Wróć do katalogu

Droga ku wolności

Dwójka nastolatków ląduje ( w jaki sposób innym razem opowiem) w przeszłości tuż przed rozpoczeciem 2 wojny światowej. Zostają ulokowani w bezpiecznym miejscu, aby przeczekać najgorszy okres, lecz sami pchaja się do kłopotów, które ściąga na nich pe

Ignis, opublikowano , 19 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

****

- Ale rozdałeś. - rzekł Paweł lekko rozgoryczony patrząc na swoje karty, w których znalazły się trzy dziewiątki. - Następnym razem ja rozdaję. - Nie gadaj tylko wyjeżdżaj! - No to daj tu coś. - na stół poleciała karta z liczbą dziesięć. - Błąd! - Damian niemalże wrzasnął - Zabieram to. Co jest? Zostaw te karty, zbiłem ci asem. - Gdybyś rozdał uczciwie to gra wyglądałaby inaczej! - kłócił się Paweł - Ciągnij kartę. - przypomniał Damian po raz wtóry. - Aaaaa dostałem czwartą dziewiątkę. Do dupy z taką grą. - rzekł Paweł rzucając karty na stół. Rozsiadł się na dość wygodnym, jak na te czasy, krześle. - Gra w tysiąca mi nie leży. - Miałeś pecha i tyle. - Kto ma szczęście w kartach ten ma pecha w miłości. - oboje spojrzeli po sobie. Nie było w tym spojrzeniu wrogości, jedynie lekka pogarda do aluzji, która została podana. Damiana irytowało zachowanie niektórych ludzi, którzy uważając się za niepohamowane wzory pokazywali całym swoim jestestwem, że nie interesuje ich niż poza ich własnymi problemami i zmartwieniami. - Być może - powiedział Damian zimno i odwrócił wzrok wypatrując czegoś za oknem. Oparcia krzeseł skrzypiały, gdy napierało się na nie choćby najmniejszą siłą. Po chwili milczenia Paweł wstał i oznajmił lakonicznie, że idzie coś przegryźć do spiżarni. Damian również wstał, podszedł do okna. Obserwował przez pewien czas najbliższą okolicę, w której dominującym elementem były jak dotychczas pogorzeliska i rozwalone ściany budynków, z których gruz walał się po całym terenie. Dom znajdujący się po drugiej stronie ulicy, jeszcze kilka tygodni temu był zamieszkały. Nasilone bombardowania niemieckie w pierwszych dniach wojny nie upiększyły dostatecznie dobrze tego miejsca, aby można było mówić o pacyfikacji całej wsi. Jednak rany zadane temu miejscu jeszcze długo się nie zagoją. Przynajmniej nie do końca wojny. Cichy, metaliczny dźwięk doszedł do jego uszu. Do głowy przyszło mu tysiąc myśli. W ostatnim czasie jego zmysły zostały wyczulone na każdy podejrzany odgłos, na każdą dziwną sytuację. Rozglądnął się po okolicy na ile pozwalała mu wąska futryna. Nie zobaczył jednak nic co by mogło wydawać ten niejednoznaczny dźwięk. Wzdrygnął się na samą myśl co to mogło być. Odruchowo sięgnął po wsadzony za spodnie Desert Eagle. Uważał, że to co robi jest głupie i przypuszczał, że nie będzie musiał go używać, ale wolał być przygotowany jeśli okaże się, że będzie musiał walczyć. Kilkanaście dni temu obserwowali z ukrycia przemarsz wojsk polskich główną drogą. Przejechało paręnaście czołgów i chyba trzy działa artyleryjskie ciągnięte przez sporej wielkości ciężarówki. Za ciężkim sprzętem maszerowało kilka pułków piechoty. Być może oddziały wycofywały się na wschód, gdzie jeszcze mogli dołączyć do głównej armii i walczyć o wolność, która już została zatracona. Nawet wtedy nie byli bezpieczni. Z ukrycia obserwowali ten wymarsz obawiając się, że mogliby zostać schwytani nawet przez własne wojska i uznani za szpiegów tak jak na początku ich przygody. W oddali, na drodze, która przechodziła obok ich domu zauważył czarny, migotliwy kształt. Prawdopodobnie z tamtej strony dobiegał ów dziwny odgłos. Wraz z upływem czasu, migocząca czarna masa stawała się coraz większa, a odgłosy były coraz silniejsze. Zza kilku wysokich drzew rosnących kilkadziesiąt metrów od nich wyleciały dwa ogromne obiekty przypominające swoim kształtem ptaki w fazie szybowania. Zanurkowały, a następnie przeleciały nad dachami okolicznych domów wydając przy tym ostre dźwięki, które sprawiały, że ciarki przeszły Damianowi po całym ciele. Ze spiżarni przybiegł Paweł trzymając jabłko w jednej ręce, a Deserta w drugiej. Popatrzył dziwnie na Damiana, który przywarł do ściany i wpatrywał się w jakieś miejsce za oknem. - Co jest? Słyszałem samolot. - rzekł Paweł podenerwowany. - Nie wiem, podaj mi lornetkę. Leży na tamtej półce. - powiedział Damian - Co tam widzisz? - zapytał podając koledze to co chciał. - Cholera! Mamy przesrane. Słyszysz te dziwne dźwięki? - Damian ze strachu nie mógł powstrzymać lekkich drgawek, które go nawiedziły. Paweł przytaknął. - Jakieś dwieście metrów od nas jedzie kolumna czołgów niemieckich. Ten jeden którego tam widzę to pewnie jakiś oddział rozpoznawczy. - Kur... - Paweł powstrzymał się od komentarza na temat ich sytuacji. - Jesteś pewien, że to Niemcy? - Jeszcze umiem odróżnić godło polskie od swastyki. Psiakrew co teraz? Chyba będziemy musieli zejść do tej śmierdzącej piwnicy. Paweł milczał. Nie patrzył w kierunku wskazywanym przez kolegę, lecz wpatrywał się w bliżej nieznane miejsce za oknem. Sprawiał wrażenie jakby nie rozumiał tego co widzi. - Co z tobą? Wiem, że znowu musimy się ukrywać, ale... - Chyba mnie oczy mylą. - przerwał mu Paweł wciąż mając wlepiony wzrok w drogę. - Co ona tu robi? - Co... Skąd ona się tu wzięła? - Damian również niedowierzał temu co widzi. Kilka metrów od ich domu, pośrodku drogi stała młoda dziewczyna. Miała na oko tyle samo lat co oni. Długie, brązowozłote, falowane włosy sięgały jej do ramion, a blask słońca odbity od ich koloru utożsamiał ją z niebiańskimi istotami. Smukła sylwetka dodawała jej wdzięku pomimo ubrania jakie miała na sobie. Stąpała ostrożnie, jakby obawiając się nadepnięcia na minę pozostawioną tu przez polskich żołnierzy. Jej ruchy były nerwowe, zachowywała się jakby zaraz miała pobiec przed siebie, nie patrząc gdzie, wrzeszcząc ile sił w płucach. Damian oddał lornetkę koledze, a po chwili położył swoją broń na stole. - Damian, nie wiem jak ty to liczyłeś, ale... - urwał przełykając ślinę demonstracyjnie - to nie jest dwieście metrów! Góra sto! Co ja mówię. Jak będzie sześćdziesiąt to... - rozglądnął się po pokoju. Damiana nigdzie nie było. - Ej! Gdzie jesteś? Danuś kurwa! To co zobaczył na zewnątrz wyprowadziło go całkowicie z równowagi. Do stojącej pośrodku drogi dziewczyny podbiegła jakaś postać. Szybkim ruchem przełożyła rękę pod jej kolanami i podniosła do góry, o drugą oparła jej głowę. Dziewczyna wrzasnęła piskliwie próbując wydostać się z uścisku. Nadaremnie. Paweł jeszcze długo po tym nie mógł uwierzyć w to co robił jego kolega. Damian uniósł dziewczynę, mobilizując do tego niemało siły. Po pierwszym szoku dziewczyna przestała piszczeć. Skuliła się na ile mogła w uścisku jakim została obdarzona zasłaniając twarz rękoma. Damian zrobił kilka kroków w stronę na wpół rozwalonego domu po czym zamarł. Kilkadziesiąt metrów od wsi maszerowali w ich kierunku żołnierze niemieccy, na czele których jechał opancerzony wóz. Jedyną jego nadzieją było to, że go jeszcze nie zauważyli. Ku jego wielkiemu zdziwieniu dziewczyna objęła go rękami za szyję i przytuliła na ile mogła wciąż nie pokazując swojej twarzy. Tak szybko jak tylko mógł, chwiejnymi krokami dotarł budynku. Naparł całym ciałem na rozwalone drzwi, które z wydały z siebie nieprzyjemny trzask, po czym rozleciały się na małe kawałki. Oboje wpadli do środka. Poleciały na nich kawałki drzewa, lecz nie wyrządziło im to żadnej szkody. Dziewczyna krzyknęła. Po krótkiej chwili Damian zdołał pozbierać myśli jak również skarcić się za to, jaki był bezmyślny. Postąpił niewiarygodnie głupio. Zaraz tu przyjdą. To będzie koniec wycieczki do przeszłości. Musiał szybko znaleźć jakieś wyjście. Teraz musi działać, lub stać i czekać na śmierć. Wybrał to pierwsze. Uspokoił się na tyle na ile potrafił. Wstał. Odgłos jadącego czołgu nasilał się. Miał mało czasu. Chwycił dziewczynę pod ramionami, uniósł ją i omijając drzwi znajdujące się naprzeciw wejścia poszedł w kierunku domniemanego pokoju gościnnego. Mało brakowało, a potknąłby się na walającym się po całym pomieszczeniu gruzie. Przystanął za ścianą. Dalej nie było już wyjścia, co najwyżej możnaby uciec przez dziurę w dachu, ale to wymagałoby o wiele większych umiejętności od tych, które w tej chwili posiadał. Posadził dziewczynę pod ścianą, a sam przysiadł obok niej bliżej wejścia, które przed chwilą razem staranowali. Spojrzeli na siebie. Ona, z wyrazem trwogi na twarzy, którą zdobiły dwa ślady po niedawno płynących łzach. Z bliska wydawała się jeszcze piękniejsza niż przedtem, pomyślał Damian. Ale co z tego skoro zaraz nas zabiją. Pociągnęła nosem i skuliła się ciągle patrząc swoimi błękitnymi, przestraszonymi oczami na swojego wybawcę. - W porządku? - zapytał Damian Dziewczyna milczała. - Nie bój się, będzie dobrze. - zmusił się do lekkiego uśmiechu. - Dziękuję. - powiedziała po chwili nastolatka. Damian powoli zbliżył rękę do jej policzka. Dziewczyna w szybkim odruchu cofnęła głowę. On jednak nie dał za wygraną. Tym razem nie poruszyła się. Damian wytarł łzę z policzka, po czym odgarnął jej pofalowane włosy. Dziewczyna obserwowała go w milczeniu. Jej serce zabiło mocniej. Damian również to odczuł. Dziękuję, że pomogłaś mi oswoić się ze śmiercią, pomyślał Damian.

****

Danek, co ty robisz, pomyślał Paweł. Przywarł do ściany tuż przy oknie i wychylił się na tyle, aby nie zostać zauważonym przez Niemców. Przeklinał w duchu całą tą sytuację i swojego kolegę, którego brawura zapędzi ich wszystkich do grobu. Ale trzeba ci to przyznać, to był odważny ruch. Czołg wjeżdżając do wsi minął już pierwsze zabudowania. Maszerujący za nim żołnierze bacznie rozglądali się po okolicy. Jeden z nich trzymający w ręku coś podobnego do długiej rurki z uchwytem podchodził po kolei do każdego domu i, co sprawiło, że serce podeszło Pawłowi pod gardło, podpalał je. Fuck, skomentował to jednym słowem. Damian ciągle jest

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych