąc to nachylił się nad Amandą i spytał: - Nic pani nie jest? Do tłumu ludzi, którzy mieli tego ranka niezłą scenę powiedział: - Czy ktoś mógłby zadzwonić po karetkę pogotowia? - Nie, nie trzeba. Nic mi nie jest – odparła Amanda. – Może pani wstać? – zapytał nieznajomy. – Chyba tak – Amanda podniosła się ociężale z ziemi jednak ostry ból w prawej nodze sprawił, że ciężko jej było zrobić krok do przodu. Nadjechał akurat samochód policyjny. – Co się stało? – spytał policjant. – Moja córka wybiegła na ulicę i ta pani pobiegła za nią. W tym czasie przejeżdżał samochód i potrącił tą panią. – Tej pani przydałoby się niezłe lanie – znów odezwał się kierowca jeepa. – Proszę o spokój – powiedział policjant. – Czy ktoś powiadomił lekarza? – zapytał po chwili. – Nie chcę żadnego lekarza – odparła stanowczo Amanda. – Nie chcę już żadnych wywodów. Chcę mieć święty spokój. Nic mi nie jest, nie było żadnego wypadku, wszystko jest w porządku. Idę stąd i koniec całej sprawy! – wykrzyczała Amanda, po czym dała krok do przodu i w tym właśnie momencie potknęła się zauważając, że ma złamany obcas w jej nowym kozaku. Zapomiała przez chwilę o bólu spowodowanym potrąceniem. Poczuła inny ból, ból po stracie butów, które kosztowały ją sporo pieniędzy a do tego kupiła je tydzień temu. Zachciało się uroków październikowego słońca – myślała wściekła na samą siebie. Trzeba było jechać samochodem. – Niech się pani oprze na moim ramieniu. Pomogę pani dojść do ławki i usiądziemy – powiedział mężczyzna. – Poproszę o pani dane – zwrócił się policjant. – Powiedziałam, że nic mi nie jest a moje dane nie są do niczego panu potrzebne. Nie jestem tu niczemu winna i proszę wreszcie dać mi spokój. Dane niech pan weźmie od ojca dziecka, bo to co się stało to jedynie jego niedbalstwo – w ten sposób Amanda odcięła się za stracone buty. Dawid odebrał to stwierdzenie jako wymierzony policzek, zacisnął jedynie pięści i powiedział spokojnie: - Nikomu się nic nie stało i proszę, niech pan nic nie pisze. – Jak państwo chcecie – policjant zwrócił się w stronę kierowcy jeepa, który przypalał kolejnego z rzędu papierosa. Amanda najchętniej gdyby tylko mogła, ruszyłaby pędem do domu, jednak ból w nodze nie pozwalał jej na to aby iść nawet wolnym krokiem. Oparła się więc na ramieniu mężczyzny i oboje skierowali się w stronę ławki. Obok grzecznie i bez słowa szła mała dziewczynka. Dopiero teraz Amanda przyjrzała się jej dokładnie i zauważyła, że dziecko utyka na lewą nóżkę. – Coś się stało pańskiej córce – stwierdziła. – Martusiu, boli cię coś? – spytał mężczyzna. – Nie tatusiu, tylko się boję. – Czego? – zapytał. – Jak to nie boli, a noga? – wtrąciła Amanda. – Ma skrzywienie stawu od drugiego roku życia. Amandzie zrobiło się żal dziecka i od razu obwiniła za ten stan nierozważnych rodziców. Widać jak dbają o dziecko – myślała. Dzisiejsze wydarzenie nie jest pewnie pierwszym, które przeżyło. A może ją biją? – różne myśli zaczęły jej krążyć po głowie. – To nie jest tak jak pani myśli – powiedział mężczyzna. Jasnowidz się znalazł – już chciała wypowiedzieć to zdanie gdy podeszli do ławki i mężczyzna objął ją delikatnie w pasie aby mogła usiąść. Poczuła nagły przypływ krwi i szybsze uderzenie serca. Nie, to na pewno spowodowane jest bólem nogi – pomyślała. – Mogę zerknąć? – zapytał mężczyzna wskazując ręką na prawą nogę Amandy. – Jest pan lekarzem? - Nie, nauczycielem w-fu i nieraz na treningach zdarzają się drobne zwichnięcia i skręcenia. Amanda rozpięła zamek buta po czym go delikatnie ściągnęła. Mążczyzna wziął w dłonie jej stopę i zaczął rozmasowywać. – O! – krzyknęła nagle Amanda czując ukłucie w kostce. – Moim zdaniem jest to tylko silne zbicie. Trzeba w tym miejscu usztywnić nogę. Wytrzyma pani chwilę na tej ławce? - Co pan zamierza zrobić? - Mieszkam niedaleko stąd więc wezmę samochód i zawiozę panią na pogotowie. Po drodze zaniosę pani buty do szewca. – I pan myśli, że tu zostanę jak idiotka bez butów? - Tatusiu, boję się – powiedziała drżącym głosem dziewczynka. – Czego? – spytała Amanda. – Że będziesz na mnie krzyczała – odpowiedziała chowając się za ojcem. – Martusiu, pani nie ma za co na ciebie krzyczeć, to moja wina – odparł mężczyzna. – Tak, wina tylko i wyłącznie twojego taty. Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze. – Codziennie chodzę tą samą drogą odprowadzając Martę do przedszkola i codziennie kupuję gazetę w tym samym kiosku. Być może to pani znalazła się niepotrzebnie? - Co?! – wrzasnęła Amanda. – Gdyby nie ja być może straciłby pan dziecko. – Chcę już iść do przedszkola – zaczęła płakać dziewczynka. – Więc co robimy? Zaczeka pani tu na ławce? – zapytał już dość zdenerwowany mężczyzna. – Zaczekam ale nie dlużej jak pól godziny – powiedziała Amanda, chociaż co by zrobiła, gdyby trwało to dłużej? - Martusiu, pożegnaj się z panią i podziękuj za to, co dla ciebie zrobiła. – Dziękuję i do widzenia – powiedziała pociągając nosem dziewczynka. Amandzie zrobiło się trochę głupio więc odezwała się już dość łagodnym głosem: - Nie ma za co. Następnym razem nie wychodź sama na ulicę. Idiotka, typowa idiotka. Ceniona pani adwokat, która siedzi bez butów na ławce w centrum miasta. I to w październiku. A włosy, makijaż? Wyciągnęła lusterko i uspokoiła się trochę widząc, że wszystko jest w porządku. Okryła płaszczem nogi i zerknęła przed siebie. W pobliżu nie było już nikogo. A jeśli ten facet nie przyjedzie? Nie ruszy się stąd przecież bez butów, zresztą poruszyła nogą i znowu poczuła silny ból w kostce. Jestem uziemniona. Zaczekam równo pół godziny i dzwonię do Iwony. Niech przyjedzie i mnie zabierze. A właśnie, dlaczego ona nie dzwoni skoro nie ma mnie jeszcze w pracy? – myślała zdenerwowana Amanda. Wyciągnęła komórkę, wybiła numer Iwony i już miała wcisnąć rozmowę, jednak usłyszała tuż za sobą szczekanie jakiegoś psa. Widać ktoś wyszedł ze swoim pupilem na spacer. Odlożyła telefon i szczelniej opatuliła się płaszczem aby nikt nie zauważył jej braku butów. Po chwili szczekanie umilkło, jednak Amanda zrezygnowała już z ponownego wyciągnięcia komórki z torebki. Nie mogła się skupić a przez głowę przebiegały jej różne myśli. Facet jest nauczycielem w-fu. Kim jest jego żona a zarazem matka dziewczynki? Na pewno nie jest kimś tak zadbanym jak ona. Widać to po facecie, który ubrany jest w dżinsy, koszulę flanelową, zamszowe buty i sportową kurtkę. A dziecko? Też w zwykłej sukience, grubych rajstopach, przeciwdeszczowym płaszczyku i dość zniszczonych kozaczkach. Zwykła, przeciętna rodzina. –Już jestem – z zadumy wyrwal ją głos mężczyzny. – Niech się pani nie gniewa ale buty będą gotowe dopiero za godzinę, narazie ma pani inne – podał jej czarne lakierki na płaskim obcasie. – Nie chodzę w używanych butach – odparła z odrazą Amanda. – To nie są używane buty. Kupiłem je przed chwilą w sklepie. Tu ma pani paragon – podał jej rachunek z kasy. Mimo woli Amanda spojrzała na cenę. Buty kosztowały pieć razy mniej niż jej kozaki. – Pan myśli,że założę te buty do stroju, który mam na sobie? – zapytała ironicznie Amanda. – To już pani sprawa, czy je pani założy czy nie, bynajmnie samochód mam zaparkowany po drugiej stronie ulicy. Dość mam pani humorów. Jest pani rozkapryszoną, bogatą damulką, która sama nie wie, czego chce. Jedziemy na pogotowie, później odwiozę panią do domu, odbiorę buty od szewca i to wszystko. Chętnie zaprosiłbym panią na kawę ale nie stać mnie na ekskluzywny hotel a do zwykłej restauracji pewnie pani nie pójdzie! – wykrzyczał jednym tchem mężczyzna. Amanda poczuła silny ucisk w gardle. Posłusznie zaczęła zakładać buty. Czuła się jak skarcone dziecko. Po raz pierwszy znalazł się ktoś, kto na nią porządnie nakrzyczał. Zwykle to ona dawała popis na sali sądowej. Mężczyzna otworzył drzwi od starego Peugeota 106 i pomógł Amandzie wejść do samochodu. Widać był naprawdę wściekły bo ruszył prawie, że z piskiem opon. Ciasno było w tym samochodzie jak diabli ale Amanda nie chcąc rozpętać jeszcze większej awantury wbiła się tylko mocniej w fotel zyskując tym samym nieco miejsca na rozprostowanie nóg. – Niewygodnie pani? – spytał już nieco uspokojony mężczyzna. – Przeżyję – odparła, po czym spojrzała w stronę kierowcy. Ich spojrzenia spotkały się przez chwilę ale zaraz oboje skierowali wzrok w zupełnie inne miejsca. – Mam na imię Dawid. – Amanda. – Jesteśmy na miejscu. Pomogę ci wysiąść – powiedział mężczyzna, po czym wyszedł z samochodu, otworzył drzwi ze strony Amandy i pomógł jej wyjść z tego naprawdę ciasnego samochodu. – Zaczekaj na ławce a ja wszystko opowiem. Nie trwało to długo, po chwili podszedł lekarz i wziął do ręki stopę Amandy. – Wydaje mi się, że to tylko silne zbicie – potwierdził wcześniejsze słowa Dawida. – Zrobimy najpierw prześwietlenie. – Siostro, proszę o wózek, pan niech zaczeka w poczekalni. Amanda znalazła się w dużej sali gdzie zrobiono jej prześwietlenie. Było już pewne, że noga jest tylko zbita jednak wymagała usztywnienia.Amandzie zrobiono dwa zastrzyki, lekarz zalożył szynę i zabandażował nogę, po czym zwrócił się do Amandy: - Może pani już wstać. Wiem, że to boli ale nie jest to nic strasznego. Za cztery dni zgłosi się pani na kontrol. Amanda kuśtykając doszła do ławki na której siedział Dawid. – Jak się czujesz? – zapytał. – Fatalnie – odpowiedziała zrozpaczona Amanda. – Więc zawiozę cię prosto do domu a buty przywiozę ci po poludniu. – Nie, weźmy je teraz – Amanda wolała załatwić już wszystko do końca i nie mieć więcej kontaktu z tym człowiekiem. Trzeba przyznać, że buty były zrobione bardzo dobrze i wyglądały jak nowe. – Co mogę dla ciebie jeszcze zrobić? – zapytał Dawid. – O ile możesz, podwieź mnie do biura. Muszę zabrać trochę papierów. Lekarz powiedział, ze najbliższe dni muszę spędzić niestety w domu aby nie nadwerężać nogi. – Iść z tobą? – zapytał Dawid gdy byli już na miejscu. – Nie – odpowiedziała dość stanowczo Amanda. Co by powiedziała Iwona na ich widok? Facet w dżinsach z dwódniowym zarostem. Dopiero byłoby gadania. Znowu zajęlo jej trochę czasu wydostanie się z tego cholernie ciasnego dla niej samochodu, po czym wolnym krokiem utykając na prawą nogę ruszyła w stronę budynku, gdzie wynajmowała biuro. – O Amanda! Co sie stało? – zapytała sztucznym głosem Iwona. – Nic, miałam drobny wypadek. Dlaczego nie zadzwoniłaś? - Przeglądałam właśnie akta sprawy, którą bierzesz. Wiesz, pomyślałam, że gdybyś z niej zrezygnowała, to mogłabym... – Mogłabyś mi je podać – przerwała Amanda. – Wrócę do pracy za parę dni. W końcu też należy mi się trochę wolnego – wzięła teczkę z aktami i ruszyła do wyjścia gdy nagle usłyszała: - Odwieść cię do domu? - Nie, dziekuję. Czeka na mnie znajomy. Wsiadła do samochodu. Widać Dawid zauważyl jej zdenerwowanie bo zapytał: - W pracy coś nie tak? Nie, wszystko w porządku. Możesz zawieść mnie już do domu? Chcę się polożyć. – Pomóc ci jeszcze w czymś? – zapytał Dawid gdy byli juz na miejscu. – Nie, dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Trochę głupio się zachowałam. Chciałabym cię przeprosić i... – To ja przepraszam – przerwał jej Dawid. – Pomyślisz o wypiciu ze mną kawy? - Pomyślę. – Więc do zobaczenia – wyciągnął rękę Dawid. – Do widzenia – odparła Amanda czując ciepło jego dłoni. Otworzyła szybko drzwi i ryszyła w stronę okna aby wyjrzeć za odjeżdżającym peugeotem. Zanim jednak dotarła do okna samochód

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych