Dar motylnika cz.2
Opowiadanie opublikowane na stronie NF. Tu zmienione i rozdzielone na dwie części, żeby łatwiej się czytało.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I tak, z dnia na dzień przybywało chętnych do zobaczenia gada. Czasem byli to przypadkowi przejezdni, którzy dowiedziawszy się o miejscowej atrakcji, z miejsca chcieli ją zobaczyć, albo też wcześniej zaplanowane wyprawy amatorów niecodziennych wrażeń.
A wszyscy chętnie płacili i nie tylko monetą. W chacie piętrzyły się już stosy bogatych tkanin, różnorakie sprzęty i paradna broń ale też kawałki zgrzebnego płótna i liche sprzęty domowe, dary od tych biedniejszych, lecz na tyle jeszcze zamożnych, że mogli sobie pozwolić na obejrzenie smoka. Ludzie przynosili, co mieli a chłopak brał ochoczo, bo to zawsze był jakiś zarobek.
Mietkowi zaś zbrzydło już pomieszkiwanie w siedlisku wiedźmy i chciał jak najprędzej się stamtąd wynieść Zdałoby się postawić nową, większą chałupę pomyślał pewnego dnia Mietko, patrząc na cały ten mętlik. A choć nie umiał liczyć, to przecie widział, że ze zgromadzonych dóbr można postawić i sadybę godną sołtysa : z pobielonymi ścianami i strzechą. I z miejscem dla smoka na podwórzu, bo szkoda, żeby taki zwierz leżał tak jak teraz na zrujnowanych, pokrytych kurzem grządkach. Wszak był on jego źródłem zarobku o które należało dbać jak najlepiej a w ciągu bez mała dwóch miesięcy od wylęgu wyrósł tak, że nie mieścił się już w chacie i bez trudu rozszarpał rumaka, którego Mietko otrzymał przed trzema dniami w darze od bogatego szlachcica. Chłopak nie pojmował, jak pupil mógł urosnąć tak szybko. Toć może zwyczajnie gadziny tak mają tłumaczył sobie albo też to przez wiedźmią moc.
Raz – dwa wzięto się zatem do pracy i już pod koniec lata następnego roku Mietko mógł wraz ze smokiem wprowadzić się do nowej sadyby. W ciągu ostatnich kilku miesięcy chłopak zmienił się nie do poznania. Chodził dumnie środkiem wsi, przytył też należycie i nawet na samego sołtysa patrzył z góry. Chętnych do oglądania smoka nie ubywało, acz dochodziło czasami do niespodziewanych zdarzeń.
Jak wtedy, gdy w tłumie gapiów znalazł się jakiś szalony rycerz pałający chęcią zabicia smoka. Gad w obronie własnej musiał żywcem upiec biedaka w jego własnej zbroi, co wywołało wielką radość wśród ciżby i skłoniło ją do większej hojności. Mietko zastanawiał się, czy nie wprowadzić takiego przedstawienia w charakterze stałego punktu programu,żeby ożywić publiczność, ale uznał, że codzienne plucie ogniem mogłoby zmęczyć zwierzaka. Zdecydował, że w przypadkowych ( choć niezbyt krótkich ) odstępach czasu, jeśli nie trafi się jakiś zakuty w stal obłąkaniec, smok będzie spalał jakiegoś przypadkowego obserwatora. Takie wydarzenia zawsze podnoszą zainteresowanie, bo ludzie chętnie podziwiają podobne widowiska i nie baczą na to, że im też może się co przytrafić.
Przychodzili też petenci w konkretniejszych zgoła sprawach. Jak na przykład pewien bard. Razu jednego zjawił się w mietkowym obejściu osobnik, bard znać jakiś, bo głos miał subtelny i mowę gładką.
- Trubadurem jestem, wielmożny panie – zakomunikował – i waszego smoka rozsławić w balladzie po świecie chcę.
Mietko zmarszczył brwi i poprawił się na olbrzymim, pięknie rzeźbionym fotelu, tronie nieledwie.
- Smok przecie już sławny. Nie widzieliście tej ciżby przed chałupą? - zmarszczył brwi. – A wydaje mi się, że za skromny wasz ubiór, jak na barda, co książętom i panom przy stołach przygrywa. Minstrel stropił się.
- Bo ja... - zaczął – bo ja początkujący jestem, ledwie nauki skończyłem i żadną pieśnią się jeszcze nie wsławiłem, to i zatrudniać mnie nikt nie chce. I tak sobie pomyślałem, że korzyść obopólna będzie : dla was, bo o stworzeniu waszym szeroko opowiem i dla mnie, bo może na pieśni się wzbogacę.
Gospodarz pomyślał chwilę.
- Ballada zawsze rzecz miła. Zapłaćcie, to i z pięć będziecie mogli ułożyć.
- Kiedy ja grosza przy duszy nie mam, mówiłem, że naukę niedawno skończyłem – załamał ręce minstrel – i po to właśnie do was zawitałem, żeby pieśń napisać, po jarmarkach śpiewać i grosz zarabiać.
- I żeś myślał, łachmyto, że się za darmo moim kosztem bogacić będziesz ? - wrzasnął Mietko i uniósł się z siedziska, mrużąc gniewnie oczy. Dotąd wszyscy interesanci, wiedzieli, że trzeba zapłacić.
- Mówiłem, że korzyść obopólna będzie... - wyjąkał bard.
- Korzyść to ja mam i bez ciebie! Wynocha! Dębień!
Rosłe chłopisko chwyciło barda za kark, powlokło ku drzwiom i wypchnęło kopniakiem na pokryte piachem i udeptane przez setki stóp podwórze. Ludzie ustawieni w długiej kolejce ryknęli śmiechem i przypatrywali się wesoło mijającemu ich z opuszczoną głową śpiewakowi.
Tak upłynęły Mietkowi dwa lata. Smok urósł już większy niż stodoła w sołtysowym obejściu i chłopak był z gada ogromnie zadowolony.
Aż pewnego dnia przywędrowała w te strony wojna. Dokładnie – przywędrowała w osobach zbłąkanych żołnierzy – maruderów, którzy nie wyhulali się należycie i łupy zdobyli mizerne, więc postanowili dokończyć zabawę we wsi, wyrzynając dla uciechy część mieszkańców i żywy inwentarz na strawę i plądrując chaty w poszukiwaniu jakiego zysku. Mieszkańcy nie bronili się, bo zbóje spadli na nich w nocy i nim się kto zdążył rozeznać, płonęła połowa wsi a ludzie uciekali w panice, nim nie dosięgło ich ostrze miecza albo bełt z kuszy.
Widząc, że źle się we wsi dzieje i wiedząc, że będzie jeszcze gorzej, bo żołnierze dopiero zaczęli się bawić, sołtys Bratek i znaczniejsi mieszkańcy, którzy zdążyli się ukryć przed żołdakami, udali się rankiem następnego dnia do sadyby Mietka.
- Kłopot mamy – wybąkał nieśmiało sołtys, przybity faktem, że w Podedrzewie jest ktoś znaczniejszy od niego.
- Jaki niby? - Mietko w niczym nie przypominał już biednej zahukanej sieroty. Miał już piętnaście lat, urósł znacznie iroztył się.
Sołtys odchrząknął. Trzeba było postępować taktownie i z rozwagą.
- Maruderzy po siole grasują. Jedną noc dopiero siedzą i już zarżnęli prawie całą trzodę, że o ludziach nie wspomnę. A teraz leżą spici w gospodzie, skąd pierwej wygonili wszystkich, oprócz oberżysty, zastawili drzwi od środka, wystawili spomiędzy siebie ludzi i powiedzieli, że jak im się kto na widoku pojawi, to zastrzelą . Jak im gorzałka z głowy uleci, to ani żywa dusza się ostanie.
- No, ja się ostanę – odparł z zadowoleniem Mietko. – Smok w końcu bestia straszliwa i nikomu nie da podejść.
- My właśnie wedle smoka - zaczął ostrożnie kowal Dzięcioł, który jako najsilniejszy człek we wsi miał niejakie poważanie
- Co z nim?
- Niech przepędzi zbójów zanim wieś do reszty wyrżną i spalą.
- Spalą, nie spalą, nic mnie to nie obchodzi - Mietko ziewnął.– Nie będę się troskał jakimiś obdartusami. Uchodźcie tedy do lasu i przeczekajcie.
- Toć myślelim, że smok pomoże! A jak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fraszkka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…