Wróć do katalogu

Czekanie

Opowiadanie o koncentracji na niewłaściwych rzeczach

BarbadosB, opublikowano , 9 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zegar tykał z perfekcyjną regularnością. Waszka siedział przy stole i liczył tyknięcia. Czekał. Nie był pewien na co właściwie czeka, ale wiedział, że kiedyś To się wydarzy. Właściwie całe życie czekał na To, jednak To nie nadchodziło. Jako dziecko nie zdawał sobie sprawy, że to dziwne uczucie w brzuchu, z którym się budził i zasypiał, To właśnie oczekiwanie. Na początku nie czuł się z tym komfortowo i płakał ilekroć poczuł motylki w brzuchu. Rodzice jeździli z nim do lekarzy, myśląc, że to kolka i spędzali bezsenne noce usiłując go uspokoić. Kiedy trochę podrósł i poszedł do szkoły przestał się bać tego uczucia i je zaakceptował. W końcu tak się do niego przyzwyczaił, że co rano przed otwarciem oczu sprawdzał czy nie odeszło. Dopiero kiedy był pewien że nie, otwierał oczy. Nie pamiętał kiedy to sobie uświadomił ani kiedy podporządkował swoje życie czekaniu. Kiedy dorósł, stało się ono codziennym rytuałem. Waszka wstawał rano, golił się, ubierał, szedł do pracy, gdzie wykonywał swoje obowiązki zadowalająco, choć bez entuzjazmu. Potem wracał do domu, jadł obiad, i czekał. Wszystko w dokładnie zaplanowanej kolejności i czasie. Z upływem lat czekanie stało się główną częścią dnia, jego ukoronowaniem. Waszka czekał codziennie od godziny siedemnastej do dwudziestej drugiej trzydzieści, dokładnie tysiąc dziewięćset osiemdziesiąt tyknięć zegara, po czym przebierał się, gasił światło i szedł spać. Zasypiał zwykle po stu osiemdziesięciu tyknięciach. Ale te pięć i pół godziny czekania nie było zwykłym czekaniem, o nie. Z biegiem czasu Waszka nadawał mu coraz bardziej wysublimowane formy, uczynił z niego sztukę. Siadał przy stole, zawsze w tym samym miejscu, twarzą do okna, tak aby zobaczyć kiedy To się wydarzy. Siadał na krześle, opierał dłonie na kolanach i czekał. Raz, dwa, trzy, cztery… Czekając starał się nie ruszać i nie mrugać, żeby nie wypaść z rytmu, nie przegapić niczego. Czekał w rytm dźwięków zegara przemieszanych z rzadkimi hałasami dochodzącymi z ulicy. Kiedyś, w drodze z pracy, przygotowując się do codziennego rytuału czekania, obliczył, że czeka już dziewięć tysięcy sto trzydzieści jeden dni, po pięć i pół godziny dziennie, „czyli ,obliczył z dumą, szesnaście milionów dwieście siedemdziesiąt dziewięć tysięcy trzysta osiemdziesiąt tyknięć zegara”. Waszka miał czterdzieści pięć lat i był wirtuozem czekania. Wyeliminował wszystkie czynniki mogące potencjalnie zaburzyć ten proces. Skrupulatnie przestrzegał, aby po godzinie siedemnastej wyłączyć telefon. Niespodziewane rozmowy rozpraszają i wyrywają z rytmu. Rytm jest tu najważniejszy - tik tak tik tak - regularnie, tik ton wyższy, tak ton niższy. Pilnował też codziennego nakręcania zegara. Robił To specjalnym kluczykiem codziennie o szesnastej pięćdziesiąt pięć - siedem obrotów kluczyka w prawo. Waszka nie czytał książek. Uważał, że zaprzątając sobie głowę wymyślonymi historiami mógłby nie zauważyć, kiedy To się zjawi. Z tego samego powodu Waszka nie oglądał telewizji, nie czytał gazet ani nie zmienił od dwudziestu pięciu lat pracy. To mu dawało poczucie stabilności. Dzięki temu wiedział, że od przebudzenia do rozpoczęcia oczekiwania dzieli go trzy obroty klucza w zamku w prawo, szesnaście stopni w dół, trzysta czterdzieści osiem kroków, sto dziewięćdziesiąt trzy złącza torów tramwajowych, dziesięć kroków, pięć schodków, pięćset metrów kwadratowych umytej podłogi, pięć schodków, piętnaście kroków, sto dziewięćdziesiąt trzy złącza torów tramwajowych, trzysta osiemdziesiąt siedem kroków (ku irytacji Waszki, przystanek powrotny znajdował się dwadzieścia dziewięć kroków dalej niż przystanek „tam”. Waszka postanowił nawet napisać w tej sprawie do urzędu komunikacji, ale zwlekał z tym, jako że pisząc list mógłby To przeoczyć. A Waszka za nic nie chciał Tego przeoczyć), szesnaście stopni w górę, trzy obroty klucza w zamku w lewo, trzy kroki do zegara ściennego i trzy kroki z powrotem do krzesła. Nakręcenie zegara trwało dokładnie minutę i trzynaście sekund. Czasami Waszka pokonywał pięć kroków do toalety i pięć kroków z powrotem. Nie darowałby…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych