Dobre rady
pierwsze z opowiadan o przygodach zwariowanej 30-latki, która lekcje zycie pobiera na wlasnej skorze.W każdym z nich jest ziarno prawdy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dobre maniery ? „Nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak porządne zakupy w hipermarkecie" – pomyślałam sobie, taszcząc po schodach pięć pokaźnych reklamówek wypchanych „promocjami" i „totalnymi okazjami". - Tylko jak tu teraz otworzyć drzwi na klatkę schodową? Torebka przewieszona przez plecy zwisała po drugiej stronie tułowia, a postawienie reklamówek na ziemi graniczyło z cudem, grożąc przy tym stłuczeniem 3 cennych butelek octu z napisem " 2+1 gratis”. – „Trzeba jakoś sobie poradzić" – westchnęłam, po czym „zahaczyłam łokciem o klamkę, uchyliłam lekko drzwi i blokując je stopą usiłowałam wcisnąć swoje dość „puszyste" kształty w powstałą wąską szczelinę. Ponieważ wymagało to nadzwyczajnego skupienia, oraz połączenia siły umysłu z koordynacją mięśni, na chwilę zapomniałam o bożym świecie. - Jak leziesz, cholera jasna! – miły i subtelny głos należący niewątpliwie do lidera kapeli hardrockowej, huknął niczym wystrzał z kałsznikowa nad moją głową . Momentalnie odzyskałam trzeźwość umysłu i z wyrazem twarzy, na której malowało się bezbrzeżne zdumienie, patrzyłam na czarny wymuskany niczym rodzinne srebra błotnik motocykla, który nieopatrznie stuknęłam otwierając drzwi.. - Przepraszam ... ja nie chciałam .... to przez te zakupy ... chyba nic się nie stało? – wyjąkałam patrząc na to cudo techniki z miną dziecka specjalnej troski . Długowłosy właściciel maszyny, będący niemalże w moim wieku, (właściwie sześc. lat młodszy, ale kto by się tam licytował) oglądał miejsce stłuczki w wielkim skupieniu, trzymając mnie w napięciu niemalże przez pięć minut. – Nic - mruknął trąc niewidzialną rysę – że tez takie niedojdy chodzą po świecie!– spojrzał na mnie z odrazą . W końcu wyprostował się i dodał - Masz szczęście, ale na przyszłość patrz jak chodzisz, to nówka sprzęt na ten błotnik poszłaby połowa twojej wypłaty! Zimna strużka potu zjechała w błyskawicznym tempie wzdłuż mojego kręgosłupa. Uśmiechnęłam się głupkowato, i odsunęłam na bezpieczna odległość, by nawet oddechem nie musnąć cennego cacka. Młodzieniec, z pogardą wypisaną na twarzy przeszedł obok prowadząc pojazd w wyraźnym namaszczeniem i mrucząc pod nosem przekleństwa pod adresem niezdarnych bab. „Uff – odetchnęłam podnosząc mocno już nadszarpnięte reklamówki – trzeba to jeszcze wnieść na trzecie piętro." Sapiąc i pomstując w duchu na niewychowaną młodzież dowlokłam się z trudem pod drzwi mieszkania. „Czy taki smarkacz, zamiast zajmować się tą kupą złomu, nie mógłby wnieść mi tych siatek na górę?" – myślałam otwierając drzwi – „Co za czasy! Wszystkiemu winne złe wychowanie i brak wczuwania się w cudze położenie! Ech... byłoby zupełnie inaczej gdyby ludzie byli dla siebie mili, uprzejmi, życzliwi, wybaczający sobie drobne uchybienia – rozmarzyłam się na dobre wyciągając mrożone frytki, kurczaka i słoik surówki. „ Znów obiad z mikroweli" – pomyślałam ze smutkiem . „Ale co tam, obiad może poczekać, najpierw muszę napić się dobrej kawy!" Właśnie przesypywałam świeżo kupioną „Nesce" do puszki, gdy przyszedł mi do głowy genialny pomysł! -" Nic tak nie poprawi mojego nadszarpniętego samopoczucia, jak wizyta u mojej koleżanki z pierwszego piętra. Wygadam się i wyżalę na mój podły los, a potem zajmę się resztą". Zostawiłam, więc rozmrażające się zakupy na kuchennym blacie i w doskonałym humorze z puszką kawy w ręce, otworzyłam drzwi. – A gdzie są klucze?- zadałam sobie w myślach pytanie i od razu na nie odpowiedziałam - Oczywiście wetknięte w górny zamek, kiedyś mnie to roztargnienie zabije a skromny dobytek który posiadam wzbogaci konto jakiegoś .... aaaaa - zrobiłam właśnie krok do przodu i w tej samej chwili już leżałam jak długa, a błogi aromat rozsypanej kawy rozniósł się dookoła. Minęła chwila zanim wróciła mi zdolność myślenia i nakazała sprawdzić, co sprawiło zmianę mojej pozycji na horyzontalną .- Zaraz, zaraz – mruknęłam pociągając nosem i rozcierając bolący łokieć – zdaje się, że nie zapach kawy gra tu pierwsze skrzypce. Wciągnęłam kilka razy powietrze i z niemałą odrazą zlokalizowałam przyczynę swojego upadku . Na wycieraczce, przed moimi drzwiami leżała ni mniej ni więcej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil odetta
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…