Drugi Władca Pierścieni: Wyścig po Pierścień
Pierwszy rozdział mojej kontynuacji wielkiego dzieła Mistrza. Jakkolwiek by nie skończyła, starałem się brać wszystko na poważnie- dużo notatek itp. Starałem się również zachować styl Mistrza, starałem się również jak najczęściej używać ulubionych sł
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
DRUGI WŁADCA PIERŚCIENI: WYŚCIG PO PIERŚCIEŃ
---------------------------------------------------- Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie, Jeden by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemność związać W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
Osiem Pierścieni dla elfów z ciałami nieśmiertelnymi, Osiem dla ludzi- śmiertelników po Wschodzie rozproszonych, Trzy Pierścienie dla Harmów- ludzi skrzydlatych, Jeden Pierścień dla Gaudora, Pana Bólu i Śmierci W krainie Dweron, gdzie zaległy cienie, Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemność związać W krainie Dweron, gdzie zaległy cienie.
Mimo dość późnej już jesieni złociste słońce gdzieniegdzie jedynie barwione czerwonymi plamkami w pełni chyliło się ku zachodowi na tle purpurowego, bezchmurnego nieba. Zewnętrzne zbocze Kanionu Gryfów odbijało ostatnie słabe promyki tego dnia. Adelan wsparty o te zbocze stał jak zwykle niewzruszony i dumny, swą bramą skierowany ku Soldakowi. Z wierz widoczne były złotowłose głowy elfów odbywających właśnie warte. W oddali, nieco na wschód widać było grupę drzew która dalej rozszerzała się i zamieniała w mały las. Był to Zagajnik Druidów. Niegdyś miejsce święte dostępne jedynie dal Bractwa Druidowego. Dziś jednak każdy miał do niego wstęp. Był to bowiem ostatni skrawek lasu który nie wpadł jeszcze w zakrwawione łapska Soldaku. Soldak. Niegdyś za Dawnych Dni wielki sprzymierzeniec, ostatnimi jednak czasy postanowił się zjednoczyć ze Złem z Mrocznego Pustkowia. Karlejąca rasa ludzi upadła jeszcze niżej zawiązując sojusz który dla całego Wschodniego Śrudziemia mógł okazać się zgubą. Lineon jako pierwsza przeszkoda na drodze do Puszczy Vonvolda stał na straconej pozycji. Roku 3001 pan na stolicy Pona Kassan, Avuda- badan podpisał postanowienia sojusznicze. Tysiące orków przybyło do stolicy ludzi, by zacząć wznosić od nowa twierdzę która w zamierzchłych czasach została zniszczona, Nurwanaz. Przepowiednia zaczęła się wypełniać. To właśnie rok 3001 był ostatnim rokiem pokoju. Potem nic nie było już takie same. W roku 3003 rozegrała się wielka bitwa pod Ciernistym Potokiem. Trzy sprzymierzone państwa wysłały większość swych sił przeciw nieumarłym ożywionym przez Mizora Wielkiego. Potężny nekromanta, nowy pan Soldaku i Mrocznego Pustkowia mógł stworzyć tak duże liczby szkieletów oraz zombie dzięki wielkiemu artefaktowi zwanemu Pierścieniem Wschodu. Niegdyś za Dawnych Dni Elfowie- Kowale przybyli z Zachodu do Endorien i podarowali Elfom Wschodniego Rodu dwadzieścia Pierścieni Władzy do podziału między wolne ludy Wschodu. Ale nikt jeszcze nie wiedział o istnieniu dwudziestego pierwszego. Daleko za stepami Rhun, w ogniach góry zwanej Orodruiną Gaudor wraz z drugim uczniem Margotha, Sauronem wykuli jeszcze jeden Pierścień. Potężniejszy i większy od innych. Spory o Pierścień wykończyły dwóch uczniów i postanowili oni ciągnąć o niego losy. Pierścień przypadł Gaudorowi. Udał się on wraz z nim na daleki Wschód. Przy jego pomocy siał ból i śmierć. Nie trwało to jednak długo. W tamtych czasach Puszcza Vonvolda, Niechciane Ziemie i Piaszczysta Równina stanowiły wielkie państwo ludzi zwane Parmandem. Wielka wojna została zwyciężona przez Parmand i Endorien. Tak źródło Zła zostało ukryte gdzieś daleko na Mrocznym Pustkowiu. Ale Pierścień zdołał i tam zasiać niepokojące zło Zło. Wielki nekromanta Mizor znalazł Pierścieni i za jego pomocą stworzył armię nieumarłych- ludzkich ciał poruszanych złem. Soldak oraz wszystkie pradawne cmentarze z Pustkowia zostały rozkopane w poszukiwaniu ścierwa na nowa armię. I tak w roku 3003 rozegrała się wielka bitwa pod Ciernistym Potokiem. Trzy sprzymierzone państwa: Ogazerf, Lineon oraz Gizbur wysłały większość swych sił przeciw nieumarłym wskrzeszonym przez Mizora Wielkiego. Po długich i męczących bojach pod Pona Kassan. Sojusz Trzech Państw zwyciężył. Zwycięstwo to było jednak okupione ogromnymi stratami. Armie niezdolne już do podboju licznych otaczających ich warowni i całkowitego zajęcia stolicy zawróciły. Mizor uciekł z pola bitwy. Skrył się jak głoszą plotki w jednej z jaskiń Puszczy Vonvolda gdzie podobno zmarł. Tam też miał przebywać Pierścień. Uczeń nekromanty Valndos udał się do puszczy. Podobno znalazł nawet jaskinię w której spoczywał mistrz. Z niewiadomych powodów nie przywiózł on jednak Pierścienia. Od pory powrotu jego serce stało się dwakroć bardziej nienawistne i bezlitosne. Mimo że nie miał on Pierścienia czarna magia której tajemnice poznał dzięki swemu panu pozwoliły mu również tworzyć nowych nieumarłych, choć nie taką skalę jak to było możliwe z Pierścieniem. Już po kilku miesiącach po bitwie z wściekłością i brakiem jakiejkolwiek litości napadł na Lineon. I tak kraj staje po staji ginął i niszczał między toporami i ogromnymi mieczami nieumarłych. Wystraszeni, jak dotąd sprzymierzeńcy: Ogazerf i Gizbur zjednoczyły siły z Soldakiem. Był to ogromny cios i powód do smutku dla obu stron. Ale dwa państwa nie miały innej szansy na przetrwanie. Zdawały sobie sprawę, że nie zażegna to problemów z sąsiadem zza Gór Strażniczych. Było już jednak za późno. Rok 3018, był rokiem końca dla ostatniego bastionu elfów w ich kraju. Bastion ten zwał się Adelan. To był również koniec samego Lineonu. Valndos po śmierci swego pana objął rządy na Nurwanaz i teraz śmiejąc się zadawał ostatnie ciosy resztkom dawnego państwa. Zaczęły krążyć plotki że jest on wcieleniem Gaudora, pana bólu i śmierci. Elfów z Adelanu interesowały jednak sprawy nie cierpiące zwłoki. Takie jak przetrwanie w najbliższym czasie...
Słońce już tylko w połowie wystawało zza widnokręgu. Reszta schowana była za Górami Strażniczymi. Lavon na wcześniejszy rozkaz swego pana przybył na jedną z wież wartowniczych. Wsparty o misternie wyciosaną przez elfich rzemieślników grubą balustradę rozmyślał patrząc w zachodzące słonce. Po chwili przybył Etlaft. Miał on ciemne krótkie włosy, ledwie zakrywające uszy. Właściwie wystawały zza nich jedynie czubki uszu. Jego twarz była poważna, a agatowe oczy biły mądrością i smutkiem. Miał piękne i szlachetne rysy a na gładkich nieco bladych policzkach rysowały się zarysy styku żuchwy z górną szczęką. Nadawało mu to majestatu o jeszcze większej powagi. Miał na sobie ciemnofioletową szatę z jakiegoś bardzo delikatnego sukna. Popatrzył swym surowym wzrokiem na Lavona i usiadł na podwyższeniu sklepanej z solidnych desek podłogi. -O co chodzi, Mistrzu?- zapytał Lavon odwracając do Etlafta głowę -Musimy poważnie porozmawiać moje dziecko- zaczął wolno- Świat się zmienia. Widać to w powietrzu. Widać w wodzie. Obawiam się, że czas Lineonu kończy się. Ogazerf i Gizbur zdradziły nas. Dni Lineonu są już policzone.- Mówił powoli, patrząc ze smutkiem w oczach na podłogę- czuję że gdzieś daleko na zachodzie elfy puszczają już Śrudziemie. Nie wiem dlaczego. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale Endorien nie jest najbardziej wysuniętą na zachód krainą elfów. Dalej tez mieszkają elfy, takie jak my. I one już zaczęły opuszczać te ziemie. Na nas też chyba idzie czas. Zdaje mi się że bardzo daleko stąd, dzieje się coś dziwnego. Niespotykanego. Ale to nie wszystko. Ostatnio miałem sen. Adelan płoną. Wszyscy zginęli. Ten sen był tak realistyczny, że gdy się obudziłem sam już nie wiedziałem czy wciąż żyję. To naprawdę było zbyt realistyczne żeby się tym nie przejąć. -Czego w związku z tym oczekujesz mistrzu? -Czy wiesz gdzie leży konstelacja Smoczego Płomienia?- zapytał spoglądając w górę- jeśliś uważał na lekcjach powinieneś to wiedzieć. -Tak, oczywiście to tam- Wskazał Lavon gdzieś w niebo po chwili namysłu. -Dobrze chłopcze. Teraz uważaj na to co Ci powiem. A więc gdyby cokolwiek złego stało się z Adelanem lub ze mną pamiętaj idź do posterunku Czujnego Oka. Stamtąd w nocy podążaj za Smoczym Płomieniem. Doprowadzi Cię on do małego lasku. Wątpię abyś tam kiedyś był. To już nie są bezpieczne tereny. W każdym bądź razie dokładnie na środku lasu stoi duże, grube drzewo. To stary dąb. Wyróżnia się bo las jest dość młody, a dąb ten stał tam zanim ktokolwiek pomyślał o zasadzeniu lasu czy nawet wiatr postanowił sypnąć wokół nasiona. Gdy już go znajdziesz zapukaj w korę i powiedz Elvue ardriv. Dalej o nic się nie martw. Pamiętaj jednak. Te tereny już od dawna nie należą do Lineonu. Kto wie jakie potwory kryją się teraz w jego cieniach.
Lavon nabrał teraz ochoty na zadanie kilku dręczących go pytań dojżewajacych w jego umyśle. -Mistrzu- zaczął nieśmiało- dlaczego obawiasz się śmierci? Przecież elfowie żyją wiecznie. -To nie jest dokładnie tak chłopcze- odparł z pewnym ożywieniem- elfowie są nieśmiertelni lecz nie są niezniszczalni. Niezniszczalne są jedynie duchy, które posiadają przecież wszystkie istoty. Te z kolei różnie odnoszą się do nas, żywych. Siedzieli jeszcze przez jakiś czas i patrzyli w gwiazdy. W Lavonie zbudziła się dziwna tęsknota. Wiedział że nosi ją w sercu od dawna, lecz nigdy nie był pewien czym jest naprawdę. Teraz dopiero zrozumiał za czym rwało się jego serce: chciał przeżyć przygodę. Opuścić ten niewdzięczny skrawek zmęczonej walkami ziemi i uciec gdzieś daleko na zachód. Wiedział jednak że to kim jest zobowiązuje go do słóżby ojczyźnie. Na razie więc pozostawały mu jedynie marzenia. Po około dwóch kwadransach wrócił do swego baraku. Dla jego braci z zachodu wydawać by się mogło że elf mieszkający w barakach to największe możliwe do wymyślenia poniżenie. W warunkach wojny jednak tu na wschodzie elfowie na mogli sobie pozwolić na nic innego. Mieszkanie na drzewach było niebezpieczne. Do obserwacji wystarczyło im kilka posterunków rozsianych po okolicznych laskach i zagajnikach których zresztą cały obszar Karelowych Łąk miał wiele. Mieszkanie w twierdzy bardzo ułatwiało szybkie zebranie wojska i przegrupowanie by móc się skutecznie bronić. Lavon miał dość luksusową jak na warunki panujące w twierdzy sytuację: był to jeden dość duży pokój, ściany pokryte były złotą farbą, podobnie jak sufit. Na podłodze leżał puszysty kolorowy dywan. Za czasów pokoju tutejsi elfowie byli niezrównani w ich tkaniu. Łóżko było dość duże, zajmowało czwartą część pokoju. Wysłane było mchem najszlachetniejszego gatunku, który rósł tuż pod wschodnią palisadą Adelanu. Oprócz tego Po lewej stronie od wejścia stało małe drewniane biurko i krzesło.
Lavon długo nie mógł spać. Wciąż marzył o wyruszeniu gdzieś na zachód. Mimo to spał dość spokojnie. Właściwie trudno nazwać to spaniem elfowie bowiem zamiast snu leżą z szeroko otwartymi oczyma i wtapiają się w otaczającą ich przyrodę- powietrze, rośliny. Dlatego właśnie elfowie ubóstwiali wręcz w tych warunkach spanie na mchu.
Wstał dość wcześnie. Postanowił odwiedzić jadłodajnię. Nie było już straganów i wolnego handlu, po prostu nie było z kim handlować a miejsce gdzie kiedyś za dawnych czasów stał mały rynek było puste. Niegdyś za czasów pokoju Adelan był ważnym ośrodkiem kupieckim w tym rejonie. Stolica Lineonu Milion leżała dość daleko toteż kupcy z północy dobijali targów z południem i wschodem właśnie tu. Poza tym elfowie radzili sobie bardzo dobrze wytwarzając żywność samemu: krzepiące lambasy czy znany nawet w Ogazerf napój Lambog zastępowały z powodzeniem każde inne jedzenie. Pokrzepiony lambasami Lavon wychodził właśnie z jadłodajni. W drzwiach wpadł na swego serdecznego przyjaciela Vilona. Vilon był bardzo wesołym elfem, nigdy nie brakowało mu humoru a uśmiech prawie nigdy nie schodził z jego śnieżnobiałej twarzy. Złociste włosy na czole rozpoczynały się bujną grzywą, a z tyłu kończyły się małym ogonkiem dokładnie na karku. Od tyłu Vilon wyglądał jak rycerz złocistym hełmie. Mimo swej wesołej natury był świetnie zaprawiony w boju. Prócz swego wrodzonego elfiego talentu do łuków świetnie władał on sztyletami.
- A gdzie to mości Vilon wybiera się z tym łukiem?- zapytał patrząc na łuk i dużych rozmiarów wiklinowy kołczan pełen strzał -Tam gdzie nie ma takich wścibskich młodzików jak ty- zaśmiał się serdecznie- idę do Kniei Druidów. Etlaft kazał nazbierać ziół. Chce sporządzić jakąś dziwną mieszankę, bo nazwy ziela które wymienił nie wchodzi w skład żadnej ze znanych mi mikstur. Czy zaszczycisz mnie swym towarzystwem?- Lavon oczywiście bardzo ucieszył się z propozycji, rzadko miał bowiem możność opuszczania bastionu- Tylko wezmę swego Niodela i trochę strzał- rzucił biegnąc w stronę swej kwatery. Niodel był jego ukochanym łukiem. Nadał mu imię wzorując się na wielkich Herosach z Dawnych Dni. Po chwili razem maszerowali śmiejąc się głośno. Adelan rzadko ostatnio słyszał śmiech ale dwaj serdeczni…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil QBA
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…