Wróć do katalogu

Dom

Horror. Przeczytajcie...Oceńcie...

Taurog, opublikowano , 9 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DOM (wersja poprawiona)

- Obudź się! - szarpie go za ramię - u Gieńków pali się światło! Jeszcze nic dobrze nie rozumie, jeszcze dobrze nie słyszy, a jeśli już, to jak przez grubą ścianę. Kobieta nie ustaje jednak w tarmoszeniu go za ramię - Obudź się wreszcie! To pomaga. Mężczyzna odwija się wreszcie jak sprężyna i siada na łóżku trąc kułakiem zaspane oczy. - U Gieńków pali się światło! Albo złodzieje albo jego brat przyjechał - powtórzyła nachylając mu się znowu nad uchem. - Cicho głupia babo - syknął wściekle przez zęby i wstał niemrawo z łóżka, by podejść do zabrudzonego od deszczów okna. - Brat? W środku nocy? - pomyślał. Rzeczywiście, po drugiej stronie błotnistej, listopadowej drogi, w czarnej bryle domu jarzyło się żółtym światłem samotne okno. - Diabli nadali - mruknął pod nosem i poszedł do kuchni a tuż za nim podążyła wystraszona żona. - Weź siekierę! Nie! Widły weź! - szamotała się z radami - Pewno to nie brat a jakoweś szabrowniki wlazły... On milcząc ukląkł na oba kolana i zaczął oddawać mocz do wiadra. - Czego nic nie mówisz? - napierała. - Bo szczam - odparł - wezmę wozową latarkę coby łba po ciemku nie rozbić - i gdy się załatwił stanął przy piecu chlebowym, na którym usłużna żona zdążyła już zawiesić lampę. Pogrzebał chwilę po glinianych półkach i zdjął nieoczekiwanie z jednej z nich nie lampkę, ale długiego dubasa, którym zwykle oprawiał świnie na święta. Poważył go w milczeniu na dłoni jakby oceniał jego ciężarem i ostrością swoje bezpieczeństwo, po czym położył go na kanciastym stole. - A widłów, a siekiery nie chcesz? - zagadywała żona. - Cicho bądź głupia babo - warknął - i idź do dzieciaków. Podała mu bez słowa do ręki spodnie i koszulę, podsunęła saboty, ściągnęła z gwoździa kożuszek i czapkę. Ubierał się z namysłem, powoli, jakby opracowywał plan, którego wcale nie miał. - A mówiłam, że trza sprzedać obejście panu Makowskiemu i pójść do Rycic między ludzi, do Stefana, ale ty mój Boże tak żeś się zaparł jak ta kłonica, że tutaj będziem siedzieć. No to teraz masz za swoje! - przerwała ciszę narzekaniem. Smarknął w odpowiedzi to z jednej, to z drugiej dziurki, uśmiechnął się ponuro i powiedział: - Jakby co mi się stało nie daj Bóg, to weźmiesz dzieciaki i pójdziesz do Stefana, zrozumiałaś? Pokiwała głową, że rozumie i tak zrobi jak jej każe. Na samą myśl o bracie Stefanie zrobiło mu się ciepło na duszy. Też chciał stąd odejść. Kolonia przecież opustoszała. Umarł stary Babok, wyprowadził się Kowaluk z rodziną, Fornale, za chlebem do Brazylii pojechały Kąkole i Bieniuki. Ziemię po nich poprzejmował pan Makowski. Zostali tylko oni i bezdzietne Gieńki, ale Gieńki nagle też na coś tajemnego pomarły, zaś tuż przed swoją śmiercią stary Gieniek prosił go strasznie na łożu boleści, zaraz po zejściu swej żony, żeby zaopiekował się jego gospodarką, że on napisał przez wikarego list do swego jedynego brata w Kalenicach aby objął po nim schedę, że tamten mu wynagrodzi wszelkie trudy.... Opiekowali się więc jak mogli obejściem Gieńków. Zwierzęta wzięli do swojej ciasnej zagrody, skosili sąsiedzkie żyto i łąkę. Potem wymłócili, a z końcem września wykopali Gieńkowe kartofle i zsypali je w kopce w nadziei na sowitą odpłatę, ale wieści od jedynego brata jak nie nadchodziły tak nie nadchodziły. W ten sposób nastał listopad oraz owa noc, kiedy to zbudzono go nagle wieścią, że w domu po sąsiadach pali się światło. Otulony kożuszkiem z dubasem w spracowanej, ciężkiej od roboty dłoni wyszedł na podwórze. Zamróz schowany po zakamarkach podwórka natychmiast uchwycił się ciepłych policzków. Zachrzęściło pod sabotami zmrożone błoto. Buchając parą podszedł do furtki i spojrzał w kierunku milczącego domu. Ten zaś czerniał w blasku księżyca jak milcząca, niezgrabna góra. Gdyby nie światło w jednej ze ścian zlałby się ową czernią z czernią sosnowego młodniaka rosnącego tuż na jego tyłach. Otworzył delikatnie bramkę i skrzypiąc sabotami po zmrożonej drodze dotarł to lichej Gieńkowej furteczki. Popchnął ją a ona niemiło zaskrzypiała. Obejrzał się jeszcze do tyłu, w kierunku swojego obejścia i zobaczył własną żonę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych