Dla wszystkich mam (i nie tylko)
Opowiadanie o przezyciach związanych z byciem mamą.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedyś byłam człowiekiem. Tak mogłabym zatytułować powieść, gdybym ją pisała, co zresztą i tak jest niemożliwe, biorąc pod uwagę mój brak czasu. Od niespełna trzech miesięcy przestałam być kobietą, pracownikiem, żoną, córką, a stałam się matką. Jak zdążyłam się już przekonać, bycie mamą wyklucza bycie kimkolwiek innym. Po pierwsze już od momentu ciąży zaczynają cię kojarzyć wyłącznie z dzieckiem - „jedz- to dobre dla dziecka”, „pamiętaj, że jesteś w ciąży! Musisz na siebie uważać” lub w wersji bardziej kolokwialnej „jaki piękny dzidziuś jest w tym brzuszku!”. Po drugie ty sama po urodzeniu dziecka masz tak mało czasu dla siebie, a poza tym jesteś ciągle przy nim, że zatracasz poczucie świadomości bycia kim innym, niż matką. Nagle wszystko zostaje podporządkowane JEMU. Musisz być cicho, bo ONO śpi, musisz uważać na to, co jesz, bo JE karmisz, powinnaś unikać kontaktów z chorymi osobami, bo możesz zarazić siebie ( to mało istotne )i DZIECKO ( to już katastrofa ). Nagle życie „przed dzieckiem” staje się tak odległe i nierzeczywiste, że sama przestajesz wierzyć, że jeszcze kiedyś istniało. Zmieniają się wszystkie sfery Twojego życia.....ale po kolei: Finanse. Koniec z beztroskim wydawaniem 100zł. na krem, teraz przeznaczasz tą sumę na: pampersy, odżywki, ubranka i....tysiące innych rzeczy potrzebnych Twojemu maleństwu. Teraz zamiast twojego, jeszcze do niedawna „niezbędnego” kremu kupujesz dziecięce kosmetyki, wybierając między Johnsonem i Bambino. Po drugie: czas wolny. Tu nie musimy zatrzymywać się zbyt długo, ponieważ nie masz go wcale, więc nie musisz zastanawiać się, jak zagospodarować coś, czego nie masz. Po trzecie: znajomi. Tak, ale tylko mający dzieci w podobnym wieku do twojego. Odłóżmy poważne tematy na za 20 lat! Teraz dyskusje krążą wokół strategii poskramiania dziecięcej złości, globalizacji bezsenności dziecięcej i zasięgu dziecięcego płaczu. Kolejne zagadnienie: praca. Tak, ale tylko w domu, tzn. karmienie, przewijanie, gotowanie, sprzątanie....chyba nie muszę wymieniać dalej? Praca zawodowa to coś, czym zajmowałaś się kiedyś, teraz twoim 24-ro godzinnym etatem jest babysitting. I wreszcie: narzekanie. Kiedyś to były czasy! Mogłaś sobie ponarzekać na nadmiar obowiązków w pracy, na szefa, zgryźliwe koleżanki, brak pieniędzy, leniwego męża, nadwagę, upływające lata. Teraz posiadanie „pięknego, zdrowego dziecka” nie pozwala ci na narzekanie. Mając taki skarb, byłoby w złym tonie narzekać. Na co się tu użalać, kiedy w łóżeczku leży cud- bobasek?! Czyż wobec tego zjawiska nie powinno się zamknąć ust na skargi i narzekania? Tak powie ci każda DOBRA matka i jeśli chcesz być za taką uważana, to lepiej się nie odzywaj. A teraz ciiiiiiiiicho- chyba mały płacze! Z prędkością światła lecę do jego pokoju. Rzeczywiście- wydziera się w niebogłosy. Przechodzę do strategii uspokajania. Najpierw: sprawdzić, czy nie jest głodny. Pudło. Następnie przewinąć ( pampersy też czasem nie wytrzymują ). Też nie pomaga. Włączam „plan B”- noszenie i utulanie. Tu pierwszy dylemat: nosić i kołysać, jak radzą jedni, czy zostawić samego w pokoju, jak proponują inni? Wybieram pierwszą opcję- dobrze, że mąż nie widzi ( jest zwolennikiem „teorii samotności” ). Przytulanie nie przynosi oczekiwanego rezultatu. Zaczynam czuć się bezradna i jednocześnie bać się, czy mały nie jest chory?! Po zaśpiewaniu całego repertuaru kołysanek, postanawiam zadzwonić do mamy- może ona coś poradzi?! Padają kluczowe pytania:
- może ma wzdęcie? Sprawdź, jaki ma brzuszek i podaj mu koperku, - czy nie ma za ciepło? Jeśli tak- ubierz mu cieńszy kaftanik, - czy mu nie zimno? -w takim razie podkręć kaloryfer,
Wykluczamy też głód i pragnienie, eliminujemy hałas ( poza tym, czy coś może być głośniejsze od niego??). W przypływie rozpaczy stawiam na tęsknotę za ojcem, który jest w pracy, co mama zbywa pogardliwym „też wymyśliłaś!”. Mama proponuje, że przyjedzie mi pomóc, dziecko nadal płacze. Muszę kończyć, bo ktoś dzwoni do drzwi. Słowa listonosza zagłusza krzyk małego.
-coś się dzieciak denerwuje, stwierdza „donosiciel”.
I nagle.....cisza, wzmocniona niedawnym hałasem, dociera do mnie w całym swym pięknie. Doświadczam niemal mistycznego kontaktu z dźwiękiem kapiącego kranu. Mój syn ucicha tak nagle, jak zaczął płakać i zapada w spokojny sen. Niezbadane są zachowania niemowląt, chciałoby się rzec. Przez krótką chwilę rozkoszuję się błogim spokojem. Nie trwa to jednak długo- czas zabrać się do pracy, żeby maksymalnie wykorzystać możliwość zrobienia czegoś bez ciągłego odrywania się tego, co akurat robię. Mając dziecko odkryłam, że są czynności, których po prostu NIE DA SIĘ dokończyć, przebywając z nim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ewolucja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…