Drogi Święty Mikołaju
Historia o łódzkiej wigilii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Drogi Święty Mikołaju
Nazywam się Maciuś i mam 9 lat. Mieszkam w Łodzi i chodzę do szkoły podstawowej blisko mojego domu. W tym roku byłem grzeczny, pomagałem rodzicom i się uczyłem. Czasem tylko się śmiałem z takiego głupiego chłopaka z czwartej klasy, bo ma aparat i wygląda śmiesznie. Chciałem napisać listę prezentów, ale nie będę tego robił, bo w tym roku na urodziny dostałem to, co chciałem i nie chce nic więcej. No chyba, że samochodzik, taki fajny widziałem w sklepie wczoraj. Ale to jak chcesz. Chciałem Cię poprosić, drogi Święty Mikołaju, żebyś dał prezenty tym biednym dzieciom, które wczoraj widziałem. Wyglądały na smutne i też pewnie chciałyby prezenty. Więc chciałem powiedzieć, że mi w tym roku nie musisz nic przynosić, przynieś coś im. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.
Wesołych świąt drogi Święty Mikołaju Maciuś
***
Centrum handlowe było, jak co roku, pełne świątecznych ozdób, kolorowych lampek bijących po oczach wszystkimi kolorami tęczy, sztucznych choinek wyginających się od błyszczących bombek, nawet co jakiś czas przechodził facet przebrany za Świętego Mikołaja zaczepiający dzieci. Wystawy sklepów ścigały się w coraz to bardziej wymyślnych ozdobach przyciągających klientów spragnionych zakupów. Z głośników leciały stare piosenki z lat osiemdziesiątych, które każdy dobrze znał z radia albo telewizji, nucąc po nosem. Hostessy stojące przed sklepami uśmiechały się sztucznie do przechodniów wypinając biust i kręcąc tyłkami. Szaleństwo świątecznych zakupów w wigilię osiągało punkt kulminacyjny. Maciuś przeszedł przez bramkę sklepu dreptając za rodzicami i rozglądając się dookoła. Złapał rodziców za ręce. Szczęśliwa, polska rodzina nowobogackich przechadzała się przez długie korytarze sklepów szukając dla siebie świątecznych podarunków. Przystanęli przez wystawą drogich zegarków, Maciuś odszedł kawałek od nich, usiadł na ławce. Godziny chodzenia po centrum dawały się we znaki. Na ławce obok siedział chłopiec mniej więcej w jego wieku. Co chwilę poprawiał starą, za dużą czapkę brudną rączką odzianą w rękawiczki bez palców. Jego kurtka była podarta i ewidentnie za duża, co chwilę zakrywając rękawami ręce. Dresowe spodnie ozdobione kilkoma paskami miały tu i ówdzie dziury. Obłocone buty były za małe, sznurówki moczyły się w kałuży z roztopionego śniegu. Maciuś wstał i z nieśmiałością podszedł do chłopca. - Cześć. – powiedział, rumieniąc się i uśmiechając – Zauważyłem, że siedzisz sam, więc chciałem się przywitać. Jestem Maciuś. Chłopiec filtrował wzrokiem rozmówcę, przyjrzał się schludnemu, czystemu ubraniu Maciusia, czystym, zadbanym włosom. - Cześć, jestem Łukasz. – odpowiedział uśmiechając się sztucznie. - No to fajnie. – Maciuś odpowiedział uśmiechem i wziął głębszy niż zwykle oddech, rumieniec z polików nie schodził. – A gdzie są twoi rodzice? Nie przyszedłeś z nimi po prezenty? - Nie mam rodziców. – odpowiedział natychmiast, uśmiech z jego twarzy zniknął. Spuścił wzrok patrząc się w nowe buty Maciusia. – Przyszedłem tutaj, bo jest ciepło. - Ale jak to nie masz rodziców? Poszli na zakupy? – zapytał Maciuś unosząc brwi w zdziwieniu. - Nie, nie poszli na zakupy. Po prostu ich nie mam. Maciuś wpatrywał się w chłopca, ten co rusz pociągał nosem, wycierał szkliste oczy brudną rękawiczką. Po chwili spojrzał się na Maciusia ze złością wymalowaną na umorusanej twarzy. - Przyszedłeś się ze mnie śmiać? – wysyczał przez zaciśnięte zęby, łkając cichutko. Maciuś otworzył jeszcze szerzej oczy. - Nie… - zaczął niepewnie. – Ja… Ja chciałem tylko porozmawiać. I… Mam dla ciebie prezent, wiesz? Chłopiec przetarł oczy, spojrzał się w rozmówce z nieopisanym zdziwieniem. Maciuś wyjął z kieszeni kurtki czekoladowego batona i dwa cukierki, które zabrał spod kasy w sklepie, jako podarunek dla kupujących. - Masz. – wręczył chłopcu z uśmiechem. – Smacznego. I wesołych świąt! Chłopiec wziął delikatnie podarunek, rozdarł opakowanie i zaczął łapczywie jeść brudząc się polewą wokół ust. Gdy skończył zmiął papierek w ręku, włożył cukierki w wewnętrzną kieszeń kurtki. Podniósł wzrok na Maciusia, który z zapałem go obserwował. Chłopcu znów pojawiły się łzy w oczach. - Nikt mi nigdy nie dał prezentu na święta. Dziękuję. Maciuś spojrzał się na niego, otworzył usta, chciał coś powiedzieć, ale gula w krtani odjęła mu głos, oczy zdradziecko się zaszkliły. - Nie ma za co. – wydukał cicho nie spuszczając wzroku z chłopca. Łukasz wyjął z kurtki jakieś małe zawiniątko. Odwinął je z karki papieru. Wyjął małego aniołka, zrobionego z kawałka białej szmatki, skrzydłami były dwa gołębie pióra, oczami niebieskie guziki. Aureola zrobiona z kawałka drutu. Wcisnął go Maciusiowi w dłoń, ten ją zacisnął. Bardzo mocno. - Wesołych świąt. – powiedział cicho chłopiec. Za rękę Maciusia szarpnęła jakaś kobieta, pociągnęła go w swoją stronę. Spojrzała się wrednie na chłopca siedzącego na ławce. - Ile razy Ci powtarzałam, że masz nie rozmawiać z jakimiś brudasami?! – powiedziała do Maćka nie spuszczając gniewnego wzroku z Łukasza. – Masz lepszych znajomych. Chodź, idziemy do domu. Matka odwróciła się i poszła w stronę męża, ciągnąc Maciusia za rękę. Ten co chwila oglądał się na chłopca. Na jego wychudzonego kolegę, do którego żywił jakieś dziwne uczucie mimo raptem kilku chwil rozmowy. Patrzył się na osobę, która pierwszy raz w życiu szczerze mu podziękowała, mimo, że nie dał jej nic wartościowego. Łukasz pomachał w jego stronę kilkukrotnie uśmiechając się ciepło, przecierając rączką załzawione oczy. Maciuś pierwszy raz miał ochotę rozpłakać się bez powodu.
***
Srebrny sedan stanął przed bramą ładnej wilii na przedmieściach Łodzi. Z środka wysiadł wysoki blondyn z równo przystrzyżoną brudką. Bujne loki wypadały spod staromodnego kapelusza. Otworzył bagażnik, wyjął kilka ozdobnych torebek z prezentami w środku. Spojrzał się na drewniany pokrowiec na gitarę, uśmiechnął przelotnie. Zamknął klapę bagażnika i pewnym krokiem ruszył w stronę świątecznie ozdobionego domu. Zapukał kilkukrotnie do drzwi. Te otworzyły się szybko. - Maciuś! – krzyknęła kobieta stojąca w drzwiach. – Wreszcie przyjechałeś! - Cześć, mamo. – odpowiedział beznamiętnie, wykrzywił wargi w sztucznym uśmiechu. Wszedł do środka. Ostatnie miejsce przy stole było wolne. Zaczął się witać z gośćmi, potem położył prezenty pod dwuipółmetrową choinką. Wykrzywił wargi w grymasie. Cały dom był wręcz wypchany ozdobami. I jeszcze ta choinka. Ojciec przeżywa kryzys wieku średniego i kupuje wszystko, co wielkie, pomyślał. Goście zaczęli składać sobie życzenia łamiąc się opłatkiem. Co chwila słychać było wybuchnięcie śmiechem i te same, przestarzałe i wpisane w kanon świat życzenia. Potem słychać było rwanie opakowań od prezentów, dziatwa zebrana wokół choinki radośnie krzyczała wpatrując się w podarunki. Maciej beznamiętnie żuł kęs pieczonego karpia. - No to opowiadaj synek. – zwrócił się do niego ojciec. – Jak ci się powodzi w tym Wrocławiu, co? - A po staremu padre, nic nowego. Drugi rok mi daje czasem wycisk, ale nie jest najgorzej. – odpowiedział uśmiechając się do ojca. - A kobitę żeś sobie jakąś znalazł? Chcemy mieć się kim opiekować z matką zanim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil JurassicPunk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…