Wróć do katalogu

Czekając na...

NIgdy nie czytalam Pamietnika pisanego w Saragossie, ale zanim o nim u slyszalam - napisalam nieporownywalna mini-szkatulke.

MonikaM, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Jeśli nie zadzwoni do wieczora, przestań czekać. Tak będzie lepiej. – Powiedział Mateusz i wyszedł. Wiedział, że Zosia chciała zostać sama. „Jeśli nie zadzwoni....” Ale czy to możliwe? Czy możliwe żeby tego nie zrobił? Czy naprawdę mógł być aż tak silny? Czy on był tak silny? A może mu po prostu nie zależało mu tak samo jak jej? Bo przecież w takiej chwili nikt nie jest silny!!! Wstała i poszła do kuchni. W lodówce oczywiście nic. Nawet nie ma kisielu. „Cholera!! Co to wszystko ma znaczyć?” Znalazła trochę kakao i jakieś płatki. Nie była głodna, ale musiała coś zjeść. Nic nie rozumiała.

Wcale nie miałam ochoty pisać o miłości, o nieszczęściu i tęsknocie. Nie miało tak być. Zastanowiło mnie tylko czemu książki ze smutnym zakończeniem mają takie powodzenie. Napisałam kiedyś kilka opowiadań i się okazało, że nie były dość dobre bo się kończyły pozytywnie. A nie było mi łatwo pisać optymistycznie. Patrzę czym mnie karmią w Wiadomościach i znowu widzę to samo. Ludzie czekają na kolejne sensacje. Zupełnie jakby nie działo się nic dobrego. Więc czemu? Czy zawsze trzeba pisać o smutku i rozpaczy, albo taniej głupocie???

- Cześć, to ja. – Obudziła go. Wiedziała, że może zadzwonić o każdej porze. - O cześć, to Ty. Co jest? – zapytał zaspanym głosem Mateusz. - Nie mogę zasnąć. - Zadzwonił? - Nie. – I cisza, zupełnie głucha, bezradna cisza... - Chcesz żebym przyjechał? - Nie... - Powiedziała bez przekonania. Było jej już tak głupio, że nie miała odwagi powiedzieć wprost czego potrzebuje. Przecież ostatnio przychodził cały czas. - Nie... lepiej śpij. Przepraszam, że Cię obudziłam. – I chciała odłożyć słuchawkę. Zawsze chciała to zrobić. Zawsze. Bo zawsze chciała przemóc samą siebie. Chciała wreszcie zrobić coś silniejszego od siebie. Nigdy jej się to nie udało. Jak zwykle. - Zośka? Jesteś tam? - Tak, jestem. Miałam odłożyć słuchawkę. - Napijesz się piwa? - Nie mam piwa. - Przywiozę. Chcesz? - Tak – Odłożyła słuchawkę.

Przez jeden dzień w ogóle nie wychodziłam z domu. Musiałam pobyć sama. Czasem mnie roznosiło, ale założyłam sobie, że ten jeden dzień przesiedzę w domu. Przeczytałam prawie całe dwie książki. Nie poszłam do kościoła mimo, że to święto kościelne. No cóż. I tak już w niebiosach o mnie zapomnieli. Między książkami czasem o czymś myślałam. Nawet niegłupio. Postanowiłam je spisać…

- Możesz włączyć trójkę? - Ok. - Głupio mi, że Cię tu ściągnęłam. Przepraszam. - Niepotrzebnie. Musimy tego słuchać? - Nie. Jak chcesz to wyłącz. Ja zawsze słucham. - Wiem, ale może czas najwyższy...? – spojrzał na nią i nie wiedział, czy to było w porę czy też nie. Zawsze wszyscy wszystko wiedzą najlepiej, będąc z boku. On nie chciał radzić. Wiedział, że jest jej ciężko. Wiedział, że musi sama... - Mateusz, wiesz, że to nie jest takie proste. – powiedziała to niemal z wyrzutem. - Wiem, ale nie możesz tak całe życie. – usiadł koło niej i podał jej piwo. Zapytała wzrokiem o fajka, też jej dał. Postanowił, że musi z nią jeszcze raz porozmawiać. – Zosiu, posłuchaj. Wiesz, że ja nie chcę Cie moralizować. – Zosia patrzyła w nieistniejący punkt, domyślając się jak będzie. – Widzisz, zrobisz jak zechcesz, ale musisz sobie zdać sprawę z wyboru jaki cały czas przed Tobą stoi. Nikt za Ciebie nie wybierze, wiemy o tym tak Ty jak i ja. Możesz to zagłuszyć, słuchać radia, palić fajki, chodzić do knajp. Na pewno na jakiś czas to Ci pomoże. Możesz też się zamknąć w sobie i nikomu nie pozwolić wejść do Twojego własnego więzienia. To też jest jakieś wyjście. Możesz się użalać do granic możliwości, nawet wtedy gdy i to już Ci się znudzi. Możesz dzwonić po mnie całe lata i prosić, żebym przyjechał. Możesz wreszcie się wziąć w garść i zrobić coś żeby dojść do siebie. Doskonale wiesz czego Ci najbardziej potrzeba i co może Ci pomóc. Nie muszę Ci mówić. – Spojrzał na nią znacząco i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych