Czarodziej ( Rozdział trzeci )
Zapraszam do przeczytania dwóch poprzednich rozdziałów.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wreszcie sobota. Amanda przeciągnęła się wygodnie na łóżku. O nie, żadna siła nie podniesie mnie na nogi wcześniej jak w południe. Należy mi się odpoczynek. I wolność, przede wszystkim wolność i niezależność – myślała uśmiechając się sama do siebie. W środę Iwona nie zjawiła się w pracy, w czwartek natomiast bez słowa zabrała wszystkie swoje rzeczy i po prostu odeszła. Amanda zaczęła opracowywać nową sprawę, ale powoli i z rozwagą, gdyż nie należała ona do spraw prostych. Może właśnie dlatego jedynie tą teczkę z aktami zostawiła jej w szafie Iwona, zabierając ze sobą dwie inne. Amanda włączyła telewizor. Trafiła na kanał, gdzie leciały zabawne, rysunkowe historyjki dla dzieci. Czemu nie? – pomyślała wybuchając co chwilę śmiechem. Nie trwało to jednak długo, gdyż usłyszała dzwonek do drzwi. Cholera, kto w sobotę może dzwonić o 9.20? – pomyślała zdziwiona. Wstała, włożyła szlafrok i niechętnie ruszyła w stronę drzwi. – Dzień dobry. Przynieśliśmy ci Pusia – usłyszała wesoły głos Marty. Z tyłu za dziewczynką stał Dawid. Tym razem był ubrany dość gustownie. Biały, szeroki swetr, czarne spodnie, pantofle lśniące połyskiem i zamszowa marynarka sprawiły, że wydał się Amandzie dość przystojnym facetem. Nawet pozbył sie zarostu. – Dzień dobry – odpowiedziała. – Jakiego Pusia? – zapytała po chwili. – Pluszowego – powiedział Dawid podając jej misia. – Trzeba było go jeszcze zostawić. Na pewno u ciebie miałby lepiej niż u mnie – stwierdziła Amanda patrząc na dziewczynkę. – Tatuś kupił mi podobnego ale wybieramy sie dziś do wesołego miasteczka i musiał zostać w domu. – Wypijesz soku pomarańczowego? – zapytała Martę Amanda. – Tak, ale jak obiecasz, że pójdziesz z nami na karuzelę. – Martusiu, może pani nie lubi karuzeli? – wtrącił Dawid. Amandę wprost zamurowało i nie wiedziała co odpowiedzieć. – Pójdziesz z nami? – zapytała z nadzieją dziewczynka. – Myślę, że jestem za duża na karuzelę – próbowała wykręcić się Amanda. – Nie, wcale, że nie. Tato uwielbia karuzelę a jest większy od ciebie. – Martusiu, daj spokój – przerwał Dawid. – Dobrze, pójdę – Amanda nie chciała robić przykrości dziecku. – Kawa i sok pomarańczowy – powiedziała stawiając na stół, po czym ruszyła do sypialni aby się przebrać. W wesołym miasteczku była ostatni raz, gdy miała tyle samo lat co Marta. Co ma założyć wybierając się w takie miejsce? Wyciągnęła czarne, wyprasowane na kant spodnie i białą bluzkę z żabotem. Amanda na ogół nie była przesądna, ale wierzyła w szczęście, które przynosi jej ta bluzka. Może i dzisiejszy dzień nie będzie taki kłopotliwy, gdy ją założy – pomyślała.Zerknęła w duże, stojące w sypialni lustro i uśmiechnęła się z zadowoleniem. Jeszcze tylko długi, czarny żakiet ze srebrnymi guzikami. O jest, nawet jeszcze owinięty celofanem. Tak, dwa tygodnie temu odebrała go z pralni. A włosy? Znowu spojrzała w lustro. Były w lekkim nieładzie, ale nie wyglądało to źle. Może nawet trochę zabawnie. Wyszła wreszcie do pokoju, gdzie czekali na nią goście. Od razu zauważyła jak Dawid skierował na nią swoje brązowe oczy. Tak, dopiero teraz je zauważyła. Oczy, które ukrywały rozwagę, opanowanie, cierpliwość, stanowczość a zarazem coś... – Wyglądasz bardzo ładnie – przerwała jej rozmyślania Marta. – Tak? Dziękuję – powiedziała z uśmiechem Amanda. – Zatem idziemy – Dawid podniósł sie z sofy. Amanda podeszła do szafki z butami i sięgnęła z niej wysokie, czarne szpilki. – Ubierz te niskie buty. Będzie ci w nich wygodnie – powiedziała Marta, podając jej buty, które kupił Dawid. – Masz rację – stwierdziła sama nie wierząc swoim słowom Amanda. – Martusiu, chyba będziemy musieli trochę porozmawiać w domu – zwrócił się do niej zmieszany Dawid. – Tatusiu, ale ja naprawdę chcę dobrze – starała się usprawiedliwić. – W porządku. Dzieci też czasami mają rację – powiedziała ze śmiechem Amanda. – Lubię cię – mówiąc to Marta wzięła Amandę za rękę.
Pogoda była wspaniała. Świeciło słońce i było ciepło. Marta nawet upomniała się, aby ściągnąć ciepły sweterek. – To tu! Zobacz jaka wielka karuzela! – zwróciła się do Amandy podskakując z radości na jednej nodze. – Co wybieracie na początek? – zapytał Dawid. – Ja karuzelę. – A może najpierw wagoniki? – starała się uniknąć karuzeli Amanda. – Poproszę po trzy bilety wstępu na wagoniki, karuzelę i samochody – zwrócił się do kasjerki Dawid. Amanda opanowała wreszcie wszelkie obawy a nawet poczuła, że to miejsce wprawiło ją w dobry nastrój. Z głośników znajdujących się po obu stronach placu leciała muzyka. Dwóch klaunów chodziło wzdłuż alejek i rozbawiało dzieci, rozdając każdemu kto wchodził w głąb placu po baloniku i spiczastej, kolorowej czapeczce na głowę. – Załóż, załóż! – krzyczała Marta widząc, że Amanda nie bardzo wie, co z tą czapką zrobić. – Ale... – chciała coś powiedzieć, kiedy poczuła jak Dawid usiłuje wciągnąć jej na głowę swoją czapeczkę. Wspięła się na palce i założyła mu na głowę swoją. Po chwili oboje buchnęli głośnym śmiechem. Wsiedli do kolejki z kolorowymi wagonikami i ruszyli przed siebie. Marta była w siódmym niebie. Amanda zresztą też. Zapomniała o sądzie, Iwonie, pustym domu. Poczuła się jak dziecko, któremu do szczęścia wystarczy trochę zabawy. – Jak się bawisz? – spytał Dawid, kiedy po przejażdżce kolejką wsiadali na kazruzelę. – Wspaniale! – odpowiedziała zgodnie z prawdą Amanda. Kazruela trochę zakręciła jej w głowie więc postnowili usiąść i odpocząć. – O czekolada! Gorąca czekolada! – zawołała Marta. – Faktycznie – przyznał Dawid. – Mam nadzieję, że dobrze nam zrobi wypicie czegoś gorącego. Amando, masz ochotę na czekoladę? – zapytał. Ja mam! Mogę nawet od razu wypić dwa kubeczki! – zawołała radośnie dziewczynka. – Sama nie wiem – odpowiedziała Amanda. – Poproszę trzy kubeczki czekolady – zwrócił się do sprzedawcy Dawid. Amanda nie przepadała za napojami typu czekolady czy kakao. Jej głównym napojem była kawa. Wzięła jednak do ręki kubeczek z czekoladą i zatopiła w nim usta ze smakiem, kiedy usłyszała słowa Marty: - Tatusiu, dlaczego nigdy nie byliśmy tu z tą panią, co do ciebie przychodzi? Amanda poczuła jak zaczerpnięty przed chwilą łyk czekolady zatrzymuje się jej w gardle. – Martusiu, daj spokój. Ta pani nie ma wcale obowiązku przychodzić tu z nami. – Ale wczoraj była długo i nie miałeś czasu pobawić się ze mną. – Martusiu, proszę abyś już przestała – powiedział dość stanowczo Dawid. Amandzie zadrżała ręka i poczuła jak kubek lekko przechyla się i czekolada spływa po jej ulubionej białej bluzce. – Cholera! Nie cierpię czekolady – nie wytrzymała już tego napięcia Amanda. Dawid jak oparzony podniósł się z ławki. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i podał ją Amandzie. W pierwszym odruchu ją wzięła, ale gdy tylko poczuła zapach perfum, zwróciła ją z powrotem mówiąc: – Spróbuję od razu zaprać w domu bluzkę, być może plama zginie. – Zatem idziemy do domu – powiedział Dawid. – A samochody? – zapytała dziewczynka. – Martusiu, obiecuję, że przyjdziemy tu jeszcze kiedyś i wtedy na pewno zostaniemy dlużej. Widać było, że dziewczynce zrobiło się żal ale nie nalegała już na nic. W drodze powrotnej ani Amanda ani Dawid nie wymienili między sobą ani jednego słowa. Od czasu do czasu Marta wtrącała jakieś spostrzeżenie dotyczące koloru czy kształtu opadłego liścia. Zatrzymali się przez chwilę przed domem Amandy. Dziewczynka akurat zbierała leżące na ziemi żołędzie, więc przez chwilę znaleźli się sami. – Nie chciałam aby tak skończył się ten dzień – zaczęła Amanda. – Faktycznie zapowiadał się na początku lepiej. – Chciałam tylko... – Dużo rzeczy jeszcze nie wiesz Amando – przerwał jej Dawid. – Nie chcę wiedzieć. Idźcie już bo Marta jest…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…