Wróć do katalogu

Droga ku zatraceniu : Szkoła dla naiwnych

Trzecia część sagi o Synthii i jej przygodach w czasie. Fabuła jest zdecydowanie lżejsza i bardziej rozbudowana od powszednich części cyklu.

jaroslaw.juszkiewicz, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Chiński stolik, który stał na środku podróbki perskiego dywanu, jako pierwszy zwrócił na siebie jej uwagę. Dębowe drewno idealnie pasowało do kanapy z brązowej skóry stojącej naprzeciwko niego. Synthia nawet nie wiedziała kiedy znalazła się przy jednym z kantów kanapy. Leżała wygodnie z nogami na stole. Popatrzyła przez chwilę na stół, a potem na swoje nagie piersi. Były małe, ale za zwyczaj nie miało to najmniejszego znaczenia. Wszyscy faceci byli zdecydowanie pod wrażeniem jej delikatnej urody, owalnej twarzy i wreszcie nienagannej figury. Byłą brunetką o długich do ramion włosach, ale kiedy tylko mogła farbowała je na blond. Wiele by dała również żeby mieć niebieskie oczy, jednak musiała się zadowolić brązowymi. Spojrzała też na nogi i z pewną ulgą odkryła że ma wciąż na sobie czerwone dzwony z jakiegoś letniego materiału. Musiało być jej nie wygodnie w szpilkach, ponieważ obie leżały beztrosko przy najbliższej nodze stolika. Chciała przetrzeć oczy ręką, ale gdy nią poruszyła zawadziła o jakieś ciało obok siebie. Nieśmiało spojrzała w tamtą stronę i dostrzegła głowę jakiegoś mężczyzny zadartą do góry nosem. Długie włosy blondyna przerzucone za kwadratowy zagłówek kanapy sprawiały wrażenie tak wyjątkowo zaniedbanych że sama spojrzała w drugą stronę i niezdarnie chwyciła drugą ręką kosmyk swoich. Przyjrzała mu się uważnie. Stwierdzając że nie jest tak źle zaraz odrzuciła je na bok i wyciągnęła obie ręce do góry ziewając przy tym. Zamknęła nie wyraźne usta i dopiero teraz rzuciła jej się w oczy przezroczysta torebka z jakimś sianem stojąca przy najbliższej krawędzi stolika. Trudno było nie za uwarzyć że jest do połowy pusta. Pamiętała tylko podrzędny bar, przystojnego barmana i kilka piw. Zmierzyła wzrokiem mężczyznę, który wciąż spał smacznie koło niej. Miał co najwyżej dwadzieścia lat. Wytarte jeansy i trampki świadczyły że nie należy do tych ze stałą pracą i jakimikolwiek perspektywami na przyszłość. Żółta koszula z czarnymi konturami statuy wolności przylegała do jego rozbudowanego torsu i ramion. Pochyliła się lekko do przodu i zobaczyła z drugiej strony następną kobietę w samych tylko białych majtkach, które mocno kontrastowały z opaloną skórą. Dziewczyna miała również czarne włosy i wydawała się trochę grubsza od niej, ale za to młodsza i miała zdecydowanie większe piersi. Płaski brzuch i zadbane paznokcie pomalowane czerwoną farbą. Twarz miała odwróconą w przeciwną stronę, więc nie mogła jej zobaczyć. Usta Synthii wykrzywiły się w krzywym uśmiechu i wróciła wzrokiem do twarzy mężczyzny i przyjrzała mu się nieco uważniej. Stwierdziła że nie jest aż tak atrakcyjny i nazwała go w myślach kolejnym lowelasem. Dopiero teraz rozejrzała się po pomieszczeniu. Pokój był mały, poza stolikiem i kanapą stał w nim jedynie czarno biały telewizor w drewnianej szafce. Białe ściany wyglądały nijako, nie mieściły się na nich żadne obrazy. Jedyną ozdobą było troje drzwi, z których dwie sztuki mieściły się za odbiornikiem, a trzecia w bocznej ścianie. Wszystkie były idealnie takie same więc trzeba było wybierać na oślep. Durze okno za kanapą przysłaniała gruba zasłona, było południe wywnioskowała to po bladym słońcu, które częściowo tylko wydostawało się spoza konturów materiału. Ubranie, czyli luźna koszula z białego materiału w blado czarne grochy leżała zwinięta w kącie obok zasłony, więc po cichu wstała z kanapy i jak najciszej jak się dało włodarzyła ją przez głowę. Przypominała raczej worek, aniżeli część ubrania. Ogromna dziura na głowę sięgała spokojnie za ramię, zaś faliście zszyty materiał w okolicach pasa sprawiał że miała dodatkowo coś w rodzaju mini. Szybko stwierdziła że nie trzeba być wprawionym obserwatorem żeby zauważyć że materiał jest cały pomięty i widać jej sutki. Szukanie stanika nie wchodziło w grę, ponieważ zeszłej nocy wcale go na siebie nie włodarzyła. Handel własnym ciałem z początku nie był dla niej czymś łatwym. Obrzydzeniem napawała ją wizja co dzień innego przerodzenia w sobie, wreszcie ocierania się o spocone ciała jakiś wyjątkowo nie atrakcyjnych facetów. Szybko jednak okazało się że nie musi wcale tak być. Miała wyłącznie samych atrakcyjnych mężczyzn, a tych na których żal było popatrzeć spławiała niebotyczną sumą.

Sytuacja jednoznacznie wskazywała na to że raczej tej nocy nic nie udało jej się zarobić, a jeżeli do czegoś doszło to z pewnością nie dostanie za to wynagrodzenia. Podirytowana podniosła tym razem nie dbale szpilki na grubej podeszwie spod stołu, jednak zdecydowała się ich nie ubierać, ponieważ drewniane podeszwy mogły narobić sporo hałasu pomimo dywanu na podłodze. Skierowała się na palcach w kierunku jak sądziła drzwi wejściowych do mieszkania, które były w z prawej części ściany przed nią. Delikatnie nacisnęła klamkę i możliwie najciszej otworzyła drzwi. Zobaczyła przed sobą oświetlone pomieszczenie, przy pomocy mocnych lamp. Wszystkie wisiały na stalowych poręczach, przymocowanych na długich kikutach do również białych ścian. Kwadratowy stół wyraźnie stary i zniszczony stał na środku. Meble, które nieco przypominały blat z każdej kuchni stały przy każdej z nich. Wielkie donice z zielonego plastiku i jakieś liściaste rośliny wystające z nich niczym paprocie stały na każdym z osobna. Zaniepokojona spojrzała przez ramię czy nikt z tyłu się nie obudził. Kiedy znowu nie dowierzając własnym oczom spojrzała na swoje najnowsze odkrycie szybko zaczęła myśleć jak to wykorzystać. Oczywiste było że to wszystko jest warte tysiące dolarów, które z pewnością bardzo by się jej przydały. Instynktownie spojrzała pod stół i znalazła to czego szukała. Dwie drewniane skrzynki stały pośrodku cienkiej deski pod blatem, zamocowanej do nóg. Ostrożnie położyła na blacie stołu szpilki i wyciągnęła pierwszą ze skrzynek do góry. Delikatnie otworzyła wieczko i nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu, ponieważ była pełna suszonej zieleniny, co w prostej linii oznaczała że nie będzie musiała marnować czasu na odcinanie krzewów. Wyciągnęła następne i położyła na pierwszym. Cofnęła się o krok i jeszcze raz oceniła sytuację. Szybko doszła do wniosku że nie ma szans zabrać obu, więc będzie musiała wziąć jedną. Niczym grzeczna dziewczynka, mająca nadzieję że dorośli nie zorientują się że źle postąpiła, kiedy posprząta odłożyła drugą na miejsce. Szpilki wylądowały w prawej ręce, natomiast skrzynka przy lewym boku. Zdecydowanie nie chciała marnować czasu na dyskretne zamykanie za sobą drzwi, dlatego zaraz po powrocie do salonu natychmiast położyła buty obok drugich drzwi. Nacisnęła na klamkę i w końcu drzwi wejściowe stanęły przed nią otworem.

Podłużny taras, zabezpieczony aluminiową barierką, który mijał pięciorga drzwi do innych mieszkań wbijał się w ścianę jakiegoś budynku obok. Nieśmiało wyjrzała na zewnątrz. Kilka metrów dalej widać było schody. Podniosła szpilki i rzuciła je na zewnątrz. Kiedy wyszła natychmiast poczuła w stopach nieprzyjemny chłód kafelek, którymi wysłano cały balkon. Zamknęła jak najszybciej drzwi i wreszcie włożyła szpili. Karkołomnym sprintem dotarła do kamiennych schodów. Trzymając się obręczy, tak żeby nie spaść kilkoma susami pokonała ostatnią przeszkodę. Znalazła się na ulicy. Przechodnie wydawali się nie zwracać najmniejszej uwagi na zaaferowaną dziewczynę z tajemniczym pakunkiem. Ciepły wiatr od zachodu rozwiewał kosmyki jej włosów i zmarszczył materiał koszuli tak że oblepiał jej nagie ciało uwydatniając płaski brzuch i kontury nagich piersi. Rozejrzała się dookoła i ruszyła przed siebie żołnierskim krokiem, a że południowe słońce z uporem maniaka atakowało jej oczy zmarszczyła brwi. Kiedy dotarła do najbliższego przystanku przecisnęła się z trudem przez grupkę oczekujących. Dotarła pod niebieska wiatę. Spojrzała z ukosa na rozkład jazdy, wiszący na jednym z filarów i z satysfakcją odkryła że jeździ tamtędy autobus do jej mieszkania. Wystarczyło tylko poczekać.

Drzwi zaskrzypiały, jak to miały w swoim zwyczaju, kiedy je otwierała. Przekroczyła próg swojego mieszkania. Okrągły stół z drewna sosnowego, otoczony czterema zniszczonymi krzesłami ciągle stał na swoim miejscu, zaś ciemne deski podłogi były równie przegniłe jak zawsze. Pomalowana na biało rama łóżka, chyba jeszcze z przed wojny stała tuż obok wejścia. Materac na niej był mocno zużyty, ale to akurat wydawało się najmniej dokuczliwe. Znacznie bardziej brakowało jej toaletki, której funkcję pełniło drewniane krzesło, stojące zaraz obok ramy. Spoczywały na nim wszystkie potrzebne na co dzień kosmetyki. Zadanie przechowywania ubrań zdawał się wypełniać spory kufer przy oknie. Synthia wiecznie zamykała go na klucz, ze strachu przed złodziejami. Trzymała tam wszystkie pieniądze. Oprócz salonu do dyspozycji Synthii pozostawała łazienka, do której drzwi niemal zawsze otwarte znajdowały się po lewej stronie od wejścia. Dużo światła zapewniało trzy częściowe okno, którego górna rama sięgała niemal że wysokiego sufitu. Podobnie jak biała farba z desek framugi, tak i z sufitu wydawała się schodzić całymi płatami. Telefon, który był chyba najrzadziej używaną rzeczą w mieszkaniu teraz bardzo jej się przydał. Czerwone urządzenie, zaopatrzone w talerz z przezroczystego plastiku do wykręcania numeru wisiał na ścianie tuż przy drzwiach. Szybko podeszła do blatu stołu i niemal że z namaszczeniem położyła na im swój skarb. Drewno narobiło trochę hałasu, ale to już nie było szkodliwe. Odwróciła się i podniosła słuchawkę. Wykręciła dobrze znany sobie numer, kiedy ktoś odebrał stwierdziła z łamaną angielszczyzną :

- mam coś dla ciebie – i odłożyła słuchawkę na miejsce.

Niepewna swojej decyzji wróciła do stołu i usiadła na jednym z krzeseł. Oparła się wygodnie o drewniane oparcie i położyła łokieć na blacie stołu. Czekała jakieś dziesięć minut zanim klamka w drzwiach wejściowych zazgrzytała i ktoś otworzył drzwi. Czarny facet z bogato kręconymi włosami w kształcie okręgu zdecydowanie wszedł do mieszkania nie zamykając za sobą drzwi. Był wysoki, i szczupły. Miał na sobie popielate dzwony i białą koszulę od garnituru z niedopiętym górnym guzikiem, którego jedyną funkcją wydawało się odsłanianie lichego torsu mężczyzny. Wglądał zdecydowanie elegancko ponieważ dolna krawędź koszuli wsadził za czarny pasek ze skóry. Czarne trzewiki, które niezmiennie wyglądały elegancko wydawały się zdecydowanie gruntować wizerunek ulubieńca wszystkich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych