Czysta Krew
Rozdział II Kolejna wizyta braci X(przepraszam za ten brak nazwiska) przynosi ze sobą nieprawdopodobną wiadomość. Violett wraz z kuzynostwem próbuje ją zaakceptować, co może być trudniejsze, niż przypuszczała.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
II. Odgłosy
Moje życzenie się spełniło. Miałam bardzo dużo spokoju i ciągłą ciszę. Odkąd bracia X wraz z Blodwen, opuścili dworek wujostwa, każdy dzień wyglądał tak samo. A mimo to, odpowiadało mi to w zupełności. Dni wcale się tak nie dłużyły, zwłaszcza, gdy zapadałam w te dziwne amoki, kiedy o niczym nie myślałam. Snułam się po korytarzach, zupełnie oderwana od ziemi, lub przesiadywałam we wnęce okna i wpatrywałam się w dotkniętą pierwszym szronem trawę. Tygodnie mijały, a ja czułam się jak w zawieszeniu. Moje czyny do niczego nie prowadziły, nie obrałam sobie żadnego celu. W końcu stwierdziłam, że muszę zacząć coś robić, ponieważ w końcu przyjemne odprężenie zamieni się w przerażającą bezczynność. - Ciociu, chciałabym pomóc – zagadnęłam ciotkę pewnego dnia. - Jak to? - Muszę coś robić, bo… ta senność owładnie mną do końca. - Dobrze, rozumiem. Coś dla ciebie znajdę. Ale jesteś pewna? Nie powinnaś się przepracowywać, jesteś tutaj gościem… - Nie, ciociu. Naprawdę tego potrzebuję. Od następnego dnia moim codziennym zajęciem stało się wyszywanie sukien. Lubiłam szyć, więc cóż to dla mnie za problem. Ponadto spacerowałam. Pomimo, iż temperatura spadała z zawrotną szybkością, ja wciąż chętnie podziwiałam tamtejszą przyrodę. Ni stąd, ni zowąd, nadeszły święta. Usłyszałam wieść, iż w połowie stycznia, odwiedzą nas bracia X. Na tę wiadomość Mirabell widocznie się ożywiła. - Może nareszcie coś zacznie się dziać – usłyszałam, jak wzdycha. Poczułam, że ją zaniedbuję. Mirabell nie należała do osób, które lubią spokój i wyciszenie. Musiała się okropnie nudzić. - Może wybierzemy się po świętach do Oakham, co o tym uważasz? – Zaproponowałam kilka dni przed wigilią. - Och, naprawdę miałabyś ochotę? To wspaniały pomysł, naprawdę, bardzo się cieszę. Święta minęły szybko. Nie odczułam ich, jakoś wyjątkowo. Bez Mamy to nie były te same święta. Zdałam sobie sprawę, że gościmy już u rodziny ponad dwa miesiące. Jednak wcale nie spieszyło mi się do Walii. Na początku stycznia spadł pierwszy śnieg, z czego wszyscy się ucieszyli, gdyż oznaczało to kulig. Jedynie służba chodziła przygnębiona. Odkąd szyłam suknie, miałam ze służącymi większą styczność. Pewnego razu, gdy odwieszałam ubrania w garderobie, znajdującej się w pobliżu kuchni, usłyszałam strzępki rozmowy. - To będzie w tym roku. Pamiętacie zapiski? Co dwieście lat. Kiedy było ostatnie przeobrażenie? W 1607 roku, dokładnie w każdą pełnię księżyca. Zapowiada się zły czas… - Phand mówi prawdę. Wolę nie myśleć, co tu się będzie działo. Ile ich jest tym razem? - Pięcioro lub sześcioro. Zamilkli. Odeszłam najciszej jak umiałam i dopiero na schodach wypuściłam powietrze. O czym oni mówili? Jakie przeobrażenie? Mimo wszystko przeszły mnie ciarki. Jednakże szybko zapomniałam o tej dziwnej wymianie zdań, gdyż ciotka poinformowała mnie o liście. - Violett! Zobacz tylko, co przyszło. List do ciebie. Nie zdążyłam zapytać od kogo, bo mnie uprzedziła. - Od Wiktora X. Rzuciłam jej chłodne spojrzenie i wyciągnęłam rękę po list. Popatrzyła na mnie dłużej, ale wreszcie go wręczyła. Nie powiem, umierałam z ciekawości. Pobiegłam do swojej sypialni i siadając na łóżku, otworzyłam go.
Amber Valley, 02.01.1807 r.
Droga Violetto, przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia i przeprosiny zarazem. Chciałbym przeprosić Cię, za moje zbyt chłodne i zbyt pragmatyczne zachowanie w lesie Hothins’ów. Dopiero dowiedziałem się o śmierci Twojej Matki. Składam Ci szczere kondolencje. Mam nadzieję, że przyjmiesz moje uczciwe wyjaśnienie. Niedługo ponownie się zobaczymy, gdyż przyjeżdżam z Robertem w odwiedziny do Uppingham. Sądzę, że teraz nasze stosunki powinny się nieco ocieplić. Pozdrawiam i przesyłam najlepsze życzenia rodzinie.
Wiktor X
Dopiero po chwili zorientowałam się, że serce bije mi niesłychanie szybko. Zaczerpnęłam powietrza i odłożyłam list na stolik. Nasze stosunki powinny się ocieplić? Cóż to może znaczyć? Nie zdążyłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, gdy usłyszałam z dołu głos Nestora: - Witajcie, witajcie. Już przybyli. Czy to możliwe, że list doszedł tak późno, że zdołali pokonać podróż kilkuset kilometrów? Poprawiłam uczesanie i zeszłam na dół. - Violett. Trzy pary oczu zwróciły się w moją stronę. Zarumieniłam się nieznacznie. - Witajcie. Blodwen podeszła do mnie i uściskała na przywitanie. Wiktor posłał mi wesołe spojrzenie. Podbiegł do mnie jednym krokiem i szepnął do ucha: - Dostała pani mój list? Och, naprawdę zaczął się spoufalać. Co takiego się wydarzyło, że nagle zrobił się taki bezpośredni? - Tak, dostałam, proszę pana – odparłam naciskając na ostatnie słowa. Zamiast się zmieszać, on tylko uśmiechnął się szerzej. Zwróciłam spojrzenie w stronę Roberta. Był niesamowicie poważny i zaszła w nim jakaś zmiana, jednak nie mogłam dostrzec, co to było. Zasiedliśmy do stołu na filiżankę herbaty. Za oknem prószył w najlepsze śnieg. - Gdzie wuj i pan Aleksander? – zapytał Robert. - W lesie na polowaniu. - Na polowaniu? – wymienił krótkie spojrzenie z bratem. - Tak. Polują na leśne zwierzęta – odpowiedział beztrosko Nestor. – Sarny, jelenie, wilki. Trójka przybyłych lekko zadrżała. - Coś nie tak? Kuzyn nie otrzymał odpowiedzi, gdyż w tym samym momencie, do salonu weszła Stella. Przywitała się ze wszystkimi i zasiadła przy stole. Dziwnie się poczułam. Jakbyśmy zebrali się na wiecu, czy innym zebraniu. Wiktor chrząknął. - Chyba najwyższy czas, żebyście się o czymś dowiedzieli – zaczął cicho Robert. - Zapewne słyszeliście o tutejszych legendach o wilkołakach? – Zapytał retorycznie. – Chciałbym… - N-nie – przerwałam mu. – To znaczy, ja nic o nich nie słyszałam. - Och. Popatrzyłam na twarze kuzynostwa. Byli tak samo zdezorientowani, jak ja. Do czego Robert zmierzał? - Oczywiście, nie pochodzisz stąd. Posłał mi długie, nieokreślone spojrzenie. I wtedy zdałam sobie sprawę, jaka zmiana w nim zaszła. Jego oczy były innego koloru. Bardzo rzadko spotykanego koloru. Jakby fioletowo-żółte. - Istnieje legenda, która, jak się, hm… dowiedzieliśmy, ma bardzo dużo wspólnego z prawdą.
W 607 roku ziemiami Brytanii, rządził król Ealhmund . Był to mądry i doświadczony mężczyzna, jednak uginał się pod decyzjami duchowieństwa. Na dworze mieszkała wraz z nim jego rodzina. Jego kuzynem i zaufanym doradcą był książę Coldwin, jednak to on zapragnął rządzić krajem. Ułożył przeciw krewnemu spisek, który miał pozbawić go tronu. Do intrygi nie doszło, gdyż Ealhmund dowiedział się o planach kuzyna i skazał go na śmierć. Jednakże przed wykonaniem wyroku, król w furii przeklął Coldwina i wszystkich jego potomków. „Ty, niegodny,, chciałeś zająć moje miejsce. Od tej pory, niech wszyscy twoi potomkowie noszą piętno twej zdrady. Będą dziećmi psów, najpotworniejszymi kreaturami na świecie – wilkołakami. Przeklinam cię! Twoje potomstwo nie zazna spokojnej młodości.” Siostra Coldwina, błagała króla, aby cofnął klątwę, jednak on się nie zgodził. Pod wpływem próśb kuzynki, wyraził jedynie zgodę, żeby przemiana dokonywała się, co dwieście lat. Dzięki temu, nie każdy potomek Coldwina, a zarazem jego sióstr i braci, przybierał przerażającą postać wilkołaka. Od tamtego czasu, co dwieście lat, potomkowie Coldwina, w których płynie królewska, czysta krew przeobrażają się w okropne stworzenia, posiadające nadprzyrodzone moce i zmysły.
Robert zamilkł, a przez mój kręgosłup przeszedł dreszcz. W pokoju unosiła się cisza niedowierzania i czegoś jeszcze. Co to mogło być? Spojrzałam na twarze braci X i dotarło do mnie, co to było za odczucie. Determinacji. Mój oddech zrobił się płytszy. - Czyli… czyli… - Nestor szybko obliczał lata. – Teraz przypada czas na… kolejną przemianę? - Jak wszyscy wiemy, kilka dni temu obchodziliśmy rozpoczęcie nowego roku. - 1807 – wyszeptała Stella. Miała zaciętą, zdecydowaną minę. Wiktor kiwnął głową. Nagle ta cała sytuacja wydała mi się taka nieprawdopodobna i odległa. Uśmiechnęłam się lekceważąco. - O czym mówimy? To tylko zwykła legenda. - To nie jest zwykła legenda – odparł sucho Wiktor. – Ona nas dotyczy. Teraz już nie mogłam powstrzymać cichego śmiechu. - Och, Wiktorze. Ależ w naszych żyłach nie płynie ani kropla szlachetnej krwi! Zapadła głucha cisza. Popatrzyłam na twarze zebranych. Moje przekonanie malało z niewyobrażalną szybkością. Wystarczyło spojrzeć na twarz Nestora i moje przeświadczenie prysło, jak bańka mydlana. - Violett, płynie jej tam znacznie więcej niż kropla. Spuściłam wzrok. Jak to możliwe? - A więc… - zaczęła Stella. – Zamienimy się… w wilkołaki? Robert kiwnął głową. - Nie mówiłbym wam o tym, gdybym nie potwierdził tego najpierw dowodem. Wszyscy popatrzyli na siebie zaskoczeni. - Robert już się przemienił – wyjaśnił prędko Wiktor. Na jego twarzy widniała fascynacja. Zrobiło mi się niedobrze. Jak mogło go to ekscytować? - To nie takie proste… - zaczął jego brat, jednak przerwał. Chwilę później do pokoju wbiegła rozradowana Mirabell. - Och, jesteście już! Właśnie się dowiedziałam. Byłam z ciocią na spacerze i zupełnie straciłyśmy poczucie czasu. Serce mi zamarło. Czy… czy Mirabell też... Czy z nią też miałoby się to stać? Spojrzałam przerażona na braci X, ale nieznacznie pokręcili głowami. I wtedy pojawiło…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zaszumiał-wiatr
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…