Wróć do katalogu

Druga Strona Lustra

Nieco filozoficzna podróż po światach równoległych.

Roy, opublikowano , 39 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Druga strona lustra

Wstawał zwykle wcześnie rano, aby uniknąć tłoku w łazience. Brał szybki prysznic, ubierał przygotowane poprzedniego dnia rzeczy i wychodził z domu. Śniadanie jadł w pracy przy biurku, lunch zawsze w tym samym barze nieopodal pracy. Kolacje, jeśli ją jadał - zawsze w towarzystwie żony, która pracowicie przygotowywała mu ją i podawała na stół w salonie.

Mieli sześcioletniego chłopca, który był dzieckiem spokojnym aczkolwiek zamkniętym w sobie. Uczęszczał do ostatniej grupy przedszkola i od przyszłego roku miał pójść do szkoły.

Ich życie przebiegało bez zakłóceń od dwunastu lat, kiedy się pobrali. Monotonnie wykonywane czynności, rutynowa praca, przywary, które charakteryzowały „zapuszczający się” związek małżeński. Ona była pulchną blondynką pracującą jako sekretarka w kancelarii adwokackiej. On był architektem w jednym z renomowanych biur projektów w ich mieście. Przyznać trzeba, że doskonale dawali sobie radę. W ciągu dwunastu lat małżeństwa dorobili się przyzwoitego – cztero pokojowego mieszkania w nowym budownictwie oraz działki z małym domkiem za miastem. Oboje jeździli przyzwoitymi, niewysłużonymi samochodami marek japońskich, które uważali za niezawodne.

Jej jedynym, najważniejszym celem w życiu było wychować ich syna w sposób, w jaki wychowali ją rodzice. Dostała dobrą szkołę zasad i obowiązków. Pozornie nic im nie brakowało nic nie przeszkadzało w codziennym życiu

On jednak nie potrafił od kilku już lat zasypiać bez bólu głowy, który przychodził, gdy tylko zbliżył twarz do poduszki. Zawsze wtedy wychodziły trudne i niechciane myśli jak pająki spod sterty drewna. Zastanawiał się czy całe te studia, mozolne drapanie się po szczeblach kariery przez rozmaite biura projektów i to co osiągnął było tym do czego dążył ? Czego naprawdę potrzebował w życiu ? Zawsze wbijano mu do głowy pracowitość, obowiązkowość, punktualność i ambicje. Cechy te przyswoił skrupulatnie i w należytym porządku. Dzięki temu zyskał solidne podstawy do walki o swój byt. Z żoną poznali się jeszcze na studiach. Była to jedna z tych studenckich miłości - burzliwych i szybko kończących się ślubem. Na dziecko zdecydowali się po pięciu latach małżeństwa, dorabiając się przez ten czas mieszkania.

Jego sposobem na zaśnięcie było wzięcie kilku łyków wody, której butelka zawsze stała przy łóżku, skulenie się do pozycji embrionalnej i wtulenie głowy w poduszkę. Czasem zasypiał na brzuchu żony, która od czasu do czasu drapała go przed zaśnięciem po plecach oglądając jakiś nudny serial, którego on nie miał ochoty oglądać lub oglądał tylko dlatego, aby zabić czas przed zaśnięciem. Myśli przychodziły jedna po drugiej. Czasem miały postać białego anioła, który pochyla się nad nim i w geście błogosławieństwa dotyka jego głowy lub kładzie mu na niej obie ręce, co zwykle łagodziło ból. Czasem jednak myśli miały inny charakter. Podsuwały mu rozwiązania jego dręczących rozważań wysyłając go w podróż z biletem w jedną stronę. Zwykle było to miejsce, do którego sam nie był przekonany czy istnieje naprawdę. Samotne wyspy, lub małe senne miasteczka, w których spotkanie człowieka graniczyło z cudem. Kiedyś w jakimś filmie ujrzał takie miasteczko pozbawione ludzi i zapragnął wtedy się tam przenieść. Nie dlatego, że jego życie było złe a dlatego że cierpiał i przyczyny tego cierpienia nie potrafił zrozumieć. Wydawało mu się, iż główną przyczyną jego bólu jest ciżba ludzka, która tłoczy się każdego dnia na ulicach i chodnikach, w urzędach, sklepach i na dworcach. Nawet w kinie czuł się źle, gdy otaczała go zbyt duża liczba widzów, którzy wciąż kręcili się na miejscach, rozmawiali, jakby nie mieli nic innego do roboty w kinie. Męczył go tłum, dlatego pragnął spokoju i samotności. Pewną ucieczką była jego praca, która wymagała skupienia, spokoju i precyzji. Pokój w biurze dzielił z kolegą, który sam był milczkiem. Nie przeszkadzało mu to jednak i czuł się z tym dobrze. W wolnych chwilach czasem wchodził do Internetu i czytał artykuły o wyprawach himalaistów, które pasjonowały go od dzieciństwa. Problemem były jednak wciąż myśli, które wywoływały ból głowy przed zaśnięciem a sprowokowane w trakcie jazdy samochodem do pracy wywoływały u niego długotrwały smutek. Nie potrafił wyrzucić z siebie tych myśli, które kłębiły się wciąż w jego umyśle i nieproszone rozwijały się w całe historie.

Nie pamiętał czy było to w szóstym czy siódmym roku małżeństwa, niedługo po tym jak urodził się im syn, kiedy pierwszy raz po przebudzeniu doznał wrażenia rozbicia, niespójności poprzedniego dnia ze stanem obecnym. Przypominał sobie zdarzenia z dnia wczorajszego, które nie pasowały do układanki teraźniejszości. A to bak w samochodzie był rano pusty, kiedy był przekonany, że poprzedniego dnia po południu tankował go do pełna. Innym razem otwierając szafę nie natrafiał na wyprasowaną koszulę, choć przysiągłby, że poprzedniego dnia wieczorem żona prasowała mu ją przy okazji oglądając telewizję. Był również przypadek, kiedy w pustym, o czym był przekonany – portfelu znalazł rano kilka banknotów. Utwierdzało go to w przekonaniu, że możliwym jest, iż podczas snu przeskakuje światy, wchodząc do symetrycznych odbić swojej rzeczywistości, światów równoległych, które z pozoru nie różniły się znacząco od tych pozostawianych przed zaśnięciem. Każda próba okiełznania zjawiska poprzez najróżniejsze medytacje, nocne przebudzenia, techniki kontrolowanego snu nie przynosiła skutku. Tajemnica nie dawała się poznać. Po pewnym czasie zaczął nawet zastanawiać się, czy nie padł ofiarą zaburzenia psychicznego, lecz szybko to wykluczył. Pracował normalnie, normalnie się odżywiał i jego rodzinie jak mu się wydawało - nic nie zagrażało. Rozmawiając ze znajomym psychiatrą potwierdził swoją diagnozę. Człowiek ów, w stopniu doktora wyjawił mu sekrety jego stanu, które zwykle polegają na przemęczeniu, niedotlenieniu, nadużywaniem alkoholu, tytoniu i wszelkich innych używek. Palił niewiele, uważał też, iż z alkoholem nie ma większych problemów. Sytuacje, na jakie natrafiał rano związane z brakiem relatywizmu pomiędzy teraźniejszością i przeszłością nie zdarzały się jednak często. Często nawiedzały go tylko myśli. Z czasem przyzwyczaił się do nich jak do własnego szlafroka, który nosił przed zaśnięciem po kąpieli. Wieczorem kładł się do łóżka i czekał na myśli. A myśli przychodziły zawsze.

Tego wieczora długo nie mógł zasnąć. Rozmyślał o swojej przeszłości, o latach minionych, których smak nigdy już nie powróci, a których pojedyncze obrazy skrywało jego wnętrze. Przypomniał sobie Ewę, koleżankę z sąsiedniego biura projektów, z którą zdradził żonę. Poznali się na targach budowlanych w Łodzi. Spotykali się ukradkiem w parku niedaleko biura, aby nacieszyć zmysły swoją obecnością, dotykiem, zapachem. Związek jednak nie trwał długo i rozsypał się w pewną zimowa noc, kiedy na rauszu poszedł do jej mieszkania. Kiedy mu otworzyła w głębi mieszkania ujrzał mężczyznę w podkoszulku. Więcej nie zadzwonił a ona także nie szukała z nim kontaktu. Nastąpiło naturalne wypalenie się ich burzliwego romansu. Wtedy nawet nie przyszło mu to do głowy, aby wyjaśniać cokolwiek z Ewą.

Długo przewracał się z boku na bok, kiedy przyszły kolejne myśli. Zaczął zastanawiać się co takiego istotnego dokonał w życiu. Czy jego spojrzenie na świat i ludzi jest właściwe ? Przeżył już sporo różnych historii - wcześniej w dzieciństwie, w młodości, w małżeństwie. Widział różne rzeczy, był świadkiem rozmaitych historii. Dawały mu one przeświadczenie, iż nie ma prawd absolutnych, nie ma absolutnej miłości, szczęście to iluzja, trwałość wszelakiej materii i niematerii to fikcja poddawana obróbce w celu zastąpienia jej prawdą. Nawet jego budynki, domy, mosty - ich trwałość obliczona była na określony czas. Nic nie trwa wiecznie, rozważał. Gdyby tak można było na chwilę zostawić tego faceta w jego ciele, który przewala się w łóżku z boku na bok i wyjść z tego domu podążając pozornie bez celu. Kiedyś lubił się włóczyć, ale od czasu, kiedy wpadł w wir obowiązków rodzinnych jego czas wypełniony był do granic absurdu. Zostawało mu, co prawda kilka godzin w tygodniu sam na sam, lecz było to tylko namiastką urwanego skrawka czasu, z którego z resztą rzadko korzystał. Bo i po co ? - myślał. Jeśli nawet samotnie poszedł do parku, na Starówkę czy do kina zaraz musiał spieszyć się do domu, do obowiązków. Nawet, gdy był przed czasem nadziewał się na badawcze spojrzenia żony i zwykle marudzenie synka, który domagał się uwagi od ojca. Gdyby dane mi było zmienić moje życie, od czego bym zaczął, jaki jego fragment poddałbym zmianom ? – dywagował. Wygląd, charakter, miejsce i czas urodzenia ? A może towarzyszkę życia ? Nie to bez sensu, myślał. Zaczynać wszystko od nowa, poznawać kogoś od podszewki, znów się angażować, wyjaśniać, kłócić, przepraszać. Gdyby nie te myśli wieczorne i trudności z zasypianiem byłby chyba normalnym mężczyzną.

Następnego ranka nie mógł się podnieść. Żona z synkiem wyszła wcześniej do pracy a on najzwyczajniej w świecie zaspał. Szybko wskoczył pod prysznic i nie przygotowując nawet porannej kawy wybiegł z domu. Wsiadł do samochodu zaparkowanego na pobliskim parkingu i jak wariat jechał w kierunku pracy. Na skrzyżowaniu niedaleko pracy przejechał na czerwonym świetle i wjechał prosto na ruszającą z prawej strony ciężarówkę. Nawet nie hamował. Uderzył swoją toyotą centralnie, w metalowy korpus wywrotki. Poczuł, że jakaś niewidzialna siła porwała go i leciał jakimś ciemnym tunelem z zawrotną prędkością w kierunku małego punkciku światła. Pamięta tylko, że nie czuł strachu, raczej było mu przyjemnie. W miarę jak zbliżał się do świetlistego punktu ogarnęła go prawie euforia. Wleciał w świetlisty punkt, który rozlał się po całej przestrzeni, jaką miał przed sobą i obraz zniknął. Zapadła ciemność.

Śniły mu się węże pełzające po całym jego ciele a on nie mógł ich dotknąć, gdyż ręce spętane miał na plecach. Wił się cały i krzyczał....

- Spokojnie, jest pan jeszcze w szoku powypadkowym. Słyszy mnie pan ? Miał pan dużo szczęścia - rzekł wysoki mężczyzna w białym kitlu ze stetoskopem zawieszonym na szyi. Gdyby fotel pana nie pękł, leżałby pan teraz w kostnicy. Ma pan złamane 3 żebra, wstrząśnienie mózgu i ogólne potłuczenia, ale wyjdzie pan z tego – rzekł lekarz.

Nie odezwał się, mrugał tylko oczami jak zaspany pies. Słowa doktora ledwo dochodziły do jego uszu. Miał dziwne wrażenie opuchlizny. Oczy przysłaniała mu lekka mgiełka.

- Gdzie ja jestem ? - spytał

- W szpitalu rejonowym na oddziale intensywnej terapii. Jest pan podłączony do respiratora, który jeszcze dziś odłączymy. Podawana jest panu dożylnie glukoza. Myślę, iż hospitalizacja zabierze jeszcze około 3-4 dni - powiedział lekarz.

- Czy... żona wie... - spytał

- Oczywiście, codziennie tu przychodziła od 3 dni, kiedy pan leży u nas. Ma pan piękną żonę - uśmiechając się rzekł doktor.

Mam piękną żonę ? - pomyślał. Jakże pocieszający jest fakt, że jego żona podoba się także innym mężczyznom. To może być nawet miłe i... czasem nawet bardziej niż miłe. Poczuł silny ból głowy i zmęczenie. Po chwili zapadł w sen.

Obudził się, kiedy zapadał już wieczór a na horyzoncie za oknem niebo krwawiło...

- Witaj kochanie - rzekł głos z prawej strony

Odwrócił się gwałtownie i osłupiał. Obok na szpitalnym zydlu siedziała blondynka o zniewalającej urodzie. Jasna karnacja przeplatana drobnymi piegami na nosie i policzkach, mały nosek, zmysłowe usta, piękny owal twarzy i długie blond kręcone włosy sprawiały wrażenie nieziemskiego piękna. Ubrana była w szerokie brązowe sztruksy, krótkie kozaczki i jasny półgolf, na którym wisiał delikatny złoty łańcuszek z małym słonikiem. Na jej kolanach leżała bordowa skórzana, kurteczka a całości dopełniał cudowny zapach mandarynu przemieszanego z liśćmi mięty i nutą pieprzu.

- Kim pani jest ? - wyszeptał

Zastygła w milczeniu.

- Nie poznajesz mnie kochanie ?

- Nie - rzekł pewnie

- Jestem Twoją Żoną. Mam na imię Magda

Pamiętał, że ma żonę. Że ma na imię Magda, lecz z pewnością ta kobieta nie była jego żoną. Mogła mieć 28, najdalej 30 lat. Na pewno to nie jest moja żona - pomyślał, kiedy wstała i pochyliła się nad nim, aby go pocałować. Miała miękkie usta, ledwo musnęła jego wargi w delikatnym pocałunku.

- Zaraz wezwę doktora - powiedziała i wyszła z sali.

Przyszła z owym wysokim brunetem, który informował go o wypadku.

- Nie poznaje mnie. Czy to amnezja ?

- Możliwe. Ma wstrząśnienie mózgu. Szok wywołany wypadkiem oraz wstrząśnienie mózgu dają niejednokrotnie takie objawy. Najdalej za 2-3 dni powinny ustąpić.

- Uff. Nie chciałabym, aby mąż mnie nie poznawał, rozumie pan ? - rzekła z uśmiechem

- Rozumiem doskonale - lekarz błysnął w uśmiechu bielą zębów.

Zostali sami. W głowie kłębiły mu się najróżniejsze myśli. Jak to możliwe, że ta kobieta nazywa go swoim mężem ? Co to za wariatka ? Bał się spytać, aby przypadkiem nie zaaplikowano mu jakiegoś środka na uspokojenie i sen. Uważnie przyjrzał się kobiecie siedzącej obok niego. Była naprawdę ładna. Kim była, jak się tu znalazła... przypomniał mu się syn.

- Co z Piotrkiem ? - prawie wykrzyknął

- Jest u mojej mamy. Wszystko w porządku. Na razie mu nie mówiłam. Powiedziałam, że musiałeś wyjechać służbowo w pilnych sprawach.

- Taak...

Nie mógł opanować myśli. Gdzie on jest, co się stało, gdzie jest jego Magda i co robi tu ta kobieta. A może to jakiś dowcip jego kolegów z pracy ? Ale przecież on nie ma tak naprawdę kolegów...

- Jak się czujesz kochanie ? - zamrugała długimi rzęsami blondynka

- Nawet dobrze - rzekł ostrożnie. Chciałbym być już w domu.

- Ja również chciałabym cię tam jak najszybciej zabrać. Jak wrócimy zrobię ci porządny obiad. Te szpitalne obiadki jak widać ci nie służą.

- Ładnie wyglądasz - rzekł. Ale inną cię pamiętam sprzed wypadku...

- Rano w dzień, kiedy wjechałeś w tą ciężarówkę byłam umówiona u fryzjera. Mówiłam ci, nie pamiętasz ?

- Nie pamiętam....

- Na pewno wszystko będzie dobrze. Za 3 dni będziesz w domu i wszystko sobie przypomnisz.

Uśmiechnął się. Ochłonął już z pierwszego wrażenia i szoku związanego ze zmienioną rzeczywistością, choć wciąż uważał, że to czyjś scenariusz. Zaczął myśleć o czymś innym. Zaświtała mu w głowie myśl, że jeśli ta kobieta jest jego żoną i za taką się uważa to chyba... Nie, to zbyt absurdalne. Wpadł w lekką panikę.

- Wybaczy pani, ale jestem zmęczony.

- Mam na imię Magda kochanie…

- Przepraszam pani Magdo, ale chciałbym spać.

- Dobrze słońce, jest już późno – rzekła wyraźnie zatroskana. Przyjdę do ciebie tuż po pracy. Może nawet zwolnię się chwilkę i przyjdę szybciej.

Kiedy pocałowała go na pożegnanie - usnął.

W szpitalu został jeszcze całe 3 dni. Codziennie też przychodziła do niego w odwiedziny owa blondynka, która nazywała go swoim mężem. Czwartego dnia rano przyjechała po niego "żona" z synkiem. Mały szalał na widok ojca.

Starał się uważnie obserwować reakcje malca. Widać, że Piotruś zna kobietę - dedukował – więc może to prawda ? Ale co jest prawdą ? To, że ta kobieta jest jego żoną ? Nie, przecież to niemożliwe. Dobrze pamiętał swoją żonę. Przecież rodzice Magdy muszą mieć jakieś zdjęcia, muszą pamiętać „tamtą” Magdę…

Przyjechali do domu. Zaskoczyła go absolutna czystość i pewne zmiany. Nowe były firanki i zasłony, niektóre meble w salonie, brakowało kilku obrazów a sypialnia wprawiła go w osłupienie. Wyglądała niczym sypialnia baszy tureckiego z rozłożystym łożem, mosiężnymi lampkami nocnymi u wezgłowia i wielkim bordowym abażurem zawieszonym nad łóżkiem. W nogach łoża stała mała komódka a za nią rozpościerała się ogromnych rozmiarów szafa z lustrzanymi drzwiami.

- Czy coś jest nie tak ? – spytała go blondynka

- Niee… - rzekł rozglądając się cały czas po sypialni. Nie pamiętam tego pokoju tak urządzonego.

- Przecież sam montowałeś tą szafę !

- Ja ? Niemożliwe. Nigdy niczego sam nie złożyłem – rzekł

Dzień minął szybko. Około pierwszej po południu po obfitym obiedzie spokojnie zasnął. Ból głowy nie nachodził go. Nieco uwierały bandaże w klatce piersiowej lecz poza kilkoma obrzękami i siniakami które spokojnie się goiły czuł się wcale nienajgorzej. Obudził się nieco po czwartej. Chwilę później do sypialni weszła blondynka. Miała na sobie kremowy, jedwabny szlafroczek i tegoż samego koloru jasne pantofelki. Widać było po włosach, iż niedawno brała prysznic.

- Jak się spało skarbie ?

- Całkiem spokojnie. Spałem chyba jak niemowlę…

- Tak wyglądałeś – uśmiechnęła się. Nie ma jak w domu – dodała wyraźnie rozbawiona. Taka jestem szczęśliwa, że jesteśmy już w komplecie.

- Gdzie Piotruś ? – spytał

- W pokoju, ogląda jakiś program w telewizji

Opadł bezwładnie na poduszkę. Nie, to nie mogła być prawda. Nowa żona, mieszkanie z dziwnymi zmianami, syn jakby nigdy nic przytulający się z obcą kobietą. Co się dzieje. A może jednak ? Nie, odsuwał tę myśl daleko od siebie. A może jednak skończyło się tamto… Tamto życie i wcale nie uratowałem się z wypadku ? – zastanawiał się. A może to jakiś symetryczny świat, do którego trafiłem przez „bramę czasu”, która akurat zlokalizowana była w obrębie tamtego skrzyżowania ? Zadawał sobie rozmaite pytania, na które nie potrafił znaleźć właściwej odpowiedzi. Po chwili rozbolała go głowa. Obca kobieta delikatnie wyszła, sądząc, iż potrzebuje chwili wytchnienia.

Próbował czytać leżące w koszyku przy łóżku czasopisma. Było tam kilka znanych mu tygodników. Jakież było jego zdziwienie, kiedy otworzywszy jeden z nich okazało się, iż sytuacja w kraju i na świecie nie odpowiada stanowi, jaki pamiętał sprzed wypadku. A więc to nie fikcja … – pomyślał. Stało się coś ważnego i prawdopodobnie nieodwracalnego. Przeżył niesamowitą metamorfozę swojego ja. Być może zmaterializowały się jego ukryte pragnienia, marzenia i w chwili, kiedy powinien opuścić ten świat, w momencie wypadku wchłonął go na powrót świat będący symetrią jego własnego z drobnymi różnicami. Wiedział z matematyki i fizyki, iż nie istnieją idealne odwzorowania. Zawsze symetria linii prostych, przedmiotów dawać będzie rozmaite zróżnicowania, elementy obce ideałowi. Tak jak prosta zmierzająca w nieskończoność – w nieskończoności zakrzywia się nie będąc już prostą… Tak analizując swój przypadek doszedł do wniosku, iż musi po prostu dostosować się do obecnej rzeczywistości a po pierwsze lepiej ją poznać.

Z dziwnym dreszczykiem emocji i lekkiego podniecenia czekał na wieczór. W międzyczasie spędził trochę czasu z synem, czytając mu „Królową Śniegu” Andersena a po kolacji spędził czas w wannie, kąpiąc się w płytkiej wodzie tak aby nie zamoczyć bandaży. Kiedy blondynka weszła do łazienki aby pomóc mu się umyć odruchowo zasłonił rękami krocze.

- No nie kochanie – rzekła wyraźnie rozbawiona. Ty się mnie wstydzisz ?

- Nie, to taki… odruch szpitalny przed pielęgniarkami – rzekł wyraźnie zakłopotany i odsłonił się całkowicie.

- Przecież znam każdą kropeczkę na twoim ciele – rzekła, po czym zdjęła szlafroczek i jego oczom ukazały się wdzięki, o których śnią mężczyźni. Miała na sobie tylko delikatne, bordowe majteczki typu ‘string’. Jej piękne, jędrne i sporej wielkości piersi

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych