Danse Macabre (część 4)
W mrocznej, ponurej alejce dochodzi do spotkania pomiędzy ofiarą i łowcą. Wkrótce rozegra się dramatyczna walka, w której stawką będzie przetrwanie. Pojawienie się pewnej potężnej istoty sprawia jednak, ze sytuacja wymyka się spod kontroli.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy awatar demona zmaterializował się niespodziewanie we wnętrzu umysłu Garreta, Felgrim tylko uśmiechnął się pod nosem. Demon najwyraźniej nie zamierzał próżnować, gdyż natychmiastowo przystąpił do gromadzenia ogromnego ładunku energii mentalnej, mającej strzaskać umysł Garreta na drobne kawałki i rozsadzić go od środka. Felgrim zareagował błyskawicznie. Jego awatar teleportował się tuż przed niczego nie spodziewającego się demona i przywalił mu prosto w twarz, posyłając go w długi lot poprzez mroczną pustkę. Odpowiednia częstotliwość drgań, do jakiej Felgrim doprowadził własne myśli składające się na postać awatara sprawiła, że zgromadzona do tej pory przez demona energia uległa podczas uderzenia łagodnemu i zupełnie niegroźnemu rozproszeniu. Rozsierdzony i wyraźnie zdumiony demon wyhamował swój lot przez pustkę, machnął swoimi potężnymi skrzydłami i pomknął z powrotem w stronę Felgrima. - To niemożliwe! - Rozpaczliwy i wściekły wrzask demona zawibrował na niemal wszystkich mentalnych częstotliwościach. - Jak to się stało, że udało ci się wrócić przede mną?! To niewykonalne, nie możesz być ode mnie szybszy! - To chyba jakieś nieporozumienie – odparł spokojnie Felgrim, powoli i dokładnie formując swoje myśli w słowa. - Zamilcz! - zaryczał demon. - To i tak bez znaczenia, nie jesteś w stanie mi przeszkodzić, zniszczę twój żałosny, maluczki i śmiertelny umysł razem z tobą w środku. Nawet bardziej mi się to podoba, będziesz z całkowitą bezradnością przyglądać się dokonywanej przeze mnie dewastacji! Felgrim westchnął pod nosem, obserwując mknącego przez pustkę demona. Zmierzał wprost do środka umysłu Garreta, jednak on nie zamierzał mu na to pozwolić. Niezwykle istotne było zatrzymanie go na samym skraju mentalnej domeny jego brata, gdzie zniszczenia dokonane przez ewentualną walkę będą jak najmniejsze i tylko nieznacznie wpłyną na równowagę psychiczną Garreta. - CO TO JEST?! - Demoniczny wrzask o wysokiej częstotliwości zawibrował donośnym echem na całym pobrzeżu umysłu Garreta, a awatar Felgrima aż zafalował w odpowiedzi. - Co takiego? - TO! - zaryczał ponownie demon, raz za razem zderzając się rogatą głową z niewidzialną ścianą. Jego długie, kościste dłonie przesuwały się w powietrzu, poszukując jakiejkolwiek luki w napotkanej przeszkodzie. - Aaa, to – odparł Felgrim, poprawiając kapelusz na głowie. - To tylko moja bariera. Nie trudź się tak, nie znajdziesz żadnego przejścia, bo go nie ma. Sporo się natrudziłem żeby ją wznieść, więc zdziwiłbym się nielicho, gdyby udało ci się ja sforsować. Nie wpuszczę cię do środka. - Że jak? - Awatar demona oderwał wzrok od niewidzialnej ściany i spojrzał w kierunku Felgrima. - Ty? Nie wpuścisz mnie? Chyba coś ci się pomyliło, robaku. Demon odbił się od bariery i sfrunął powoli w dół, zbliżając się do Felgrima tak blisko, że niemal zetknęli się twarzami. Felgrim poczuł, jak obce myśli zaczęły niepostrzeżenie wślizgiwać się do jego świadomości, błądząc i wijąc się dookoła niczym węże. - To niemożliwe, żeby zwykły śmiertelnik, ścierwo takie jak ty, było w stanie mi się przeciwstawić – wysyczał demon. Formowane przez niego słowa zdawały się ociekać wyjątkowo dużą dawką jadu i nienawiści. - Ale zaraz, coś jest z tobą nie tak... Inaczej pachniesz, jakby coś się w tobie subtelnie zmieniło... Dziwne, że nie zauważyłem tego wcześniej. Dowolna walka z każdym przeciwnikiem polegała najczęściej na wyczuciu odpowiedniego, sprzyjającego momentu do ataku, a Felgrim wyczuł, że taki moment właśnie nadszedł. Chwycił solidnie za mackowate myśli demona sondujące uporczywie jego świadomość, i zmiażdżył je przy użyciu całej posiadanej przez siebie mentalnej siły. Przeraźliwy skowyt demona na wysokich częstotliwościach omal nie rozproszył jego awatara, ale Felgrim był przygotowany na taką ewentualność. Wygenerował błyskawicznie neutralizującą kontrczęstotliwość i uderzył w demona solidną, mocno skoncentrowaną dawką mentalnej energii, posyłając go ponownie w długi lot poprzez pustkę obrzeży umysłu Garreta. - KIM TY JESTEŚ?! - zaskowyczał demon, rozpaczliwie starając się zachować strukturę swojego rozpadającego się awatara. - O, to jest dobre pytanie, sam się czasem nad tym zastawiam – odparł Felgrim. - Ty... - wycharczał demon. - Masz wibracje podobne do tego robaka, który wślizgnął się do mojego umysłu, ale nie jesteś nim. Należysz... Do mojego rodzaju. - Oj, poważnie to zabrzmiało. Muszę cię zmartwić, ale ani ty, ani ja, nie należymy do żadnego rodzaju. Jesteśmy tylko zbłąkanymi, zagubionymi duszami, które zeszły na złą drogę. - MYLISZ SIĘ! - zaryczał donośnie demon, rozpościerając szeroko skrzydła. - Jesteśmy bestiami ciemności, o nieprawdopodobnej sile! Jesteśmy w stanie miażdżyć śmiertelne umysły jak robaki, jeżeli tylko przyjdzie nam na to ochota! Dysponujemy niekończącymi się możliwościami! - Nie takie znowu nieskończone te możliwości. Nie posiadamy materialnych ciał i nie potrafimy przekraczać granic między wymiarami, więc jesteśmy uwięzieni i ograniczeni do wąskiego spektrum przestrzeni świata niematerialnego. - Nie mam pojęcia, skąd się tutaj wziąłeś, albowiem w jednym umyśle nie mogą istnieć naraz dwie świadomości. Twoje wibracje jednak niezaprzeczalnie zdradzają, że jesteś w jakiś sposób spokrewniony z tym robakiem, który śmiał naruszyć granice mojego królestwa. - Och, mówisz pewnie o moim bracie Garrecie, który wybrał się przed chwilą z samobójczą, tak przynajmniej uważam, misją. - Felgrim uśmiechnął się pod nosem, uważnie sondując myślami bliską okolicę demona w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów kumulowania energii. Zaśmiał się w duchu, kiedy nie udało mu się takowych znaleźć. Demon postanowił najwyraźniej przyjąć bardziej obronną postawę niż jeszcze przed paroma chwilami. Póki co, wszystko szło zgodnie z planem. Przeciwnik oberwał solidnie po nosie i chwilowo nie zamierzał atakować, co Felgrimowi było bardzo na rękę. Stworzenie bariery blokującej wejście do umysłu Garreta pochłonęło zdecydowaną większość jego mentalnej energii, więc niewiele mu jej już pozostało. Demon na szczęście nie był tego świadomy, gdyż w przeciwnym wypadku starałby się tę wiedzę wykorzystać. Przedłużające się starcie szybko ujawniłoby braki Felgrima w energii, co niechybnie doprowadziłoby do jego zniszczenia. Cała nadzieja tkwiła w jak najdłuższym odwlekaniu dalszej konfrontacji, i w Garrecie, który miał w tym samym czasie odciąć demona od energii w jego własnym umyśle. - Och, a więc to był twój brat? To by wiele wyjaśniało, chociaż w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego posiadasz wibracje istoty demonicznej, i dlaczego znajdujesz się w jego umyśle. - To długa historia – odpowiedział ostrożnie Felgrim. Musiał uważać, żeby w trakcie rozmowy nie zdradzić zbyt wielu cennych, łatwych do wykorzystania przeciw niemu informacji, ale wciąż powiedzieć na tyle dużo, żeby wzbudziło to zainteresowanie demona i osłabiło jego czujność. - Mamy przecież czas. - Demon roześmiał się złowieszczo, wypełniając przestrzeń dookoła swojego awatara wibracjami o wyjątkowo nieprzyjemnej częstotliwości. - Tyle czasu, ile tylko dusza zapragnie. Twój brat tak prędko nie wydostanie się z mojego umysłu, a ja również chwilowo jestem tutaj uziemiony, ze względu na tę bardzo nieprzyjemną, bardzo niegrzeczną i niekulturalną barierę, którą tak niecnie wzniosłeś. Nie wrócę, dopóki nie zniszczę tego umysłu. Nie lubię, kiedy moje groźby odbijają się tylko pustym echem, jestem w końcu demonem honoru. - Taki z ciebie demon, jak z koziej dupy trąba – zakomunikował Felgrim, wkładając w ten mentalny przekaz solidną dawkę negatywnych emocji, mających na celu sfrustrowanie przeciwnika. Przyjęta taktyka zdawała się skutkować, gdyż demon z każdą chwilą emanował coraz bardziej rozstrojoną i wzburzoną aurą, dobitnie świadczącą o gwałtowności zachodzących w jego wnętrzu emocjonalnych przemian. - Taaak, już dzisiaj słyszałem raz to określenie – odburknął demon, szczerząc potężne kły i wydając z siebie cichy, groźnie brzmiący pomruk. Kogoś innego taki wygląd mógłby przerazić lub zbić z tropu, ale Felgrim świetnie wiedział, że była to jednak tylko iluzja, która wcale nie odzwierciedlała prawdziwej siły kryjącej się w mentalnym awatarze. - Więc powinieneś wziąć je sobie do serca. - Zamierzasz wytrącić mnie z równowagi? - zapytał demon, materializując w powietrzu obok siebie niewielką, świetlistą kulę, strzelającą raz po raz błyskawicami mentalnej energii. - Nie śmiałbym podejmować takiego ryzyka. Kto wie, jak by się to mogło skończyć. Chciałem tylko zauważyć, że istoty takie jak ja i ty nie powinny bawić się w udawanie demonów. Może i jesteśmy do nich podobni, ale nigdy naprawdę nimi nie będziemy. To taka moja przyjacielska rada, gdyż mamy ze sobą wiele wspólnego, więc świetnie cię rozumiem. - O czym ty mówisz, żałosny bycie? - warknął wyraźnie poirytowany i rozsierdzony awatar demona. - Masz ze mną tyle wspólnego, co psie gówno z perfumami. Felgrim uśmiechnął się w duchu, gdyż wyglądało na to, że jego przeciwnik wreszcie połknął zarzuconą przynętę. Teraz wystarczyło tylko utrzymać go w garści wystarczająco długo. - Za życia byłeś człowiekiem, czarownikiem o potężnych możliwościach, jednym z ostatnich na świecie. Zginąłeś w mękach z rąk inkwizycji, która poprzysięgła sobie wyplenienie wszelkich śladów magii i jej użytkowników. Twoja dusza nie odeszła jednak w pokoju, gdyż umierając przekląłeś swoich oprawców i obiecałeś im zemstę. Od tamtej pory błąkasz się po zaświatach, a twoja esencja ulega ciągłemu spaczeniu, w wyniku czego stałeś się istotą bliską wiecznej ciemności, przesyconą energią zła i niegodziwości. Mnie spotkał podobny los, moja dusza również wypełniła się złem do tego stopnia, że zyskałem postać demona. Ocalił mnie jednak mój brat, który własnoręcznie wyciągnął moją duszę z otchłani i zamknął mnie w swoim umyśle, odcinając od źródła plugawych mocy i przywracając równowagę myśli. Dla ciebie też nie jest jeszcze za późno. - Za późno?! - ryknął potężnie demon, emitując przy tym potężną falę złowieszczych wibracji. - Głupcze, ty nic nie rozumiesz! Być może kiedyś byliśmy ludźmi, ale w dalszym ciągu możemy stać się pełnoprawnymi demonami! Ta moc jest w naszym zasięgu, wystarczy tylko wyciągnąć po nią rękę! Wystarczy tylko chcieć! Jedyne, czego nam brakuje, to możliwość przybierania fizycznej postaci, ale nie jest to problem, którego nie można pokonać. Tylko cienka granica dzieli nas od prawdziwej potęgi! - Od prawdziwej potęgi dzieli nas cała otchłań, jesteś po prostu zbyt zaślepiony żądzą mocy i zemsty, żeby to dostrzec i zrozumieć – odpowiedział spokojnie Felgrim. Aktywność aury demona zmieniała się powoli, sugerując kumulowanie olbrzymich ilości mentalnej energii. Ta gra powoli dobiegała już końca, i tylko gruntownie przemyślane ruchy mogły zapewnić w niej zwycięstwo. Garret nie dawał jeszcze żadnego znaku, więc prawdopodobnie w dalszym ciągu próbował uporać się z odcięciem demona od źródła energii. Nie było to proste zadanie i przypominało trochę szukanie igły w stogu siana. Garret musiał w potężnym, obcym umyśle wyśledzić jedno niepozorne połączenie, stanowiące energetyczny most do wymiaru astralnego, a następnie je zlikwidować. Jeśli nie uda mu się zrobić tego na czas, to obydwaj będą mogli pożegnać się z życiem. - Ja, zaślepiony? Nie rozśmieszaj mnie, robalu! Rozejrzyj się! Dano ci swobodny dostęp do umysłu związanego z ciałem, dlaczego nie wykorzystałeś jeszcze tej okazji! Dysponujesz zdolnościami w pełni wystarczającymi do tego, by zmiażdżyć i zadeptać nędzną świadomość swojego brata, a następnie przejąć jego umysł i ciało. Mógłbyś znowu posiadać fizyczną formę, gdybyś tylko tego chciał! Wyobrażasz sobie, jakie otworzyłyby się wtedy przed tobą możliwości? Demon w ludzkim ciele! Zyskałbyś olbrzymią moc! - Cóż, takie rozwiązanie parokrotnie przeszło mi przez myśli, ale nie wypada robić takiego świństwa swojemu własnemu bratu, zwłaszcza, że ryzykował życie, by mnie ocalić. - Ocalić? - parsknął demon. - On cię schwytał i uwięził! Nie widzisz tego? Ograniczył twoje możliwości i zamknął cię w ciasnej pułapce, byś nie był w stanie dosięgnąć prawdziwej potęgi. - Nie potrzebna mi ta twoja prawdziwa potęga – burknął Felgrim, emanując rozbrajającą wręcz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil CrueloAngelo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…