Dom po drugiej stronie księżyca
No i ostatnia część krótkiej serii... Cóż teraz czeka astronaute na księżycu...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Co robimy z tym fantem ? - Niewiem... naprawde niewiem. M-może dajmy mu sprawdzić co tam jest ? - Mhm - Nasze satelity tego nie wykryły, ciemna strona była całkiem pusta... co jest do cholery ? - Nie mam pojęcia... to wasz najlepszy człowiek, zostawimy go tam i niech działa. Dym z cygara uniósł się w górę wpadając w struge żółtego sztucznego światła.
Dom z widokiem na księżyc był teraz dla Darlinga jak więźienie. Nie czuł się tu za dobrze. Brakowału mu widoku zieleni, prawdziwych ludzi oraz prawdziwego ruchu ulicznego. Miał wszystko czego zapragnał, ale to się mu już znudziło. Jedynie tą rutyne przerywało co jakiś czas szukanie odpowiedz na pytanie: Dlaczego on się tu znalazł ? O co w tym wszystkich chodzi ? W ciągu ostatniego miesiąca odkrył rysunek na wieży przedstawiający ziemie z parasolem - był dobrze ukryty pod drugą warstwą farby. Zapisał go w głowie, bo wiedział, że to mu się kiedyś przyda. Cały czas myślał o domu po drugiej stronie. Było to kawałek drogi stąd. Kilka godzin, a może nawet dzień lotu plecakiem nadgrawitacyjnym. Gdy rano wstawał, zastanawiał się czy podróż tam ma sens. Nie wiedział co tam może znaleźć, ani kogo lub czego się spodziewać. A może dom stoi pusty ?
Kilka tygodni później...
"Nie wiem który dzisiaj jest, dawno temu już straciłem rachube czasu. Dolatuje na granice ciemnej strefy. Chęć zobaczenia tego domu powoduje to, że nie jem i nie śpie, gdyż to strata czasu... podróż jest ważniejsza."
Andy wkroczył na ciemną stronę godzine później. Wokół niego panowała całkowita ciemność. Włączył dwa mocne światała które ukazały Darlingowi teren o promieniu pięćdziesieciu metrów. Na początku strefy było tak samo jak po jasnej stronie, jednak z biegiem czasu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Po drodze minął kaktusa. Z wielkim zdziwieniem i przerażeniem leciał dalej. Następna dziwna rzecz to... drabina a obok szkielet z żarówką w ręku. Zanim dotarł do domu jego oczom ukazał się leżacy w księżycowym pyle obraz Leonarda Da Vinci "Mona Lisa". Sam dom wyglądał na spokojny i opuszczony. Przez jego głowe przeszła myśl aby tu zamieszkać, jednak w tej samej chwili z tego pomysłu zrezygnował. Budynek był zbudowany z desek, wyglądały staro i takie właśnie były - nadgryzione zębem czasu i ... kornikami. Na dachu brakowało dwóch dachówek. Okien chyba nikt tu nigdy nie mył. Drzwi wyglądały jak kawałek deski na dwoch starych zawiasach - pełno w nich dziur i obić, nie mówią już o tym, że nie były zrobione na wymiar. W pewnym momencie, kawałek deski przesunął się głośno obcierając o zakurzoną podłoge. W przejściu stał mężczyzna w okrągłych okularach, o śiwych włosach i pomarszczonej twarzy. Oprócz olkularów, głowe zdobiła mu czapka lotnicza, miał spodnie na szelki - takie jakie noszą mechanicy i koszule w kratke, cała w smarze i pyle. Człowiek zszedł na księżyc i nie zwracając uwagi na przybysza wsiadł na zardzewiały rower. - Kim jesteś ? - Zapytał głośno Andy. Tajemniczy męzczyzna jechał w jego strone. - Ha! Jestem Tobą w przyszłości !... Opowiedzieć Ci historie ? Może o człowieku który trzymał miasto, albo o żołnierzach broniących fabryki absurdu ? A może o... - Jak to jesteś mną z przyszłości ?! O co tu chodzi ? - Ha! Ciesze się, że przyleciałeś... i tak byś to zrobił! - powiedział wesoło mężczyzna, krążąc na swym rowerze wokół Darlinga. - Zaraz, a co jakbym nie przyjechał ? - Poprosiłbyś wieże, aby przeniosła Cie na chwile na ziemie w przeszłość... chciałeś zabić swojego ojca, aby się nie urodzić. - Że co ??!! - Wtedy byś się nie narodził i nie mógł zabić ojca, tak więc byś się urodził i zabił ojca... to się nazywa kompleksem dziadka, nie można zmienić przeszłości, bo wszechświat ulegnie destrukcji, albo w najlepszym wypadku Ty i ojciec będziecie uwięźieni w danej czasoprzestrzeni zabijając i rodząc się wkoło i nikt by wam nie mógł pomóc. W pewnym sensie jest to sposób osiągnięcia nieśmiertelności. - Hmmm czyli jesteś tu po to, aby mnie ostrzeć, żebym nie zabijał swojego ojca w przeszłości ? - Dokładnie... a teraz opowidzieć Ci historie ? Ha! Patrz na to ! - Męzczyzna pojechał na swoim rowerze w stronę niewielkiego krateru i skoczył na jego krawędzi w górę. Znikł z oczu Darlingowi. Ten nie zwlekając poleciał pod dom, tam zdjął plecak i wszedł do środka. Tu wewnatrz było inaczej. Dziwne żółte światło padało nie wiadomo z kąd. Czuł się jak w letni parny dzień pełen słońca. Do tego w domu w powietrzu unosił się kurz co powodowało w nim uczucie senności i błogości. W jedynym pomieszczeniu w środku panował straszny bałagan. Wyglądało to jak warsztat albo tartak tym bardziej, że pachniało tam świeżym drzewem. Po ziemi walało się dużo narzędzi, wszystkie zakurzone i czrne od brudu. W kącie naprzeciwko wyjścia stał inny mężczyzna. Ten ubrany był w strój błazna. Trzymał swoją ręke w imadle i szukał czegoś w skrzynce na narzędzia. Po chwili wyciągnął piłę i zaczął odcinać dłoń trzęsąc się przy tym. - Co robisz ? - krzyknął Darling - Przestrzeń. Ja jestem królem. Widzisz ten słoik ? To jesteś Ty tam w środku. Potrafie zmieniać rzeczywistość swoją chorobą umysłową. Odcinam dłoń, bo pozbywam się tego co mi się nie przyda przy manipulacji. Tylko umysł... mózg. Andy'ego przeszył dreszcz strachu. Poczuł chłód na swoich plecach. - Opowiedzieć Ci historie o człowieku który karmił muchy własną krwią ? Musisz jej wysłuchać inaczej nie zrozumiesz tego co mam do powiedzenia później. Zrozum to! Trafiłeś do domu który jest w centrum Twojej wyobraźni, patrz na ten parasol i ziemie i ... MYŚL ! Przybysz milczał. - W tym domu żył pisarz który nigdy nie wychodził z domu, ponieważ nie chciał widzieć innego światła niż żółte. Nie potrafił żyć bez kurzy unoszącego się w powietrzu i narzędzi walających się po podłodze. Do tego, codziennie rano z nosa sączyła się krew. Zbierał ją na pościel... było jej bardzo dużo. Później zeskrobywał to wszystko do słoika i tak przez większą część życia. Słoik trzymał w warsztacie do którego przechodził tamtymi drzwiami - wskazał na drzwi znajdujące się na przeciwko błazna ucinającego sobie ręke. - Taaak... później w słoiku z dnia na dzień pojawiły się muchy. Wiedział, że nie może już go nigdy otworzyć. Dalszą część znasz, jeśli nie to dopowiedz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil YodaM
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…