Wróć do katalogu

Deszczowy wiosenny dzień - Syracuza cz.4

Ostatnia już cześć z tej serii. Teraz macie obraz na całokształt. Wszelkie komentarze mile widziane.

Vettghern, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Syracuza – wiosna roku 2013

Arcymistrz stał na dachu jednego za budynków w mieście obserwując nie tak odległa wyspę, którą mieszkańcy nazywali Ortigia – Stare Miasto. Miasto, które było domem Archimedesa było teraz świadkiem kolejnych przełomowych wydarzeń. Jeszcze nie tak dawno był zwykłym wojownikiem zakonu walczącym o wolność świata, jednak ostatnie wydarzenia, jego zasługi – ocalił wiele istnień. Patos który otaczał jego wyczyny sprawił, że został niedawno obwołany Arcymistrzem zakony i objął zwierzchnictwo nad Armią zakonu. Pod komendą teraz miał tysiące młodych, zaprawionych w bojach, dobrze uzbrojonych neoludzi gotowych oddać życie za cenę ideałów. Starał się ograniczać ludzi, którzy zaciągnęli się do armii po ujawnieniu się Tyranii, byli pomocni ale ich egzystencja była zbyt ważna bo to oni będą budować powojenny świat. Nad wyspą unosiły się wąskie strużki dymu – żołnierze tyrani pewnie szykowali sobie obiad, była już na to odpowiednia pora. Nie byli w stanie wziąć wyspy głodem, mieli zbyt duże zapasy a w samym starym mieście było źródło słodkiej wody. Gęsta zabudowa doskonale skrywała przeciwników. Rycerze Równowagi szykowali się do szturmu, musieli dokonać lądowej inwazji na wyspę. Wybuch Etny dwa tygodnie temu wyrzucił z siebie taką ilość popiołu, ze skutecznie przysłonił niebo nad Sycylią. Gęste chmury popiołu wulkanicznego uniemożliwiały obserwację satelitarna i bombardowanie z dużych wysokości, a obrona przeciwlotnicza wroga tylko czekała na samolot lecący na niskim pułapie. Zostały im działa i pieszy desant na wsypę. Nawet czołgi nie mogły brać udziału w akcji bo wszystkie trzy mosty łączące Ortigię ze stałym lądem zostały wysadzone, a wybrzeże stanowił nieprzejezdny mur. Atak był zaplanowany na jutro. Schodząc z dachu do stanowiska dowodzenia obserwował twarze mieszkańców, które wychylały się za drzwi mieszkalnych domu – wszyscy byli przerażeni. Może to egzoszkielet a może fakt działań wojennych, albo jedno i drugie...nie wiedział. Gdy doszedł do stanowiska wszyscy wstali i zasalutowali mu. Wszyscy rycerze zakonni, którzy przeszli przemianę mieli dostęp do najnowszej techniki, byli w końcu elitą tej armii. Na pancerzach nosili czarne kurtki i spodnie a naszywka czerwonego smoka – skrojone buły tak by dobrze się komponowały z egzoszkieletem. Ubrania, a raczej kieszenie w nich miały zapewnić zwiększona pojemność ładunkową każdego z wojaków. - Jak wyglądamy – zapytał jednego z oficerów. - Wszystkie działa zostały już rozmieszczone na ladzie w promieniu dziesięciu kilometrów od celu – odpowiedział oficer, na pagonach miał po dwie gwiazdki – Żołnierze przygotowują się do inwazji na jutrzejszy ranek będziemy gotowi. - Dziękuje kapitanie, możecie wrócić do swoich obowiązków – odwrócił się i wyszedł. Nie miał zbyt wiele zajęć przed samym aktem zbrojnym. Zawsze chciał przyjechać do Grecji by zwiedzić jej zabytki, teraz miał okazje a w Syrakuzie był jeden z antycznych teatrów wykutych w skale. Postanowił tam pójść. Nie chciał używać samochodu by się tam dostać, choć raz chciał się nigdzie nie spieszyć. Szedł pustą drogą w stronę wzgórza gdzie wykuto teatr. Mijał po drodze mieszkańców miasta, którzy usiłowali żyć normalnie, prawie wszyscy zajmowali się teraz rolą albo łowieniem ryb. Turystyka, dawny motor gospodarczy tego regionu upadł wraz z nadejściem wojny. Gdy doszedł na miejsce jego oczom ukazał się trybuny i w dole scena, wszystko wykute z białym kamieniu. Stojąc na trybunach mógł dostrzec w oddali wyspę. Zszedł z widowni na sam dół i stanął na środku. Sam dobrze nie wiedział czego chce, może chodziło o przeżycie tego co czuli aktorzy wychodząc tutaj gdzie on teraz stał, a może chodziło o możliwość spojrzenia na ogół budowli – nie mógł się zdecydować. Zza jego plecami rozciągał się widok na Morze Jońskie. - Przyszedłeś zwiedzać zabytki – z wejścia z lewej strony widowni wyłonił się jeden z jego żołnierzy w egzoszkielecie. - Tak, powiedzmy, że zwiedzam – odpowiedział rozglądając się po budowli. - Niedaleko stad jest rzymski amfiteatr – powierzał rycerz. - Wiem. - Gdy znikły stąd drzewa zrobił się z tego miejsca dobry punkt obserwacyjny na wyspę – stanął obok niego wpatrując się w bastion tyranii. - Nie uważasz tego za ironię – wystrzelił nieoczekiwanie Arcymistrz – W kraju gdzie brała swoje początki tyrania my będziemy się z nią rozprawiać. - Nie wiem czy to ironia, czy efekt działań wojennych – nie spuszczał wzroku z budynków w których skrywała się nieprzyjacielska armia - Ważne, że to jest już koniec. - Tak – odwrócił się i teraz razem patrzeli w jedna stronę – Będzie po tym wszystkim jeszcze dużo bałaganu, ale idzie ku dobremu. Cieszę się, że jesteś przy mnie. - Ktoś musi się martwić o twój tyłek gdy ty na to nie masz czasu – gdyby nie hełm pewnie widać by było uśmiech – dobrze się stało, że doszło do tego. Dobrze, że ty to prowadzisz. Chodź do miasta trzeba się przygotować do jutrzejszej walki, potrzebne są ostateczne rozkazy. Schodzili powoli żegnając ostatnimi spojrzeniami białe mury teatru. Szli drogą prosto do miasta gdzie czekał na nich powrót do rzeczywistości. Do późnej nocy trwało pilnowanie, by rano wszyscy znali swoje miejsce i wiedzieli gdzie mają być by ryzyko podejmowane było jak najmniejsze. Inwazję miało poprzedzić godzinne ostrzeliwanie z dział wybrzeży wyspy by odsunąć wrogów od morza w głąb wyspy. Nie chcieli zrujnować całej wyspy, zależało im na zabytkach będących dziedzictwem ludzkości. Mieli użyć amfibii by przeżuci dziesięć tysięcy Rycerzy Równowagi. Miało się odbyć to w dwóch falach – pierwsze dwa tysiące miało zabezpieczyć brzegi przed nadchodzącym głównym natarciem. Arcymistrz bał się tej operacji nie chciał by przerodziła się ona w druga Normandię, uznał, że sam weźmie w niej udział bezpośrednio by dodać otuchy walczącym swoją osobą – sztab wiedział co robić, jego obecność tam była niepotrzebna. Nikt nie spał tej nocy, powietrze stało się duszne bo zaczął padać wielkimi płatami pył wulkaniczny zakrywając wszystko szarą otuliną. Woda w morzy zamieniła się w szarą lepką maź. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach w kompletnej ciszy, wpatrując się hipnotycznie w Stare miasto. Od morze nadchodziła burza, liczyli na nią, miała ich osłonić. Woda w zatoce była zbyt płytka by fale zagroziły amfibią. Nie palili ognisk, nie świecili świateł, oddali się objęcia nocy bez gwiazd. Co jakiś czas ktoś nerwowo czyścił broń z kurzu który napadał na nią, rano wszystko musiało działać, nic nie mogło zawieść – od tego zależało ich życie. Arcymistrz był spokojny śledził odległa burze, rozświetlającą morze odległą błyskawicą, objawiającą się potem złowróżbnym pomrukiem. Starał się wyprzedzić myślami czas i układał scenariusz jutrzejszych wydarzeń – lubił uprzedzać fakty. - Zdenerwowany – podszedł do niego rycerz który był z nim w teatrze. Przerywał ciszę. - Nie – odparł. - Ja zawsze mam pietra – przyznał się – jakoś Woda życia nie podziałała na ośrodek strachu moim w mózgu. Gdyby nie dobru zwieracz pewnie bym popuścił na niejednej akcji – zaśmiał się delikatnie, siadając obok kompana. - Na ciebie i twój strach tylko wódka działa – zażartował śmiejąc się w głos tak, że wszyscy w zasięgu wzroku spojrzeli na niego. - Dadzą radę – zapytał. - Są zmęczeni, jak my wszyscy zresztą – Arcymistrz uspokoił się momentalnie – Widzieli rzeczy, których człowiek nie powinien widzieć podczas swojego życia. - Właściwie to my już nie jesteśmy ludźmi – uśmiechał się niewidocznie – ci na wyspie na pewno widzą co się święci. Jeden z piorunów uderzył w wodę tuzż obok zamku na Ortigidze. Burza niedługo rozpęta się na dobre. - Mam nadzieje, że nie będą starać się odeprzeć ataku – burknął – nie mam zamiaru robić tu rzezi. - Czemu idziesz z nami – Arcymistrz cały czas czekał na to pytanie ze strony przyjaciela – Nie musisz tego robić. Tylko niepotrzebnie ryzykujesz. - Chodzi o pożegnanie – pioruny biły coraz bliżej i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych