Czasy Mroku Rozdział 2 Część I
Pierwsza część drugiego rozdziału mojego opowiadania. Zapraszam do lektury i oceniania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 2 Wiatr przeznaczenia
Trzynaście lat później, w pewnym przydrożnym barze w Japonii. Dzień się już kończył, ludzie co odważniejsi dalej siedzieli na dworze lub popijali alkohol w barach. Większość jednak wolała spokojnie odpoczywać w domach i nie bać się o to co może się stać. Co prawda ludzie doszli do porozumienia z demonami które aktualnie za swoje królestwo obrały Anglię. Nikt nie wiedział czemu, ani poco rasa, rasa to chyba dobre określenie dla nowego mieszkańca naszej planety. W każdym bądź razie, nikt nie miał pojęcia czemu owa potężna, na pewno nie mająca żadnego przeciwnika na ziemi rasa nadal trzyma ludzi przy życiu. Jednak przez dłuższą chwilę, pomijając parę wyjątków nikt się nad tym nie zastanawiał. Przez te lata ludziom wystarczało to co mieli, próbowali się tym cieszyć. Co jakieś dwa miesiące musieli składać ofiary swoim oprawcą, lecz nie to najbardziej ich przerażało. Najgorsze było to, iż w każdym momencie na ich podwórku, w domu, w samochodzie mógł pojawić się żądny krwi demon. Mogli zginać w każdej chwili, zaś nie mogli nic na to poradzić. Nawet Bóg ich opuścił, bynajmniej tak wszyscy myśleli. Kościoły, wszelkiego rodzaju bazyliki zostały zburzone i splugawione, każda świętość posiadana przez człowieka była od razu karana śmiercią. Nie zwykłym pozbawieniem życia, ale rzuceniem człowieka do jaskini, groty, czy klatki z gremlinami. W jednym z przydrożnych barów wszystko miało zacząć się od nowa, miało zapoczątkować nową erę. Taki plan mieli aniołowie, ale na tym świecie ostatnie słowo, póki co należało nadal do człowieka. Przez drzwi jak w starych westernach wszedł wysoki mężczyzna, mierzący około 190cm, miał on długie czarne włosy oraz kilka blizn pokrywających jego twarz. Ubrany był w czerwo-czarny płaszcz z wyrysowanym białym krzyżem na plechach. Na dłoniach miał dziwne niebieskie rękawice, poszarpane na palcach, tak że każdy z nich miał swobodny ruch. Na barku miał przewieszony pas z ogromnym mieczem, niczym z bajki. Usiadł przy barze po czym powiedział potężnym głosem. - Dziadku, podaj mi szklankę wódki. Barman zmierzył go wzrokiem, był to około trzydziestopięcioletni mężczyzna średniego wzrostu, ubrany w zupełnie niepasującą do otoczenia jak i do sytuacji hawajską koszulę. Uśmiechnął się lekko po czym powiedział: - Dziadku? Nie rozśmieszaj mnie, nie jesteś dużo młodszy ode mnie, ile ty możesz mieć lat trzydzieści? Dwadzieścia dziewięć? - Dwadzieścia... - powiedział ironicznym głosem chłopak, ale można było w tym wyczuć nutkę prawdy. Nie wyglądał na tyle, może myliły jego blizny, może jego wzrost, a może jego chłodne podejście do życia. Barman zmieszał się, odwrócił głowę, zdjął z półki jedną z pięciu butelek i nalał do szklanki, wyciągnął niechętnie rękę po czym zatrzymał ją tuż przed chłopakiem. Nie puścił szklanki, ale za to spojrzał dziwnemu osobnikowi w oczy. - Masz czym zapłacić? - Tak - chłopak sięgnął do kieszeni i wyjął z niej skórzany woreczek, poszperał w nim chwilę i wyciągnął dwie zakrwawiane ludzkie kości. Jedna najprawdopodobniej kiedyś była częścią palca, zaś druga była ułamana z obydwu stron, nie dało się przez to określić, czy nawet była ona ludzką kością. - Tyle chyba wystarczy? Barmanowi oczy zapłonęły żarem nadziei jak i chciwości, stał się podniecony, za taką walutę mógł kupić sobie nawet wolność na trzy kolejne lata. Wzrok ludzi w barze skierował się ku nim. W środku znajdowało się 30 osób, a teraz wszyscy patrzyli na nich. - Wystarczy, wystarczy - zaczął szybko mówić barman - masz weź sobie całą butelkę.- po czym podał chłopakowi całą flaszkę wódki i odwrócił się do niego plecami. Jedna z osób znajdujących się w barze wyszła, zarzucając sobie na głowę kaptur. Otwierając drzwi do pomieszczenia wdarł się powiew świeżego powietrza i dźwięk bębniącego deszczu. Czarnowłosy chłopak podniósł szklankę i jednym zgrabnym łykiem wlał w siebie połowę jej zawartości. Nawet się nie skrzywił przełykając wszystko, chodź wódka w tych czasach była naprawdę mocna. W momencie gdy szklanka zdążyła do tchnąć podłoża, obok chłopaka znalazł się inny mężczyzna. Po jego wesołej twarzy można było powiedzieć, że już coś pił, miał około 165 cm wzrostu, był dobrze zbudowany. Jego włosy były całe czarne, średniej długości o grzywce w niektórych miejscach wychodzącej poza brwi. Na jego twarzy malował się niesamowity uśmiech, zaś jego głos był wesoły oraz napawał dziwną nadzieją. - Witam nieznajomy! - krzyknął, ale mężczyzna obok spojrzał na niego tylko kątem oka - Też mam dwadzieścia lat - teraz jego obiekt konwersacji nawet na niego nie patrzył - Ej! Ej! To nie ładnie tak olewać ludzi. Jak się nazywasz? - Sai - odpowiedział mężczyzna znużonym tonem, widać wiedział, że unikanie rozmowy i tak mu nic nie pomoże. Wolał się czasem odezwać niż wysłuchiwać przez dziesięć minut głupkowatych tekstów ze strony tego małego człowieczka. - Sai? - powtórzył czarnowłosy - Sai? Hmm... Nie wyglądasz mi na Japończyka. - Rodzice uwielbiali ten kraj - odpowiedział - Ha Ha Ha! - zaśmiał się chłopak - Moi też! Ale.. - w tym momencie zniżył głos oraz poważnym tonem powiedział wprost do ucha towarzysza - ...niebezpiecznie jest chodzić z krzyżem na plecach. - O to się nie martw, Pan nigdy mnie nie opuści, a moje zadanie jest jasne! Po tych słowach ludzie z baru po raz kolejny spojrzeli się na mężczyznę, tym razem z przerażeniem w oczach. Takie słowa w takich czasach, były niebezpiecznie, a co gorsza nie tylko dla osoby która je mówiła, ale dla wszystkich którzy byli przy tym obecni. Jeden z uczestników tego zajścia wstał chwycił kufel po czym dopił piwo do końca, zaraz po tym krzyknął: - Wypad stąd! Nie chcemy mieć problemów przez takie śmieci jak ty! - Hej, hej... - zaczął drugi z rozmówców który do tej pory nie wypowiedział swojego imienia - Spokojnie, o co się tak denerwować? - Pan jest pasterzem moim... - zaczął mówić chłopak ubrany w czerwony płaszcz, ale nim skończył, na jego twarzy rozbił się kufel. - Wypierdalać!! - tym razem słowa te potoczyły się nie tylko przez jedną osobę, ale przez kilka kolejnych, które też wstały. Chłopak przetarł twarz, z czoła zaczęła lekko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Xanxus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…