Wróć do katalogu

Danse Macabre

Opowiadanie o gimnazjalnym uczuciu z tańcem w tle.

lamer, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wszystko było bez sensu. Podawana przez mamę szpinakowa z jajkiem, nie była zła. Może dlatego, że w ogóle nie czułem jej charakterystycznego smaku. Wiosna kwitła bezwonnie. Choć kasztany pyliły na potęgę. Wszystko było bezsensu. Aż do tego dnia, gdy zapytała:

- Zatańczymy?

Gośka złapała mnie w piwnicy. W boksie, w którym zostawialiśmy kurtki i buty na zmianę.

- Zatańczymy? Ale nie dziś. Za tydzień, o tej samej porze.

Myślałem, że mówi do kogoś z tyłu. Że jej wzrok przebija się przeze mnie jak błękitny sztylet.

- Cześć Gośka. - Rysiek, zatańczymy?

Mówiła do mnie. Gdy stanęliśmy naprzeciwko siebie, mogłem być tego pewien. Bardziej, niż sekundy wcześniej. Bardziej niż tego, że wcześniej w ogóle istniałem. Dla niej, dla siebie. Dla kogokolwiek.

- Mam z tobą zatańczyć?

Człowiek, który nie wierzy musi się upewnić, włożyć dłonie w rany, żeby poczuć, że to co widzi dzieje się naprawdę.

- Musisz. – odpowiedziała Gośka. Pięknie. Tak jak potrafi powiedzieć dziewczyna, z którą nie zamieniło się wcześniej słowa. Ale zna się każdy grymas jej twarzy, wszystkie typy uśmiechu i zdenerwowania.

- Za tydzień o tej samej porze. Liczę na ciebie. Nie zawiedź mnie. – uśmiechnęła się delikatnie, otwierając przy tym szeroko oczy. Odwróciła się na pięcie i odeszła.

Jej biodra balansowały jak linoskoczek. Jej długie, zgrabne nogi miały stać za tydzień obok moich, prostowanych na beczce i wspólnie z nimi zatańczyć.

***

Miałem piętnaście lat i nie potrafiłem tańczyć. Umiałem skoczyć przez kozła, stanąć na rękach przy ścianie, zrobić dwutakt zakończony koszem. Wiedziałem jak rozwiązać równanie z dwiema niewiadomymi, znałem symbole pierwiastków i znaczenie przypadków. Nie lubiłem tańczyć. Fałsz. Ja tego nie potrafiłem. Nawet w miejscu. Miałem tydzień na to, żeby się nauczyć, albo zapaść pod ziemię. Za posiadanie tej drugiej umiejętności zazwyczaj dałbym najwięcej. Ale nie tym razem. Tym razem dałbym wszystko za talent taneczny.

W walkmanie nosiłem kasetę z polskim rapem. Do tego nie trzeba było tańczyć. Wystarczyło kiwać głową. Tupanie w rytm stopą, zsynchronizowane z ruchem głową, stanowiło już dla mnie wyższą szkołę jazdy.

Postanowiłem nie czekać z ćwiczeniami, lecz jeszcze tego samego dnia po powrocie do domu, włączyłem wieżę w pokoju rodziców. Na półce mieliśmy dużo kaset z disco polo, które pozostały jako spadek po drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy proste dźwięki robiły furorę. Był też Marek Grechuta i Edyta Bartosiewicz. Mama lubiła Uniwers, z wokalistą, który śpiewał tak rzewnie, jakby planował się pociąć zaraz po wyjściu ze studia. Spośród alternatyw wybrałem zespół Amadeo, z hitami takimi jak – "Letni wiatr". Prosty rytm, przyjemna, wakacyjna melodia. Idealne na kurs dla początkujących. Stanąłem naprzeciw lustra w przedpokoju i wymachując rękami najpierw przed sobą, później po bokach a na końcu nad głową, tańczyłem. W miejscu szło mi świetnie. Postanowiłem dołączyć do tej zabawy nogi.

"Dwa do przodu, dwa do tyłu, dwa w prawo, dwa w lewo…chyba tak to się robi. A teraz ręce, bardzo dobrze nimi kręcę! Żaróweczki, o tak, wykręcamy żaróweczki! Dajesz, dajesz Travolta! Dołączę głowę. Mówię – nie, teraz – tak! Mówię – nie, teraz – tak! A teraz mówię – nie wiem. Nogi? Są! Ręce? Są! Głowa się kręci? Kręci i nęci. Patrz Gosiu, ja tańczę! Ale chwila…dupa." Dobry humor szybko wyparował. "Przecież to się robi w parze. Nie uwzględniłem partnerki…"

Jak ćwiczyć taniec w parze, bez pary? Poszedłem po rozum do głowy. A konkretnie do szafki z kasetami video. "Obejrzę wesele kuzynki! Instruktaż pierwsza klasa!" Wygrzebałem ze sterty kaset, takich jak – ukończenie przedszkola, pierwsza komunia, sylwester 2000, taśmę z weselem kuzynki. Przewinąłem film na pierwszy taniec. "Przetańczyć z tobą chcę całą noc." Trochę za skoczne jak dla mnie. Przewinąłem dalej. "Prywatki". Za szybkie. "Jesteś szalona", tym bardziej. Przewinąłem. Jest! Chyba znalazłem utwór idealny dla siebie.

- Chłopcy z placu broni i ich piosenka Kocham cię, z dedykacją dla pary młodej od Grubego i Słonia! - Zapowiedział wodzirej. Pogłośniłem na maksa, aż zatrzeszczało.

"Jeśli kogoś kochasz, jeśli wiesz..." Całkiem ładnie zaczął grajek. Ja wciąż nie miałem jednak partnerki. Mopa nie obejmę. Potrzebowałem czegoś, co choć trochę pozwoli mi poczuć talię, co pozwoli mi się objąć.

"Co dalej jest? Co dalej jest?" Solista zespołu Bombastic, był już na etapie refrenu, a ja ciągle szukałem substytutu partnerki z biodrami krągłymi jak mango.

Jest! Cacuszko. Jak zwykle najciemniej pod latarnią. Na środku kuchni stał taboret. Lekki, drewniany, okrągły taboret. Owinąłem mebel prawą ręką, tak jak trzyma się kobietę w tańcu. Tak jak wuj Stasiek trzymał ciotkę. Brylował na całym weselu, co chwilę zmieniając partnerkę.

"Jeśli zawsze znasz odpowiedź, jeśli wiesz. Jeśli tylko szczęście widzieć chcesz. Mów do mnie czule. Mów do mnie jeszcze. Kocham cię." Muzyk śpiewał bardzo delikatnie. Równie delikatnie obejmowałem taboret, bujając się z nogi na nogę. Pokusiłem się nawet o pełny obrót. Wirowaliśmy zgodnie i dynamicznie. Raz, drugi, trzeci.

"Co dalej jest? Co dalej jest?"

"Co jest?!" Ktoś otworzył drzwi, energicznie, uderzając mnie w plecy.

- Mama?! - Rysiek?! - Mama? - Taboret?

***

Dni uciekały bardzo szybko. Ćwiczyłem regularnie, zaraz po powrocie ze szkoły. O ile nikogo nie było w domu. Ćwiczyłem wszędzie, gdzie tylko miałem trochę przestrzeni i nikt nie patrzył. Zabierałem ze sobą radio do łazienki, kiedy chciałem się wykąpać. Rozbierając się i ubierając po umyciu, ćwiczyłem znane z weselnej kasety VHS kroki taneczne. Ćwiczyłem w myślach, wizualizując sobie nasz taniec. Pierwszy taniec z dziewczyną. Widziałem, jak depczę po jej stopach. Czułem jak gubię rytm. Słyszałem takt muzyki, za którym nie nadążam. Każda taka wizja kończyła się potwornym bólem brzucha i miękkimi nogami. Straciłem apetyt, zyskałem chęć życia. Mimo ogromnego stresu, jaki spotykał mnie każdego dnia, gdy mijałem się z Gośką w szkole. Dalej nie rozmawialiśmy ze sobą. Wszystko było tak jak kiedyś, poza tą jedną rzeczą. Poza faktem, że byliśmy umówieni na wspólny taniec. W klasie informacje rozchodziły się bardzo szybko. Wszyscy wiedzieli, że w środę, na długiej przerwie, w piwnicy, obok szatni będę tańczył z Gośką.

- Cześć! – Maciek dogonił mnie na schodach, zrównując się ze mną krokiem. - Słyszałem, że jutro tańczycie. – sapał. Pogoń kosztowała go sporo sił. - No. - A umiesz choć trochę? – chłopak zapytał z naturalną troską. - Ćwiczę od tygodnia. - Poradzisz sobie. – poklepał mnie po plecach i puścił przed siebie.

Maciek był piłkarzem. Grał ostro i nie bał się oberwać. Lubiłem go i podziwiałem. Ładny blondynek, o atletycznej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych