Droga samotności.
Ot tak o.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nagle rozległ się przerażający odłos wybuchu. Rachel wyjrzała przez okno ignorując krzyki panikującej wychowawczyni.Dom Clafort’ów palił się żywym ogniem.Z jego wnętrza słychać było pisk przerażonych dzieci próbujących wydostać się na zewnątrz.W powietrzu unosił się odur spalenizny,a zarazem bólu i cierpienia wojennego,tak dobrze już przez ludzi znanego… A to wszystko przez skromną nastolatkę zagubioną we własnym życiu. -Rachel! Zwariowałaś? – zawołała Alison próbując odepchnąć dziewczynę od szyby. – Jeżeli Niemcy cię zobaczą naślesz na nas niebezpieczeństwo! - Nie bój się,nikt nas nie skrzywdzi. –Rachel zeskoczyła z parapetu i bezsłowa minęła swoją młodszą koleżankę. Miała dość paniki rodzącej się w każdym człowieku z jej otoczenia.Tylko ona,zawsze dziwnie spokojna, mogła wyjść na ulicę,mogła minąć wroga z bronią w ręku.Nigdy jednak nie wiedziała co nim kieruje.Czemu jej nie zabija oraz dlaczego zachowuje się jakby była niewidzialna,jakby była duchem…? Rachel położyła się na swoim starym,gnijącym łóżku i poczęła wpatrywać się w sufit.Widniały na nim wilgotne plamy,dach przeciekał,a nikt nie był skory do tego,aby go naprawić.Z tego też powodu w sierocińcu królował zapach stęchlizny. - Chowajcie się,chowajcie się! – krzyczała pani Journey,zaganiając do łóżek wszystkich swoich podopiecznych. Mając zamknięte oczy była zdolna usłyszeć tylko ich przyśpieszone oddechy oraz ciche szlochania kruchych,niczym porcelana dziewczynek.Ich małe serca były przepełnione nienawiścią oraz smutkiem,czyli najgorszymi i najczęstrzymi uczuciami,które towarzyszyły ludziom podczas batalii. - Gdzie jest Stara? – szepnął pięcioletni Bobbie spod swojej cienkiej pierzyny. Tak bowiem brzmiało przezwisko Rachel.Była najstarszym dzieckiem w bidulu,a oprócz tego najbardziej wydoroślałym.Jej rozsądek górował nad wszystkimi innymi cechami charakteru. - Tu jestem. – dziewczyna uniosła lekko rękę po czym zapadła w głęboki sen. Nic nadzwyczajnego w tym śnie nie zobaczyła,ponieważ od sześciu lat ukazywała się jej się ta sama,humoidalna kobieta w białym płaszczu.Na jej twarzy widniały niebieskie malowidła przedstawiające kwiaty.Za każdym razem wypowiadała te same słowa: - Masz władzę,zabij. – i w tym momencie Rachel się budziła. Od pewnego czasu uważała białą damę za swoją przyjaciółkę,która podpowiada jej,w którą stronę skręcić.Nastolatka nie zdawała sobie jednak sprawy ze swoich czynów.Zapominała o nich zaraz po fakcie.Tak więc wyrzuty sumienia ginęły w ciemnym przykryciu nocy. Nagle mała Alice w amoku rzuciła się na łóżko starszej koleżanki. - Rachel,śniadanie!Wstawaj śpiochu! – śmiała się wesoło. Alice była jedyną osobą,której dziewczyna nigdy by nie skrzywdziła.Jej przerośnięte ego jakimś cudem było w stanie zmieścić serduszko przyrodniej siostry.W tym,iż była przyrodnia nie było nic nadzwyczajnego.Wielu znajomych Rachel posiadało przyszywaną rodzinę,gdyż kiedy mężczyźni ginęli ich żony powtórnie brały ślub. - Nie mam ochoty. – mruknęła Stara,przekręcając się na drugi bok. – Zagraj mi coś. - No dobra… - twarz Alice wykrzywił niemiły grymas. Nigdy nie lubiła grać na pianinie,jednakże wiedziała,że tym sposobem pomaga swojej ukochanej siostrze.Wyjęła z kieszeni fartuszka swoje blade palce i „usadowiła” je na biało-czarnych klawiszach fortepianu.Chwilę potem w pomieszczeniu rozległy się pierwsze tony wysublimowanych nokturnów Chopina. - Hm.. – mruknęła Rachel poczym postawiła stopy na zimnej posadzce. Nie było to przyjemne uczucie.W tle ukochana muzyka,huk karabinów,płacz dzieci oraz wrzaski śmiertelników próbujących uciec przed nieuchronną śmiercią. W pewnej chwili przyjemne nuty ucichły.Alice wyjrzała przez okno, a później...Nikt nie wiedział ile minęło czasu.Dzień,dwa,może miesiąc. - Nie! – wrzasnęła…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bitching
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…