Diabli nadali
Hm, jak nie laciem, to sposobem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Diabli nadali
Rzeka mi za oknem zamarzła. Niech by to szlag! Słuchajcie – ósma rano, środek nocy, a tu jak nie posłyszę: „szuuu, szuuu, szum – szum, szum – szum”! Naciągam kołdrę na głowę, trochę lepiej, ale ze spania nici. Przewracam się na drugi bok, przyciskam twarz do poduszki, a tu ciągle „szuuu, szuuu”. Myślę sobie, że może to porządki przed Wielkim (Tak Jakby Normalnie Spuchło) Świętem Miasta. Ale wnet uświadamiam sobie, że to zupełnie coś innego. Ha! Numer jak co roku! Zerwałem się natychmiast i dopadłem do okna – tak! Jak każdego roku o tej porze – jeżdżą gadziny – całymi rodzinami. Ja nie wiem, czy to jakaś epidemia – masowa głupawka. Czy zamarznięcie rzeki oznacza, że wraz wszyscy odczuwają nieodpartą potrzebę wsadzenia łyżew na łapska i pognania na ślizgawkę? Pieski Pawłowa, słowo daję! Ale ja już się z nimi rozprawię starą metodą, której jeszcze nieodżałowanej pamięci mój dziadek, Alglat, nauczył mnie, gdy poraz pierwszy w moim życiu wyrwany zostałem przez tych nicponi ze snu, a byłem wtedy bezradny i zagubiony wobec tej napaści. Jak lacia nie wezmę, jak nie przymierzę, jak nie wypłacę pierwszemu delikwentowi w łeb! I tutaj mały zonk: otóż pojechał dalej, nieporuszony i radosny, choć dostał celnie i solidnie. Hm, mutant jakiś. Nic to. Mam jeszcze drugiego lacia. Szusowała akurat zaraz pod moim oknem większa gromadka – o, jakem im zasadził uczciwie! Ale – konsternacja: oto śmieją się dalej, osły, i suną płynnie do przodu, choć nie chybiłem wcale – jestem pewien! Wtem, choć było może wpół do dziewiątej, zegar mój wybił dwunastą. Niemało się zdziwiłem i już chciałem iść wyregulować mechanizm, kiedy widziadło niestworzone stanęło przede mną dumnie i w bezruchu. Dziadek Alglat we własnej osobie, jak go pamiętam! -Oj... – przywitałem się drżącym głosem. -Ładnie się z dziadkiem witasz, hultaju! Wyprostuj się! Ściągnij szlafmycę! – przerwał na moment, a potem już łagodniejszym tonem spytał: - No, i jak tam ci się wiedzie? -Dziadku, oni – ci, co się ślizgają – znów wrócili i ja właśnie... -Ja wiem, ja wiem – laciem ich potraktowałeś – dlatego jestem. Posłuchaj, synu, to było dobre, to się sprawdzało. Ja to wielce chwalę, że tradycja... że mój wnuk tak jak ja... tak, tak... – zadumał się. – Ale: to już przeżytek. Owszem – symbolicznie oberwali – och, to wspaniale, że o tym pamiętałeś. Jednak tak ich nie pogonisz. Nawet giwera nic ci tu nie da. A pamiętasz, jak miałeś dziesięć lat i był ten taki w czerwonej czapce i on ciągle wracał – to my w tedy z twoim ojcem – myk po giwerę do składziku i... ach, ja tu gadu, gadu, tymczasem działać trzeba. Więc o co chodzi: ano metody, synu, uległy zmianie. Teraz się nie rzuca laciem, teraz się sporządza notatki. -Notatki? -Tak, notatki. -Notatki? -Tak, notatki. Notatki. Rozumiesz, sporządzasz na delikwenta taką notatkę i jest udupiony. Teraz tylko notatki się liczą. A wiesz czemu? -Eee, no nie... -Bo taka notatka to może trafić do teki! A jak już trafi do teki to uuuuuu! No albo ją kto przeczyta, co to umie się zakręcić tu i tam i wtedy też jest dobrze. Rozumiesz? -Ehe... -Sporządź na tę kompaniję notatkę – mówię ci! Ha! To się zdziwią! Zegar ponownie zaczął bić. Twierdził, że jest pierwsza, choć ja wiedziałem, że to nieprawda. Widziadło jednak odeszło w niebyt. Dziadek zawsze wszystko wiedział. Wiedział, jak siodłać konia, jak czyścić giwerę, jak leczyć biegunkę, jak usuwać brodawki. Wiedział, jak walczyć z natrętami. I teraz musiał mieć rację. Nie wiedziałem, jak sporządzać notatki. Wziąłem zatem pierwszą lepszą fiszkę i nakreśliłem wielkimi literami na górze: „NOTATKA”. Podkreśliłem dwiema kreskami i dalej już mniejszymi literami zapisałem co następuje: Niniejszym notuję, że te, co to się ślizgają pod moim domem, to są gnoje i parszywe świnie i to się nie godzi, żeby oni się ślizgali pod moim domem. Tak chyba będzie dobrze... Co teraz? Mam notatkę i...?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…