Depresja Rewolwerowca- Klasztor
Historia opowiadająca o losach rewolwerowca po przejściach, który próbuje zapomnieć o duchach przeszłości i zwalczyć bieżące niebezpieczeństwa. W tle wiele ciekawych wątków przeplatających się ze sobą.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Klasztor
Dzwony biły strasznie głośno, jakby chciały wezwać na mszę cały świat a nie tylko małe, praktycznie opustoszałe miasteczko. Zakonnik był na mocnym kacu, co stawało się coraz częściej. Jak sobie to tłumaczył pije po prostu tak dużo by złagodzić cały stres który w sobie kumuluje od wielu lat, ale do tego zaliczały się także żądze, strach a niekiedy także zwykła samotność. Kleryk mieszka w tym niesympatycznym miejscu już od jakiś siedmiu lat i przekonał się że nie znajdzie tu zbyt wielu przyjaciół. Wstał z ociąganiem z łóżka, ubrał się i poszedł do dzwonnicy. Pani Lissa Rossiter, gospodyni domowa a przy tym jedyna osoba która z nim mieszkała, jak zwykle przesadzała z dzwonieniem. Baptysta wielokrotnie z nią spał i kochał, co było kolejnym grzechem. Uważał że lepsze to niż uganianie się za kurtyzanami w burdelach co i tak dość często mu się zdarzało. Nim doszedł do wieży, zwiastun mszy już się skończył. Spojrzał na kobietę i jak zawsze na twarzy pojawił mu się uśmiech. Miała ona już blisko 45 lat, lecz mimo to przykuwała wzrok do siebie. Talia osy, duże piersi i zmysłowe, kocie oczy sprawiały że człowiek porzucał wszelkie swe zasady i próbował ją mieć. Księdzu się to udało czwartego dnia pobytu w tym przeklętym miejscu. Zdarzyło się to po wieczornej mszy, na zakrystii kiedy się przebierał. Przyszła mu powiedzieć że wygłosił piękne kazanie, którym ją kompletnie oczarował. Zaczęła go wychwalać a on, jak ostatni głupiec był z tego strasznie zadowolony. To tyle co z tego pamiętał. Wiedział tylko że obudził się na podłodze cały nagi a na nim spała Lisa przykryta jego habitem. Od tego czasu dość często zdarzało im się spędzać ze sobą w ten sposób czas. - Nie musisz tak mocno walić w ten dzwon- powiedział zaspanym głosem. - Jesteś jak zwykle napruty, a zaraz zlecą się ludzie. - Jacy ludzie? Większość boi się wyjść z domów, a ci co przychodzą i tak mnie nie słuchają. Liczą tylko na to że będą mogli chwilę pospać na ławkach. Kochanka ze zdenerwowaną miną zeszła na dół. On się tym jednak zbytnio nie przejął. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Miasteczko od dwudziestu lat jest podzielone na dwie części: wschodnią i zachodnią a granicę między nimi stanowił kościół. Zachodnią rządziła Brad Cade a wschodnią Denis Cade. Byli oni braćmi ciotecznymi, którzy nie cierpieli się od dzieciństwa. Każdy z nich miał swoich ludzi, mieszkańców miasteczka, którzy musieli wybierać do kogo się dołączyć, bo w tym miejscu nie było człowieka, oprócz baptysty, który nie należał do żadnej z bandy. Nawet Lisa, już dawno opowiedziała się po stronie Denisa. Ksiądz ruszył na dół, do małej jadalni, gdzie na stole leżał przygotowany dla niego bochen chleba, kilka plastrów niskiej jakości szynki i gorąca herbata. Sama gospodyni była już w kościele. Zaczął jeść i zarazem rozmyślać nad tym kto zjawi się na porannej mszy, czyli jedynej która była ``dozwalana`` przez braci ciotecznych. Stałymi bywalcami była Lisa, miejscowy grabarz Roy Donell, właściciel jedynego baru w mieście Sam Jenkins i stary pijak, najstarszy mieszkaniec miasteczka, Paul Route. Wszyscy trzej mężczyźni dość mocno przerażali baptystę. Roy ze względu na swój zawód, miał bardzo dużo roboty. Co dziennie przywożono do niego przynajmniej jednego trupa. Mimo iż ogólnie za dużo się nie odzywał, wśród ludzi tutaj żyjących krążyła plotka że uwielbia on rozmawiać z nieżywymi. Kleryk podejrzewał że trochę prawdy w tym może być. Miejsce pracy Sama było zamknięte już od jakiś pięciu lat, ponieważ podczas jednej z nocy, pewien pijany klient dźgnął go nożem w brzuch. Właściciel budynku już się po tym nigdy nie pozbierał i stwierdził że prowadzenie baru jeż zbyt ryzykowne. Najgorszy z nich wszystkich był jednak Paul Route. Nikt w miasteczku, tak naprawdę nie wiedział ile on może mieć lat, ale zakonnik domyślał się że zbliża się do 80. Bohater wojny secesyjnej, obdarowany wieloma medalami, mający przed sobą wielką karierę wojskową zrobił największą(jak sam uważał) głupotę. Zakochał się w nie odpowiedniej kobiecie. Jego miłością życia była babcia dwóch rządzących, Virginia Fultz która później przybrała nazwisko męża Bila Cade. Stary zawsze gdy się upił, opowiadał tą historię jak to wiele lat temu w przydrożnym hoteliku spotkał młodą, piękną a zarazem niezwykle inteligentną kobietę. Pochodziła ona z bogatej, niemieckiej rodziny która dwa wieki temu osiedliła się w Bostonie. Jechała właśnie do małej miejscowości na południu Oklahomy, by pozałatwiać ważne interesy jej ojca. Ochraniało ją czterech rewolwerowców. Wojskowy postanowił się dołączy do nich, bo liczył że dzięki temu zyska jej miłość. Rozmyślanie księdza zakłócił kobiecy krzyk. Szybko wstał z krzesła i wybiegł na dwór, skąd dobiegł do jego uszu dźwięk. Gdy otwierał drzwi nie spodziewał się tego, co może ujrzeć. Kilka metrów od drzwi prowadzących do małej plebanii, utworzył się krąg ludzi. Z jego środka dało się teraz słyszeć głośny lament. Baptysta przedarł się przez ludzi i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aligator578
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…