Wróć do katalogu

Czarownica Rozdział XI

11 rozdział powieści o Czarownicy Barbarze

racjo, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Chciała rzucić się na niego. Zerwała się z fotela. Koc zsunął się na podłogę. Bosą stopą stanęła na kawałku ostrego szkła. Przecięła stopę. Krew pojawiła się natychmiast. Nie czuła bólu. Jeszcze nie teraz. Była zbyt wściekła na człowieka, który kijem baseballowym, tłukł butelki z ziołami. Na chwilę przerwał swój niszczycielski akt. Patrzył na nią. Na jej żałosną próbę zaatakowania go. To ci się nie uda Czarownico. Nie jestem tu sam. Dwóch rosłych mężczyzn ubranych w stare, flanelowe koszule i niebieskie dżinsy, skutecznie ją powstrzymali, nim dosięgła celu. Chwycili ją za ramiona. Miotała się jak dziki zwierz złapany w sidła. Krzyczała. Próbowała się uwolnić. Ze stopy lała jej się krew. Zauważyła to dopiero teraz. Nie myślała jednak o tym, chciała się uwolnić. Wydrapie im oczy jeśli tylko uda jej się odzyskać kontrolę na nad rękoma. Mężczyzna na którego chciała się rzucić, upuścił kij baseballowy. Zrobił to jak dziecko, które znudziło się już starą zabawką. Dłonią przetarł usta. Powoli podszedł do Barbary. Był pijany, czuła to wyraźnie, kiedy stanął tuż przed nią. Z jego ust wydostawał się smród wódki, taki sam smród jak ten z ust trzymających ją mężczyzn. Byli zbyt silni, z całych sił ściskali jej ramiona w swych wielkich, brudnych dłoniach. Była tylko kobietą. Już przestała walczyć. Przestała się wyrywać. To nie miało najmniejszego sensu. — Nic wam nie zrobiłam —powiedziała zza włosów, które opadły jej na twarz, niemal całkowici ją zakrywając. Mężczyzna delikatnie odgarnął jej włosy. Przyglądał się jej łagodnym spojrzeniem. Kciukiem głaskał jej policzek, robił to jak najczulszy kochanek. A ona brzydziła się każdym jego dotykiem. Zamknęła oczy. Odchyliła głowę. Nie chcę! Nie zgadzam się na to! Nie dotykaj mnie! Przerwał pieszczoty. Barbara otworzyła oczy, spojrzała na niego. Nie zdążyła jednak dostrzec jego twarzy. Poczuła ból. Uderzył ją z otwartej dłoni. Krew popłynęła jej z nosa i ważkim strumykiem spływała jej do ust. Mężczyzna w tym czasie oplótł sobie jej włosy wokoło dłoni. Mocno za nie szarpnął. Głowa kobiety powędrowała do góry. — Spaliłaś sklep! Rzuciłaś chorobę na dziecko Eweliny! I mówisz, że nic nie zrobiłaś. Zabiłaś suko kota niewinnych dzieci! I mówisz, że nic nie zrobiłaś! — Mój Boże! Ty zwariowałeś! — Milcz Czarownico! Tym razem uderzył ją w brzuch. I tym razem miał zaciśniętą pięść. Kobieta ugięła się pod siłą narastającego bólu. Z trudem łapała oddech. Zaczęła się krztusić. Nogi się pod nią ugięły i gdyby nie mężczyźni, którzy więzili ją w swoim uścisku, upadła by na podłogę. Przez chwilę wisiała ja dywan zarzucony na trzepak. Z ust wyciekała jej gęsta krew. Potem ją podciągnęli. Znów stała wyprostowana. Mężczyzna, który ją katował teraz z całych sił ścisnął jej policzki. Ustawił jej twarz tak, aby musiała patrzeć na niego, na jego puste, pozbawione ludzkości źrenice. — Wynoś się stąd! Wynoś się z tego miasta! Jeśli tego nie zrobisz to cię zabiję! Przysięgam na Boga, że to zrobię. A jeśli tylko ten chłopak umrze, to módl się, żebym cię nie znalazł. Bo wtedy będziesz mnie błagać o to, żebym cię zabił. Zapamiętaj to sobie. Jej brzuch ponownie przyjął cios. Tym razem upadła na kolana; upadła twarzą na podłogę. Mężczyźni już jej nie trzymali. Nie było potrzeby, teraz była zbyt słaba, by się bronić. Była bezwartościowa. Leżała jak worek; nic nie znaczący, nie stanowiący żadnego zagrożenia worek. Oprawca chwycił krzesło. Uniósł je nad głowę i trzymał je tak przez kilka sekund, po czym rzucił nim w okno. Szyba się roztrzaskała z przeraźliwym trzaskiem. Dźwięk ten z podwojoną siłą spotęgował się w głowie Barbary. W chwilę potem została zasypana podobnymi odgłosami. Stłukli wazon, rozbili telewizor; z kuchni kolejne garnki z metalicznym trzaskiem lądowały na podłodze. Pięciokilowy młot uderzył w ścianę. Sypała się farba, odpadał tynk, kruszyły się cegły. Wszystko co posiadała zamieniało się w ruinę. Nie oszczędzali niczego. A ona leżała. Bezużyteczna, nie potrafiąca ich powstrzymać. — Zapamiętaj sobie tę naukę! Nie potrafiła wstać. Jedyny wysiłek jaki wykonała to to, że odwróciła się na plecy. Leżała krzyżem na podłodze i czuła jak…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych