Wróć do katalogu

Czarownica Rozdził XV

Piętnasty rozdział powieści o Czarownicy Barbarze

racjo, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wojsko miało z niego zrobić mężczyznę, tak jak każdego chłopaka przeistaczało w twardziela, tak też miało uczynić z nim. „Ale ja nie byłem mężczyzną — pomyślał. — Nie byłem mężczyzną ani wtedy, ani dzisiaj nim chyba nie jestem, choć wciąż boję się do tego przyznać. Ale one, te wszystkie kobiety, które znałem, czuły to. Nie rozumiały tego, bo one niewiele rzeczy są w stanie zrozumieć; potrafią za to wyczuwać, o wiele więcej od nas i może właśnie dlatego, żadna z nich nie chciała mnie mieć i może właśnie dlatego że nie byłem dla nich mężczyzną i nie potrafiłem bić innych mężczyzn i nawet nie potrafiłem bić ich samych, i nie umiałem robić jeszcze wielu innych rzeczy, które powinien robić mężczyzna.” Dlaczego myśli o nim wróciły właśnie teraz? Przecież nie myślał o nim przez tyle lat, ułożył sobie życie spłodził dzieci, zbudował dom. Był już zupełnie kim innym. Do czasu. Do czasu aż Przemek przysłał mu zaproszenie na ślub. I wszystko powróciło jak dawna rana, jak infekcja, która nie da mu teraz spokoju. A może to dlatego, że wciąż się łudził. Ułożył sobie życie, ale czekał na wiadomość od Przemka. Myślał (miał nadzieję), że on cierpi bardziej od niego i że nie wytrwa w tym cierpieniu i któregoś dnia powróci do niego, tak jak kiedyś przyszedł do jego łóżka. Teraz jednak to był koniec, to prawdziwy koniec złudzeń. Przemek się żeni. To inna kobieta będzie przy nim przez resztę jego życia, to przy niej będzie się starzał i przy niej zapewne umrze. Wszystko runęło w jednej chwili, a on musi sobie teraz uświadomić że wszystko co w życiu zbudował było tylko iluzją mającą mu przysłonić wspomnienie o Przemku. Iluzja jednak znikła, a po za nią pozostał on, on będący tak daleko on niego, a przy nim ta inna kobieta, która przecież nigdy go nie zrozumie do końca, tak jak zrozumiał by go Tomasz. Dźwięk telefonu dobiegł do niego z oddali. — Odbiorę. — Krzyknęła córka i pobiegła w podskokach podnieść słuchawkę. — Tato! To do ciebie — powróciła biegiem, szybko przebierając swymi małymi nóżkami, odzianymi w białe tenisówki. — Kto dzwoni? — zapytał, unosząc wzrok zza otwartej gazety, której zresztą w ogóle nie czytał, jedynie bezmyślnie przeglądając wydrukowane tłustą czcionką nagłówki. — Nie wiem — odpowiedziała z wyrazem pewnego zakłopotania w głosie, szybko jednak wymalowała na twarzy słodki uśmiech. — Ten pan się nie przedstawił — dodała po chwili, jakby w nagłym olśnieniu, uświadomiła sobie, że to przecież nie jej wina, ale tego pana, który powinien się przedstawić, niemniej jednak tego nie uczynił. — Mówisz, że nie przedstawił się? Dziewczynka kilkukrotnie pokręciła głową, tak że jej warkocze wychłostały ją po plecach. Tomek złożył gazetę w pół i obojętnym ruchem odłożył ją na blat stołu, po czym odsunął krzesłom i podniósł się na równe nogi. Uśmiechnął się do córki po czym pogłaskał ją po głowie i skierował krok w stronę korytarza. „Przemek dzwoni — pomyślał nieuchronnie zbliżając się do bezpańsko odłożonej słuchawki — Po tylu latach usłyszę jego głos, jego spokojny, równy oddech, który wciąż pamiętam i który przypominam sobie za każdym razem, kiedy kładę się spać, a potem długo nie mogę zasnąć, wsłuchując się w sen żony, która, zamiast niego, leży koło mnie. On tam jest; jest i czeka na mój głos. Czekał tak długo, czekał dwadzieścia lat, nim wreszcie się zdecydował. Co musiał przeżywać przez ten czas? Ból? Rozpacz? Tęsknotę? Wszystko to na raz i może jeszcze wiele, wiele więcej. A co ty przeżywałeś? Nie potrafisz już nawet nazwać tych uczuć. Potrafiłeś wtedy — dwadzieścia lat temu — potrafiłeś to nazwać wtedy gdy poczułeś ten dziwny dreszcz i potrafiłeś to nazwać nawet wtedy kiedy w łaźni doświadczyłeś po raz pierwszy smaku jego ust, potrafiłeś to nazwać nawet wtedy kiedy położyłeś się obok niego na skrzypiącym łóżku. Tak. Wtedy wiedziałeś co to za uczucie. I nie była to miłość jeszcze nie wtedy. To była nienawiść — wszechogarniająca, niczym pasożyt pożerała każdy skrawek twojej duszy. Nienawidził najpierw samego siebie, gardził sobą i brzydził się własnych myśli, bo każda myśl w każdej chwili była tylko o nim. A kiedy już przestał nienawidzić samego siebie — znienawidził jego, ale wciąż nie zdawał sobie sprawy jak wiece bezsensowna to nienawiść i jak silne było w nim pragnienie by…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych