Droga do nieba
Histopria pewnej dziewczyny imieniem Laura.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
No! I już mamy 1. rozdział:]Mam nadzieję ,że wam się spodoba:]
Rozdział 1.
-Mamo,ale czy my musimy tam jechać?- tak to ja. Mam na imię Lena i mam 14 lat. Co roku rodzice wyciągają mnie na jakieś pikniki. Ten miał być międzynarodowy. Wiecie: zjeżdżają się Anglicy, Niemcy i tt. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie to nudne. Wszędzie biegają jakieś małe stworzonka (czyt. dzieci) , zero ludzi w moim wieku. No może kilku jest, ale nie za dużo.
-Taaak! Musimy i ty jako nasze dziecko też pojedziesz! Z kim masz tu zamiar zostać?- zapytała lekko podenerwowana. Wierciłam jej dziurę w brzuchu już ponad godzinę:]
-Sama? –wyszczerzyłam się do niej. Ta tylko westchnęła i wyszła z kuchni. Już myślałam,że mi się udało ,jednak za chwilę usłyszałam głos taty ,że mam się zbierać. Poczłapałam leniwie w stronę samochodu. Już wiedziałam ,że nie ma odwrotu.... .
-Dojechaliśmy już! Wstawaj!- mama zaczęła krzyczeć mi do ucha. Nie wiem ,czy ona wie ,ale ja jestem zdrowa. Naprawdę. Ze słuchem mam wszystko w porządku. Niby moja rodzicielka ,a nie wie co się dzieje z jej córką...Ech...
-Tak wiem- odpowiedziałam jej udając zaspaną. Przez całą drogę ,,spałam”. A może jednak próbowałam zasnąć. Ale nie! Oni chcieli się bawić ,,To jest na literę...” normalnie jak dzieci!
I kto tu ma 14lat?
-Komu w drogę temu trampki na nogę ,więc lepiej je załóż. Te twoje sandałki wszystkich wystraszą! Jesteśmy w lesie ,a nie na plaży- oczywiście tata. Z zamiłowania ekolog ,a z zawodu weterynarz. To dzięki nie mu tutaj wylądowałam.
Wyszłam z samochodu ,o mało się nie przewróciłam,ponieważ nawet nie zdążyłam zawiązać sznurówek w trampkach.... .
Ku mojemu zdziwieniu nie byłam jedyną osobą ,której się tutaj nie podobało. Po mojej lewej stało dwóch chłopaków z podobnymi minami do mojej. Po rejestracji na samochodzie wywnioskowałam ,że są z Niemiec. Nie ma więc szans na bliższe poznanie. Nie mam jeszcze niemca w małym palcu. Cóż nawet w dużym.... .
-Który to nasz namiot? –zapytałam.
Mama dziwnie się na mnie spojrzała i odpowiedziała:
-Kochanie śpimy oddzielnie...Dzieci na lewo, dorośli na prawo- co?Miałam spać z dala od rodziców? No cóż zdarza się... .Nie spodobała mi się lewa strona. Nie lubię jej. Kojarzy mi się z czymś ponurym.
-Tak? –zapytałam -Oczywiście. Nie będziesz chyba za mną płakała. Chciałaś ,przecież zostać sama w domu- powiedziała mama i uśmiechnęła się zwycięsko.
Nie chciałam dać jej tej satysfakcji ,więc odpowiedziałam krótko:
-Nie ma sprawy- i wzięłam swój bagaż i skierowałam się do namiotu z napisem ,,Dziewczynki”, kilka metrów dalej stał namiot z napisem ,,Chłopcy” .
Chłopacy ,których widziałam po przyjeździe ,szli ku nie mu ,rozmawiając o czymś. Byli tak zajęci rozmową ,ze nawet jeden z nich nie zauważył ,że jakiś zeszyt wypadł mu z plecaka ,który spoczywał akurat w wiadomym miejscu. Oglądnęłam się dookoła. Nikt inny ,chyba ,tego nie zauważył ,więc podbiegłam i wzięłam owy zeszyt do ręki. Już otwierałam buzię ,aby krzyknąć za wyższym z ,prawdopodobnie, braci kiedy ci znikli w namiocie. Nie chciałam tam wchodzić ,więc postanowiłam, że oddam mu zeszyt przy najbliższym spotkaniu.
-Cześć –powiedziałam do mojej sąsiadki ,która miała łóżko obok mojego. Ta spojrzała tylko na mnie jak na wariatkę i zaczęłam dalej układać jakieś Aniołki na szafce nocnej.
,,Na pewno nie jest z Polski”pomyślałam i zaczęłam się wypakowywać.
Po półgodzinnej ,,zabawie” ,która polegała na robieniu miejsca na nowe ciuchy....
-Idę na kolację ty?- zapytałam tą samą dziewczynę,która mnie wcześniej zignorowała ,z nadzieją ,że to jest jednak Polka.
-Ja też- odpowiedziała mi. No tak. Przedtem to jej się nie chciało odezwać. Phi...
-Tak. To fajnie. Idziesz ze mną? –zapytałam. No tak. Cała ja. Myślę, co innego i mówię co innego.
-Czemu się przedtem nie odezwałaś?- zapytałam w drodze na stołówkę Baśki- bo tak właśnie miała na imię małomówna dziewczyna. I wierzcie mi .Wiem, co mówię. Przez całą drogę nie odezwała się ani słowem. Cały czas ja nadawałam jak na jęta ,a ona tylko słuchała i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ciastkowa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…