Wróć do katalogu

Droga przeznaczenia

Rozdział 12: Katowice - Spodek

Mu-erte, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 12 Katowice – Spodek

Obudził się bardzo wcześnie, włożył sztruksowe spodnie i podczas gdy matka jeszcze spała napisał list. Nie był on długi, ale zawierał konkretne informacje, dziwne, ale konkretne. Włożył go do koperty i schował między książki stojące na regale. Przeczuwał, że ten dzień zmieni całe jego dotychczasowe życie, spali wszystko w popiół. Mimo słonecznej pogody i wizji koncertu, który miał odbyć się za kilka godzin czuł niepokój. Był pobudzony, przestraszony, zagubiony. Czuł się identycznie jak 13 marca 1995 roku, kiedy to zmarł ojciec jego matki, dziadek Jarosław. Tego dnia jego stan był podobny. Wstał o szóstej rano i poszedł do kuchni, gdzie siedziały zapłakane dwie kobiety. Jego matka i jej siostra. - Co się stało? – zadał wtedy zbędne pytanie, choć podświadomie wiedział o co chodzi. W odpowiedzi usłyszał słowa: - Dziadek nie żyje! Upadł. Stracił przytomność. Ból, który przeszywał jego serce był nie do wytrzymania. Wtedy cierpiał z powodu utraty bliskiej osoby, jednak miał niecałe jedenaście lat. Nie rozumiał, dlaczego ludzie płaczą po stracie. Zrozumiał to wiele lat później – po śmierci ojca. By poradzić sobie z cierpieniem wykuł w sercu i w duszy kilka zdań, którymi kierował się przez resztę życia. Człowiek nie płacze z samego faktu śmierci bliskiej osoby. Płacz ten powodowany jest egoistyczną naturą każdego z nas. Płaczemy nad własnym losem, nad tym, że nie spotkamy więcej zmarłego, nie będziemy mieć sposobności porozmawiać z nim, czy przytulić się do niego. Jednakże nikt nie podzielał jego zdania. Więc często myślał: „ Jakimi jesteście egoistami!”. Teraz też chciał zadać pytanie: - Co się stało? – jednak pytanie mógł tylko do siebie kierować. A sam sobie nie potrafił na nie odpowiedzieć. Puścił płytę jednego z heavy metalowych zespołów. W międzyczasie spojrzał w lustro, przez ułamki sekund zobaczył tam obce twarze. Za niewidzialna barierą lustra widział swoich przyjaciół. Ich twarze były wykrzywione martwym przerażeniem i niebotycznym strachem. Obraz zniknął tak szybko jak się pojawił, ale zapadło głęboko w jego pamięć. Jego serce pompowało coraz więcej krwi, biło jak oszalałe, jak gdyby chciało wyrwać się z piersi i gdzieś uciec. - To tylko miraż – wyszeptał. Starał oszukać sam siebie. Złapał pierwsza lepsza książkę leżąca na biurku. Otworzył ją impulsywnie. Próbował coś czytać, aczkolwiek litery zlewały się w jedna całość, tańczyły przed oczami niczym nimfy wodne. Spostrzegł, że były koloru szkarłatu. Niczym krew. Rzucił książką z impetem. Złapał za amulet zwisający z szyi i niczym ranne zwierze zawył z bólu. Naszyjnik parzył. Natłok myśli jednak pozwolił mu wszystko zrozumieć, tylko czy jego rozumowanie było dobre. Odnalazł w swoich myślach logikę, jednak przerażała ona niczym hiena cmentarna. Mamert czuł, że chodzi o koncert Lacuny Coil. To wszystko, czego przed chwila doświadczył było znakiem od Anioła Przeznaczenia. Swoistego rodzaju ostrzeżeniem. Nie powinni tam jechać. Musi przekonać wszystkich, by zostać w domu. Czas oczekiwania dłużył się niemiłosiernie. Po chwili usłyszał dzwonek telefonu komórkowego. To był znak, że już są pod klatką i czekają. Włożywszy na nogi glany chłopak opuścił mieszkanie.

- Dlaczego to tak długo trwało? – spytała Klara, gdy Mamert zbliżył się do samochodu. - Nie możemy tam jechać – zakomunikował chłopak. - Dlaczego? – spytała zaskoczona Martyna wychodząc z samochodu. - Mam złe przeczucia – Mamert ukrył wydarzenia z poranka przed przyjaciółmi. - Przecież to jakaś paranoja kierować się przeczuciem. Prawda? – Modest wlepił wzrok w Klarę. - Tak! – przytaknęła – Możemy spokojnie jechać, nic złego się nie wydarzy. A ty „były mężu” – zwróciła się do Mamert wsiadaj i już nic nie mów, zwyczajnie smęcisz.

Podróż do Katowic przebiegła bez dodatkowych ekscesów. W czasie jazdy albo Modest zastanawiał się nad sensem takich koncertów, albo dziewczyny dywagowały o przydatności kremów ujędrniających. Od czasu do czasu Mamert napomknął coś, że to zły pomysł, a Emiliana raczyła wszystkich swoimi wyssanymi z palca historyjkami jej bujnego życia towarzyskiego. Spodek okazał się dużym budynkiem w kształcie latającego talerza. Nikogo zatem nie dziwiła jego niezwykle trafnie dobrana nazwa. Toligniew zaparkował blisko wejścia i po krótkiej chwili wszyscy jak jeden mąż udali się na sale koncertową, koncert zaczynał się za kilka minut. Z biletów, które odebrał Mamert, wynikało jednak, że nie będą siedzieć obok siebie. - Wiedziałam, że coś pójdzie nie tak – naburmuszyła się Klara pakując się z dziewczynami na siedzenia w czwartym rzędzie. - Daj już spokój! – zawołał z szóstego rzędu Mamert. - Otóż to, patrzcie gasną światła – zauważyła Manuela. Na scenę weszła czarnowłosa szczupła kobieta w bordowej sukni i łagodnym głosem zaczęła śpiewać. Jej głos z każda oktawą nabierał nowego brzmienia, publiczność niczym zahipnotyzowana słuchała jej głosu i podziwiała jej ruchy.

Wydarzenia, które nastąpiły w trakcie trwania koncertu były tak makabryczne, że zdawało się, iż zbliża się dzień apokalipsy. Od strony sceny widzów uderzył oślepiający blask, odrzucił ich na kilkadziesiąt metrów. Osoby siedzące w ostatnich rzędach poczuły swąd spalenizny. Spodek płonął, a gęsty dym uniemożliwiał zorientowanie się w sytuacji. Mamert wydostał się spod krzesła, pod którym umieściła go siła uderzenia. Cała jego twarz była osmalona, z łokci lała się krew, a gryzący dym powodował łzawienie oczu. Ledwo słyszalnym głosem wyszeptał: - Sawin, nic ci nie jest? – dotknął chłopaka leżącego twarzą do ziemi. Ten nie odpowiadał. Było jasne, że nie żył. Chłopak próbował zebrać myśli, rozejrzał się, jednak pole widoku ograniczał dym. Dookoła panował niepomierny hałas, ludzka panika osiągała apogeum. Ci co przeżyli niczym wystraszone zwierzęta biegli w stronę drzwi, które jednak były zatarasowane żyrandolem, który musiał spaść w międzyczasie. W tym właśnie momencie Mamert zdał sobie sprawę, że doszło do wybuchu bomby. Najgorsze jednak było to, że ogień, który był skutkiem wybuchu rozprzestrzeniał się w przerażającym tempie. Obok Sawina chłopak zauważył ciało Patrycego i Toligniewa. Z każdym kolejnym przerażającym odkryciem twarz Mamert przybierała coraz bledszy odcień. Szukał Modesta, który siedział obok niego. Nie mógł go dojrzeć. Jednak, gdy zwrócił wzrok na przejście pomiędzy lewym, a prawym skrzydłem zauważył go. Leżał tam z roztrzaskaną głową. Było oczywiste, że siła wybuchu rzuciła go na kolumnę niczym szmacianą lalkę. - Mamert, co tu się dzieje? – kilka rzędów dalej usłyszał jęk Klary. Po chwili dziewczyna podbiegła do chłopaka, który szybko przytulił ja do serca. - A co z resztą? – spytała. - Chłopcy nie żyją Klaro. Ale trzeba sprawdzić, jak mają się dziewczyny - One…na pewno są martwe – głos dziewczyny przerodził się w jeden wielki skowyt rozpaczy. - Jak to? Przecież siedziały obok ciebie. - Ale one…. One w trakcie koncertu postanowiły podejść bliżej sceny, a potem ten straszliwy wybuch. Pewnie ich kawałki, gdzieś tam teraz leżą – po tych słowach oboje poczuli wewnętrzną pustkę, wiedzieli jedno musieli dostać się jak najszybciej do wyjścia. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, ogień bowiem trawił wszystko co napotkał na swoje drodze. Klara pociągnęła za rękaw Mamert i oboje zaczęli przeciskać się przez tłum ludzi. Chcieli pomóc tym, którzy próbowali odbarykadować drzwi. - To się zaraz zawali! – usłyszeli nagle piskliwy krzyk krępego chłopaka o długich rudych włosach. Mamert zadarł głowę, jego oczy utkwiły na wewnętrznej stronie dachu. Kolumny już go nie podtrzymywały, cała konstrukcja była naruszona. Dach spadał, wprost na ludzi, którzy jeszcze ocaleli. Byli zgubieni. - Nieeee! – krzyknął równo z Klarą i nastała ciemność.

Mamert otworzył oczy, był przerażony. Kątem oka zauważył Klarę siadająca w czwartym rzędzie. Po chwili dziewczyna powiedziała: - Wiedziałam, że coś pójdzie nie tak – te niby zwyczajne słowa,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych