Dialog śmierci
Zejście z tego świata nie zawsze jest smutne...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lily od urodzenia była bardzo chorowita. Lekarze stwierdzili u niej wrodzoną wadę serca i zespół upośledzenia odporności. Ta druga dolegliwość początkowo była kojarzona z AIDS, jednak szczegółowe badania dziewczynki i rodziców wykluczyły tę możliwość. Ze względu na stan zdrowia, dziewczynka nie uczęszczała do szkoły. Miała indywidualny tok nauczania. Była bardzo bystra, chętnie uczyła się nowych rzeczy. Im stawała się wyższa, tym serce gorzej pracowało. Było zbyt słabe, by móc zaopatrzyć w krew cały ośmioletni organizm. Prosta czynność, jaką było na przykład wchodzenie po schodach, sprawiała dziecku kłopot. Rodzice dbali o córkę. Nie mogli mieć więcej dzieci, więc dziewczynka była ich oczkiem w głowie. Jednak sama troska i miłość, jaką okazywali, nie mogła być lekarstwem na schorzenia fizjologiczne. Mecycy rozkładali ręce. Przeszczep serca nie zmieniłby sytuacji, nadal wzrastałoby ono wolniej niż Lily, a czekanie aż pacjentka dorośnie nie wchodziło w grę. Zgon mógł nastąpić w przeciągu roku. Lekarze nie kryli prawdy przez rodzicami. Przecież musieli oni żyć bez złudzeń, przygotowani na nagłą stratę ukochanej córki. Jedyną rzeczą, jaką mogli zrobić kardiolodzy i inni specjaliści, było zapewnienie dziecku komfortu przez ostatnie miesiące życia. I nie chodziło tu wcale o położenie Lily w łóżku i ograniczenie jej zajęć do jedzenia i załatwiania potrzeb. Przeciwnie. Rozmaici terapeuci dziecięcy organizowali dziewczynce czas tak, by mogła go spędzać aktywnie, nie przeciążając słabego serduszka, a co najważniejsze, by miała kontakt z rówieśnikami, także z tymi, którzy cierpieli z powodu podobnej choroby. Po zachowaniu Lily nie było widać, że boi się śmierci, choć, mimo młodego wieku, była tego w pełni świadoma. Korzystała z życia, dopóki mogła. Każde najmniejsze osiągnięcie sprawiało jej ogromną radość. Gdy rodzice widzieli uśmiech na twarzy pociechy, żal, że będą musieli ją stracić, ściskał ich serca jeszcze mocniej. Jednak na łzy pozwalali sobie dopiero wtedy, gdy byli sami. Wiele nocy matka Lily czuwała przy jej łóżeczku. Choć mała spała spokojnie, równomiernie oddychając i słodko przekręcając się z boku na bok, kobieta bała się, że za chwilę to się skończy, że jej ukochana córka zastygnie w bezruchu na zawsze... Zbliżały się dziewiąte urodziny dziewczynki. Zapowiadało się huczne przyjęcie. Gośćmi miały być dzieci, z którymi Lily brała udział w zajęciach terapeutycznych. Rodzice zamówili clowna, dużo balonów i wielki tort. Goście stawili się punktualnie z prezentami, życzeniami, papierowymi czapeczkami i z nieznikającym uśmiechem na ustach. Zabawa trwała do późna, bo choć rodzice przyjechali po swoje maluchy już około dwudziestej, dzieci nie chciały się rozstawać i pożegnania ciągnęły się bez końca. Kiedy dziewczynka zamknęła drzwi za ostatnimi gośćmi, było już wpół do dziewiątej. Zmęczona usiadła na kanapie, by rozpakować kilka prezentów. Nie zrobiła tego wcześniej, bo wolała się bawić. Była jednak zbyt zmęczona. Poszła więc do kuchni oznajmić, że kładzie się spać. Mama myła naczynia, a tata płacił wynajętemu panu, który bez maski i peruki w ogóle nie przypominał clowna. - Położę się, trochę późno się zrobiło – rzekła, przysłaniając ziewające usta. - Pewnie kochanie. Odłożę wszystkie nierozpakowane prezenty w skrytce. Będą na ciebie czekały do jutra – to rzekłszy, pani Biggs ucałowała córkę w czoło. - Ach, dziś ci nie poczytam, zobacz ile mam jeszcze pracy. Dziewczynka wzruszyła ramionami. W sumie czytanie bajek nie było już dla niej czymś tak ważnym. Skończyła w końcu dziewięć lat. Po umyciu się, ubraniu w piżamę i zmówieniu pacierza, Lily położyła się do łóżka i wtuliła głowę w poduszkę. Długo nie mogła zasnąć. Zegar z kukułką wybił północ. Dźwięk nakręcanej maszyny irytował dziewczynkę. Poszła na korytarz, by zaciągnąć sznur wewnątrz zegara. Gdy wróciła do pokoju, na ścianie odbijało się światło. Stwierdziła, że jakiś samochód zaparkował pod oknem i światła padają akurat w jej okno. Jednak wraz z pojawieniem się światła, pojawiły się też dziwne odgłosy. Coś jakby wiatr. Okna były zamknięte. To nie mógł być przeciąg. Lily kładła się do łóżka, gdy usłyszała cichy jęk, jakby echo: - Uważaj! - Kto tu jest? - zapytała zdziwiona i przerażona. - Przyszłam cię odwiedzić. - Ale kim jesteś? - Nie chcesz wiedzieć. Mam brzydkie imię. - Jakie? Powiedz, proszę! - Lily pytała tonem pełnym ciekawości. - Kostucha. - A ja Lily. Moje imię jest ładne. Dlaczego mamusia dała ci na imię Kostucha? - Ja nie mam mamy. - A tatusia? - Też nie. - To kim są twoi rodzice? - Mnie stworzył Bóg. Lily otworzyła szeroko swoje brązowe oczęta i przetarła je ze zdziwienia. - Ten Pan Bóg w niebie? - Tak, właśnie ten. Zapadło milczenie, które potrwało tylko chwilę. - Chciałabyś zobaczyć, jak mieszkam? - A gdzie mieszkasz? - No w niebie, z Panem Bogiem. - Nie wiem... a opowiedz mi, jak tam jest. - Tam jest bardzo dużo dusz ludzkich... - A co to są te dusze? - Lily przerwała wypowiedź. - Dusze to takie... drugie oblicze człowieka. Gdy już nie chce lub nie może mieszkać tu, na Ziemi, ze swoją rodziną, wędruje do nieba. Wielu ludzi tam nie zapraszam. Sami przychodzą. - Skoro dusza to drugie oblicze, to co to jest pierwsze oblicze? - Pierwsze oblicze, jak to ujęłaś, to ciało. Jest to pewnego rodzaju pamiątka dla rodzin. Ludzie, którzy poszli do nieba nie chcą, by ich rodziny zapomniały, że istnieli. - Rozumiem. Opowiadaj dalej. - W niebie jest zawsze ładna pogoda. Nigdy nie pada deszcz, nie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marihuana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…