dach z czerwonych dachówek
kilka dróg prowadzących w to samo miejsce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Biały dom z dachem z czerwonych dachówek.. Stoi trochę na uboczu. Prowadzi do niego oddzielna droga. Trzeba przyznać, że to zadbany dom.. Właściciele nie żałują mu ani uwagi ani pieniędzy. Jest położony na małym pagórku, widać go więc w całej okazałości z dość daleka. Poza tym.. to wielki dom. Jest zbudowany na podstawie w kształcie litery C, ma wiele pomieszczeń. Gdyby wieczorem się postarać, odpowiednio go rozświetlić, pozapalać wszystkie możliwe światła.. widok byłby emocjonujący. Prawdziwa uczta dla oka. Gdyby tylko się postarać.. Niestety nikt nie zadał sobie tego trudu.
*
Spotkały ją zupełnie przypadkiem. Na chodniku, przy ruchliwej ulicy, w samym centrum. Wybierały się na zakupy. Zresztą na takie szczególne zakupy.. Jedna z nich miała wybrać sobie pierścionek zaręczynowy. Potem jej wybranek miał za niego zapłacić. Dla towarzystwa wzięła koleżankę. Znały się zresztą wiele lat. Z tą spotkaną również. Tej okazji nie można było inaczej wykorzystać jak wizyta w knajpie. Zresztą jedynie w knajpie można spokojnie porozmawiać. Cóż, uroki centrum. W porze przedpołudniowej nie ma większego problemu ze znalezieniem wolnego stolika. Wybrały ten najdalej oddalony od głośnika, głośna muzyka nie sprzyja dłuższym rozmowom. Usiadły. Jak na komendę wyjęły z torebek paczki papierosów. Zgrabnym ruchem podpaliły długie, białe patyczki i głęboko się zaciągnęły. Obserwowały się uważnie. Śledziły zmiany. Wokół robiło się gwarno i tłoczno. Napływał kolorowy tłum. Te drobniutkie zmarszczki wokół oczu, ta żyjąca siateczka, poruszająca się zgodnie z każdym grymasem twarzy, z każdym uśmiechem. Staranie maskowane twarze fluidem. Usta zawsze idealnie pociągnięte szminką, nieustannie zresztą poprawiane. I te dopasowanie ubrania.. w dość kiepskim i zbyt prowokującym stroju jak na tą porę dnia.. i okazję tak „oficjalną” jak zakupy.
*
Biały dom z dachem z czerwonych dachówek.. Stoi trochę na uboczu. Kiedy zapada zmierzch ulica prowadząca do domu ożywa. Pod tą niewielką górkę nieustannie pną się mozolnie, powoli samochody. Automatyczna brama, która jest jedyną możliwą drogą wjazdu na teren posesji – właściwie prawie się nie zamyka. Wciąż pojawiają się samochody. Błyszczące, nowe limuzyny. Zatrzymują się przy bramie, na mgnienie oka kierowca auta otwiera szybę, potem zamyka ją szczelnie i odjeżdża. Dwóch mężczyzn przy bramie przypomina bardziej zawodników sumo, niezbyt wyglądają na dozorców, odźwiernych. Ciemne garnitury , szyte zapewne na miarą, przypominaną raczej wory na ziemniaki na tych wielkich zwałach mięsa i tłuszczu. Dziedziniec podwórka przed domem zapełnia się autami. Rozświetlają się okna w domu. Jednak światło w nich jest bardzo blade.. nie zostawia nawet poświaty na zewnątrz. Dom niby żyje.. świadczą o tym samochody. Nawet wprawny obserwator, z dalszej perspektywy nie dostrzegłby w tym domu śladów życia. Tak przecież powszechnych śladów tuż po zmierzchu.
*
Wszystko układało się po jej myśli. Miała wrócić do pracy, urlop macierzyński już się skończył. Dzieciaki będą chodzić razem do przedszkola. Wróci do pracy. Może Nawe uda jej się dokończyć studia. Jej facet pracował całe dnie. Po prostu codzienność. Taka miła swojska codzienność. Była w zasadzie zadowolona ze swojego życia. Drobnostki codziennej walki przetrwanie wypełniały jej dnie. Problemy , problemiki to wszystko było jej, tym wszystkim mogła dowolnie sterować.. sprawdzała się w tym… cieszyło ją to.. Nie wróciła do pracy. Okazało się, że jest znów w ciąży. To mocno zachwiało sytuacją w domu. Facet stał się milczący, właściwie.. w ogóle go nie było. Potem zniknął. A z nim wszystkie jego rzeczy. Została sama. Sama z dziećmi. I z pustym kontem w banku. Była zbyt dumna by liczyć na ciągłą pomoc rodzinną. By wciąż o coś prosić. Pieniądze rozpłynęły się szybciej niż udało jej się wyżebrać od rodziców. Pustka w głowie, pustka wokół mniej. Jakoś trzeba ją wypełnić. Jakoś.. właściwie nie wiadomo jak potoczyłaby się ta historia, gdyby nie dość przypadkowe spotkanie. Spotkała na uliczce obok swego mieszkania dawną koleżankę ze szkoły. Z zawodówki. Z czasów gdy dojrzewała do tego by jednak skończyć liceum.. choćby wieczorowo. Długo rozmawiały. Na tyle długo na ile pozwoliły dzieci. Tamta zaproponowała jej przeprowadzkę do większego miasta. Po jakiś czasie powinna znaleźć pracę i wynająć sobie mieszkanie i opiekunkę do dzieci. Chwyciła się tego. Wszystkiego by się wtedy chwyciła. Byle cokolwiek się zaczęło dziać.. byle skończyć ten okres bezruchu,, tej rozpaczliwej stagnacji. Wyjechała po tygodniu. Tydzień wystarczył jej na uporządkowanie swoich spraw.
*
Zawsze uśmiechnięta. To ją wyróżniało z tłumu rówieśników. Zresztą nie miała za dużo powodów do smutku. Udane dzieciństwo, dogadujący się ze sobą rodzice. Była bystra więc szkoła nie sprawiała jej większych trudności. Czasem przychodziło jej to wręcz zbyt łatwo. Życie bez większego wysiłku i bez większych czarnych chmur. Prosto i uroczo.
*
Nigdy nie miała prawdziwego domu. Jej dom składał się z dwóch części. Krążyła między nimi. Nieustannie. Od kiedy pamięta. Te ciągłe przepychanki między rodzicami. Ciągłe kłótnie. Potem się rozstali. Mieszkali w jednym mieście. Tydzień u mamy, tydzień u taty.. i tak bezustannie. Wciągali ją w swoją brudną grę. Nie wiedziała, że to nie jest jej gra. Więc grała. Szkoła była jej zmorą. Nienawidziła wszystkiego związanego z tym tematem. Była jednak zmuszona. Podstawówkę skończyła z trudem. Mały poślizg pod koniec czyli dodatkowy rok nie był końcem świata. Trafiła do zawodówki. To był jej świat. Świat weekendowy. Dyskoteki, nowi koledzy. Była świadoma rodzącej się w niej atrakcyjności. Była świadoma swojego powodzenia u mężczyzn. Była świadoma swojej urody. Urody połączonej z wdziękiem młodości. Fenomenalna mieszanka. To była jej jedyna szansa.
*
Po miesiącu poddała się. Znalezienie pacy w wielkim mieście wcale nie jest łatwe. Jak się okazało również nie jest trudne. To po prostu graniczy z cudem. Poszła z Nią. Oglądali ją jak zwierze. Zwierzak na targu. Targ w pięknym białym domu z dachem z czerwonych dachówek. Od jutra zaczynała. Starała się nie myśleć po co tam idzie. Wyczerpała listę znanych jej wyzwisk na swojego ex. Starała się myśleć o dzieciach. Starała się… Po tygodniu była w stanie wynająć mieszanie i opiekunkę. Po miesiącu opłaciła mieszkanie na pół roku z góry. Jej garderoba rosła. Właściwie nie wiele ją to obchodziło. Z czasem zauważyła, że coraz mniej rzeczy ją obchodzi. Na ulicy na facetów nie mogła patrzeć. Wywoływali w niej wręcz odruch wymiotny. Dzieci ją drażniły. Potrzebowała czegoś co zapełni kolejną pustkę, jak się okazało dużo bardziej bolesną. Znalazła. One wszystkie znajdują. Alkohol pozwalał jej choć na chwilę nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Abiff
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…