Wróć do katalogu

Dlaczego brzoskwinie są takie pyszne? – hist

Po długiej przerwie, postanowiłam znowu coś napisać. Tym razem bardziej przypomina bajkę dla dzieci (braci Grimm):). Miłego czytania :)

anovi, opublikowano , 11 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dlaczego brzoskwinie są takie pyszne? – historia powstania tego owocu.

Opowieść zaczyna się w Brazylii. W jednej małej wiosce, koło Salwadoru, mieszkała pewna rodzina. Ich dom, tak jak i większość domów, na tej szerokości geograficznej leżał nad rzeką. Jedynym środkiem transportu były łodzie. Młody chłopiec, Nico, jeden z członków owej rodziny, interesował się bardzo roślinami. Poznawał ich nazwy studiując książki botaniczne, które zajmowały większą część biblioteczki jego matki. W ich ogrodzie rosło wiele pięknych i ciekawych gatunków. Nico bardzo dobrze o nie dbał. Pewnego razu ojciec chłopca, dał mu nasiona, jakiejś nieznanej rośliny, które przywiózł ze sobą z Salwadoru. Kiedy kupował na tamtejszym targu, jeden ze sprzedawców, dorzucił mu je prawie darmo. Nico bardzo był rad z takiego prezentu i od razu zasiał owe dziwne nasionka. Dbał o nie, podlewał, ale minął jeden miesiąc, drugi, a nie wyrosła żadna roślinka. Chłopiec w końcu się zniechęcił i całkiem o niej zapomniał. Minął ponad rok i pewnego ranka, gdy chłopiec obudził się, zobaczył z okna swojego pokoju, że zapomniana roślina wreszcie wyrosła. I to jak dużo, w ciągu jednej nocy! ‘To na pewno magiczna roślina! Tylko spójrzcie, wyrosła w noc świętojańską!’ – Wołał podekscytowany Nico do swoich rodziców. Minął rok, a roślina rosła i rosła. W końcu przypominała niskie, małe drzewko. Jednak nikt nadal nie potrafił stwierdzić, co to takiego. W końcu drzewko przestało się rozwijać i mimo usilnych starań całej rodziny, wydawało się nawet więdnąć. Wówczas to, do Salwadoru przypłynął wielki statek handlowy. Ojciec chłopca, który pracował w porcie, poznał pewnego mężczyznę, którego bardzo zainteresowała opowieść o tajemniczym, magicznym drzewku. ‘Pochodzę z Hiszpanii’ – mówił – ‘ I chyba widziałem podobne drzewka w moim rodzinnym mieście. Czy mógłbym rzucić na nie okiem?’ I tak do ich domu, zawitał Pedro Sanchez. Po przyglądnięciu się roślince stwierdził, że jednak się pomylił i takiego niezwykłego drzewa nigdy na oczy nie widział. Pan Sanchez stwierdził, iż to więdnięcie jest rezultatem, złego przystosowania rośliny, do panującego w Brazylii ciepłego i wilgotnego klimatu. ‘Szkoda, że trzeba będzie je wyrwać’ – zasmucił się Nico. ‘Może moglibyście państwo mi to drzewko odsprzedać?’ – zagadnął Pedro. ‘Możemy je panu oddać nawet za darmo, ale niech pan powie, po co panu takie drzewko? Przecież dla niego nie ma już nadziei, no sam pan widzi.’ – zapytał, zdziwiony propozycją Sancheza, ojciec chłopca. ‘Moja żona Maria, potrafi doprawdy, zdziałać cuda.’ – odparł z uśmiechem Pedro – ‘Dajcie państwo jej szansę. Po roku tu wrócę i powiem wam, czy drzewko się przyjęło.’ ‘Tak, to uczciwa propozycja i choć nie rozumiem pańskiego uporu… zgadzam się’. I w taki o to sposób, drzewko płynęło przez Atlantyk, w stronę nowego domu, w San Sebastián.

Pedro Sanchez, kiedy tylko przybył do portu, czym prędzej pobiegł do domu. Chciał spędzić jak najwięcej czasu ze swoją piękną młodą żoną, bo wiedział, że następnego ranka, miał wyruszyć w kolejną długą podróż. Takie jest właśnie życie marynarza. Ciągle na morzu, nie miał czasu dla swoich najbliższych. Kiedy tylko wbiegł do domu, Maria, jego żona od razu wiedziała że to on i rzuciła się mu w ramiona. ‘Nareszcie! Witaj w domu Pedro!’ – wykrzyknęła radosna, że znów może go widzieć. ‘Tylko popatrz, co ci przywiozłem z Brazylii.’ – odrzekł na to, pokazując jej roślinkę. ‘A co to?’ – spytała zdziwiona. Roześmiał się. ‘Myślałem, że to ty mi powiesz.’ Marię zdziwiła owa roślinka, ale przestała się nią interesować, bo wolała skupić się na mężu. Mieli dla siebie tylko jeden wieczór i jedną noc. Spędzili ją jednak bardzo miło i przyjemnie. Czas upłynął im na przeglądaniu wielu albumów ze znaczkami. Nadszedł ranek i Pedro musiał wyruszyć w dalszą podróż. Maria zasadziła drzewko w ogrodzie i bardzo dbała o nie, bo przypominało jej o mężu, kiedy musiał on być daleko, na morzu. Drzewko dobrze przyjęło zmianę klimatu i jak widać służyły mu hiszpańskie gleby, hiszpańskie powietrze i hiszpański deszcz, bo nie dość, że się ładnie zazieleniło, to jeszcze wyrosło o wiele większe niż było. Ciągle jednak nic nie zapowiadało, że będzie to drzewo owocowe. Pół roku po tym wydarzeniu, Pedro płynął znowu w stronę Brazylijskiego portu w Salwadorze. Miał zamiar przekazać rodzinie Nico, o tym, jakie roślina zrobiła postępy. Informowała go o tym żona, w częstych korespondencjach. Pedro pisał właśnie pod pokładem, kolejny list do żony. Statek był już blisko wybrzeży brazylijskich. Nagle majtek, który był na bocianim gnieździe, zawołał przeraźliwym głosem, bijąc na alarm. ‘Czarna bandera na horyzoncie!!! Czarna bandera na horyzo…!!!’ Nie dane mu było jednak dokończyć tego drugiego okrzyku, bo z wielkiego działa na przedzie ‘Czarnego Statku’ wystrzeliła kula, która z głośnym świstem przecięła powietrze i uderzyła prosto w bocianie gniazdo. Pedro wyskoczył szybko wraz z innymi marynarzami z pod pokładu. Był to jednak statek handlowy i nie mieli najmniejszych szans z tak uzbrojonymi piratami. Po wielkiej masakrze statku, na ratunek przybyła flota angielska, która pośpiesznie zareagowała na wysyłane SOS. Chociaż bardzo się pośpieszyła, to i tak nie zdążyła uratować ponad połowy załogi.

Dobry przyjaciel rodziny Sanchez`ów, Roberto, który cudem uratował się z owej napaści, podjął się tego trudnego zadania, jakim było przekazanie Marii, iż jej

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych