Wróć do katalogu

Czarownice śą wśród nas

Jest to opowiadanie o dziewczynie ktora przez przypadek dowiaduje się że one istnieją i że jest jedną znich.

marzycielka994, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czarownice są wśród nas.- wyprawa w Góry Świętokrzyskie

Czy myślicie, że czarownice nie istnieją? Jesteście pewni, że ich nie ma. A ja jestem pewna, że one są. Są wśród nas. Dowiedziałam się o tym niedawno ...

Był piękny słoneczny ranek. Budzik zadzwonił jak zwykle o 7.30. Z trudem udało mi się otworzyć oczy. Uświadomiłam sobie, że planowałam wstać pół godziny wcześniej i powtórzyć na sprawdzian z matematyki. Szybko zerwałam się z łóżka. Zaczęłam wkładać na siebie byle co, żeby tylko jak najszybciej się ubrać. Wynik tego był taki: bluzka ubrana na odwrót, skarpetki nie do pary, sweter pozapinany krzywo a dwie nogi miałam w jednej nogawce. Pięć minut zajęło mi doprowadzenie się do porządku. O powtórce nie było już mowy. Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Andrzej. Olśnienie - przecież mieliśmy iść dzisiaj razem do szkoły. Otworzyłam drzwi, przeprosiłam go i powiedziałam, że trochę się spóźnię. Popatrzył na mnie i dostał napadu śmiechu. Kilka chwil zajęło mi wyciągnięcie od niego, że na nosie mam pryszcza!!! Tego było już za wiele. Z krzykiem przerażenia pobiegłam do łazienki by zobaczyć ogromną kropkę na czubku mojego nosa. Chwyciłam małe, podręczne lusterko, by obejrzeć ten straszny widok z bliska. Lusterko niespodziewanie wyślizgnęło mi się z rąk i z trzaskiem upadło na ziemię. Rozbiło się chyba na sto kawałków. Nie miałam czasu go posprzątać, bo spóźniłabym się do szkoły, a musiałam jeszcze jakoś zasłonić korektorem tego okropnego pryszcza. Wychodząc do szkoły zostawiłam mamie kartkę, że posprzątam jak wrócę. To chyba był najbardziej pechowy dzień w moim życiu. Kiedy przechodziłam przez ulicę omal nie potrącił mnie samochód i dwa czarne koty przeszły przez drogę tuż przede mną. W ostatniej chwili wpadłam do klasy. Już miałam usiąść obok Agnieszki, mojej najlepszej przyjaciółki kiedy przypomniałam sobie, że wczoraj strasznie się pokłóciłyśmy. Na szczęście Gośka już machała do mnie ręką. Wypakowałam piórnik gdy po klasie rozeszły się pojedyncze chichoty. No jasne, Andrzej oczywiście opowiedział całej klasie o moim pryszczu. Rzuciłam mu wymowne spojrzenie jednak nie doczekałam się odpowiedzi, bo pani weszła do klasy. - Dzień dobry! Zaczynamy sprawdzian. Proszę się podpisać po lewej stronie. Powodzenia! Gdy tylko przeczytałam treść zadań załamałam się. Z trudnością rozwiązałam dwa pierwsze. Następnych zadań nawet nie ruszyłam. Z matematyki zawsze miałam piątki i szóstki a teraz miałam pewną jedynkę. Następne lekcje to była wielka katastrofa. Nic nie pamiętałam. Dostałam dwa minusy, uwagę i zarobiłam jedynkę z historii. Wracając ze szkoły wybrałam dłuższą drogę, chciałam to wszystko przemyśleć. Przechodząc przez rynek zaczepiła mnie Cyganka. - Dzień dobry moja droga panno czy nie chciałabyś poznać swojej przyszłości? Zaczęłam się zastanawiać. W końcu co w tym złego, że dowiem się co mnie jeszcze spotka. Może uda mi się uniknąć następnych pechowych zdarzeń. Cyganka nie czekając na odpowiedź chwyciła moją rękę i z wielką uwagą wpatrywała się w linie papilarne. Wyjęła z kieszeni kartkę papieru, ołówek i zaczęła coś pisać. Gdy skończyła wręczyła mi kartkę i odeszła nie rządając ode mnie pieniędzy. Spojrzałam na niezbyt wyraźnie nakreślane słowa: Ktoś rzucił na ciebie urok. Jeśli chcesz poznać prawdę przyjdź jutro do domu na ul. Zaczarowanej 5. Decyzja należy do ciebie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Następnego dnia była sobota. Pech wciąż mnie nie odstępował. Mama wysłała mnie na zakupy. Po drodze zastanawiałam się czy Cyganka nie ma czasem jakiś złych zamiarów. Wiedziałam, że na ulicy Zaczarowanej mieszkają różne niebezpieczne typy. Od dziecka bałam się tam chodzić. Zaryzykowałam. Po południu stanęłam przed domu nr 5 na ulicy Zaczarowanej. Nie wyglądał zbyt zachęcająco. Ogródek był zachwaszczony, w płocie było dużo dziur, tynk powoli odpadał od ścian. Pokonując strach ruszyłam do drzwi i zapukałam trzy razy. Odpowiedziałam mi cisza. Jednak po kilku chwilach usłyszałam szuranie pantofli. Otworzyła mi Cyganka, która zaczepiła mnie na ulicy. - Witaj moje dziecko. Cieszę się, że przyszłaś. Proszę wejdź do środka. Posłusznie weszłam na ganek, w którym wyraźnie poczułam zapach ziół. Wąski, ciemny korytarz zaprowadziły mnie do małej izdebki. Na kominku stał duży kocioł, na szafkach były poustawiane słoiki z dziwną zawartością. Na okrągłym stole stała duża, kryształowa kula, a na oparciu jednego z krzeseł siedział czarny kruk. - Nie krępuj się, siadaj. Może herbaty?- zapytała Cyganka. - Poproszę.- odpowiedziałam siadając na krześle naprzeciwko kruka. - Nie będę owijać w bawełnę. Twój los jest niezwykle dziwny. Patrząc w twoją dłoń dostrzegłam wielkie tajemnice, których nie byłam w stanie odczytać. Wiem jedno. Ktoś rzucił na ciebie urok i na pewno była to czarownica. - Czarownica?! Przecież one nie istnieją, to jakieś bzdury!! - A jednak to prawda. Czarownice były zawsze. Istnieją dobre i złe. Dobre czarownice żyły z ludźmi w zgodzie. Pomagały im w chorobie i nieszczęściu. Złych czarownic ludzie bali się. Nazywali je wiedźmami i palili na stosach. Czarownica, która rzuciła na ciebie urok była dobra ale w jej sercu pojawiła się nienawiść. - Skąd o tym wszystkim wiesz? - Sama jestem jedną z nich. Zagraża ci niebezpieczeństwo. Nie potrafię ci pomóc. Jedynym ratunkiem dla ciebie jest odwiedzenie naszej Mistrzyni. Tylko ona potrafi odczarować taki urok. Mieszka na Łysej Górze. - I co? Mam pojechać tam, żeby jakaś super czarownica pomachała mi nad głową różdżką. - Właśnie tak. - Pani jest szalona! Po co ja tu przyszłam! Do widzenia! Porwałam placek i uciekłam. Biegłam ulicami miasteczka do samego domu. Zatrzasnęłam za sobą drzwi swojego pokoju i zaczęłam płakać. Czułam strach. Czułam, że Cyganka ma rację. Wyczuwałam nieznane niebezpieczeństwo.

Minęły dwa tygodnie. Chociaż pech nadal nie dawał mi spokoju zapomniałam o rozmowie z Cyganką. Moja klasa wybierała się na wycieczkę w Góry Świętokrzyskie. Wszyscy byli podekscytowani. Od rana mówili co mają w plecakach i z kim będą siedzieć w autobusie. Bałam się, że nikt nie zaproponuje mi wspólnej podróży. Spotkała mnie jednak nie lada niespodzianka. Podszedł do mnie Andrzej z pudełkiem czekoladek. Przeprosił mnie za rozgłoszenie w klasie wieści o moim pryszczu. Zaproponował także bym z nim usiadła. Byłam pewna, że nie chodzi mu o moje towarzystwo . Spytałam go wprost o co chodzi. Powiedział, że pokłócił się z Agnieszką i chce, żeby była o niego zazdrosna. Zaczęłam się zastanawiać. W końcu też zależało mi na tym, żeby dać Agnieszce w kość. Przyjęłam przeprosiny wraz z czekoladkami i usiadłam w autobusie obok Andrzeja. Kątem oka widziałam jak Agnieszka obserwuje nas. Przez cały czas rozmawiałam z Andrzejem. Starał się być bardzo miły. Na miejsce dojechaliśmy po kilku godzinach. Przy wychodzeniu z autobusu Andrzej szedł przede mną z plecakami. W obu rękach niosłam kurtki. Nagle potknęłam się o dywanik i runęłam do przodu na Andrzeja. Wyglądało to jakbym go objęła z tyłu. Agnieszka zobaczyła to. Rzuciła mi gniewne spojrzenie i odeszła z oburzoną miną do swojej nowej koleżanki. Byliśmy u stóp Łysej Góry. Było już późno i opiekunowie próbowali narzucić ostre tempo marszu. Widoki były przecudne chociaż musiałam cały czas patrzeć pod nogi.

Wreszcie szczyt. Hurra!!! Byłam wykończona i zmęczona. Po krótkim odpoczynku rozłożyliśmy namioty. Nigdy nie spałam w namiocie ale miałam nadzieje, że będzie to fajne uczucie. Większość klasy była przeciwko biwakowaniu i uważała, że to najgorsza rzecz jaka może się zdarzyć na tej wycieczce. Przy przydzielaniu namiotów trafiłam na Gośkę i niestety na Agnieszkę. Co za pech. Jakby żadna inna dziewczyna nie mogła ze mną spać tylko ona. Jeszcze nie zdążyliśmy odpocząć po wyczerpującej wędrówce i rozkładaniu namiotów a już kazali nam zbierać opał na ognisko i przygotowywać jedzenie. Na szczęście nie były to konserwy tylko kiełbaski, które mieliśmy piec nad ogniskiem. Gdy zapłonęło ognisko niebo było już rozgwieżdżone a w trawie koncertowały pasikoniki. Kiełbaski prosto z ogniska były wyśmienite. Po jedzeniu zaczęliśmy śpiewać harcerskie piosenki siedząc po turecku wokół ogniska. Nastrój był cudowny. Po pewnym czasie zdrętwiały mi nogi. Postanowiłam się przejść. Gdy spacerowałam dogonił mnie Andrzej. Jemu też zdrętwiały nogi. Szliśmy tak przez parę minut w ciszy, Andrzej odezwał się pierwszy. - Nie wiedziałem co widzę w tej Agnieszce. Przecież ona jest brzydka i w ogóle. - Mówisz tak a jak wrócimy z wycieczki będziesz chodził za nią krok w krok i przepraszał za swoje zachowanie – odparłam zdziwiona tym co powiedział. - Wcale nie! Uważam że ona jest czarownicą! Owinęła mnie sobie wokół palca i uważa, że wszystko jej wolno! - Dobra stary tylko żartowałam. Nie wiedziałam, że jej tak nie lubisz. Szliśmy jeszcze chwilę w ciszy a potem wróciliśmy do obozowiska. Ognisko już przygasało i wszyscy zaczęli udawać się do swoich namiotów. Co chwile można było usłyszeć jak chłopcy straszą dziewczyny pohukując jak sowy i wyjąc jak wilki.

Agnieszka leżała już w namiocie z wyraźnie obojętną miną. Położyłam się w najdalszym kącie namiotu, jak najdalej od niej. Obok mnie położyła się Gośka udając bardzo zmęczoną choć naprawdę była gotowa nie spać całą noc. Po półgodzinnej ciszy wszyscy zasnęli. Okazało się, że spanie w namiocie nie jest wcale takie cudowne. Co chwile gryzły mnie komary a różne odgłosy ciągle mnie budziły, dodatkowo Gośka chrapała. Po kilku godzinach obudziłam się na dobre, z zamkniętymi oczami próbowałam zasnąć chociaż wiedziałam, że moje wysiłki są daremne. Nagle usłyszałam jak ktoś wychodzi z naszego namiotu. Była to Agnieszka. Gdy trochę się oddaliła postanowiłam pójść za nią i sprawdzić co robi. Szybko ubrałam buty i zarzuciłam coś na siebie. Agnieszka najpierw szła ścieżką w kierunku szczytu góry, ale potem zaczęła schodzić stromym zboczem do iglastego lasku. Zaczęłam się zastanawiać po co tam idzie. Miałam straszne kłopoty z zejściem na dół. Mrok i mokra od rosy trawa utrudniały marsz. Wreszcie zrobiło się trochę mniej stromo. Drzewa utrudniały śledzenie Agnieszki. W dali zobaczyłam światło. Po pewnym czasie przekonałam się, że Agnieszka idzie właśnie w tym kierunku. Jej śledzenie zrobiło się łatwiejsze. Światło dochodziło z dużej polany ukrytej między krzakami. Schowałam się miedzy nimi i obserwowałam polanę. To co zobaczyłam przeszło moje wszelkie oczekiwania. Na środku polany paliło się ogromne ognisko a dookoła niego siedziało około pięćdziesiąt kobiet poubieranych w jakieś stare łachy i zawzięcie rozmawiających o jakiś sprawach. Były tam osoby, które doskonale znałam: nauczycielki, woźna, Cyganka z ulicy Zaczarowanej, a nawet niektóre uczennice z naszej szkoły. Między nimi wypatrzyłam Agnieszką. Nagle z mroku wyłoniła się jakaś kobieta i dyskusje ucichły. Kobieta podniosła rękę i przemówiła mocnym głosem. - Chyba jesteśmy już wszystkie. Witam was na kolejnym zjeździe. Będziemy dzisiaj rozmawiać o dokonaniach całego miesiąca a także o zmianie miejsca naszych spotkań. Proszę, kto chciałby zabrać głos jako pierwszy? O Kristilla,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych