Wróć do katalogu

Czasem w snach latał

Opowiadanie o tym jak wiele można poświęcić żeby uratować drugą osobę.

reaktywacja_pstraga, opublikowano , 24 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czasem w snach latał. Wzbijał się do góry z bajecznie zielonej łąki, leciał wysoko aż do chmur. Cieszył się lotem. Robił salta. Lubił pikować nad oceanem i wzbijać się do góry tuż nad samą powierzchnią. I od nowa. Szalał między koronami drzew, zrywał kwiaty, leciał na kilka metrów w górę i rzucał je na ziemię. Spadały powoli, targane wiatrem. Osiadały na gałęziach, trawie i ludziach, którzy siedzieli na łące. Deszcz jaki można zobaczyć tylko w snach. Czasem w snach wlatywał w chmury. Bo zawsze zapominał, że NIGDY ale to NIGDY nie powinien tego robić. Małe puszyste obłoczki zostawały na jego skórze. I nieważne jak szybko leciał one nie chciały odpaść. Zaczynały się powielać i robił się coraz cięższy. Wżerały mu się głęboko w skórę i nie chciały puścić. Śmiertelne babie lato, oset, który kłuł aż do samego serca. Kiedy nie miał już sił zaczynał spadać. I krwawił. Deszcz jaki można zobaczyć tylko w snach. Potem uderzał w ziemię, rozbijał powierzchnię wody, miażdżył małe drzewa. A raczej tak by robił bo nigdy nie umierał, budził się na sekundę przed tym jak jego dusza miała zrobić z siebie krwawą układankę rozbitych uczuć, kości i łez.

Czasem kiedy się budził, płakał. Siadał wtedy na łóżku i patrzył tępo w zieloną ścianę. Kolor był umowny, w końcu noc dla barw jest równie bezlitosna co zmarszczki dla gwiazd porno. Pamiętał o tym żeby zachowywać się cicho tak żeby jej nie obudzić. Ale sypiała bardzo mocno. I tylko oddech, przerywany, chropowaty, zdradzał, że coś jest nie tak. Nie musiała spać żeby i ją otulały obłoczki. Rak wygrywał. Komórka po komórce, przerzut po przerzucie. Męczyła się ale nie chciała dawać za wygraną. Nie pozwalała się też przykuć do szpitalnego łóżka, które od dzieciństwa kojarzyło jej się z białą trumną, w której umierasz zanim jeszcze zamkną wieko. Nie wiedziała skąd bierze się ten strach. Nie zastanawiała się nad tym. Próbowała robić to co kocha, czasem jeszcze malowała jak sześć lat temu kiedy się poznali. Od kilku miesięcy nie mogła już stać przy sztalugach. Była za słaba. Kiedy on szedł pracować ona stawiała mały taboret i słabymi pociągnięciami pędzla próbowała skończyć obraz na szybie, który malowała dla nich. Miał ozdobić sypialnię, być symbolem miłości kiedy promyki słońca przebijałyby się przez kolorowy witraż. Był wyjątkowo prosty ale tylko takie lubili. Nieco kiczowaty ale im to nie przeszkadzało. Siedzieli na ławce, wpatrzeni w siebie, za nimi był las. Spomiędzy drzew wyglądały zaciekawione zwierzęta. W momencie kiedy malowała sowę kilka kilometrów dalej starszy człowiek z niemodną brodą usiadł na ławce. Ubranie… Gdyby poszedł na imprezę do jednego z modnych klubów małolaty, które za kilka drinków i dobrych ciuchów zabawiają się dwoma rodzajami białka raczej nie uznałyby go za sponsora rokującego większe nadzieje. Może kiedy spojrzałyby na jego elegancką teczkę, która wydawała się wręcz sterylnie czysta zmieniłyby zdanie. Starszy człowiek oparł się wygodnie, położył teczkę koło siebie, podwinął rękaw i spojrzał na zegarek. Kiedy to zrobił wskazówki zaczęły się cofać. Uśmiechnął się.

TIK TAK TIK TAK TIK

Kiedy wskazówki zaczęły się cofać on już dawno nie latał w swoim śnie. Po raz kolejny zamiast pracować spędzał czas mając na ekranie monitora wszystkie

wyszukiwarki jakie znał. Wpisywał wszystkie hasła związane z nowotworami; „nowe leki”, „nietypowe sposoby leczenia”, „znachorzy”, „cudowne ozdrowienia”. I nic. Wyniki czasem pojawiały się w tysiącach, niekiedy milionach. Połowa z nich odnosiła się do zoofilskiego porno. Reszta do przyjaciół dzieci z akwariów. Mniejszość rzeczywiście traktowała o chorobie ale nigdy nie w sposób, który by im pomógł. Wtedy wychodził zapalić. Sam wtedy rzucał wyzwanie chorobie, palił od kiedy pamiętał, ale płuca miał czyste. Chciał pokazać, że człowiek może być w tej nierównej walce zwycięzcą. Każdy sposób usprawiedliwienia nałogu wydaje się dobry. Kończył, wyrzucał niedopałek i zaczynał wszystko od nowa. Nieważne ile wypalił papierosów, ile razy czyścił historię, ile razy wpisywał nowe kombinacje słów wśród których pojawiał się „rak”. Wynik zawsze był taki sam. Spojrzał na zegarek.

TIK TAK TIK TAK TIK Starszy mężczyzna z niemodną brodą zrobił to samo. Przeciągnął się i przyjaźnie kiwnął głową do dziecka, które przechodziło obok. Zaczęło płakać tak straszliwie, że matka przestraszyła się, że się udusi. TIK TAK TIK TAK TIK

Wyszedł z budynku, wyjął papierosa. Chwilę pobłądził rękami po kieszeniach, zaklął i rozejrzał się. Powoli się ściemniało, było strasznie zimno ale ktoś siedział na ławce. Podszedł bliżej i zobaczył starszego człowieka. - Ma pan może ogień?- zapytał. Starszy człowiek podniósł głowę i uśmiechnął się ciepło. - Chwileczkę- po czym sięgnął po swoją idealnie czystą teczkę. Poszukał w niej chwilę i wyciągnął czerwoną zapalniczkę. Patrzył jak zapala papierosa i odezwał się. - Nie wygląda pan na szczęśliwego. Spojrzał na niego i zamiast odejść odpowiedział. Gdyby wiedział ile to zmieni w jego życiu pewnie wolałby do końca swoich dni przypalać się papierosami. I jeszcze by za to dziękował. - Nie jestem. Zanim się zorientował opowiedział mu wszystko. Starszy człowiek siedział tylko i z uwagą kiwał głową. -… ale tak właściwie nie wiem po co to panu mówię. - Cóż, na pewno jestem tańszy od psychologa. Poza tym można powiedzieć, że też zajmuję się medycyną chociaż trochę- podrapał się z zakłopotaniem po głowie- niekonwencjonalną. Spojrzał na starszego człowieka pytająco. Ten odpowiedział mu figlarnym spojrzeniem po czym zaczął grzebać w teczce. Wyjął kilka szpargałów, dwie kanapki, jabłko i gazetę pożółkłą ze starości. W końcu znalazł i podał mu kilka papierzysk w wyjątkowo złym stanie. Odchrząknął. - Tak jak mówiłem, nie jest to medycyna, o której usłyszysz w radiu, albo zobaczysz ją na Discovery Channel. Ale działa. Nie przeglądaj tego teraz. Zrobisz to później jak ona zaśnie. A teraz leć już, na pewno tęskni. Przyjrzał się papierom, spojrzał na niego i bez słowa odszedł. Dopiero po przejściu kilku kroków obejrzał się. Ale starszego człowieka już nie było. Nie wiedział kim był, co mu dał i dlaczego tak właściwie to wziął. Chciał wyrzucić dziwny podarunek do najbliższego śmietnika ale zmienił zdanie. Tonący chwyta się brzytwy a on był gotów złapać się zardzewiałego, zatrutego drutu kolczastego i poranić ręce do żywej kości żeby tylko ją uratować.

TIK TAK TIK TAK TIK

Nie zobaczył starszego człowieka ale on tam siedział. Patrzył przed siebie, zamyślony Wbrew wszystkim regułom, wskazówki na jego zegarku przyspieszyły. TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK

I wtedy się to wszystko zaczęło.

Kiedy wrócił do domu ona już dawno spała. Popracowała chyba trochę więcej niż zwykle, w oknie pojawiło się kilka nowych zwierząt. Podszedł do niej, pocałował ją w policzek. Była rozpalona. Zmartwił się. Poszedł do kuchni, otworzył lodówkę i pobłądził chwilę wzrokiem po półkach. Sięgnął po gin, nalał sobie całą szklankę i wziął potężny łyk. Nie rozbierał się.

Siedział w kurtce, przy stole kuchennym, na którym kochali się prawie tak samo często jak jedli. Miał ochotę zapalić ale zamiast na paczkę papierosów jego ręka trafiła na papiery, które dostał od starszego człowieka. Rozłożył je wszystkie, wygładził i zaczął czytać. A przynajmniej próbował, kartki były co prawda zapisane polskimi literami, ale składnia, gramatyka zdawały się pamiętać wyjątkowo dawne czasy. W niektórych miejscach papier był pobrudzony albo potargany. Sens był jasny. Instrukcje nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Kiedy dotarł do etapu, który mógł jej przedłużyć życie nie wytrzymał. Wstał gwałtownie, rzucił się do zlewu i zaczął wymiotować. Nie mógł przestać, wydawało mu się, że razem z resztkami posiłku wyrzyga też duszę i sumienie. Schował instrukcje bardzo głęboko na sam dół swojej prywatnej szafki. Właściwie nie wiedział czemu ich nie wyrzucił. Po raz kolejny w bardzo krótkim czasie zachował się wbrew sobie kiedy los dawał mu szansę żeby się wycofał.

Trzy tygodnie później jej stan pogorszył się a lekarze tylko kiwali głowami i spoglądali na piękną dziewczynę umierającą na ich oczach. Prawie cały czas spała, kiedy budziła się była potwornie słaba. Rozmawiała z nim wtedy mrugając oczami. Czasem łzy tańczyły jej pod powiekami i musiała powtarzać. Nie mogła mówić. Za bardzo się męczyła.

Została w szpitalu. Szalał z rozpaczy. Cierpiała. Cierpiał. Umierała. Umierał. Zamknęła oczy. Otworzył szufladę. Zakrztusiła się. Przeczytał. Zasnęła. Zdecydował się.

Pojechał po nią i zabrał ją do domu. Kiedy chcieli go powstrzymać uderzył jednego z pielęgniarzy tak potężnie, że prawie złamał mu szczękę. Nie zgłosili tego, wiedzieli, że teraz przemawia przez niego ból. Kiedy przyjechali była nieprzytomna i zaniósł ją do łóżka Sam pojechał odzyskać jej życie Kiedy wrócił był cały spocony. Nie mógł oddychać, kołnierzyk go dusił. Kręciło mu się w głowie, przed oczami mu ciemniało Upewnił się czy spała i poszedł do garażu. A potem to zrobił. Kiedy podawał jej lekarstwo ręce mu się tak trzęsły, że nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Potem położył się koło niej i zamknął oczy. Ale kiedy tylko to robił wszystko co zrobił krzyczało mu pod powiekami. Był przerażony, powtarzał sobie, że nie miał wyjścia. Miał nadzieję, że było warto.

TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK

Starszy człowiek jadł kanapkę. Był zachwycony rozwojem sytuacji Zegarek leżał koło niego a sekundnik przesuwał się coraz szybciej.

TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK

Kiedy obudziła się następnego dnia wyglądała pięknie jak nigdy dotąd. Wstała i poszła do łazienki. Dopiero kiedy odkręciła kurek w wannie zorientowała się, że po raz pierwszy od bardzo dawna pokonała ten dystans bez żadnego postoju dla zaczerpnięcia oddechu.. W szpitalu dowiedzieli się, że niektóre przerzuty… zniknęły. Nie mógł w to uwierzyć, ona tym bardziej. Płakali i śmiali się na zmianę. Wrócili do domu i zaczęli kochać się w tym samym momencie, w którym zamknęły się za nimi drzwi.

TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK Starszy człowiek wyglądał na zadowolonego . Był nieco sentymentalny choć nie lubił się do tego przyznawać. Sekundnik odmierzał tempo szybciej niż w normalnym zegarku. TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK

I przez tydzień, wszystko było dobrze. Potem choroba powróciła, jeszcze silniejsza, jeszcze bardziej brutalna i wyniszczająca. Załamał się. Kiedy ona krztusiła się w sypialni jemu łzy płynęły ciurkiem po policzkach. Nie powinien znowu tego robić, nie powinien znowu tego robić, niepowinientegoznowurobićniepowinientegoznowurobić Npwnntgznwrbć. Nienienienienie. Tak.

Musiał.

Chciał.

Tym razem poszło łatwiej. Wiedział jak się do tego zabrać. Czego unikać. W ciągu tygodnia zrobiły dwie rzeczy, które przekreśliły na zawsze jego powrót do spokojnych snów. Jakby czując, że coś jest nie tak nie mogła zasnąć. Dał jej tabletki. Historia się powtórzyła.

Poczuła się lepiej. Poczuł się lepiej. Poczuli się lepiej.

TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK Starszy człowiek popatrzył i wiedział, że to było dobre. Popukał lekko w szybkę zegarka i czas znowu przyspieszył. TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK TAK TIK

Życie zatoczyło koło. Zaledwie siedem dni. Powrót. Znowu to zrobił. Po dwóch miesiącach rzucił pracę. Wszyscy się na niego dziwnie patrzyli. Od pewnego czasu miał też problemy ze słuchem. Jego zegarek strasznie głośno odmierzał czas. Siedział więc z nim przyłożonym do ucha przez kilka godzin dziennie żeby upewnić się, że tak na pewno jest. W gazetach zaczęły pojawiać się informacje. Nieco przekoloryzowane ale nawet gdyby rzetelnie relacjonowały to co zaczęło się dziać ludzie i tak mieliby fantastyczny…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych