Wróć do katalogu

Drewniane mosty

Nie z każdego snu można się obudzić...

Aga_darksideopublikowano 15 września 200517 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DREWNIANE MOSTY

W mieście wybuchł pożar. Wąskie uliczki opanował przerażony tłum próbujący za wszelką cenę uciec przed szybko rozprzestrzeniającym się ogniem.

Płomienie. Krzyki. Płacz.

„To przedsionek piekła.” pomyślała Marta, z trudem przeciskając się pomiędzy ludźmi. Próbowała przedostać się w górę ulicy. Nie wiedziała, czemu podąża ku żywiołowi, przecież powinna uciekać razem z innymi. Nie wiedziała dlaczego, ale kierowała nią jakaś niewidzialna siła. Skręciła w bok, tu płomienie jeszcze nie dotarły. Przez dłuższy czas kluczyła krętymi, wąskimi uliczkami, raz po raz gubiąc drogę i potykając się na kocich łbach. W końcu znalazłszy się nad brzegiem rzeki, spojrzała na drugą stronę na wysokie, kunsztownie zaprojektowane i tak samo wykonane budynki. Bez trudu odgadła, że to bogatsza część miasta. Tam też panował chaos. Mieszkańcy ratowali się przed śmiercionośnymi płomieniami w pośpiechu niszcząc drewniane mosty…

- Wiedziałem, że w końcu do tego dojdzie.

Marta usłyszała głos i z ciemności wyłonił się czarnowłosy mężczyzna. Nie widziała dokładnie jego twarzy spowitej w ciemność. Kolejną przeszkodą był gryzący w oczy dym, który gęstniał z każdą minutą, ograniczając nie tylko widoczność, ale i swobodne oddychanie.

- Wiele lat temu, gdy ustalono podział na dwie części miasta Lamneth, wydawało się, że to idealny układ. Bogaci mieli wspierać rozwój biedniejszej części miasta. Z początku wszyscy na to przystali, ba, nawet próbowali wywiązywać się z powierzonych im zadań. Tylko przez krótki czas, potem większość możnych doszła do bardzo dla siebie wygodnego wniosku, że istnienie podwójnego miasta nie jest im do niczego potrzebne. Właściwie… Właściwie mogę się z nimi zgodzić, jeśli przyjmę ich punkt widzenia. Po co mają zawracać sobie głowę ludźmi, którzy nijak nie wpłyną na ich życie, a mogą jedynie pogorszyć nastrój? Rankiem, wychodząc na tarasy swoich ogromnych, przepełnionych nikomu tak naprawdę niepotrzebnym luksusem, bogacze spoglądają na drugą stronę rzeki, na głód, nędzę i brud, gdzie każdy szuka sposobu jak przeżyć kolejny dzień. Po co przypominać sobie, że nie wszyscy żyją bez lęku o przyszłość? Pytam, po co? Elita z Lamneth nie lubi takich tematów. I żeby rozwiązać go raz na zawsze, postanowiono złamać raz dane obietnice. Ten pożar jest tym, na co wszyscy czekali. Koniec. Upragniony spokój ducha. I gdy zgliszcza dogasną, nikt, kto spojrzy na drugi brzeg rzeki, nawet przez chwilę nie pomyśli, do czego się przyczynił.

Zaśmiał się gorzko.

- Tak… Być może niektórzy wierzyli, że jeszcze nie wszystko stracone…ale chyba dzisiaj pozbyli się wszelkich złudzeń. - Kim jesteś? – przerwała mu. - Jestem obywatelem tamtego brzegu rzeki. I pewnie myślisz, że powinienem teraz burzyć mosty razem z innymi, prawda? - Ale tego nie robisz. Dlaczego? Tu czeka cię śmierć.

Wydawało się jej, że pokręcił głową. Nie mogła być tego pewna. Nagle gwałtownie zakręciło się jej w głowie, a świat wokół niej stracił kontury. Potem ogarnęła ją głęboka ciemność.

***

Obudziła się we własnym łóżku i gdy już doszła do siebie, zasmuciła się, że to był tylko sen. Dziwne. Przecież czuła się tak, jakby naprawdę znalazła się w tym dziwnym podwójnym mieście, które tylko na pierwszy rzut oka wydawało się być inne niż jej świat. Tak… tylko na pierwszy rzut oka, bo przecież zachowania, o których opowiedział jej ten mężczyzna, były całkiem znajome. Z niechęcią wstała, czekał ją przecież kolejny dzień, tak samo szary jak wszystkie poprzednie. Bardzo chciała, żeby w jej życiu coś się zmieniło, ale los nie był dla niej łaskawy. Przez krótką chwilę poczuła nawet jakiś rodzaj solidarności z mieszkańcami płonącego miasta – z ludźmi bez żadnych perspektyw. Marta pracowała w redakcji miejscowej gazety, utrzymując się z prowadzenia czegoś w rodzaju „Kącika Porad”, codziennie odpisując na dziesiątki trzymających ten sam stały, niesamowicie nudny poziom listów od zestresowanych kur domowych. Niestety, nie mogła sobie pozwolić na rzucenie tej posady, choć miała jej serdecznie dość i nie sądziła raczej, żeby coś mogło się zmienić. Tak naprawdę od zawsze marzyła o zostaniu pisarką i jak dotąd czuła, że nigdy nie zrealizuje swoich marzeń.

Po wyjściu z pracy znalazła się na ulicy, przemierzając tę samą, znaną już niemal na pamięć drogę. Z ciekawością przyglądała się mijającym ją przechodniom, zastanawiając się, jak każdy z nich zachowałby się w sytuacji takiej, jak z jej snu. Po namyśle doszła do niewesołych wniosków.

Ale gdy wieczorem usiadła przy biurku, jak zwykle próbując przelać cokolwiek na papier, przypomniała sobie swój ostatni sen. Ogień i drewniane mosty. Zaczęła pisać…

{b}„W mieście wybuchł pożar. Wąskie uliczki opanował przerażony tłum próbujący za wszelką cenę uciec przed szybko rozprzestrzeniającym się ogniem.

Płomienie. Krzyki. Płacz…”{/b}

{i}Chciałabym znów znaleźć się tam we śnie i poznać dalsze losy tej dziwnej krainy, która wydaje się być, mimo wszystko, realna. Tak jakbym trafiła do miejsca, które nie jest tylko wytworem mojej wyobraźni.{/i}

Z taką myślą zasnęła.

***

Nie znalazła się w Lemneth. Szła teraz rozległą łąką, na której gdzieniegdzie rosły wysokie, samotne drzewa. Słońce właśnie zachodziło i wiał chłodny, przyjemnie orzeźwiający wiatr. To miejsce miało bajkową, niesamowitą atmosferę. Wędrowała dalej i dalej, po drodze spotykając ludzi ciągnących za sobą ogromne flagi majestatycznie łopoczące na wietrze.

- Znów się spotykamy – usłyszała za sobą znajomy głos. - To ty??? – nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Nie wiedziała, jak tak naprawdę wygląda ten tajemniczy mężczyzna. W ciemnościach nocy w Lemneth trudno było cokolwiek zobaczyć, ale mimo wszystko go rozpoznała.

- Powiedz, kim ty jesteś?? Dlaczego sterujesz moimi snami? Nie chciałam tu trafić! - Niczym nie steruję. – wyjaśnił z pozornym spokojem. Ale za to ty możesz kierować własnymi wędrówkami we śnie. Myślałem, że wiesz…

Widząc jej zdziwienie zrozumiał, że się pomylił.

- W snach możesz przenosić się dokądkolwiek zechcesz. - Dlaczego trafiłam tutaj, a nie do płonącego miasta? - Powiedz mi, dlaczego tak bardzo chcesz tam wrócić? Nie pomożesz tym ludziom, to nie jest twój świat. Niczego nie możesz zrobić i dobrze o tym wiesz. - Muszę tam wrócić. – odparła z uporem.

Tajemniczy nieznajomy z niedowierzaniem pokręcił głową…

***

Znów się obudziła. Do pokoju wpadały pierwsze promienie wschodzącego słońca. Marta ze złością myślała o nadchodzącym dniu - wyprawa w świat snów musiała poczekać. {i}Dlaczego nic nie może ułożyć się po mojej myśli? Kolejny nudny dzień, taki jak każdy poprzedni.{/i} Wieczorem, gdy zmęczona dniem pracy przyłożyła głowę o poduszki, zaprzątało ją tylko jedno – chciała jak najszybciej znaleźć się w Lemneth.

***

Stała nad brzegiem znajomej rzeki, a płomienie trawiące budynki nie przesunęły się w głąb miasta. Wszystko trwało w tym samym miejscu od chwili, gdy pierwszy raz opuściła tę krainę. - Wróciłaś – znów znalazł się obok niej. - Nie rzucam słów na wiatr – mruknęła – Opowiedz mi coś więcej o tym miejscu. - Cóż, jak wiesz, nie wierzyłem w ustalenia władz. Miałem pewność, że to tylko złudne nadzieje. Dlaczego? Nigdy nie ufałem tym ludziom. Niektórzy łudzili się, że jednak coś się zmieni. Aż do dzisiaj. Mostów na tej rzece jest wiele, ale wszystkie zostaną spalone. Nie tylko przez żywioł. Z premedytacją.. Zostanie tylko tamta część miasta – wskazał ręką drugi brzeg. Nie będą już potrzebne żadne mosty.

- Nie można było temu zapobiec? – Marta dała upust swojej ciekawości. - Już dawno zrezygnowałem z walki z wiatrakami. To nie ma sensu. - Przynajmniej nie masz złudzeń – próbowała się uśmiechnąć – a ja nawet nie wiem, jak masz na imię…

Chciał odpowiedzieć, ale jego słowa zagłuszył huk walących się budynków. Ogień powoli ogarniał całe miasto, krzyki wzmagały się. Nie było już ratunku dla miasta po lewej stronie rzeki.

- Dowiesz się tylko tyle, ile sam ci powiem. Pochodzę z rodu Strażników Snu. Moim zadaniem jest pomoc zabłąkanym wędrowcom, którzy trafią tu we śnie. Dlatego pojawiłem się zaraz, gdy tu przybyłaś.

- Ale… - Marta nie mogła…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych