Wróć do katalogu

Droga ku wolności - ostatnia część

Opowiadanie zmerza ku końcowi, dużo niezwykłych zwrotów akcji, nieoczekiwanych posunięć. Zapraszam do przeczytania.

Ignis, opublikowano , 54 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- No i co teraz gamoniu?! - wrzeszczał Jacek zaraz po tym, gdy obaj wydostali się na zewnątrz. - Taki z ciebie twardziel, a zwykły szesnastolatek cię wykiwał. - Zwykli szesnastolatkowie nie wpadają na niemieckie posterunki i nie mordują wszystkich funkcjonariuszy tylko po to żeby ratować zafajdaną smarkulę. - żalił się Piotrek - Wszystko wymknęło się spod kontroli. - stwierdził żałośnie Jacek - Ostrzegali, że to nie jest bezpieczna robota, ale nikt nie mówił, że będzie aż tak źle. - Będzie jeszcze gorzej, jeżeli ich nie znajdziemy. Smarkacz na pewno uczył się co nieco historii najnowszej żeby móc namieszać w kontinuum... - Nawet o tym nie myśl! - Co ja poradzę, że taka jest prawda, co więcej, jest ona bardzo prawdopodobna. - powiedział Piotrek dobitnie, jego towarzysz tymczasem przeładował znalezione w pomieszczeniu Parabellum, które najwidoczniej zostało przeoczone przez uciekającego nastolatka. - Musimy go znaleźć i powstrzymać za wszelką cenę. Teraz rozumiem jego motywy. Jestem nawet skłonny wybaczyć mu to co zrobił, jeżeli tylko zgodzi się powrócić do swojego czasu. - powiedział Jacek po chwili milczenia. - A twoje dokonania tutaj? - Mam gdzieś te dokumenty, będzie jeszcze nie jedna okazja... - zamilkł - Będzie albo i nie, centrum tak czy siak zostało zniszczone. - oboje zamyślili się głęboko. - Ej, co to może być? - powiedział Jacek wskazując na poddasze jednaj z kamienic. - Nie wiem. - odrzekł niepewnie podróżnik - Wygląda na to, jakby ktoś wyrzucał wszystko z mieszkania wprost na ulicę. Krzesło, jakieś szmaty. Co tam się dzieje? - Zgadnij! - Piotrek niemalże krzyknął spoglądając na wejście do klatki schodowej, przy której stały zaparkowane dwa pojazdy niemieckiej policji. - Chodź! - Kurwa! On nie mógł zakapować na tamtych Polaków! - Jacek nie dowierzał wypowiadanym przez siebie słowom - Nie wiem czy to on , ale jedno jest pewne - nas również zwiną, jeżeli zaraz się stąd nie wydostaniemy!

****

Odgłos kroków nasilał się z każdą sekundą. Było ich sześciu może więcej, tego nie był pewny, gdyż wpadli do mieszkania partyzantów niemalże w jednej chwili. Po krótkiej konsternacji Polaków usłyszał strzały. Nie było ich mało, wyglądało to raczej na cała serię. Partyzanci nie mieli większych szans, choć będąc świadomym bitności narodu polskiego mógł przypuszczać, że bronili się dzielnie. Obserwacja przez judasza dawała niejakie poczucie bezpieczeństwa, choć ciągle jeszcze mogła wystąpić sytuacja, w której Niemcy dokonają rewizji w sąsiednich mieszkaniach, a wtedy natrafią również na niego - zbuntowanego podróżnika w czasie. Nastała chwila milczenia. Klaudia była przy nim przez cały czas. Słysząc jęki dochodzące z mieszkania Polaków mocniej wtuliła się w jego ramię. Musiał przyznać, że los podkładał mu kłody pod nogi, gdyż skąd mógł przypuszczać, że akurat w tym dniu, gdy chciał porozumieć się z partyzantami Gestapo zrobi nalot na ich dom. Ktoś zakapował, to pewne. Po kilkunastu minutach funkcjonariusze w asyście czarnych płaszczów wyszli ze zdewastowanego mieszkania prowadząc na uwięzi dwóch pozostałych przy życiu Polaków. Jakie to szczęście, że drzwi do mieszkania obok były otwarte, a jego właścicielka nie protestowała, gdy zobaczyła pistolet w ręce Krzyśka. Konwój zamykało dwóch policjantów uzbrojonych w karabiny maszynowe. Nie mam szans im pomóc, pomyślał. Odczekał jeszcze kilka chwil dopóki Niemcy nie odjechali spod kamienicy i dopiero wtedy zdecydował się opuścić kryjówkę. Wiedział, że nie ma wiele czasu zanim przyjedzie tu ktoś, kto posprząta po ich kolegach. Przekroczył wyrwane z zawiasów drzwi do mieszkania partyzantów. Od razu uderzył w niego zapach siarki i czegoś, czego nie wyczuwał dotąd w takim natężeniu. Spojrzał na ścianę naprzeciw - wielka plama krwi. Skrzywił się na sam widok. Przeszedł przez coś, co można by nazwać przedpokojem, lecz walające się wszędzie części umeblowania oraz podziurawione ściany utrudniały identyfikację. Roztrzaskane okna, powywracane szafy, pościel na podłodze, fruwające w powietrzu kartki papieru. Rozbite lustro, siedem lat nieszczęścia, pomyślał. Jego uwagę przykuły trzy ciała leżące w dużym pokoju. Poczuł się nieswojo, choć nie mógł powiedzieć dlaczego. Śmierć Niemców nie wywoływała u niego takiej reakcji jak widok zabitych Polaków. Westchnął ciężko. W tym momencie jego wzrok wychwycił minimalny ruch. Natychmiast poczuł przypływ adrenaliny. Doskoczył do leżącego na podłodze partyzanta i najwolniej jak tylko w tym momencie potrafił przewrócił go na plecy. Twarz rannego wykrzywił grymas bólu. Spróbował coś powiedzieć, lecz tylko zbryzgał brodę czerwoną posoką. Popatrzył na Krzyśka nieobecnym wzrokiem. Wydawało mu się, że partyzant go rozpoznał. Nastolatek zobaczył wielką czerwoną plamę na jego koszuli w okolicy brzucha. Podniósł mu głowę i oparł na poskładanej pościeli, którą podała mu Klaudia. - Szafa... - Wyjąkał po chwili wypluwając odrobinę krwi - Szafa? - Powtórzył bezmyślnie Krzysiek jednocześnie przenosząc wzrok na przewróconą do przodu drewnianą szafę. - Co z nią? - Podłoga - wychrypiał próbując wskazać miejsce ręką, lecz nie mógł w ogóle się poruszyć - Szafa... pod... - Po tych słowach zawiesił wzrok na Krzyśku i znieruchomiał. Nastolatka zemdliło. Nigdy do tej pory nie widział jeszcze takiej śmierci. Zadrżał pod wpływem spoglądającego w jego kierunku zmarłego. Ktoś dotknął jego ramienia. Wrzasnął i odwrócił się do sprawcy z zamiarem uderzenia go pięścią. Klaudia zasłoniła twarz rękoma obawiając się lecącego w jej kierunku ciosu. Krzysiek natychmiast się opanował. - Przepraszam - powiedział do niej słabym głosem, po czym przytulił ją serdecznie. - Musisz mi pomóc. - Klaudia skinęła głową na znak aprobaty. Co on miał na myśli? Szafa, podłoga. Szafa leży na podłodze. Spróbował zobaczyć co znajduje się pod nią, lecz dostrzegł tylko potrzaskane zestawy porcelany, jakieś książki oraz rozbitą butelkę po winie. Spróbował podnieść i przewrócić szafę na bok, lecz nie miał na tyle siły. Do głowy przyszła mu myśl, że lada chwila ktoś może tu wejść i go nakryć na plądrowaniu mieszkania. Serce waliło mu jak oszalałe. Obszedł szafę dookoła, spróbował zanurkować pod nią. Nic. Niczego nie znalazł. Może to były zwykłe majaki umierającego? Spojrzał na Klaudię, która kucnęła w miejscu, gdzie wcześniej stał owy mebel. Przez umysł przeleciała mu błyskotliwa myśl. Szafa... pod... pod szafą. Tam jeszcze nie zaglądał. Klaudia zrobiła miejsce Krzyśkowi ciągle przypatrując się jego działaniom. Pod szafą, pod szafą, powtarzał nastolatek. Ujrzał mały prostokąt budujący parkiet, który wyróżniał się nieco innym odcieniem niż reszta podłogi. Od razu zrozumiał, o co chodzi. Podwadził płytkę jednym ruchem, po czym uśmiechnął się z własnej domyślności. Pod nią znajdowała się mała skrytka, w której o dziwo leżały dwa Desert Eagle, które wcześniej zostały odebrane Jackowi i jego kompanowi. To się nazywa fart, pomyślał. Skoro są pistolety, to muszą mieć też magazynki. Po chwili miał już dwa zapasowe, które schował tak by ich przypadkowo nie zgubić. Teraz można bawić się w ratowanie tamtych dwóch, pomyślał. Na wojnę! W tej samej chwili usłyszał odgłosy rozmowy dochodzące z ulicy. Serce znów zaczęło mu bić szybciej. Ostrożnie podszedł do okna i przeklął w duchu życie za to, że jest takie niesprawiedliwe. Do kamienicy wchodziło dwóch niemieckich funkcjonariuszy, którzy najwyraźniej zapomnieli czegoś zabrać ze zrujnowanego mieszkania. Po chwili byli już na klatce schodowej. Powrót do mieszkania tamtej kobiety mijał się w tej chwili z celem. Więc co robić? Położyć się i udawać martwego? W sumie dobry pomysł, nie biorąc pod uwagę, że Klaudia była razem z nim. Zakrył pospiesznie schowek z Desertami i przeładował swój pistolet. ****

Niemieccy funkcjonariusze przeszli przez próg i udali się do pokoju. Obaj posiadali odbezpieczone karabiny. Krzysiek z łatwością słyszał ich rozmowę, i gdyby choć trochę znał język mógłby cokolwiek zrozumieć z tego nazistowskiego bełkotu. Jeden z tamtych miał basowy głos, trochę przepity i dość natarczywy, niemalże krzyczał na swojego towarzysza. Zwykła menda, pomyślał Krzysiek. Drugi był mniej wygadany i jakoby bardziej skupiał się na wykonanej pracy niż na zabawianiu rozmową swojego kompana. Nastolatek ostrożnie uchylił drzwi toalety modląc się w duchu, aby nie zaskrzypiały. Na jego szczęście nic takiego nie nastąpiło. Dodatkowo miał taką przewagę, iż słowotok Niemca-mendy zdawał się nie mieć końca, co niejako tłumiło odgłosy stąpania po podłodze. Przeszedł ostrożnie przez przedpokój omijając wszystko, co mogłoby przy nastąpnięciu wywołać niechciany dźwięk alarmujący Niemców o jego obecności. Klaudia stąpała tuż za nim. Obawiał się również, że dziewczyna mogłaby popełnić jakikolwiek mały błąd, który zdradziłby ich obecność, choć on sam nic by nie zawinił. Niezauważeni przeszli przez próg i znaleźli się na klatce. Krzysiek odetchnął z ulgą. Złapał dziewczynę natychmiast za ramię widząc, iż próbuje zejść schodami. - Stój! - Wyszeptał - Na dole może być jeszcze jeden z nich. Musimy go ominąć! - Masz przecież pistolet! - Zauważyła - Czemu nie zrobisz z nim tego, co zrobiłeś z tamtym na posterunku? - Pomyśl dziewczyno! Nawet, jeśli go zabiję, przybiegną jego koledzy, którzy wpakują nam cały magazynek z karabinu bez najmniejszego wahania. Ja nie jestem człowiek z żelaza, żeby mnie się kule nie imały. - To gdzie teraz? Krzysiek zauważył drzwi na dach w postaci odchylających się krat zamkniętych na Kłódkę. Przypatrzył się bliżej i stwierdził w duchu, iż szczęście ciągle mu dopisuje. Ostrożnie zdjął niedomkniętą kłódkę, po czym błagał w duchu, aby dozorca naoliwił wcześniej zawiasy. Nadzieja matką głupich! Drzwi zaskrzypiały na tyle przeciągle i głośno, aby zbudzić nieboszczyków, a na pewno na tyle, aby zaalarmować znajdujących się w mieszkaniu Niemców. Krzysiek zaklął głośno, po czym otwierając drzwi szarpnął Klaudię za rękę zmuszając do biegu na dach. Jeden z Niemców stanął w progu i oddał kilka strzałów z karabinu. Kule minęły ich dosłownie o centymetry. Krzysiek nie chciał być dłużny. Po wyjęciu swojej broni strzelił kilkakrotnie zmuszając przeciwników do ukrycia się i wstrzymania chwilowo pogoni. Kurwa, wiedziałem, że tak będzie, pomyślał Krzysiek. Dobiegł do miejsca gdzie na dach prowadziła już tylko drabina kończąca się masywnym włazem. Wskoczył po poręczy na drabinkę, wspiął się do góry i z całych sił naparł na żelazną pokrywę. Ta dopiero po chwili, która zdawała się być dla nastolatka wiecznością, ustąpiła. Pracując nad otwarciem przejścia nie zdążył chwycić się drabinki, przez co po otwarciu włazu spadł z powrotem na klatkę schodową. Nie zdążył nawet pomyśleć o bólu, który poczuł, gdyż widząc niebezpieczeństwo natychmiast krzyknął: - Padnij! - Klaudia upadła na podłogę przykrywając głowę rękoma, zupełnie jakby obawiała się, że może w ten sposób obronić się przed wystrzałem z pistoletu. Pociski wystrzelone przez Niemców wbiły się w ścianę w miejscu, gdzie tuż przed chwilą znajdowała się głowa dziewczyny. Wystrzał z Deserta, który nastąpił zaraz po tym zdziwił nieco napastników, którzy wyraźnie nie spodziewali się tak szybkiego kontrataku. Jeden z nich został trafiony w bark z taką siłą, iż pod wpływem wystrzału uderzył plecami o ścianę. Drugi cofnął się mimowolnie, co dało Krzyśkowi odrobinę czasu. - Ty pierwsza! - Wrzasnął na Klaudię podnosząc ją z ziemi i pomagając wspiąć się po drabince na dach. Zaraz, gdy tylko znalazła się na zewnątrz, wskoczył na poręcz i podciągnął po szczeblach na dach. Natychmiast po tym nasunął pokrywę na otwór. Będąc już we względnie bezpiecznym miejscu nieoczekiwanie upadł na przykryty papą dach i zakrywając twarz dłońmi zaczął się śmiać. Bezstronny obserwator mógłby teraz przypuścić, iż nastolatek ten oszalał, lub był bliski temu stanowi, lecz nie taka była przyczyna tego śmiechu. Te wszystkie zdarzenia i sytuacje, w których brali udział były prawie absurdalne. Nigdy do końca nie był pewien swoich decyzji, co więcej, częściej wątpił, że uda mu się przetrwać, choćby chwilę temu, gdy te przeklęte drzwi zdradziły ich obecność. A jednak się udało. To niesamowite, pomyślał. Udaje mu się przeżyć w sposób, w jaki nie powstydziłby się nawet Rambo czy Mc Gyver. Gdy z tego wyjdę, pomyślał, koniecznie będę musiał napisać książkę. Najwidoczniej wizja postrzelenia przez zuchwałego nastolatka nie spodobała się jednemu z Niemców, gdyż chwilę potem usłyszeli odgłos wystrzałów, a na płaskiej powierzchni włazu pojawiło się w jednym momencie kilkanaście uwypukleń po pociskach. Krzysiek poderwał się na równe nogi. Spostrzegł Klaudię siedzącą na dachu z podkurczonymi nogami, wyglądała jakby życie przestało ją już interesować i była gotowa przyjąć to, co nastąpi, ale nie Krzysiek. To nie w jego stylu. Rozejrzał się dookoła. Do dalszego działania dopingowały go okrzyki Niemców, którzy najwyraźniej nie zaprzestali pościgu. Na dachu dużo niższego budynku przystającego do ich kamienicy znajdował się kolejny właz, do którego musieli zejść po drabince przymocowanej do ściany. - Chodźmy zanim tamci ruszą mózgami i wykombinują jak się tu dostać - powiedział ściskając przyjacielsko dłoń dziewczyny. Czas spojrzeć przyszłości w twarz, pomyślał. Koniec podchodów!

****

- Możesz mi w końcu powiedzieć, po co tu weszliśmy? - Zagadnął Jacek po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku minut. - Mogę. - Odparł Piotrek zgryźliwie przestępując przez wywróconą maszynę służącą prawdopodobnie do cięcia drewna. Znajdowali się w opuszczonej hali jakiegoś większego zakładu stolarskiego w przedwojennym Krakowie. Teraz wyglądało na to, iż oprócz nich nie było tu żywej duszy. Hala świeciła pustkami, a samotnie stojące maszyny wywoływały strach u obserwatora, który wkroczył do tonącego w mroku świata. - Więc? - Ciągnął dalej Jacek potykając się o leżącą na podłodze nieoheblowaną deskę. - Więc co? - Powiesz mi? - Nie. - Aha.- Odparł zrezygnowany - Słuchaj - zaczął Piotrek po krótkim namyśle - Tamten gość stojący przed samochodem dawał ci wyraźny znak, abyś do niego podszedł - inaczej nie celowałby z karabinu. Mogliśmy spokojnie przybliżyć się i go obezwładnić we dwóch, ale nie! Ty musiałeś spierdolić. Nie wiem, kto cię tego nauczył, ale w końcu możemy nie mieć tyle szczęścia podczas ucieczki. W końcu mogą nas zastrzelić! Myśl czasem! - dodał po chwili. - Cały czas to robię - odparł twardo - Musimy się zastanowić co dalej robić, bez planu to dupa, a nie robota. - W tym sensie całkowicie się z tobą zgadzam. - Więc jaki będzie nasz kolejny ruch? - Jacek odchrząknął. - Po pierwsze primo wydostajemy się z tej hali, a... - A po drugie primo was zastrzelą. - Usłyszeli mocny męski głos dochodzący z głębi sali. Serce zabiło im mocniej, szybko rozejrzeli się dookoła, lecz nikogo nie zobaczyli. - Kto tam jest? - Krzyknął Jacek łamanym głosem ściskając pistolet w wyciągniętej dłoni. - Pokaż się cwaniaku! - Wrzasnął śmiało Piotrek, lecz jak i jego towarzysz trząsł się ze strachu. - Wtedy pogadamy inaczej! - Usłyszeli jeszcze lekki śmiech dochodzący zdawałoby się zewsząd. Wtedy go ujrzeli. Wyłonił się zza jednej z kilku masywnych kolumn podpierających dach na środku hali. Był to niewysoki mężczyzna ubrany w czarny, połyskujący płaszcz oraz równie czarny kapelusz rodem z filmu o Henryku Kwinto. Twarz przysłaniało mu wcześniej wspomniane nakrycie głowy. Widzieli jedynie złowieszczy uśmiech goszczący na jego ustach. - Witajcie strażnicy czasu - ostatnie słowa mocno zaakcentował. - Dostaliście mój list? - Jacek dopiero w tej chwili zauważył, że w kieszeni swojego płaszcza trzymał przez cały ten czas kopertę od nieznajomego, który wydawałoby się znał dokładnie ich prawdziwą tożsamość. Czyżby to był właśnie on? - Radzę ci szybko powiedzieć, kim jesteś, gdyż zabiłem w dzisiejszym dniu tyle ludzi i nie mam ochoty dołączać i ciebie do tej listy. - Piotrek nie ukrywał nawet, iż jest to rozkaz z nutą groźby, a nie przyjacielska prośba. - Daruj sobie i opuśćcie broń, gdyż i tak nie macie szans. - Powiedział chłodno nieznajomy, zaraz potem dało się słyszeć odgłos wzrastającego pisku dochodzący niewiadomo skąd. Piotrek parsknął z irytacją. - Trudno, zawsze mam nadzieję, że człowiek postąpi inaczej, lecz nigdy jeszcze się to nie zdarzyło w mojej karierze. Wiem, że nie da się was przekonać w tym względzie, więc przejdę do rzeczy. - Wyjął z kieszeni płaszcza coś na kształt dowodu osobistego, po czym odchrząknął - Nazywam się Przemysław, lecz wiem, że i wy nie przedstawiacie się z nazwiska, więc ja też nie będę. Jestem żołnierzem wojskowej organizacji noszącej nazwę Kanara. Podróże w czasie były praktykowane już od pół wieku, W moim czasie tj. w roku 2098 należę do pięćdziesiątej trzeciej zmiany stojącej na czele Kanary. - Po tym zdaniu zrobił krótką przerwę obserwując zdenerwowanych podróżników. - Wspomniana przeze mnie organizacja powstała w kilka lat po pierwszym legalnym wykorzystaniu podróży w czasie i zdobyła jedyny monopol na korzystanie z tej technologii. Jej celem stało się niedopuszczenie do wybuchu jakiegokolwiek konfliktu na terenie całego globu. Tak więc na tym etapie możecie mnie uznać za formalnego strażnika czasu. - Z dowodu osobistego owego strażnika na kilka centymetrów wystrzeliło niebieskie światełko, które natychmiast przekształciło się w obracające się dookoła własnej osi popiersie człowieka, z którym właśnie rozmawiali. Nieznajomy kontynuował ignorując zdezorientowanie podróżników - W przyszłości nie ma żadnych ufoludków, mutacji genetycznych, czy też zagłady nuklearnej. Kanara powstała między innymi, aby nie dopuścić do tego ostatniego. W moim czasie rozpoczęto kolonizację Wenus, po uprzedniej modyfikacji jej atmosfery, zlikwidowano głód w Afryce oraz przy znacznym udziale nanotechnologii zbudowano z materiału pochodzącego z planetoid pierwszy sztuczny księżyc Ziemi. Coś na kształt olbrzymiej stacji bojowej, lecz wykorzystywanej w iście szczytnych celach - przeciwdziałamy w ten sposób postępującemu przeludnieniu świata. Jakieś pytania dotyczące tej części wykładu panowie? - Nieznajomy obserwował reakcje zdezorientowanych podróżników, którzy ciągle nie mogli zrozumieć, że rozmawiają z człowiekiem przybywającym z przyszłości. To się po prostu nie mieściło w głowie. Pozwolili sobie jednak na opuszczenie broni, gdyż, wydawałoby się, zaczynali powoli wierzyć, że to nie fikcja, a rzeczywistość. Jedynym mankamentem tej sytuacji było to, że nieznajomy dzielił się tymi informacjami z przypadkowymi osobami. - Jestem pewny, że absolutnie nic nie rozumiecie z tego, co powiedziałem, ale cóż mogę wam poradzić? Kontynuując, natknąłem się na was po raz pierwszy, gdy nasze czujniki wykryły załamanie ciągłości czasu i skok waszych poprzedników w przeszłość. Doszliśmy jednak do wniosku, że dopóki trzymacie się z dala od ludzi i kłopotów damy wam możliwość prowadzenia waszych eksperymentów. Nie natrafiliśmy jednak na żaden ślad waszej bytności w naszej historii, co może sugerować, że pochodzicie z innej rzeczywistości - odkrył Amerykę, zakpił w myślach Piotrek - Nie wiemy jednak, dlaczego nasze czasoprzestrzenie się zazębiają, lecz z całą pewnością nie wróży to nic dobrego. Postanowiliśmy was o tym uprzedzić, lecz sprawy zaszły już za daleko, zwłaszcza po akcji na posterunku. Nie wolno wam ingerować w czas, gdyż wtedy i nasza rzeczywistość ulegnie zmianie. - To wszystko jest bardzo podejrzane, wiesz? - Zaczął Jacek - Tak? Dlaczego tak sądzisz? - Zapytał nieznajomy zdziwiony jego słowami. - W dużo rzeczy mogę uwierzyć, lecz… - A więc to kwestia wiary? - Przerwał niespodziewanie - A jeśli wam powiem, że za dosłownie kilka minut hala zostanie napadnięta przez niemieckich żołnierzy, a za pięćdziesiąt dwie minuty będziecie już we własnym czasie? - Podróżnicy patrzyli na nieznajomego z niedowierzaniem. - Kłamiesz. Jak niby mamy wrócić do swojego czasu i co z chłopakiem? - Wypowiadając te słowa Piotrek nie był pewny czy poprawnie formułuje swoje myśli. - Oczywiście ja wam pomogę, gdyż nie mam wyjścia. Krzyśkiem zajmę się osobiście. - Odparł gorzko - Przy okazji - wyjął dwa pistolety klasy Desert Eagle i wręczył je oniemiałym podróżnikom - Są chyba wasze. - Jak ty je… - zaczął Jacek - Aha. No i jeszcze jedna sprawa. - Przerwał mu strażnik - nie jesteśmy tu sami. - Popatrzyli na niego jak na przepaść nad urwiskiem. Tymczasem nieznajomy wyjął w ułamku sekundy pistolet wielkości ich własnego. Wyglądał nieco futurystycznie, lecz jeśli wierzyć słowom Przemysława miał do tego całkowite prawo. Jacek był zdumiony szybkością ruchów tego niepozornego z wyglądu człowieka, który teraz popchnął ich ręką zmuszając do ustąpienia z drogi. Szybko wycelował i bez wahania nacisnął spust.

****

Właz prowadził do olbrzymiej hali całkowicie zagraconej przez maszyny, których zastosowanie było Krzyśkowi zupełnie nieznane. Ostrożnie zeskoczył z drabinki na galeryjkę znajdującą się dobrych kilka metrów nad podłogą. Pomógł zejść Klaudii, która miała z tym, nie wiedzieć dlaczego, wyraźny problem. Aura półmroku panująca wewnątrz sprawiła, iż wchodząc na halę musiał odczekać krótką chwilę, gdyż w pierwszej momencie nie mógł nawet dostrzec podłogi. Z czasem było coraz lepiej. Przechodząc powoli galeryjką starali się iść jak najciszej jednocześnie uważnie nasłuchując jakichkolwiek podejrzanych dźwięków. Mimo, iż z początku nic nie słyszeli, przechodząc jednak przez wąski korytarzyk wiodący do drugiej hali, równie wielkiej, co poprzednia, zaczął dochodzić do nich odgłos czyjejś rozmowy. Przystanęli na chwilę zastanawiając się czy kontynuować swoją podróż, czy też zawrócić i wybrać inną drogę. Krzysiek podszedł do końca korytarza. Zauważył, iż galeryjka zakręcała pod kątem prostym i dalej biegła tuż przy ścianie. Dlaczego tu nie ma okien, ani lamp, czemu tu jest tak ciemno, pomyślał Krzysiek. Lampy owszem, były, lecz nie warto było się łudzić, iż były sprawne, a jeśli nawet to włączenie światła w tym momencie zdradziłoby nieproszonych gości, których obecność dla tych z dołu na pewno nie byłaby tym, czego w tej chwili pragnęli. Krzysiek podszedł ostrożnie do końca korytarza i przywarł do ściany próbując nasłuchiwać odgłosów prowadzonej rozmowy. Niestety słowa były dla niego trudne do rozpoznania, mimo, iż konwersacja odbywała się w jego języku ojczystym. Nie mogąc już dłużej powstrzymywać ciekawości wychylił się nieznacznie i rozejrzał po hali. Wyglądała dokładnie tak samo jak ta, z której przed sekundą wyszli. Z jednym wyjątkiem. Na dole po prawej, tuż przy filarze, znajdowało się trzech mężczyzn. Dwóch z nich Krzysiek rozpoznał natychmiast. Zaklął pod nosem na ich widok. To się nazywa mieć szczęście, pomyślał. Zgubić ich, to jest sztuka. Musiałbym chyba wyjechać z kraju, albo w ogóle wylecieć w kosmos. Zainteresowała go jednak postać tajemniczego mężczyzny wyglądającego dokładnie jak Jacek w chwili ich pierwszego spotkania. W momencie, gdy Krzysiek obserwował sytuację nieznajomy roztrącił podróżników wyjmując w tym samym momencie jakiś przedmiot z płaszcza, po czym skierował go z kąt hali na wyciągniętej ręce. Następnie zdarzyło się coś, co przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich obecnych. Koniec przedmiotu, podobny do lufy pistoletu zaświecił się słabym, białym światłem. Po ułamku sekundy światło, przy akompaniamencie wzrastającego pisku, a następnie krótkiego syknięcia, wystrzeliło z niesamowitą prędkością zmieniając się w podłużny błysk, który uderzył w jednego z wchodzących na halę żołnierzy niemieckich. Za nim natychmiast poleciał kolejny pocisk. Trafił on drugiego Niemca, który nie zdążył nawet dostrzec skąd nadchodzi to niesamowite "światło". Obaj padli natychmiast z małymi otworami przechodzącymi na wylot przez ich ciała i rozległymi poparzeniami w okolicach ran postrzałowych. Jacek wraz ze swoim towarzyszem otworzyli usta ze zdziwienia bezmyślnie gapiąc się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stało dwóch niemieckich żołnierzy. Nie mogli wykrztusić z siebie żadnego słowa po tym, czego byli świadkami. Ich broń wydawała się niczym w porównaniu z pistoletem nieznajomego. Krzysiek przygryzł sobie język widząc pokaz technologii człowieka z przyszłości, sam nie był w stanie myśleć w tej chwili racjonalnie, do głowy przychodziły mu najrozmaitsze myśli począwszy od tego, co sam mógłby zdziałać przy pomocy takiego oręża, po obraz jego samego zastrzelonego przy pomocy tej broni. Klaudia mocno przytuliła się do Krzyśka, gdy tylko zobaczyła dziwny błysk, a później śmierć tamtych żołnierzy. Do uszu nastolatka doleciały urwane z kontekstu fragmenty zdań. Potrafił zrozumieć jedynie część z nich, gdyż nieznajomy mówił szybko oraz dość cicho jakby zdradzał właśnie jakąś ważną tajemnicę. - ...prawda?... nowy model... Eagle TX-3... używają go wojska specjalne... naszym czasie. - Krzysiek chętnie dowiedziałby się więcej na temat tej niezwykłej broni, dlatego pluł sobie w brodę, iż nie znajdował się nieco bliżej. Podróżnicy nadal byli w szoku, obserwowali niezwykły pistolet, lecz nieznajomy nie pozwolił im go wziąć do ręki, widocznie miał swoje powody. - Co im się stało? - Usłyszał mocny głos Piotrka - Uderzyły w nich zjonizowane cząsteczki wodoru rozpędzone do olbrzymich prędkości, jak myślisz, co im się stało? - Zakpił nieznajomy już nieco głośniej - Nie do wiary. - Skomentował Jacek odwracając się do leżących na ziemi żołnierzy. Z ich mundurów wydobywał się rzadki dym świadczący o tym, iż pocisk był obdarzony niesamowitą temperaturą przy uderzeniu. Piotrek podszedł do niego, po czym razem udali się powoli w kierunku leżących ciał. Krzysiek obserwował to z najwyższą uwagą. - Krzysiek, co się stało? - Klaudia cała się trzęsła - Nie wiem, naprawdę. To jest... niesamowite. - Wydukał powoli pozwalając jej przytulić się do niego. Wyglądało na to, że jego dawni towarzysze znaleźli sobie nowego kolegę, który Pochodził najwidoczniej z przyszłości. Ba, może nawet on nie był człowiekiem? A jeśli stanie z nim twarzą w twarz? Nie będzie miał najmniejszych szans w walce z tym... kimś Obserwując dłużej niższą kondygnację hali Krzysiek zauważył coś dziwnego. Podróżnicy stali odwróceni w kierunku ciał żołnierzy rozmawiając przy tym, prawdopodobnie tak, aby nieznajomy nie mógł ich usłyszeć. Do uszu nastolatka doszedł ten sam przybierający na sile pisk, który usłyszał poprzednio. Jednak zaaferowani tą całą sytuacją podróżnicy zdawali się go w ogóle nie słyszeć. Krzysiek przełknął ślinę jak zwykły czynić przestraszone postaci występujące w kreskówkach, lecz wcale nie miał zamiaru, aby tak to wyglądało. Zauważył nieznajomego stojącego za podróżnikami. Trzymał on w ręku ten sam pistolet, z którego zabił tamtych Niemców, lecz co sprawiło, że serce podeszło nastolatkowi do gardła, celował w Jacka i jego przyjaciela. Pisk się urwał i broń była prawdopodobnie gotowa do strzału. Krzysiek czuł się bezradny w tej sytuacji. Nie rozumiał, co dzieje się wokół niego, czemu sprawy przybierają taki a nie inny obrót? Powinien się cieszyć z tego, co chciał zrobić nieznajomy. Pozbywał się w ten sposób jedynych przeciwników, którzy znali jego prawdziwą tożsamość oraz mieli za zadanie go za wszelką cenę powstrzymać. Wszystko byłoby w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych