Wróć do katalogu

Dom śmierci

Ktoz z nas nie slyszal opowiesci o wampirach a co jak spotamy je naprade...

Krystian, opublikowano , 32 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

... i jest tam dom. Przybytek śmierci. Kolebka strachu i chaosu. Dom więzi swego pana tak, że ten staje się jego sługą....

(fragment zapisków dr F. H. Bielskiego pacjenta domu psychiatrycznego w Manicach)

***

- Wampiry? A to dobre. Ha, ha! - wysoki mężczyzna zaniósł się śmiechem. - I co jeszcze może wilkołaki i te małe... No... Krasnoludki. - Zabawne - młoda kobieta podniosła wzrok z nad kamiennych tablic. - Moja pierwsza reakcja wyglądała identycznie. - Nie wierze, pokaż - mężczyzna niemal odepchną współpracowniczkę. - Popatrz sam niedowiarku. - Kobieta zgrabnie usunęła się z drogi. - Tylko nie zapominaj, że to ja uczyłam cię czytać hieroglify. - To nie znaczy, że nie możesz sobie robić ze mnie jaj. - Wierz, że nie bawią mnie takie rzeczy. - kobieta skrzyżowała ręce na piersi. - I co panie archeologu? - Kurwa! Rzeczywiście. - Mężczyzna jeszcze dokładniej przyjrzał się mizernie wykutym, w kamiennej płycie, hieroglifom. - kto to znalazł? - Zgadnij. - na twarzy kobiety pojawił się przebiegły uśmieszek. - Pewnie jakiś profesorek. - głośno myślał mężczyzna - Tylko który? Katarski? Tak? Sto procent ten grubas. Tak? Zgadłem? - Niestety pudło proszę pana - kobieta uśmiechnęła się triumfalnie. - Dzieciaki. - Co? - Te tablice znalazło trzech bawiących się chłopców. - Poważnie? Gdzie? - oczy mężczyzny powiększyły się z ciekawości. - Słyszałeś o tym kościele na przedmieściach? - O tym co dwa... Nie, trzy dni temu zawalił się ze starości. Jak dobrze pamiętam zginął tam ksiądz. - Widzę, Tomaszu, że oglądasz wiadomości. - kobieta uśmiechnęła się ironicznie. - Dokładnie o ten kościółek chodzi. Podobno był bardzo stary. Tak stary, że nikt z okolicznych mieszkańców nie był mi w stanie powiedzieć kiedy go wybudowano. Osobiście oceniłabym go gdzieś na szesnasty, siedemnasty wiek. Ten ksiądz co się nim opiekował podobno był obłąkany. Watykan nałożył na niego ekskomunikę. Nikt nie chciał mi powiedzieć za co. Dowiedziałam się jedynie, że mieli ten kościół wyburzyć. A teraz kiedy zawalił się sam i do tego zginął ten ksiądz, może to być różnym ludziom na rękę. -Jak zwykle odrobiłaś „pracę domową” - Tomasz spojrzał na koleżankę - Jestem Kasiu pełen podziwu. - Znasz mnie przecież. Wiesz, że lubię wiedzieć z czym mam do czynienia. -„Głód ich jest niezmierzony ich jedyną żądzą jest poskromienie go...” - mężczyzna odczytał dwie wybrane linijki na powrót pochylając się nad starym pismem. - To mi rzeczywiście pasuje na bajki o wampirach. - Tylko co te bajki o wampirach robiły w tym starym kościele? - Mówiłaś, że ten ksiądz był obłąkany i w dodatku go ekskomunikowali. - Myślisz, że to jego dzieło? Raczej sam tego nie wyskrobał. No chyba, że miał z osiemset lat. A taką hipotezę proponuje od razu odrzucić. - A więc prawdopodobnie gdzieś je znalazł i przytargał do kościoła. - Albo nie musiał ich znikąd, jak to powiedziałeś „targać”, bo mógł je znaleźć po prostu gdzieś w kościele. - Jedno wiemy na pewno, ktoś je, kiedyś musiał przynieść do tego kościoła. - Skąd wiesz? - Katarzyna z zaciekawieniem spojrzała na Tomasza. - Jak to Pani archeolog? - Mężczyzna postarał się żeby wypowiedziany przez niego „archeolog” zabrzmiał niemal jak obelga. W ten sposób zawsze odwdzięczał się współpracowniczce za jej „archeologa”. - Przecież sama mówiłaś, Kasiu, że Kościół ma co najwyżej pięćset lat a napisy na tablicach osiemset. - Rzeczywiście. To oczywiste. - Wiesz co? - Mężczyzna odszedł od stołu. - Widzę, że przyda ci się chwila przerwy. - Chodź, pojedziemy do Mateusza o tej porze już chyba nie poddaje obiadów ale może dla przyjaciół zrobi wyjątek. - Wierz dobrze, że zrobi. Aha. Ty dzisiaj płacisz rachunek. Ja płaciłam wczoraj i przedwczoraj, dobrze pamiętam. Nie dam ci się więcej oszukiwać. - Wstrętna kobieta - Tomasz wyszeptał z uśmiechem. - Jak zjemy to wybierzemy się w pobliże tego zawalonego kościoła, może ja znajdę coś co pani raczyła przeoczyć. - Żałosne to twoje poczucie humoru. - kobieta zgasiła lampkę. - chodźmy na ten obiad ale potem ja wracam z powrotem zostały mi jeszcze trzy tablice do przetłumaczenia. Jak chcesz to sam jedź do tego kościoła. Pewnie i tak bym ci tylko przeszkadzała. Uśmiechnęli się do siebie, uwielbiali te drobne utarczki, na pierwszy rzut oka stanowiły one trzon ich znajomości. Lecz gdzieś w ich głębi czaiło się coś, czego sami jeszcze nie dostrzegali. Coś co pozostawało w ukryciu i atakowało w najmniej oczekiwanej chwili bezlitośnie oplatając swą ofiarę. Jednak póki co nie zdawali sobie sprawy z obecności tej odwiecznej mocy. Ubrali się i wyszli z laboratorium.

***

- Kurwa! - zaklął pod nosem, kiedy kolejne drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem. „Kasia miała racje - prawdziwa zmowa milczenia”- pomyślał. Rozglądną się dokoła. W zasięgu jego wzroku znajdowało się pięć gospodarstw. Cztery już odwiedził pozostało ostatnie. Chodź odległości między domami wynosiły zaledwie kilka metrów wolał je pokonywać samochodem tak, żeby cały czas mieć go nieopodal gdyby któryś z gospodarzy wpadł by na pomysł, na przykład, żeby poszczuć go psem. Wolał się zabezpieczyć będąc na obcym, nieznanym terenie. Wsiadł do wozu i podjechał do ostatniej chaty. Wysiadł z pojazdu. Przednim górowało zrujnowane domostwo. Okna były zabite deskami, połamane dachówki, leżały wszędzie wokół. „Czy ktoś tu w ogóle mieszka?” - pomyślał. Podszedł do drzwi. Nie zdążył zebrać odwagi, żeby zapukać, kiedy to drzwi z nieznośnym piskiem otworzyły się do środka. Ciarki przeszły mu po plecach. - Dzień dobry! Nazywam się Tomasz Banicki jestem naukowcem. Chciałem zadać kilka pytań. - wykrzyknął z progu. - Niech pan wejdzie! - z głębi pokoju doszedł do niego miły kobiecy głos. Zrobił pierwszy krok po nim postawił jeszcze kilka i tak znalazł się po środku wnętrza słabo oświetlonej chaty. Rozejrzał się w poszukiwaniu gospodarza. Przy jednej z czterech ścian dostrzegł masywny, drewniany stół. Stała na nim świeczka, jej płomień oświetlał twarz starej kobiety. - O co pan chce zapytać? - staruszka uśmiechnęła się, lecz uśmiech zaginął gdzieś w plątaninie zmarszczek ryjących jej twarz. - Pewnie interesuje pana ten kościół. Tak jak tą kobietę co się tu wczoraj kręciła. Tylko ona ominęła mój dom. No ale każdy go omija. Jednak mimo to ja mam swoje sposoby żeby się dowiedzieć w jakim celu, ktoś tu przybywa. - Ja, jak widać, nie ominąłem pani domu. - Rzeczywiście - kobieta przyjrzała się Tomaszowi. - To dobrze akurat o panu świadczy. Ludzie to mają teraz za dobrze. Żyją w tym całym swoim luksusie i w głowie im się nie mieści, że ktoś może mieszkać w takiej ruderze. No ale przecież nie po to tu przyszedłeś, żeby słuchać wywodów starej wariatki. - Tak jak pani zgadła chciałem wypytać panią o ten kościół - przyznał Tomasz. - Ale może na początek powie mi pani coś o sobie. Kim jest? - Tak jak powiedziałam jestem starą wariatką. Mężczyzna spojrzał na staruszkę. - Proszę tak o sobie nie mówić. - Kiedy to prawda - zachichotała kobieta. - No dobra pytaj o co chcesz, ale stawiam jeden warunek. Tomasz spojrzał zaskoczony na kobietę. - Nie bój się to żadna wygórowana prośba. Po prostu była bym szczęśliwa gdybyś, kiedy już skończymy cały ten wywiad, posiedział jeszcze i chwile porozmawiał ze mną. O niczym konkretnym, po prostu, żebyś poświecił starej wariatce kilka minut. - Oczywiście, że zostanę - obiecał. Wyjął z kieszeni notes.

***

- Ha! Znów cię wyrolował! - mężczyzna, z lekką nadwagą, podał Katarzynie rachunek. - Wiesz co Mateusz - kobieta zrobiła groźną minę. - on się kiedyś doigra. Po prostu go kiedyś zabije (wypowiadając te słowa nie miała pojęcia, że były one prorocze...). - Co tym razem wymyślił ten cwaniaczek? - Mateusz wziął od Katarzyny wyliczoną sumę pieniędzy za posiłek. - A gdzie napiwek? - Wiesz co robisz się wredny - kobieta udała oburzenie. - Ty wiesz ile teraz zarabia archeolog? - grosze, a po za tym już od trzech dni karmię tego darmozjada. Gdzie się podziali ci dżentelmeni. - Podobno usłyszeli o feministkach i uciekli gdzie pieprz rośnie. - szydził dalej Mateusz. - Ty wredna kreaturo - kobieta, z uśmiechem, pogroziła właścicielowi restauracji pięścią. - Ty też byś była wredna jakbyś nosiła taki kretyński kubraczek. - mężczyzna wskazał swój roboczy strój. - Ale zaraz, przecież ty jesteś wredna. - Rzeczywiście głupio wyglądasz w tym odblaskowym kubraku. No ale przecież nikt nie każe ci w nim chodzić. To ty tu jesteś szefem i tu rządzisz. - No ale wiesz jak on przyciąga klientów. - Dziwisz się? Ludzie lubią chodzić do cyrku. - Teraz to poczułem się naprawdę dotknięty, ty wiedźmo! - tym razem mężczyzna udał obrazę. - Dobra miło się z tobą gawędzi ale muszę spadać - Katarzyna podniosła się z krzesła. - A właśnie! - Mateusz zrobił ostatnią próbę zatrzymania znajomej - Co żeście tam ostatnio wygrzebali z ziemi? Jakiegoś mamuta. Nic się nigdy nie chwalicie. Co wy pracujecie nad jakimiś tajnymi projektami dla rządu. - Nic ciekawego. Jakieś bajki o wampirach. - A może wilkołakach? - Już gdzieś to słyszałam - kobieta wybuchła śmiechem. - Uwierz nie wyprzesz się znajomości z Tomaszem. No dobra muszę już spadać do roboty. - A więc do widzenia. - Do zobaczenia. Ubrała płaszcz i wyszła z restauracji.

***

- Co? - Tomasz zerwał się z małej ławy na której siedział. - On był twoim... to znaczy pani bratem. - Wiedziałam, że to cię zaskoczy - uśmiechnęła się starsza kobieta. - Tak. Ksiądz Karol był moim bratem. Wczoraj był jego pogrzeb. - Przykro mi - mężczyzna z powrotem usiadł. - Mi też - kobieta spuściła wzrok i zamyśliła się na chwilę poczym dodała. - Karol był nieszczęśliwym człowiekiem. - Opowiesz mi o nim dokładnie? - ostrożnie zapytał Tomasz. - Znaleźliśmy w kościele jakieś dziwne stare tablice z legendami. - Legendy... - staruszka znów się zamyśliła - Karol znał dużo legend. Często je opowiadał, ale już tak dawno go tutaj nie było. Stał się jakiś nerwowy. Ostatni raz był u mnie z rok temu był wyjątkowo niespokojny. To nie był ten sam człowiek. Pamiętam jak jako dziecko skakał po drzewach. Był w ten czas taki szczęśliwy i beztroski. Coś go zmieniło, przeraziło do tego stopnia, że zachwiało jego psychiką. Widziałam strach w jego oczach. To nie był Karol. - Co mogło go spotkać? - Tomasz spoglądał z zaciekawieniem na kobietę. Coś mu mówiło, że ta kobieta posiada informacje które on w tej chwili zaczął pożądać. Nie wiedział skąd wzięło się to uczucie ale było niewiarygodnie silne. Pałało jakąś pierwotną rządzą. Musiał mieć te informacje, był gotów rozłupać kobiecie czaszkę gdyby to tylko pomogło wydobyć je z jej umysłu. Wystraszył się tych myśli. Ciarki przeszły mu po plecach. Zawirowało mu w głowię. Wzdrygnął się. - Coś się panu stało? - kobieta wyczuła, że coś się z nim dzieje. - Wszystko w porządku - wstał opierając się dłonią o spróchniały stół. - Wyjdę na zewnątrz zapalić. Kobieta odprowadziła Tomasza wzrokiem. Wyszedł na werandę i oparł się o belkę, podtrzymującą dach werandy. Ciężko oddychał. To co przeżył przed kilkoma sekundami było przerażające. Czuł czyjąś ingerencje w umyśle. Ten ktoś kim stał się przez ułamek sekundy był w stanie zabijać. Śmierć była całą jego istotą. Znów się wzdrygnął na wspomnienie tego strasznego uczucia. Sięgnął po paczkę papierosów i odpalił jednego. Zaciągną się oparłszy się o ścianę domu. Trzęsły mu się ręce.

***

- No ale co ci dokładnie jest? - dopytywała się Katarzyna. - Sam nie wiem - dobiegło z słuchawki. - Pierwszy raz coś takiego miałem. Mówię ci normalnie jakby coś mi w głowię siedziało. Przerażające uczucie. - Widzę, że nadmiar pracy ci nie służy - kobieta zaśmiała się. - Zarwałeś kilka nocy i już twoja łepetyna odbiera satelitę. - Bardzo śmieszne - mężczyźnie wcale nie było do śmiechu. - Mam nadzieje, że masz rację i to tylko zmęczenie. - A ty co żeś myślał? Za satelitę trzeba płacić, wystarczy, że już jesz za frajer. - Wolał bym przez rok płacić za nas rachunki i to w najdroższej restauracji w mieście niż jeszcze raz przeżyć to samo. - O kurczę! To naprawdę brzmi poważnie - zaśmiała się do słuchawki Katarzyna. - Musisz się porządnie wyspać. - A jak tam idzie tłumaczenie? - Tomasz zmienił temat. - Dajesz sobie beze mnie radę? - Widzę, że ci humor wraca - ucieszyła się Katarzyna. - Udało mi się przetłumaczyć niecałe trzy, pierwsze linijki kolejnej tablicy. Mówią coś o jakiś rytuałach. O ofiarach z ludzi. Daj mi jeszcze kilka godzin. Oddzwonię do ciebie jak się w tym wszystkim połapię. - Okej! - dobiegł głos z słuchawki. - Możesz dokładnie, jeszcze raz, powiedzieć gdzie teraz jesteś? - Poprosiła Katarzyna. - W tej starej chacie, którą ty ominęłaś - wyjaśnił Tomasz. - U siostry tego księdza co z giną pod gruzami. - W starej chacie... - kobieta zamyśliła się przez chwilę. - ...przecież tam nie było żadnej chaty. - Proszę cię, nie żartuj sobie! - głos w słuchawce spoważniał. - Chcesz mnie nastraszyć? To ci się nie uda jestem odporny na twoje żarty. - To jeszcze nic - Katarzyna była śmiertelnie poważna. - Siostra księdza Karola nie żyję już od piętnastu lat. Tak mówili mieszkańcy. - Przestań. - Wiele bym teraz dała żeby zobaczyć twoją minę. Pewnie trzęsiesz się jak galareta. - Katarzyna wybuchła śmiechem. - Dałeś się nabrać jak dziecko. - Wiesz co? Jesteś okrutna. - Tomasz wypuścił z płuc powietrze. - A ni przez chwilę nie uwierzyłem w tą twoją bajeczkę. - Tak, tak... ty tchórzu - kobieta nadal dobrze się bawiła. - Dobra kończę - poinformował mężczyzna. - Wchodzę z powrotem do domu widmo. - wysilił się na żart. - Rzeczywiście gospodyni może poczuć się urażona brakiem zainteresowania. - To zadzwoń jak się czegoś dowiesz. W słuchawce usłyszała sygnał. Tomasz rozłączył się

*** - O wampirach? - starsza kobieta była zaskoczona. - Nie. Nigdy nic o nich nie wspominał. Chociaż... Opowiadał różne legendy. Ale czy o wampirach? Sama nie wiem. - Pytam bo kamienne tablice znalezione w ruinach kościoła, mówią właśnie o tych straszliwych stworach, wyjętych wprost z horrorów. - No tak! - starsza kobieta uderzyła otwartą dłonią w stół. - Przypomniałam sobie. Kiedyś jak byliśmy jeszcze dziećmi straszył mnie taką historyjką. Nie... To było chyba o wilkołakach. Chyba jednak ci nie pomogę. - No cóż. Mimo tego dziękuję. - Tomasz uśmiechną się serdecznie. - Przepraszam, że zawracam pani głowę i karze opowiadać o bracie, który zginął zaledwie kilka dni temu w tak tragicznych okolicznościach. - Dla mnie brat umarł już rok temu. - zasmuciła się staruszka. - Ten ktoś kto odwiedził mnie przez ostatni rok to nie był już mój brat. Wyglądał jak Karol, ale tak jak mówiłam, był odmieniony. - Nie rozumiem. - Ja też nie. - kobieta wytarła dłonią łzy napływające do jej oczu. - Jest jednak ktoś kto powinien ci pomóc. Tomasz spojrzał z zaciekawieniem na swoją rozmówczynie. - Karol wspominał coś o jakieś pobliskiej posiadłości. Mieszka tam podobno jakiś bogacz. Karol kiedyś o nim wspominał, że to jakiś ekscentryczny naukowiec. Nie wiem gdzie dokładnie znajduję się ten dom ale nie może być daleko. - Dziękuje za informację - Tomasz wstał z miejsca. - Pójdę już. - Obiecałeś przecież, że ze mną porozmawiasz. - Rzeczywiście, przepraszam - mężczyzna z powrotem usiadł. Słońce powoli chowało się za horyzont.

***

- Jest tu coś na mapie - Katarzyna mówiła do słuchawki. - To chyba o ten dom chodzi. Widać koleś nie lubi odwiedzin. Postawił dom dokładnie na polanie w środku lasu. Nie dojedziesz tam samochodem. Na mapie nie ma żadnej drogi. Będziesz musiał chyba przedzierać się przez las. Wątpię, żeby udało ci się trafić - szybciej zabłądzisz. - Zaufaj mojemu instynktowi - usłyszała odpowiedź w słuchawce. - Poczekaj na mnie - Katarzyna powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Wsiadam w samochód i za godzinę jestem u ciebie. - Daj spokój. Dam sobie radę. Kiedyś byłem harcerzem - pochwalił się Tomasz. - Masz tam na mnie czekać. Tomasz rozłączył się. - Palant - Katarzyna wymruczała pod nosem. Ubrała płaszcz i zbiegła po schodach. Wsiadła do samochodu Ruszyła z piskiem opon.

***

- Gdzie to jest? - wyszeptał pytanie mimo tego, że w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mu odpowiedzieć. Rozglądnął się dookoła. Otaczały go drzewa i inne niższe rośliny. Z pod…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych