Depresja Wampira
Zabawne opowiadanie o wampirze, który popadł w depresję.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
XIX wiek, Transylwania. Większość wampirów porzuciła stare, zakurzone zamczyska i udała się do miast. Malwir był jednym z niewielu, którzy zostali. Polował na okolicznych wieśniaków. Kilka razy prawie zginął poprzez obrzucenie czosnkiem, wbicie drewnianego koła w serce, porażenie światłem słonecznym lub inne wymyślne egzorcyzmy. Mimo to lubił taki styl życia. Niestety picie krwi nie pozwalało mu na konsumpcję innych artykułów spożywczych, dlatego przeszedł na dietę bezkrwistą. Kilka razy dziennie Edward, który był jego igorem, przynosił mu gąbkę nasączoną czerwoną farbą z wodą. Igory to służący wampirów. Każdy z nich jest garbaty, łysy i nie ma zębów. Od rozpoczęcia terapii minął tydzień. Malwir trochę cierpiał, ale nie wypił ani kropelki krwi. Wymiękł dopiero po miesiącu. Kiedy zaszło słońce, wymknął się ze swojego zamczyska. Spotkał po drodze igora. „Kurcze, mówiłem mu, żeby nie pozwalał mi polować” przypomniał sobie wampir „Muszę go jakoś oszukać”. -Gdzie pan idzie?- zapytał Edward -Eeee, idę się przewietrzyć-odpowiedział Malwir -Plosę pana, cy mogę sobie kupić plotezę zębów? -Nie. Każdy szanujący się igor jest szczerbaty. -Ale ja nie chcę seplenić! -Może jak zapanuje moda na igory z zębami, to wypiję krew jakiemuś sprzedawcy protez i zabiorę dla ciebie jedną. -Och, baldzo dziękuję! Należy zwrócić uwagę, że Malwir był bardzo modnym wampirem. Kiedy stały się popularne egzotyczne pająki, wtedy specjalnie udał się do najbliższego zoo, które było bardzo daleko. Wyssał krew strażnikom i ukradł terrarium z tarantulami. Malwir zakradł się do wioski. Wszedł do stojącego na obrzeżach domku i pożywił się mieszkającą tam młodą kobietą. Zadowolony z siebie wrócił do zamczyska.
*
Jon, wioskowy kowal, znalazł swoją żonę martwą w łóżku. „Kurde, ten wampir zabił mi już czwartą małżonkę!” jęknął pod nosem „Znowu będę musiał wydać fortunę na kolejny ślub. Ale żeby mi się opłacało, to muszę załatwić tego wariata”. Wsią wstrząsnęła wiadomość o ostatnim ataku Malwira. Mieszkańcy myśleli, że wampir przeszedł na dożywotnią dietę wykluczającą krew. Wlad, najstarszy mieszkaniec wsi zwołał naradę. -Ten świr ukatrupił mi już czwartą żonę!- krzyknął Jon- Wiecie, ile zapłaciłem za wszystkie śluby? Ale jakiegoś wariata z walącego się zamczyska nie obchodzi, że przez niego uczciwi ludzie mogą zbankrutować. Załatwmy go raz na zawsze! -Może by tak podrzucić mu zupę z czosnkiem?-zaproponował Claudiu -Ten pomysł jest bardzo dobry, ale ma jedną małą lukę-stwierdził Wlad- Wampiry nie jedzą zup. Odżywiają się tylko krwią. -W takim razie wrzućmy czosnek do krwi! -Matoły!-ryknęła Rosjab- Ile razy już próbowaliśmy wykończyć Malwira na amen? -Eee, nie da się tego policzyć na palcach u rąk, ale z użyciem stóp może się udać-powiedział Valkiria Rumunowi jednak nie udało się tego policzyć nawet z użyciem palców u nóg. Wtedy wykorzystał kończyny Jona, Claudia, Wlada a następnie wszystkich zebranych. -Za pomocą naszych nie idzie tego obliczyć, więc chodźmy do tej wsi na wschodzie!-zaproponował Valkiria- To nasi sąsiedzi. Na pewno nie będą nam żałować swoich kończyn. -Nie trzeba-rzekła Rosjab- Sami widzicie, że nawet na wszystkich palcach w tej wsi nie uda nam się policzyć naszych prób zabicia Malwira. Żadna się nie udała. Trzeba zrobić coś innego. Wampiry do picia krwi używają zębów, prawda? -Tak-odpowiedziała reszta zgromadzonych -No właśnie. Mam pewien pomysł, dzięki któremu uwolnimy się od tego potwora raz na zawsze.
*
Po zagryzieniu na śmierć młodej kobiety Malwir poszedł spać do swojej trumny. Rano, a właściwie wieczorem, czuł się w piekło wzięty1. -Edward, dzisiaj kończę dietę-powiedział do swojego igora -Ale dlacego? -Te gąbki są wstrętne! W sumie to zawsze chciałem zjeść kanapkę z kurczakiem, ale chyba nie może być smaczniejsza od krwi. -No dobze. Malwir zmienił się w nietoperza i poleciał odwiedzić swojego sąsiada wampira Drukaza. Tymczasem Edward poszedł do łazienki w celu pielęgnacji swoich zębów, czy raczej ich braku. Bardzo zajęło go odbarwianie dziąseł. Po kilku godzinach dzikie wrzaski z korytarza na dole odciągnęły igora od jego zajęcia. Szybko stoczył się ze schodów. Zobaczył swojego pana, który szczerzył zęby... a właściwie to ich brak.
*
Po naradzie wieśniacy byli bardzo podnieceni. Plan Rosjab wydawał się bezbłędny. Wystarczyło tylko wybrać jakąś piękną, młodą dziewczynę na ochotnika, żeby go zrealizować. Zgłosiła się, albo raczej została zgłoszona przez ojca, córka Wlada. Plan polegał na tym, żeby pod nos Malwira podrzucić jakiś „apetyczny kąsek”. Jak wiadomo, wampiry w celu wyssania krwi gryzą w szyję. Znienawidzony przez wieśniaków mieszkaniec starego zamczyska miał dorwać się do córki Wlada, której kark był osłonięty kamieniami. Claudiu i Tekwoj przebrali się za przerośnięte świstaki i pobiegli obserwować zamczysko Malwira. Zobaczyli, jak przez okno wylatywał nietoperz. Claudiu pobiegł do wsi po córkę Wlada. Drugi Rumun miał udawać głos świstaka i biec za wampirem. Wieśniak z dziewczyną szybkim krokiem poszli z powrotem do miejsca, gdzie znaleziono Malwira. -Miau!-słychać było zza krzaków-Miau! Miau! Claudio poszedł do miejsca, skąd słychać było miauczenie. Stał tam przerośnięty świstak, albo jakiś frajer przebrany za przerośniętego świstaka. -Ej, co ty robisz?!-spytał stwora -To ja, Tekwoj-powiedziało bydle-Udaję przerośniętego świstaka. -Ale świstaki nie robią „Miau! Miau”! -W takim razie jak robią? -„Hał, hał”.Takie dźwięki wydaje prawdziwy świstak. -Ale ja jestem tylko przebranym. -Aha, w takim razie rób jak ci się podoba. Gdzie jest wampir? -Nie wiem. Przed chwilą leciał nad tamtym skrzyżowaniem, ale się ulotnił. Nagle wokół mieszkańców wsi zadymiło się. Między nimi stał człowiek. No, przynajmniej przypominał człowieka. To był wampir. -Ooo, przekąska!-westchnął zachwycony Malwir patrząc na córkę Wlada Faceci przebrani za świstaki udali, że zwiewają. Schowali się za krzakami i obserwowali sytuację. Napastnik złapał dziewczynę, wyszczerzył do niej zęby i ugryzł zamaskowany kamień. Potem wrzasnął, narobił dużo dymu a na koniec zniknął.
*
-Edwaldzie, ja nie mam zombków! -Co się stało, mój panie? Cy ktoś ci zlobił ksywdę?-spytał zatroskany igor -Moje zemby! Stlaciłem zemby! Zycie, to znacy śmielć, jest do nicego! W szkole dla igorów żaden nauczyciel nie uczył Edwarda o tym, jak ma się zachować takich sytuacjach. Musiał myśleć nieszablonowo. Swego pana zamknął na klucz w trumnie i wyszedł z zamku. Ruszył w kierunku wzgórza, gdzie znajdował się sklep z artykułami dla wampirów. -Ceść Edek!-przywitał go sprzedawca, emerytowany igor-Cego potzebujesz? -Klwi w plosku. -Cy twój wampil ma dziecko? -Nie. -Lozleniwił się i nie chce polować na ludzi? -Nie. -To po co ci klew w plosku? -Mój pan stlacił zęby. -O kulde, no to mas ploblem. Ile ci blakuje do emelytuly? -Pięć lat temu zacąłem placę. -Moze znas wampira, któly potsebuje igora? -Nie. -No to mas pseląbane. Twój pan niedługo zdechnie. Jakby co, to mam wolny pokój u góly Mógłbyś w nim zamieskać. -Nie chcę, zeby on zdechł! Juz się do niego pzyzwycaiłem, a nawet polubiłem! Pseciez klew w plosku go ulatuje, co nie? -Ten plodukt zaspokoi jego zapotsebowanie na klew, ale wpadnie w taką deplesję, ze plendzej cy później sam sie zabije. Ale jest jeden psedmiot, któly moze mu psywrócić chęć do zycia. -Co to takiego? -Specjalna ploteza zembów. Niestety nie mam ich w sklepie. -Ech, w takim lazie na pewno umze. -Jest dla niego pewna sansa. Takie plotezy mozna kupić za Siedmioma Gólami, Za Siedmioma Lasami w miejscu zwanym Bukalest. Na twarz Edwarda wstąpił uśmiech. „Cyli być moze pzezyje!” mówił sobie w duchu. -Dzięki Jozin!-powiedział igor i przytulił sprzedawcę -Dobla, dobla, psestań, bo mnie udusis! Co powies na zupę w pięciu smakach? -Łee, tylko nie zupa... znacy dzięki, chętnie coś zjem. Każdy igor zna przynajmniej dziesięć przepisów na zupy. W końcu jak nie ma się zębów, to co innego można jeść?
*
Wieśniacy triumfowali. Malwir bez zębów nic nie mógł im zrobić. Największą satysfakcję czuła Rosjab, która wyjątkowo nienawidziła wampira. Mimo sukcesu nie chciała zostawić tak tej sprawy. Musiała coś jeszcze zrobić...
*
Edward wrócił do zamku z dwiema torbami krwi w proszku, buteleczką na mleko dla dzieci ozdobioną makabrycznym rysunkiem przedstawiającym wampirka pijącego krew przez słomkę wbitą w szyję uśmiechniętego faceta. -Nie chcę juz zyć, znacy się być maltwym-westchnął Malwir Każdy wampir, który straci zęby popada w stan maniakalno-depresyjny poprzedzający śmierć. W sumie to nie umierają. One po prostu znikają z tego i wszystkich innych światów. Edward wymieszał krew w proszku z ciepłą wodą. Tym roztworem nakarmił swego pana. -Fuj-jęknął Malwir-To jest niedoble. Daj mi ludzką klew! -To jest klew-poinformował go Edward-Ale w plosku. -Niedobla! Ja chcę moje zemby! -Panie, jutlo wyjedziemy do Bukalestu, tam mozna dostać nowe zombki. -Nie chcem. Wolę tu lezeć i zdechnąć. -Plosę tak nie mówić! -Bende tak mówił! -Ech, zmusa mnie pan do tego. Igor dał Malwirowi ostatnią łyżeczkę krwi w proszku i z pięści przywalił mu w łeb. Dla pewności zamknął wampira w trumnie. Z poczuciem pewności, że jego pan nie będzie mógł zdobyć drewnianych kołów, czosnku lub światła słonecznego, Edward zszedł do piwnicy. Wygrzebał starą karetę. Kiedyś tata Malwira lubił w niej jeździć na kolacje do dalszych wsi. Syn wolał jednak korzystać z ludzi mieszkających bliżej. Igor wyciągnął z niej wszystkie ostre elementy, mogące posłużyć za kołek, a następnie odkaził pojazd aerozolem o nazwie „Anti czosnek”. Potem załadował do środka zapas krwi w proszku z buteleczką. Następnie przeniósł tam trumnę, w której leżał Malwir. -Łeeełełe!!!-wrzeszczał wampir-Aaaaaaa! Kakarara! W zamczysku nie było żadnego konia, ani nawet osła. Kiedyś w piwnicy mieszkał pewien rumak, ale Malwir chciał spróbować końskiej krwi. Wierzchowiec został zagryziony na śmierć, ale wampirowi i tak nie smakowało. „Ta krew ma za bardzo metaliczny smak.” mówił „Najlepszą mają i zawsze będą mieć ludzie. Mniam!”. Wbrew pozorom igory są bardzo silne. Edward nie miał konia, więc sam ciągnął karetę. Bez wahania ruszył w drogę.
*
W nocy jakaś postać podkradała się pod zamek Malwira. Swoimi ruchami i wyglądem sprawiała wrażenie, jakby chciała powiedzieć „Cześć! Nie chcę być zauważona i mam zamiar kogoś zabić”. Na jej plecach uważny obserwator mógł zobaczyć kuszę, a w rękach drewniany kołek i młotek. Postać weszła na ganek. Zapaliła zapałkę i przeczytał treść kartki przyczepionej do drzwi. Warknęła coś pod nosem i pobiegła ścieżką w kierunku Siedmiu Gór i Siedmiu Lasów. Na tajemniczej karteczce było napisane:
Szanowny gościu! Nie ma mnie w domu. Pojechałem do Bukaresztu. Nie wiem, kiedy wrócę.
Buziaczki Malwir
*
Edward z Malwirem byli coraz bliżej siedmiu gór i siedmiu lasów. Przez pierwsze pięć dni podróż przebiegała bez problemów, ale wampiry zawsze ktoś chce skasować. Edek w pewnym momencie poczuł zmęczenie. Zostawił karetę na polance i poszedł usiąść. JNiestety igory nigdy nie mają lekko. Kiedy już znalazł odpowiednio duży i nie gniotący w tyłek kamień, wtedy usłyszał za plecami głośny huk. Obejrzał się poirytowany i zobaczył swojego pana, a właściwie to tylko jego tułów leżący pod drzewem. Na gałęzi wisiała jego głowa. Obok leżały szczątki karety i trumny. Jednak nie to przeraziło Edwarda. Malwira raziły promienie słoneczne. -Juz idę, panie!-krzyknął Igor ściągnął z gałęzi głowę wampira i razem z tułowiem schował ją w cieniu. Nagle obok jego ucha przeleciał bełt wystrzelony z kuszy. Skoczył za kamień. Ktoś zza górki biegł w jego kierunku. Garby igorów nie są do końca prawdziwe. Przyczepia się je stałe i służą jako plecaki. Edward otworzył swój i wyciągnął z niego strzelbę. Strzelił z niej do zbliżającego się wroga. Spudłował, ale tamten uciekł i przestał być zagrożeniem. -Panie, cy zyjes?-spytał -Głupie pytanie, Edwaldzie-powiedział Malwir- Ja jestem maltwy od ponad stu lat! Niestety ta gałąź nie tlafiła mnie w selce. Wtedy miałbym spokój, bo by mnie juz nie bylo. -Plosę nie mówić takich głupot! Za chwilę panu pzysyję głowę. Edek wyciągnął z garba igłę i nici. Potem zaczął zszywać wampira. Był w tym słaby. Radził sobie z każdą igorową robotą, oprócz szycia. Po kilkunastu minutach złączył głowę z tułowiem, co prawda krzywo, ale ważne, że się trzymało. Edward ze szczątków po karecie i trumnie zbudował zadaszenie, pod które zaniósł Malwira. Na wszelki wypadek przywiązał go do stojącego obok drzewa. „Hmm, jak ja telaz pseniosę mojego pana do Bukalestu? Nie mam kleju, więc nie naplwię kalety”. Wtedy do głowy przyszedł mu szatański pomysł.
*
Nikolae wybierał się na urlop do Bukaresztu. Jechał swoim wozem przez Transylwanię. Oprócz ataku jednego wampira, którego przegonił garścią ząbków czosnku, nie napotkał żadnych przeszkód. Jechał tak i jechał, nic się nie działo, aż nagle wozem coś bardzo mocno wstrząsnęło. Rumun wyszedł na zewnątrz żeby zobaczyć, co się stało. -O mój Boże!-zawołał przerażony Za pojazdem w kałuży krwi leżał niski, garbaty człowiek. Wypłynął mu mózg, a oczy wyleciały na ulicę. Nikolae podszedł do niego. -Ten mózg wygląda identycznie jak galaretka agrestowa-zauważył Nikolae nabrał podejrzeń. Odwrócił się i popatrzył na wóz. Pod nim leżało kilka dużych kamieni, które ktoś najwyraźniej tam przeniósł. Nie zdążył dojść do jakichkolwiek wniosków, bo ktoś przywalił mu w tył głowy. Nieprzytomny Rumun upadł na ziemię.
*
„To było banalne!” śmiał się w duchu Edward. Jechał na nowym wozie. Malwira przywiązał łańcuchami do słupka. „Tamten koleś był idiotą.” stwierdził igor „Nabrał się na starą sztuczkę z podrzuceniem kamieni, wylaniem rozpuszczonej krwi w proszku i położeniu się na powstałej kałuży. A poza tym ten mój wyciekający mózg to była pleśniejąca galaretka agrestowa. Tylko kretyn dałby się na to nabrać!”.
*
Burcag był doświadczonym emerytowanym wampirem. Urodził i wychowywał się w Transylwani, ale wyprowadził się do Bukaresztu. Po pewnym czasie miał dosyć uganiania się za ludźmi, żeby wyssać im krew. Kilka razy prawie „umarł” w trakcie spożywania obiadów. Aby uczynić życie, a raczej jego brak łatwiejszym założył krwistą restaurację. Codziennie zatrudnieni przez niego łowcy przynosili mu świeżą krew, a on odpowiednio ją przyrządzał. Odżywianie się w jego lokalu było nie tylko bezpieczniejsze od polowania na ludzi, ale również oferowało lepszy smak pokarmu. Kiedy już zarobił na tym dużo forsy, postanowił kupić sobie zameczek w rodzinnej Transylwani. Chciał jakiś znaleźć, dlatego udał się w tamte okolice.
*
Po krótkim czasie Edward zużył całą krew w proszku. Bał się zostawić Malwira, ale musiał upolować jakiegoś zwierzaka, żeby zdobyć pożywienie dla wampira. Nie za bardzo lubił taki styl zdobywania krwi. Zdecydowanie wygodniejsza była ta w proszku, ale nie miał wyboru. Wyciągnął z garba giwerę i ruszył na poszukiwania, zostawiając wampira będącego w stanie maniakalno…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kartofel 96
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…