Droga zagłady Akt I
Przebudzenie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Lepiej rządzić w piekle niż służyć w niebie!!! Słowa te dzwoniły Razielowi w umyśle, gdy zbierał się z ziemi. Młody mężczyzna na granicy dorosłego życia. Naprawdę nazywał się Krzysztof Orlicz i mieszkał w jednej z dzielnic Katowic. Młody i inteligentny, przynajmniej inni się o nim tak wyrażali. On zawsze miał o sobie nieco inne mniemanie. Zawsze szczerze nienawidził całego świata i teraz postawił wszystko na jedną kartę. Co zadziwiające udało mu się, nie tylko przywołał Pana Ciemności to jeszcze zmusił go do wykonania jego życzeń. Czuł rytmiczne pulsowanie w całym organizmie, potężną energię pragnącą wydostać się na zewnątrz. To był dowód, iż wydarzenia, które doznał przed chwilą przynajmniej po części były prawdziwe. Czuł się jakby był w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, lecz wciąż trzymał kontrolę na własnym umysłem. Jedynie jego ciało nie chciało zbytnio słuchać rozkazów umysłu. Odbijając się od ścian dotarł do swoich ciuchów i latarki. Zapalił ją i skierował kroki w kierunku drugiego kręgu. Przystanął na chwilę. Oparty o ścianę zbierał myśli, czuł jak wraca mu siła. Czuł coraz większy kontakt ze światem, który rósł z każdą chwilą. Na jego środku leżał mały, papierowy zwój. Symbole, które miały chronić świat przed tym, którego wzywał, były wypalone aż do gruntu. Powoli odzyskiwał władzę w nogach, toteż mozolnie powłóczył się do zniszczonego kawałka podłogi. Podniósł papier i schował go do plecaka. Z dużym trudem założył swoje ubranie i chwiejnym krokiem udał się w kierunku wyjścia. Każda chwila przynosiła nowe doznania, odczuwał teraz wielką kontrolę nad swoimi mięśniami, taką jakiej jeszcze nigdy nie zaznał. Wyszedł na zewnątrz opuszczonego budynku. Uderzył go powiew lodowatego wiatru. Zbliżała się noc, a swój eksperyment zaczynał rankiem. Czas chyba opuścił go na chwilę. Nie czuł się zmęczony, wręcz przeciwnie. Odczuwał siłę, jakiej nigdy nie miał żaden człowiek. Zdawało mu się, iż może przenosić góry, jeśli tylko zechce. Po chwili namysłu ruszył w stronę biblioteki, w której pracowała jego ciotka. Nie była to jego prawdziwa krewna, lecz zawsze czuł, że ona go przyciąga. Nie interesowała go fizycznie, gdyż była starsza od niego prawie o czterdzieści lat, lecz czuł, że mają wspólną duszę. Doskonale czuł się w jej towarzystwie i od niej wszystkiego się nauczył. Od miłości do książek, aż po wiedzę tajemną. Oczywiście nie wiedziała, co miał zamiar zrobić, zawsze uważał ją za czarownicę, nigdy nie wiedział, że miał rację. Aż do dziś... Wszedł do budynku bocznymi drzwiami. O tej porze główne drzwi były już dawno zamknięte. W środku nikogo nie było poza nawiedzoną kobietą przemierzającą zastępy regałów uginających się od ciężaru wiedzy. - Witaj Krzysiu. Co tam u ciebie słychać? Nie było cię tu już prawie miesiąc. - Choć z początku emanowała radością jej aura zmieniła się błyskawicznie w przerażenie i powagę. - Coś ty narobił?... - Zdziwiła go taka postawa, gdyż nigdy wcześniej jej takiej nie widział. - Nic. - Wszystkie duchy szepczą o nadchodzącej wojnie. Mówiły coś o młodym mężczyźnie z okolicy, ale ja nigdy bym cię o coś takiego nie posądziła. Jak mogłeś to zrobić? - Histeryzowała. - To? Jakie "To"? - Oparł spokojnie - Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię. - Teraz przemawiał przez nią gniew. - Ha, ha. - Zaśmiał się tylko. - Ty się śmiejesz?!? Wielka Pani Ziemi, Lasów i Powietrza, co my teraz zrobimy? - Jej lament niósł się echem w odosobnionym pomieszczeniu. - My nic nie zrobimy. - Czuł jak spokój, z którym wypowiada swe słowa, płynie wprost z jego wnętrza, z jego nowej siły. - Ale ja zrobię to, co zamierzam, a ty... Ty nie próbuj mi przeszkadzać. Podszedł do ekspresu i zrobił sobie herbatę. Kobieta w tym czasie rozrzucała patyki, dziwne kamienie i kawałki kości, za każdym razem mrucząc coś i przecząco kiwając głową. W końcu przestała i podeszła do niego. - To dziwne, ale bogowie rozkazują bym ci pomogła. - Mówiła to z przerażeniem. - Widzisz... Uspokój się, napij herbaty... - Podał jej kubek. Wciąż jego głos nawet nie drgnął. - Usiądźmy i porozmawiajmy spokojnie. W każdej bibliotece jest takie miejsce, odizolowane od wszystkich, gdzie tylko wtajemniczeni mają wstęp. Często, tak jak i w tym przypadku, takie miejsca są nieopodal podręczników z zakazaną wiedzą. Dwa wygodne foteliki i mały stolik. Rozsiedli się wygodnie, choć ona wciąż zdradzała niezwykłe zdenerwowanie. Krzysztof w końcu przyjrzał się papierowi. Pieczęć z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lord Raziel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…