Danse Macabre (część 3)
W mrocznej, ponurej alejce dochodzi do spotkania pomiędzy ofiarą i łowcą. Wkrótce rozegra się dramatyczna walka, w której stawką będzie przetrwanie. Pojawienie się pewnej potężnej istoty sprawia jednak, ze sytuacja wymyka się spod kontroli.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przyglądający się temu wszystkiemu Garret zaklął siarczyście pod nosem. Jego bariery mentalne znajdowały się już na skraju załamania i tylko jeden lub dwa kolejne skoncentrowane ataki wystarczyły by przełamać się przez jego obronę. - Posłuchaj Garret, wiem, że masz tendencję do wychodzenia z każdej opresji z obronną ręką, ale zaczyna się już robić naprawdę niebezpiecznie – powiedział głos z wyraźnie wyczuwalną nutką niepokoju. „Zdążyłem zauważyć, ale dobrze wiedzieć, że mogę polegać na twoim czujnym zmyśle obserwacji.” - Te widma zaraz zmienią twój umysł w ektoplazmatyczną papkę, ale widzę że język to ty masz cięty jak zwykle. „Nie zmienią, właśnie wpadł mi do głowy pomysł na rozwiązanie tego problemu.” - Pewny siebie, również jak zwykle. Ostatnim razem kiedy miałeś genialny pomysł, to przez przypadek przywołałeś demona. Co stanie się teraz? „Gdybym nie miał wcześniej tego genialnego pomysłu, to prawdopodobnie moja głowa leżałaby już na ziemi, oddzielona od ciała przy pomocy srebrnego miecza. To prawda, sytuacja się trochę skomplikowała, ale przynajmniej żyję. Nie mam w zwyczaju tak po prostu się poddawać.” - Dobra, dobra – zniecierpliwił się głos. - To co dalej? Bo te widma nie będą wiecznie czekać, aż my tu sobie w spokoju pokonwersujemy. Uderzenie psioniczne, które nadeszło ułamek sekundy później, było tak silne, że aż rzuciło Garretem na kolana. Jego jaźń zatrzęsła się i zawibrowała na niemal wszystkich możliwych mentalnych częstotliwościach, skutecznie pozbawiając go większości zmysłów. Bariera wchłonęła znaczną część energii uderzenia, jednak tym samym praktycznie przestała już istnieć, a umysł Garreta stał się kompletnie nagi i całkowicie bezbronny. „Niech to szlag!” - Garret krzyknął we wnętrzu swojej głowy. - „Przeklęte zjawy, łeb mi dudni jak dzwon kościelny. Posłuchaj, bo nie mamy czasu, jesteś tam?” - Jestem, jestem, ale co to za bycie – wymamrotał głos. - Mi też się solidnie oberwało. „Normalnie duchy nawet w obecności demona nie są takie silne, ale chyba wiem, jak się z tym uporać. Najpierw jednak musimy odciąć je od jego wpływu. Staną się wtedy całkowicie bezbronne i nieszkodliwe, dzięki czemu bez problemu zamkniemy astralne rozdarcia. To będzie wyjątkowo niebezpieczne, ale musisz pomóc mi otworzyć tunel do jego umysłu.” - Ale dobrze wiesz, że grozi to całkowitą dezintegracją twojej osobowości, jeśli coś pójdzie przy tym nie tak jak trzeba? „Jestem tego w pełni świadomy, pośpiesz się wreszcie.” - Jak sobie życzysz – Głos zgodził się niechętnie. Otworzenie tunelu do czyjegoś umysłu było czynnością niemagiczną, polegającą jedynie na telepatycznym kontakcie dwóch umysłów, a więc obecność lirytu w pobliżu nie miała na to żadnego wpływu. Tunel był jednak czymś o wiele potężniejszym od zwykłej więzi telepatycznej, polegającej na wymianie myśli płynących niczym fale, od jednego umysłu do drugiego. Było to połączenie bezpośrednie, całkowicie łączące oba umysły. W związku z tym, świadomość jednej z połączonych istot uzyskiwała całkowity dostęp do umysłu drugiej istoty i niemożliwa była jakakolwiek obrona przez obcą ingerencją. Połączenie tunelowe nawet ze zwykłym człowiekiem było dla doświadczonego telepaty wyjątkowo niebezpieczne, a utworzenie takiego połączenia z istotą pochodzenia demonicznego, można było porównać tylko i wyłącznie do wykopania własnego grobu. Umysł Garreta posiadał jednak dodatkowego lokatora, czego jego przeciwnik w ogóle nie był świadomy. Był to jego as w rękawie, od którego zależeć mogło powodzenie całej operacji, jak i również jego życie. - No to do dzieła – mruknął pod nosem Garret i złożył dłonie w magiczny znak. Wirujące wokół niego widma i zjawy zawyły donośnie, wypełniając całą alejkę upiornym skowytem. Rosnące w powietrzu natężenie energii psionicznej było tak duże, że w ciągu kilku chwil zmiażdżyło umysły wszystkich drobnych zwierząt żyjących w promieniu kilkunastu metrów od miejsca zdarzenia.
***
Egzekutor Mordred nie mógł uwierzyć w to, że jego udręka wreszcie się zakończyła. Leżał przez chwilę na ziemi w całkowitym bezruchu, starając się uspokoić swoje ciało i złapać choć jeden głęboki oddech. Serce w jego piersi waliło jak szalone, jakby miało zamiar zaraz wyskoczyć na zewnątrz, a rozbiegane oczy wciąż nie mogły skoncentrować się na jednym punkcie i przyprawiały go o zawroty głowy połączone z mdłościami. Wizje odeszły, opuściły wreszcie jego umysł, a wraz z nimi zniknęły trudne do zniesienia, przerażające emocje, bezpośrednio związane z obrazami, które zmuszony był oglądać. Mordred jednak wcale nie poczuł się lepiej. Cierpienie przeminęło, ale rany na umyśle pozostały, a jego światopogląd legł w gruzach. Nie wiedział już, co było prawdą, a co nie. Nie miał pojęcia, czy wizje, które oglądał, były tylko sztuczką demona mającą na celu wpędzenie go w wątpliwości, czy też może całe jego życie było po prostu jednym, wielkim kłamstwem. Gdy jego widzenie wreszcie wróciło do normy, a mdłości przestały obciążać jego żołądek, Mordred wsparł się na rękach i podniósł twarz z zimnego, mokrego i brudnego bruku. Demon znajdował się w tym samym miejscu co wcześniej, unosząc się nieco nad ziemią w osnowie wirujących dookoła niego cienistych strzępów. Duchy również w dalszym ciągu wirowały gdzieś w pobliżu, przelatywały wysoko w górze, miotały się na wszystkie strony i wypełniały alejkę swoim przeraźliwym, potępieńczym jękiem. Gniew, strach i olbrzymia nienawiść na powrót wypełniły umysł egzekutora, jednak tym razem były to jego własne emocje. I chociaż w dalszym ciągu trapiły go ogromne wątpliwości, to jednego był absolutnie pewien. Demon musiał sczeznąć. Jego dłoń sama odnalazła rękojeść leżącego w pobliżu miecza. Egzekutor chwycił go pewnie i zacisnął na nim dłoń tak mocno, że aż rozbolały go od tego palce, a następnie poderwał się gwałtownie z bruku na którym klęczał i wziął szeroki zamach, szykując się do zadania demonowi potężnego ciosu. Srebrny miecz, napędzany nadludzką siłą mięśni egzekutora, przeciął ze świstem powietrze, jednak jego ostrze nie dosięgnęło swego celu. Mordred zastygł w bezruchu, sparaliżowany niewidzącym spojrzeniem demona. Zionące pustką oczodoły zdawały się przeszywać go swym upiornym, demonicznym i lodowatym spojrzeniem na wylot, unieruchamiając każdy, nawet najdrobniejszy mięsień jego ciała. Niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu, obezwładniony i bezradny egzekutor przeklął własny los, nie mogąc uwierzyć w bezmiar nieszczęścia, jakie go spotkało. Demon był tak blisko, a jednak w dalszym ciągu nie można było go dosięgnąć karzącą ręką sprawiedliwości i zatopić srebrnego miecza w jego upiornym ciele. Zło pozostawało całkowicie nietykalne. Mordred miał już tego wszystkiego dosyć. Mógł nawet umrzeć, zupełnie go to nie obchodziło. Gdyby zginął w trakcie wypełniania swoich obowiązków, odszedłby przynajmniej w spokoju, nie dręczony żadnymi wątpliwościami, tak jak przystało na egzekutora wypełniającego wolę wielkiej inkwizycji. Wszystko, byle tylko uniknąć żalu, smutku, bólu i cierpienia, którego w ciągu ostatnich kilku chwil doświadczył o wiele więcej, niż przeciętny człowiek byłby w stanie znieść. Lecz demon ani drgnął. Jego głębokie oczodoły wpatrywały się w egzekutora swoją chłodną pustką, i nic poza tym. Jeszcze przed chwilą bestia ciemności wykrzykiwała w jego kierunku obelgę za obelgą, kpiąc sobie z niego do woli, a teraz milczała jak zaklęta, pogrążona w absolutnym i nienaturalnym wręcz bezruchu. Egzekutor próbował coś powiedzieć, krzyknąć, lecz jego ciało nie chciało się go słuchać, a z gardła wydobył się tylko stłumiony, niezrozumiały bełkot. Nie miał pojęcia, co to miało wszystko oznaczać, i czy ominęło go jakieś zdarzenie w czasie gdy zadręczały go wizje, czy demon znalazł po prostu dla niego zupełnie nową formę tortury i męczył go tylko w taki wyrafinowany sposób, bawiąc się jego nieokiełznanym gniewem jak zabawką. Wszystko stało się jednak dla Mordreda jasne, gdy kątem oka dostrzegł przez przypadek czarodzieja, również pogrążonego w całkowitym bezruchu, z głową lekko odchyloną na bok i z dłońmi złożonymi na kształt dziwnego, skomplikowanie wyglądającego symbolu. Egzekutor westchnął ciężko, z całej siły walcząc z opadającymi mu na oczy powiekami. Srebrny miecz ponownie wyślizgnął się z jego ręki i spadł z głośnym brzęknięciem na bruk, przerywając brutalnie idealną ciszę panującą we wnętrzu mrocznej alejki. Czasu nie pozostało już zbyt wiele. Jego energia życiowa, wysysana prawdopodobnie przez demona, powoli zanikała. Nie takiej śmierci spodziewał się Mordred, spoglądając z nienawiścią na pogrążonego w transie czarodzieja. Pomiędzy nim a demonem musiała toczyć się jakaś niewidzialna bitwa, jednak pozostawała ona w całości poza zasięgiem ziemskich zmysłów egzekutora. I chociaż Mordredowi bardzo się ta myśl nie podobała, to jedynym, co mógł w tym wypadku zrobić, było cierpliwe oczekiwanie na dalszy rozwój wypadków. Pozostawało mu tylko modlić się żarliwie do Światłości o spokój, zrozumienie i oświecenie, a także mieć nadzieję na to, że sytuacja rozwiąże się dla niego w jak najbardziej korzystny sposób, i że zło wreszcie będzie mogło zostać należycie ukarane.
***
W swoim życiu Garretowi zdarzyło się zaledwie kilka sposobności do tego, by skorzystać z tak ekstremalnej formy telepatii, jak bezpośrednie połączenie dwóch umysłów mentalnym tunelem. Po raz pierwszy jednak zdecydował się połączyć swój umysł z istotą tak zabójczą, jak demon, który był nieskończenie bardziej niebezpiecznym przeciwnikiem od zwykłego człowieka. I nie chodziło tu wcale o możliwości, jakimi dysponował demon, a jakich nie posiadał człowiek, lecz o zupełnie odmienne środowiska, w jakich zazwyczaj egzystowały umysły ludzkie i demoniczne. Dla umysłu demona naturalnym środowiskiem był wymiar astralny, który był światem niematerialnym, a w takim miejscu wszystko było kształtowane i manipulowane za pomocą myśli. Oznaczało to, że umysły bytujące przez większość czasu w świecie astralnym były o wiele bardziej wprawione w operowaniu myślami i kontrolowaniu przestrzeni niematerialnej, niż umysły ludzkie, przykute do swych ciał i obserwujące rzeczywistość świata fizycznego za pomocą swoich pięciu zmysłów. W świecie niematerialnym demony były lepiej zorientowane, reagowały i poruszały się szybciej, a także błyskawicznie i bez wysiłku manipulowały otoczeniem. Jednym słowem, czuły się jak ryby w wodzie. W związku z tym, we wnętrzu umysłu, który składał się głównie z myśli, i podobnie jak świat astralny był przestrzenią niematerialną, demony posiadały nad ludźmi miażdżącą przewagę umiejętności. Między innymi dlatego właśnie opętania ludzi przez demony i inne duchowe byty były w ogóle możliwe. Ludzie po prostu nie potrafili bronić własnych umysłów przed takimi istotami. W świetle tych faktów, telepatyczne połączenie własnego umysłu z umysłem demona nie wydawało się być dla zwykłego człowieka zbyt rozsądnym rozwiązaniem, a zakrawało wręcz na samobójstwo. Garret nie był jednak do końca zwykłym człowiekiem, co przynajmniej do pewnego stopnia zmieniało postać rzeczy i zwiększało jego szanse na przeżycie. Połączenie się z czyimś umysłem było dość dziwnym odczuciem. Miało się takie wrażenie, jakby pojemność własnego umysłu nagle powiększyła się dwukrotnie – z jednej strony miało się obszar znany i zbadany, po którym wiadomo było czego się spodziewać, a po drugiej stronie teren dziki, obcy i nieprzewidywalny. Dochodziło do tego również okropne wrażenie czyjejś wrogiej obecności znajdującej się niebezpiecznie blisko, tak jakby do środka głowy wtargnął niepostrzeżenie jakiś intruz, o którego istnieniu się wiedziało, lecz mimo wszystko nie można było go dostrzec. Garret skoncentrował się na stworzeniu własnego awatara, co miało pomóc mu w skupieniu całej mocy stwórczej, władzy i uwagi swojego umysłu w jednym miejscu. Był to zabieg, który w prosty sposób umożliwiał zyskanie większej kontroli nad własnymi mentalnymi umiejętnościami, co dla istoty takiej jak on, posiadającej ciało i posługującej się fizycznymi zmysłami, było znacznym ułatwieniem w świecie składającym się tylko i wyłącznie z myśli. Symulowanie obecności własnego ciała było sztuczką powszechnie stosowaną przez podróżników astralnych, psychonautów eksplorujących umysły własne i cudze, oraz przez osoby mające często do czynienia z przestrzenią świata niematerialnego, jak demonomanci i egzorcyści. - Mógłbyś zdecydować się czasem na odrobinę finezji – powiedział dobiegający z ciemności głos, a Garret poczuł klepnięcie ręki na swoim niematerialnym ciele. Była to oczywiście tylko iluzja, jaką utrzymywał on sam, a dzięki której był w stanie poruszać się w niefizycznej rzeczywistości i doznawać jej za pomocą imitacji cielesnych zmysłów. - Nie wiem, co masz przez to na myśli – odparł Garret z kpiącym uśmiechem na twarzy, odwracając się powoli za siebie. - Dobrze wiesz, co mam na myśli. Za każdym razem, kiedy tworzysz swojego awatara, wygląda on dokładnie tak samo jak prawdziwy ty, podczas gdy w tym miejscu możesz być dosłownie wszystkim. Ogromną, uskrzydloną, rogatą, groźną bestią z zębami ostrymi jak brzytwa i ogonem najeżonym kolcami. Możesz być wysoki, niski, możesz być zwierzęciem lub obiektem, samym tylko okiem zawieszonym w przestrzeni, albo majestatyczną postacią lśniącą jasnym blaskiem, godną miana władcy własnego umysłu. Możesz użyć swojego wizerunku do zastraszenia lub nawet zmylenia przeciwnika, zmieniając się chociażby w małego króliczka, który niespodziewanie przeistacza się w krwiożercze monstrum. Ale nie, ty jesteś po prostu... Sobą. - Lubię to, jak wyglądam – roześmiał się serdecznie Garret. - Spójrz zresztą na siebie, przyganiał kocioł garnkowi. Też za każdym razem wyglądasz tak samo. - W moim przypadku jest to całkowicie zamierzone, staram się po prostu, żebyś nigdy nie zapomniał, jak kiedyś wyglądał twój brat. Garret uśmiechnął się smutno pod nosem, przyglądając się stojącemu przed nim, wysokiemu mężczyźnie o długich, gładkich, rozpuszczonych, lśniących włosach koloru jasnego blondu, roześmianych, zielonych oczach i krótkiej, równo przystrzyżonej bródce, który odziany był w proste, wpuszczone w wysokie buty spodnie, owinięty dookoła szyi fular, oraz jedwabną kamizelkę, na którą miał narzucony luźny, sukienny frak z szerokimi mankietami. Na jego głowie spoczywał trójgraniasty, zawadiacko przekrzywiony kapelusz, ozdobiony wyjątkowo barwnym, choć nieco podniszczonym, pamiętającym lepsze czasy, ptasim piórem. - Zawsze byłeś dosyć charakterystyczny, Felgrimie, mój drogi bracie. Trudno by było pozbyć się z pamięci twojego wizerunku. - Dobrze wiesz, Garret, że pamięć ludzka bywa zawodna. Wizje, obrazy i wspomnienia dotyczące przeszłości przez jakiś czas żyją w naszych głowach, ale wraz z jego upływem ulegają zatarciu, tracą na sile i ostrości, aż wreszcie rozpływają się i rozcieńczają, jak wlane do wody wino. Minęło już tyle lat, że dawno byś zapomniał jak wyglądała moja twarz, gdybym od czasu do czasu ci tego nie przypominał – roześmiał się Felgrim. - Cóż, pewnych rzeczy się jednak nie zapomina, zwłaszcza, jeśli są wbite głęboko w twoją głowę – Garret postukał się palcem po skroni. - Muszę jednak przyznać ci trochę racji. - Dobra, dość tych braterskich pogaduszek, mamy tu problem do rozwiązania, a czas leci. Jaki mamy plan? - Plan, mój drogi bracie, jest całkiem prosty. Ty zostajesz na straży, pilnujesz mojego umysłu i wykorzystujesz moje mentalne moce w celu zamknięcia międzywymiarowych rozdarć, a ja złożę wizytę temu demonowi w jego własnym umyśle. Będzie trochę niebezpiecznie, bo kiedy wróg zorientuje się, że jesteśmy połączeni telepatycznym tunelem, to będzie próbował wedrzeć się do mojej głowy. Musisz powstrzymać go przed zniszczeniem mojej świadomości i unieruchomić na tak długo, żebym miał dość czasu na odcięcie go od źródła energii astralnej. Jeśli się uda, to esencja demona przestanie istnieć w świecie rzeczywistym, duchy staną się na powrót nieszkodliwymi zjawami, a międzywymiarowe rozdarcia zamkną się bez problemu. Wszystko jasne? - Wiesz co – mruknął pod nosem Felgrim, drapiąc się intensywnie za uchem – ten plan wcale nie wydaje się taki prosty, poza tym to mam wrażenie, że to ja będę mieć tutaj najtrudniejsze i
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil CrueloAngelo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…