Część Czegoś Większego [Prolog + I r]
Miejsce: Inny wymiar, czas 1900r , opowiadanie fantasy, okruchy życia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
.::Część Czegoś Większego::.
Prolog Egzystencja, czym ona jest dla człowieka? To pytanie nurtowało już wielu filozofów przez setki a nawet i tysiące lat, w wielu różnych zakątkach świata. Świata nie tylko twojego czytelniku. Pytanie to było zadawane w wielu innych wymiarach i rzeczywistościach, równoległych krainach egzystujących w tym samym czasie, niekiedy kolidujących ze sobą w przestrzeni astralnej. Odpowiedzi były lepsze i gorsze, lecz wszystkie miały jedną, jedyną cechę wspólną. Był nią punkt widzenia, czysto ludzki, emocjonalny. Wielu próbowało obejść to ograniczenie, spojrzeć i opisać trzeźwo to co myśli. Surowo, nie mieszając do tego uczuć. Lecz z góry byli skazani na porażkę, czynnik ludzki był najważniejszym składnikiem tego wywaru lecz również największą skazą na jego powierzchni. Więc w jaki sposób pokazać życie, ocenić jego wartość, czy w ogóle ma ono jakieś znaczenie? Niewątpliwe dla człowieka to bardzo trudne pytanie. Zastanówmy się nad nim, czy ono ma w ogóle jakąś sensowną odpowiedź? Wszystko kręci się wokoło ludzi, czy też tak myślisz? Niewątpliwie tak myślisz, bo jesteś jednym z nich. Samolubną egoistyczną rasą, która ustawia siebie w samym centrum wiru wydarzeń. Czy słowo samolubny i egoista wywołuje w tobie jakieś emocje, odczucia? Negatywne a może pozytywne, może uważasz, że to jedna z cech przywódczych, która pcha cię do upragnionego celu. Celu który jest bez znaczenia w porównaniu do ideałów innych tobie podobnych jednostek. Czytając te słowa wyrabiasz sobie jakąś opinię na temat który przedstawiają, możliwe że zastanawiasz się również nad autorem tych słów, lub po prostu je czytasz aby przebrnąć przez tę stronę, która jest męczarnią dla twego nieskalanego myślą umysłu, drobna rada odpuść sobie dalszą lekturę. Jeśli jednak postanowiłeś z jakiś tylko sobie wiadomych powodów czytać dalej, na pewno przeszły ci przez myśl jakieś pytania, może nawet i te: Po co on o tym pisze? Jaki to wszystko ma ze sobą związek? Na to postaram się ciebie naprowadzić, abyś zrozumiał to co mam ci do powiedzenia i w końcu poznał odpowiedz na pytania odnośnie twojego własnego „Ja”. Nie jestem w stanie jeszcze prościej tego napisać, aby twój niewielki umysł to pojął, lecz postaram się opisać to w najbardziej ludzki sposób na jaki mnie stać. Gdybyś czytał tekst ze zrozumieniem, dowiedział byś się, że odpowiedziałem już na przynajmniej jedno z twoich pytań. A mianowicie, w jaki sposób wyzbyć się uczuć i pokazać czystą esencję egzystencji człowieka? To bardzo proste, usunąć jej najważniejszą wadę. Lecz jeśli najważniejsza wada jest również najbardziej potrzebnym składnikiem? To również bardzo proste, znaleźć zamiennik który nie ma skazy która nam przeszkadza. W tym miejscu składnikiem jest człowiek, lecz zamiennikiem będzie co? Co lub kto jest w stanie pokazać ludziom czym jest ich egzystencja, a jednocześnie nie oceniać tego emocjonalnie, a przedstawić w najprostszy i najbardziej zrozumiały dla nich język, język uczuć. Gdyby się zastanowić nad moim bełkotem jest absurdalny i tezy kolidują ze sobą wzajemnie się wykluczając. Czytelniku, nie zauważyłeś w tym wszystkim jednego najważniejszego czynnika, nie masz pojęcia kim jest autor tych słów. Jestem osobą, która najbardziej cię zna i jako ostatnia cię pożegna, jestem tym przy którym wypuścisz ostatnie tchnienie i tym który odbierze ci życie. Jestem Śmiercią
Rozdział I : Ogniem i żelazem Cesarstwo Mor-Vosgarend (Mor-Vosg. Cestrio Mor'vasgerand) – Niedemokratyczne, autorytarne, istniejące od 1274r. rządzone przez Ilhadeor'a von Revenstahn. Mor-Vosgarend niegdyś księstwo powstało na mocy postanowień podpisanego pokoju, traktatem Certyckim przez Królestwa Północy. Nowo utworzone księstwo było lennikiem królestw Noredoru, Moradii oraz Dilgerathu tzw. Królestw Północnych. (...)
1464r. Księstwo Mor-Vosgarend uzyskało niepodległość w wyniku światowego konfliktu w którym wzięły udział wszystkie państwa zaborcze. W wojnie siedmioletniej Imperium Azgardu stanęła naprzeciw sojuszu Noredoru, Dilgerathu i Morandii. W rezultacie również na ziemiach Mor- Vosgarend wytworzyły się stronnictwa proazgardzkie i pronoredyckie. W maju 1472r Mor-Vosgarend zostało proklamowane cesarstwem. (...)
1501r. Zakończono budowę wielkiego muru Queniara otaczającego całe Cesarstwo. Murowi nadano nazwę po jego twórcy Onarze Queniar'e. Od tamtego czasu Cesarstwo Mor-Vosgarend zaczęło prowadzić politykę ścisłej izolacji. Nie udzielało się na arenie międzynarodowej, nie prowadziło handlu z sąsiednimi królestwami, ani nie pozwalało na opuszczenie czy przekroczenie granic Cesarstwa chronionego murami Queniara. (…)
Od 1501r. nie było żadnych informacji odnośnie Cesarstwa Mor- Vosgarend.
1910 r. Cesarstwo Mor- Vosgarend otwiera bramy dopuszczajac sie masowych mordow
Rodan Gorgas Encyklopedia Aureus Signum, tom IV
Bum! Rozległa się niewyobrażalnie głośna eksplozja, cegły wyskoczyły z jazgotem w powietrze. Szyby rozsypały się w framugach, niczym płatki śniegu wietrzną porą. Szkło odbijało słabe promienie księżyca, przebijające się przez ciemne, deszczowe chmury. Budynek zawalił się. Bum! Bum! Bum! Kolejne, jeden po drugim zmieniały się w zgliszcza. Tumany dymu i ognia wzbijały się nad świeżymi ruinami, skutecznie ograniczając widoczność. Sprawcy całej wrzawy, ubrani w czarne szaty magowie, pieczołowicie wymawiali słowa skomplikowanych inkantacji. Zaklęcia miały postać jasno zielonych, mieniących się kul, dzięki temu skutecznie rozświetlały skryte w półmroku wąskie uliczki miasta. Pociski rozpędzały się do nieprawdopodobnych prędkości, niszcząc wszystko co stanęło im na drodze. Magowie nie byli sami, osłaniały ich oddziały piechoty. Granatowe umundurowanie świadczyło, iż są to zwykli szeregowcy uzbrojeni w broń palną. W sumie było ich pięćdziesięciu, dwunastu magów i trzydziestu ośmiu żołdaków. Cały czas poruszali się bardzo powoli, o parę kroków do przodu, dokładnie obserwując otoczenie. 2Niespodziewanie, pierwszy rząd padł martwy na glebę, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Kamraci idący z tyłu ledwo to dostrzegli. Cały oddział piechurów wyciągnął przed siebie broń, celując w dym. Magowie otoczyli ich niewidzialną barierą. Wszyscy zamarli w bezruchu. Atmosfera przerażenia była gęsta, wręcz namacalna. Jeden z żołnierzy pochylił się nad martwym towarzyszem, zdjął przyczepioną do paska latarkę aby oświetlić trupa. Przewrócił go. Głowa została na starym miejscu, trzymała się ledwo na resztkach mięśni czegoś co jeszcze przed chwilą było można nazwać szyją. Fontanna krwi tryskała z tętnicy zabarwiając chodnik na ciemny wiśniowy kolor. Chłopak odskoczył z przerażenia, wypuszczając z rąk latarkę. Cały się trząsł. Ręce i mundur miał poplamiony juchą martwego kolegi. Nie mógł dłużej patrzeć, zwymiotował. Wysoki, szczupły mag podszedł do zwłok. Jego twarz przecinała głęboka blizna, która skutecznie kontrastowała z szafirowymi oczami. Długie czarne włosy, związane w kucyk spoczywały na jego plecach. Sprawiał wrażenie doświadczonego wojaka. Cicho wypowiedział parę słów, po czym uniósł prawą rękę. Z jej wnętrza wyłoniła się mała kulka, dająca prawie że oślepiający blask. Zaklęcie natychmiast powędrowało nad trupa. -Poruczniku Hughes, co o tym myślisz? - przywołał do siebie maga średniego wzrostu, z lekką nadwagą. Miał bujny, ciemny zarost i mnóstwo zmarszczek na czole, które potęgowała gładka glaca. Lecz to co wychodziło na pierwszy plan to ogromne okulary, grube na kilka centymetrów, powiększające niesamowicie jego piwne oczy. Nic więc dziwnego, że wszyscy mówili na niego Profesor sowa. Profesor dlatego gdyż, był on jednym z wysoko postawionych pracowników departamentu Biologiczno - technologicznego. Sowa oglądał rozcięcie z każdej strony, zawsze lekko przestawiając zwłoki. Starał się nie ubrudzić posoką, która ciągle tryskała, lecz w znacznie słabszym stopniu, niż to było przed paroma minutami. - O, ostrze ciągle jest w środku! – Krzyknął podniecony Hughes. Wyjął z prawej kieszeni swojej szaty stalowe szczypce, zaczął powoli odrywać kawałek metalu wbity w resztki szyi. - Przedmiot, o kształcie przypominającym sierp księżyca, drobne, ostre jak brzytwy ząbki na zakończeniach, stop metalu niestety nieznany, lecz z wyraźnymi, wtopionymi opiłkami srebra – Potarł lekko obiekt swoich badań w dłoniach – Powierzchnia idealnie gładka poza drobnymi ryskami u góry zaokrąglenia, metal z środka przedmiotu zakrzywia się wyraźnie ku krańcom ukazując piramidalne skośne ścięcie, dzięki czemu ostrze uzyskało właściwości aerodynamiczne. Rzemieślnik, który to wykonał był niepodważalnym mistrzem w swym fachu i śmiem twierdzić także niezgorszym fizykiem. - Co sądzisz o tych miniaturowych napisach, jakiego są pochodzenia? - Spytał zaciekawiony Czarownik. Jajogłowy spojrzał na towarzysza z wyraźnym zdziwieniem na twarzy, potem znów na przedmiot. Obrócił ostrze parę razy w dłoniach. Faktycznie coś, co wcześniej uznał za zarysowania, przypominało jakąś zamgloną inskrypcje. Sięgnął ponownie do lewej kieszeni i wyjął malutkie szkiełko. - Kapitanie mógłby Pan przytrzymać? - Hughes podał ostrze magowi, po czym wypowiedział na głos zaklęcie - Reather arun - Szkiełko zaczęło rosnąć, stawało się coraz większe, aż osiągnęło pół metra średnicy. Sowa trzymał ogromną lupę, obiema rękoma z kolosalnym wysiłkiem. Widok wprost komiczny, jednakże nikt nawet nie odważył się uchylić kącików ust. Profesor przyjrzał się napisowi. Każdy ze znaków w powiększeniu był wielkości sporej pomarańczy. - Litery mocno zaokrąglone, gdyby były napisane to jednym gładkim pociągnięciem, nie mam pojęcia jak uzyskano ten efekt wygrawerowaniem znaków, przesadnie 3upiększane jednakże nadające niepowtarzalny styl i charakter. Widywałem już parę razy przedmioty opatrzone takimi inskrypcjami, przynosili nam je szpiedzy ze swych ekspedycji z królestw północnych. Badałem je z Jeremim Wilgafem przez ponad sześć długich lat, dzięki takiemu okresowi eksperymentowania odkryliśmy, że żaden człowiek nie był by w stanie wykuć tak złożonych i doskonałych kształtów, pomijając nieznany stop metalu który topi się przy temperaturach nieosiągalnych dzięki naszej technologii metalurgi. Więc zaczęliśmy szukać w naszej historii, mitach i legendach treści merytorycznie jak i wizualnie zbliżonych, szczególnie znaczących coś w światku grafologii. Doszliśmy do niezwykłego odkrycia, iż takie pismo było znalezione na skamieniałych wizerunkach kor drzew z puszczy Ralezońskiej, czyli liczyło sobie kilkanaście tysięcy lat. Odnaleźliśmy je również w znacznie bliższym nam okresie, mianowicie w niektórych manuskryptach z tysiąc cztery setnego roku spisanych przez zakon kaznodziei Ralitene. Co ciekawe różne podobne insynuacje odnośnie tego pisma można spotkać w „Spisie baśni i wierzeń” napisanych przez Arlonda de Relingena jakieś sto lat temu. Najciekawsze jest to iż styl czy nawet poszczególne litery nie zmieniły kształtu w tak długim odstępie czasu. Wszystkie te obiekty badań jak i zebrane przez nas dowody mówiły jasno i nie powtarzalnie tylko o jednym gatunku posługującym się tak doskonałym piśmiennictwem. Reasumując wszystkie dane, dochodzimy do konkluzji, iż jest to najprawdziwsze elfickie pismo, a co za tym idzie dowód na istnienie tych stworzeń! - oznajmił, pełnym ekscytacji głosem porucznik. -Możesz jeszcze raz powtórzyć ostatnie zdanie? -zapytał kapitan – Pogubiłem się trochę w tym podsumowaniu. - dodał po chwili. Sowa spojrzał na niego z pod swoich pękatych okularów, nie ukrywając złośliwego uśmieszku. Nie przepadał za Jahnsenem, szukał każdej możliwej okazji aby dopiec kapitanowi. Uważał go za skretyniałego ignoranta, pustego osiłka znającego się wyłącznie na wojaczce, zadowalaniu kobiet i pastwieniu się nad mądrzejszymi od siebie. -Eeelllfffyyy - Powtórzył Hughes, bardzo powoli, ironicznie przeciągając każdą z liter. -Chyba cię popierdoliło?! - ryknął Jahnsen, pauzując na chwilę wypowiedź. Jego twarz oblała się czerwoną barwą, która była tak intensywna, że nie jedna pawiania dupa mogłaby być zazdrosna, choć Jahnsen z facjaty bardziej przypominał rozwścieczonego rosomaka z napięciem przedmiesiączkowym, nie wydawał się na tyle zezwierzęciały, iż ruszy z szarżą – Hughes wyszczerzył zęby w kpiącym uśmiechu, na samą myśl o tym opisie. Kapitan nabrał dwa hausty zimnego powietrza do płuc, po czym kontynuował. - Chcesz mi wmówić – starał się lekko zaniżyć ton głosu lecz nijak mu to wychodziło - że moi ludzie zginęli z rąk elfów?! Takich wymyślonych przez zidiociałych bajkopisarzy i jeszcze głupszych wierszokletów?! Czy ty, kurwa masz mnie za jakiegoś debila?! - Darł się, w furii czarownik. Hughes nie skomentował ostatniego zdania, choć wyraźnie miał na to ochotę. -Z całym szacunkiem kapitanie Jahnsen- rzekł spokojnie, co jeszcze bardziej rozwścieczyło antagonistę – Czuję się urażony przez pańskie ordynarne a zarazem nietaktowne słowa, skierowane do mej wybitnej osoby, podważa pan nimi mój autorytet jako naukowca i moją ciężką pracę na rzecz Cesarstwa. Nie jest pan sobie w stanie wyobrazić ile musieliśmy poświęcić aby doszło do tak przełomowego odkrycia. - Jestem w stanie sobie wyobrazić ile musieliście poświęcić i zmarnować pieniędzy – zakpił Jahnsen, lecz porucznik uznał to za niewarte uwagi i ciągnął dalej. - nieprzespanych nocy, wylanego potu czy nawet, nie wspominając o zdrowiu czy życiu osobist ... - Nie dokończył, gdyż mag wszedł mu w słowo. - Nawet ślimaki mogą się poszczycić ciekawszym życiem osobistym od ciebie, 4poza tym jestem ładniejszy od większości kobiet z którymi spałeś! - Ależ kap... - To było retoryczne Hughes, nawet tego nie potrafisz rozróżnić? Wracając do upokarzania ciebie - uśmiechnął się szkaradnie Jahnsen - z potem na pewno masz problem, choć ten zapach przypomina mi coś innego - teatralnie wciągnął nosem powietrze - Czy ty przypadkiem nie kąpiesz się w wannie pełnej uryny? Nic nie mów! - uciszył profesora palcem, gdy ten próbował otworzyć usta w proteście - Kontynuując zdrowie nie będzie ci potrzebne na wojnie, Bang! Bang! Kulka w łeb i po zmartwieniu, prawda jest taka, że na polu bitwy Hughes, nie znaczysz nic więcej, niż to zafajdane psie gówno w które wlazłeś - Odpowiedział z nie ukrywaną irytacją dla całej tej głupiej sytuacji. Wszyscy wojacy patrzyli na tę farsę z rozdziawianymi gębami. Jajogłowy który wcześniej przyjmował obelgi ze stoickim spokojem, nie ścierpiał ich więcej. Rzucił gigantyczną lupą, szkło z łoskotem rozbiło się o ziemie. Tysiące drobnych kawałeczków rozsypało się na całej drodze. Przypominały mieniące się kropelki rosy, podczas słonecznego poranka. - Zobacz jak mnie rozdrażniłeś ty prymitywny, obcesowy abderyto! Odporny na erudycje, pieprzona degrengolada moralna!- wrzasnął Sowa, cały dygocząc z wściekłości. - Słuchaj profesorku, jeszcze jedno takie błyskotliwe słówko a ukarzę cię na cięgi za niesubordynacje, i „nietaktowne” - przeciągnął umyślnie ironizując ten wyraz - zachowanie względem wyższego rangą! Tutaj gówno znaczysz Hughes. Zrozumiałeś !? Cała twarz mózgowca oblała się szkarłatnym kolorem. Wybałuszone ślepia mało co nie wyskoczyły z orbit, a pulsująca żyła na czole nadawała gębie morderczego wyrazu. - Zrozumiałem - wycedził przez zaciśnięte zęby. - To dobrze, odmaszerować! - rozkazał kapitan - a i przyślij mi kogoś rozgarniętego Hughes. - Tak jest – odburknął Sowa, po czym obrócił się na pięcie, i poczłapał w stronę magów. Niespodziewanie coś z głuchym stuknięciem uderzyło w barierę, nie minęła chwila i znów coś gruchnęło. Trafienia nasilały się z każdą sekundą. Bariera pod gradem ciosów zaczynała powoli pękać. Szczeliny występowały coraz częściej, nabierając większych rozmiarów . Mundurowi rozglądali się nerwowo, wypatrując pozycji wroga, lecz niczego nie mogli dostrzec. Zdziwieni obrotem sytuacji magowie, bezradnie próbowali ocalić barierę. Rzucali zaklęcia obronne, jakie tylko przyszły im na myśl. Arathro utarum – Wykrzykiwał niewysoki mag z posępnym wyrazem twarzy, oblanej tysiącami miniaturowych dziurek, które były pamiątką po obfitym młodzieńczym trądziku . Jego kolega o zaokrąglonej posturze i zawadiackim uczesaniu, silił się z artykulacją jak najróżniejszych formuł magicznych. Z marnym skutkiem. Czarodziejka o kasztanowych, prostych włosach, niebrzydkiej urody wzniosła się w powietrze. Próbowała połączyć rozdarte miejsca dzięki przeźroczystemu płynowi który wydobywał się z jej rąk. Tarła energicznie pęknięcia, które chwile potem zaczynały się zasklepiać. Nie musiała długo czekać, na odzew towarzyszy. Koło rozdartych miejsc tworzyły się małe, dwu osobowe zespoły magów. Powoli, acz efektywnie bariera wracała do normy, lecz były to tylko pozory. Ataki wroga nie zmieniały intensywności, napierając przy tym z każdej strony. Czarownicy powoli opadali z sił, ledwo nadążając z tuszowaniem pęknięć. Byli pewni, że nie wytrzymają zbyt długo. - Zostawcie barierę niech się rozsypie ! - krzyczał kapitan - Dajcie już spokój, zostawcie siły na prawdziwą walkę! - To jest prawdziwa walka Jahnsen, walka o życie! - wydarł się jeden z magów - A teraz rusz szanowne cztery litery i nam pomóż! 5- Forman nie zauważyłeś?! Ich ataki nie niszczą otoczenia! Działają tylko na magię! Czarownik rozejrzał się dookoła. Jahnsen miał rację, pociski nieprzyjaciela swobodnie przelatywały przez budynki czy drzewa nie zostawiając na nich najdrobniejszego śladu. - To jak kapitanie Forman? - Spytał młody rudzielec, silnie nakrapiany piegami. Wskutek krzepkiej budowy szata była dla niego zbyt obcisła, wręcz krępowała mu ruchy. Każde napięcie mięśni było od razu widoczne na aksamitnej tkaninie, nie pozostawiając miejsca na łuszczenie się materiału. Jak ulał pasowało do niego powiedzenie „Ciało niczym młody bóg”. - Schodzimy! Przekaż tym na przeciwko. - Powiedział Forman - Tak jest kapitanie! - Krzyknął rudzielec, żwawo ruszając na przeciwległą stronę kopuły. Natomiast Forman z gracją zaczął sunąć ku ziemi. Miał trzydzieści sześć lat, lecz zmęczony wyraz twarzy wskazywał na co najmniej pięćdziesiąt. Do cna siwe, choć bujne włosy uwidoczniały obraz dystyngowanego, acz wyimaginowanego wieku. Nie był zbyt wysoki, około metra siedemdziesiąt, bardziej chudy niż szczupły. Szata na nim zwisała swobodnie, falując pod wpływem wiatru. Ledwo czubkami palców dotknął gruntu, gdy kopuła rozsypała się z trzaskiem na drobny mak. Cały nieboskłon gwałtownie pojaśniał, dzięki zatrzęsieniu odłamków bariery, które przywodziły na myśl spadające gwiazdy. Nie upłynęły trzy sekundy i wszystko wróciło do normy, niebo znów przybrało kolor czarny, a wszędzie zrobiło się ciemno jak w dup..., nie bardziej jak w murzyńskiej dupie – pomyślał Jahnsen - chwile trwało zanim oczy przywykły mu ponownie do mroku, lecz gdy to się stało, przez króciutką chwilę dostrzegł błysk w jednym z piwniczych okiennic w pobliskim budynku. Wtedy u jego boku wylądował Forman, poprawiający ćwiekowany pas, który przytrzymywał zwisającą luźno szatę. Wymienili szybkie porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli co sił w nogach do najbliższego budynku gdzie owy błysk zamigotał. Forman gestem ręki kazał przyjacielowi, skierować się do wejścia piwnicy. Drzwi były dosyć masywne, wykonane z grubego dębowego drewna, wzmocnionego elementami zrobionymi z mosiądzu. Zawiasy choć lekko pordzewiałe, wyglądały na bardzo solidne i ani myślały dać łatwo się wyrwać. Obydwaj magowie w pełnej synchronizacji wystrzelili z rąk mieniące się magiczne kule. Pocisk Jahnsena pierwszy dosięgnął celu, roztrzaskując z łoskotem drzwi od piwniczki, natomiast zaklęcie Formana leniwie wleciało do środka rozświetlając całe pomieszczenie. Wewnątrz dostrzegli czwórkę mężczyzn lekko oszołomionych. Dwóch z nich pozbierało się szybko. Wstali sięgając jednocześnie po toporki przyczepione do pasów, wykrzywili usta w dziwnym grymasie i z krzykiem przypominającym zranione zwierze po szarżowali na magów. Ni stąd ni zowąd znad włochatych głów napastników wystrzeliły z niesamowitą prędkością dwa ostrza, Forman rzucił się na towarzysza powalając go na ziemię. Ostrza przecięły powietrze. Ledwie się odwrócili, gdy przeciwnicy dopadli ich. Niższy kosmaty mężczyzna, zamachnął się toporkiem, wyprowadzając uderzenie w sam środek głowy Jahnsena. Czarownik zdołał zrobić unik, lecz cios dosięgnął jego lewego barku, wbijając się weń jak w masło. Stróżki karmazynowej krwi, zabarwiły puch. Mag wrzasnął z bólu, lecz nie dając za wygraną złapał prawą ręką napastnika za kudły, przewrócił go, i z impetem wyrżnął jego głową o wystający kamień. Z niemiłosiernym cierpieniem wyciągnął toporek, rozpryskując dookoła posokę i wbił z całej siły w czerep nieprzytomnego kudłatego. W tym samym czasie Forman, zajął się drugim włochatym mężczyzną, wyższym, bardziej barczystym z wyrazem twarzy typowego rębajły. Mag leżąc kopnął go w kroczę , błyskawicznie wstał, przyłożył z kolana prosto w nos kulącemu się mężczyźnie, rozległ się charakterystyczny odgłos łamanych chrząstek. Kędzierzawy chwycił się za krwawiący, ostro przestawiony nochal. Forman gwałtownie złapał go, zasłaniając się jego ciałem. Głowa kędzierzawego z pędem odleciała w tył, jucha z szyi poszybowała wysoko 6w górę. Szczęśliwie dla Formana, że nie grzeszył wzrostem, dzięki czemu ostrze jedynie musnęło mu bujną czuprynę. Odepchnął trupa na bok. Dopiero teraz zauważył kto do niego strzelał, byli to dwaj mężczyźni z piwniczki, stali nieruchomo z wycelowanymi przed siebie kuszami. Rękojeść zrobiona była z metalu na kształt tej
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sar3th
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…