Wróć do katalogu

Droga zagłady Akt III

Wieczne życie

Lord Razielopublikowano 13 września 20038 min czytania 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Monumentalne szczyty alpejskich gór sięgają nieba, niemal tak samo jak drapacze chmur. Ich potęga jest naturalna, płynie wprost z wnętrza ziemi. Uformowane tak dawno temu, wciąż zachowują dziedzictwo dziejów, wciąż pokazują, iż człowiek jest nikim wobec nieograniczonej potęgi planety, która wydała nas na świat. Ktoś, komu podoba się obserwowanie gór, tonących w spokoju, tuż przed potężną śnieżną nawałnicą, mógłby się wystraszyć, gdyby zobaczył istotę stojącą samotnie przed stromym zboczem. Przeraziłby się jeszcze bardziej gdyby przyjrzał się jej dokładnie. Raziel powoli tracił ostatnie cechy człowieka i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wiedział, że temperatura wokół niego zamraża człowieka żywcem, on jednak czuł tylko miły chłód. Spojrzał w górę. Gdzieś tu musi być ten cholerny starzec. "Trzeba się tylko skupić" - Pomyślał. I miał rację. Gdy otworzył oczy, znajdował się już w lodowej komnacie, wykutej gdzieś w środku lodowca. Żadnych okien czy drzwi. Jedynie bryła lodu na środku. - Witaj... - Głos dochodził z bryły. - Długo... Na... Ciebie... Czekaliśmy... - Wydawał się słaby, wątły, miał problemy z mówieniem zupełnie jakby zdążył zapomnieć jak to się robi. Raziel wpatrywał się chwilę w blok lodu i dostrzegł w nim zarysy ciała. - Nareszcie... Przybyłeś... - Po każdym słowie głos robił krótką przerwę, by jak się Razielowi zdawało, znaleźć następne słowo. Lód powoli zaczął odłamywać się od głównego bloku. Scena ta trwała kilka dobrych minut i w końcu całe okropieństwo żywych zwłok ukazało się ponownie światu. Raziel z całą pewnością mógł stwierdzić, że kiedyś to był człowiek, lecz było to już bardzo, bardzo dawno temu. Oczy zbielały i zapadły się w głąb czaszki, cała twarz była nieznośnie poobijana. Kości policzkowe przebyły skórę, która odchodziła płatami wraz z lodem. Ta bezimienna kreatura nie miała na głowie krzty włosów, a czaszkę w jednym miejscu miała nawet przebitą, pewnie od starego uderzenia. Z dziury zionęła otchłań i szarobrązowa masa, która kiedyś była mózgiem. Na szyi ciała Raziel dopatrzył się śladów od sznura, widać człowiek chciał się zabić, ale mu nie wyszło. Dopiero teraz, gdy wzrok opadł na płuca, zrozumiał, dlaczego tak dziwnie ta istota mówiła. Nie dość, że tchawicę zmiażdżyła próba samobójstwa, to jeszcze płuca były przebite na wylot. Odpadająca skóra ujawniła przegnite mięśnie, zmienione w brudną, bezkształtną masę. Postać cuchnęła smrodem, jakiego Raziel jeszcze nie odczuł w życiu. Smród gorszy niż śmierć - tak śmierdziało życie. - Miecz... - Postać wskazała na ścianę za plecami Raziela. Wisiał tam miecz, który w dziwny sposób przeciwstawił się próbie czasu i jakoś nie nagryziony przez ząb wieków dotrwał w idealnym stanie aż do dziś. Wziął go w dłonie. Leżał idealnie. Zupełnie jakby był zrobiony dla niego. Przerzucił go parę razy, przeciął nim powietrze. W końcu przełożył go do lewej ręki wciąż mu się przyglądając. - Teraz... Demonie... Zrób... To... Zabij... Mnie... Tym... Mieczem... Z... - Tu wyraźnie ciężej było mu wymówić to słowo. - Z... Sodomy... - Nie jestem demonem. - Odpowiedział cicho Raziel. Strasznie go to zdenerwowało. Ruszył w stronę umarlaka, lecz zatrzymał się na odległość miecza przed nim. - Na takiego śmiecia jak ty nie będę zużywał tej doskonałej stali. - Ty... Musisz..! - Istota spróbowała nawet krzyknąć, choć nie wyszło jej to zbyt dobrze, ze zmiażdżonej krtani wydostało się jedynie krótkie charknięcie. - Musisz... Mnie... Uwolnić... - Nic nie muszę. - Naigrywał się, patrząc na cierpienia istoty. - Proszę... Zrób... To... Błagam... Raziel nie miał siły, by słuchać starucha cokolwiek dłużej.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych