Wróć do katalogu

Drzewo Wody

Trójka przyjaciół poznaje legendę o Drzewie Wody, a kilka lat później jeden z nich, Tauter wyrusza w daleką podróż, aby je odnaleźć. Powieść-droga fantasy, rozdział II.

zaszumiał-wiatr, opublikowano , 31 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział II

Aledia stała z wysoko uniesionym podbródkiem, jakby celowała w sam środek nieba. Nawet nie drgnęła, gdy obok pojawił się Dornas. - Przyszłaś. - Gotowy? – rzuciła szorstko, a na jej ustach pojawił się kpiarski półuśmiech. Jednak nie spojrzała na niego ani przez chwilę. Nie odpowiedział, po prostu ruszył drogą. Liczyła, że się obejrzy, sprawdzi, czy idzie za nim, ale nie zrobił tego. Zaciskając wargi, wolno zrobiła kilka kroków. Otaczająca ich cisza była kłująca, wisiała między nimi niczym dym, ale żadne z nich nie potrafiło jej przerwać. Mijały minuty, a może i godziny, Aledia zupełnie straciła poczucie czasu. Obserwowała, jak las staje się coraz rzadszy. Wtem przed oczami stanął jej wyraz twarzy Taniyi – desperacja i rozpacz, która wypełniła jej oczy łzami. Aledia nie potrafiła zrozumieć, co metefeninka czuła. Nie lubiła rozmyślać nad uczuciami, takimi jak miłość, tęsknota. Dla niej były jedynie słowami, emocjami, które to prawda łączyły niektóre stworzenia, ale daleko, w innym świecie. Siostrzana miłość Taniyi była dla nimfy niepojęta – bezwarunkowa, a jej szczera troska tak niesamowicie pełna. Ona nigdy nie doświadczyła tego odczucia, zdarzało się, że nie odczuwała nic. Dornas znał ją zbyt dobrze. Wiedział o jej egoizmie, ignorancji, a mimo to nadal przy niej trwał. Łączyła ich przyjaźń. Posłała mu szybkie spojrzenie. - Dornasie. Podniósł głowę, a napotkawszy jej wzrok, uśmiechnął się przelotnie. - Co powiedziało twoje plemię na wieść, że je opuszczasz? Uśmiech Dornasa zgasł. - Zrozumieli moją decyzję. - Nie martwili się o ciebie? – zapytała niepewnie. - Nasza społeczność żyje razem, ale nie jesteśmy rodziną. Nie rozsądzamy o sobie nawzajem. Prawie nigdy nie mówił o swoim plemieniu. Aledia nawet nie znała imienia jego najbliższego sąsiada, którego niegdyś wspomniał. Czy powiedział wtedy jego imię, a ona go nie zapamiętała? A może w ogóle go wtedy nie słuchała, zbyt zajęta caelami? Jej policzki oblały się granatem. - A ty, Aledio, powiedziałaś komuś o tym, że wyjeżdżasz z lasu? Nimfa nie odpowiedziała od razu, pokręciła głową. Dopadła ją potworna myśl, że nie miała kogo zawiadomić o wyjeździe, a jeszcze bardziej przygnębiło ją to, że niewiele się tym przejęła. - Jestem samowystarczalna – rzuciła. - A chcesz być? - To łatwe. Nimfy żyły oddzielnie, rzadko zdarzało się spotkać dwie, czy trzy w grupie. Jedyne czego potrzebowały to woda i caele, które dawały im życie. Ich egzystencja była prosta – nie wchodzić w drogę innym istotom oznacza nie mieć problemów. Aledia postępowała w imię tej zasady do czasu aż spotkała Tautera. Był wtedy bardzo młody, choć nie było to dawno. Wpadł do wody, młócił ją rękami, ale to nic nie dawało. Aledia tłumaczyła przypadkiem fakt, że wtedy go zobaczyła i wydostała z jeziora. Taki był jej pierwszy odruch, nic więcej. Zadrżała jej warga, gdy zdała sobie sprawę, że wiele traci, nic nie odczuwając. - Czy… - zaczęła cicho. Taka była prawda? Nimfy zrodzone były z wody, może jak i ona niczego nie odczuwały? Jej oddech przyspieszył, z kosmyków włosów kapały krople wody. Czuła, że jeśli to prawda jej spokój rozpadłby się w niebyt. - Czy nie jestem zdolna do uczuć? – wykrztusiła i od razu tego pożałowała. Dornas i tak za dużo o niej wiedział, wyobraziła sobie jego litość, a nawet niechęć i dreszcz przeszył ją po plecach. - Aledio – przystanął i dokładnie przyjrzał się jej twarzy. – Co to ma znaczyć? - Nie zrozumiałeś? – zakpiła, odwracając się. - Chyba zrozumiałem aż za dobrze – odparł. - Nieważne, zapomnij o tym. - Żadne z nas nie powinno o tym zapomnieć. Jesteś zdolna do uczuć. Jego jasne oczy potwierdzały jego słowa. Odnalazła w nich wiarę w to co mówił i przeświadczenie, że tak jest, nieco ją uspokoiło. - Obyś miał rację. - Wyruszyłaś po przyjaciela – dodał. – To zdecydowanie świadczy o tym, że masz uczucia – uśmiechnął się i sięgnął do torby. Wyjął z niej małą, pogniecioną mapę i rozłożył. - Miałeś rację – usłyszał zza pleców. – To, co wczoraj powiedziałeś nad jeziorem było prawdą, dlatego wpadłam w szał. Ktoś zna mnie lepiej niż ja sama – szepnęła. – To trudne do zaakceptowania, zwłaszcza, gdy przy okazji dowiadujesz się o sobie niepochlebnych rzeczy. - Nie chciałem… - Nie – położyła mu dłoń na ramieniu. – Wcześniej tego nie dostrzegałam. Czasem taki zimny kubeł sprowadza na ziemię. A to chyba mi potrzebne, czyż nie? – Wskazała podbródkiem na mapę. Dornas kiwnął głową. - Jesteśmy tutaj. Czeka nas cały dzień drogi do najbliższego miasta. Nie wiem czy zdążymy tam dojść przed zmrokiem – spojrzał w niebo, próbując ustalić położenie słońca. – Birtelejt. Zasiedli na chwilę przy dwóch ogromnych kamieniach, na których mech uformował rozłożyste pąki kwiatów. - Słyszałeś coś o tym mieście? - Tylko tyle, że jest niebezpieczne – mruknął i posłał jej półuśmiech. – Czy właściwie wiesz jak dojdziemy do Dartomenu? Bo ja nie mam pojęcia. Twarz Aledii zrobiła się błękitno blada. - Nie znasz drogi… Pokręcił głową. - Chyba żartujesz! – krzyknęła, zrywając się z głazu. – I teraz o tym mówisz? - Mam nadzieję, że ktoś udzieli nam informacji, jak się tam dostać – odparł, składając mapę. - A mapa? – rzuciła z niecierpliwością. – Przecież mamy mapę! - Jest zbyt mała i niedokładna. Nie zamartwiaj się, na pewno w Birtelejcie znajdzie się ktoś, kto będzie mógł opisać nam drogę do Dartomenu. Aledia parsknęła coś pod nosem i w milczeniu przyglądała się, jak Dornas chowa mapę, po czym wstaje. Ruszyli w drogę. Otoczenie wokół nie zmieniło się, ponieważ do miasta otaczało ich środowisko lasów. Nie uszli mili, gdy zza drzew usłyszeli ciężkie kroki. Po jakimś czasie na końcu piaszczystej ścieżki, którą podążali, pojawił się krasnolud. Szedł w ich stronę mocnym, powolnym krokiem, zaczepnie obserwując wszystko wokół. - Krasnolud – szepnęła Aledia. – Nie lubię ich. Choć krasnoluda spotkała jeden raz, od razu postanowiła, że nie będzie za nimi przepadać. Było to po spotkaniu Tautera. Często wspominając, opisywała przeżycia sprzed i po uratowaniu metefenina, nawet tego nie zauważając. Spotkanie go było dla niej łutem szczęścia, chociaż nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo wpłynęło na nią jego towarzystwo. Spotkany krasnolud był nietrzeźwy i wyjątkowo nachalny, więc we wspomnieniach Aledii cała jego rasa była antypatyczna. Dornas wzruszył ramionami i skierował spojrzenie na przechodzącego karła. Rozglądał się na wszystkie strony, a gdy jego wzrok padł na Aledię i Dornasa, zlustrował ich od stóp do głów, wykrzywiając przy tym wargi. Nimfa przygotowała się na uszczypliwą odpowiedź, ale krasnolud nie odezwał się słowem. Minął ich, łypiąc spode łba i mamrocząc pod nosem. Obejrzał się jeszcze przez ramię i posłał złe spojrzenie. Dornas wzdrygnął się, gdy usłyszał odgłos łamanych gałęzi. Spojrzał na idącą obok Aledię i poczuł wyrzuty sumienia, gdyż nie powiedział jej całej prawdy. Wrócił myślami do pożegnania z plemieniem. Katal był podekscytowany, ale reszta popatrywała z niedowierzaniem i wręcz niechęcią. Słyszał wokół siebie szepty, elfki zasłaniały usta liśćmi, gdy szedł wyłożoną kamieniami ścieżką do rady. Przykląkł na prawe kolano. - Meripo, chcę prosić o zgodę na opuszczenie Świetlistego Lasu. Najwyższa kapłanka uniosła cienkie brwi w zdumieniu i podniosła dłoń, aby uciszyć wzburzone głosy. - Opuścić? – powtórzyła niskim głosem. Poprawiła się na wysokim tronie, zmarszczyła czoło, bowiem nikt za jej panowania nie prosił o podobną petycję. – Powód? Dornas wbił wzrok w ziemię i nie odezwał się słowem. - Powód, Dornasie? - Ratunek przyjaciela. Meripa ponownie uniosła dłoń, bowiem elfy wokół nie kryły zaciekawienia. - Czy wiesz co oznacza opuszczenie lasu? - Tak. Spojrzała na niego przeciągle, rozważając jego decyzję. - Petycja dotycząca opuszczenia Świetlistego Lasu została rozpatrzona pozytywnie. Możesz odejść. Dornas skłonił się i niepewnie wycofał. Szedł wolnym krokiem, czując na sobie spojrzenia pozostałych. Ktoś rzucił „zdrajca!”, w oczach innych dostrzegł łzy uznania, że jest gotów zostawić swoje plemię dla zaginionego przyjaciela. Wtem podbiegł Katal i klepnął go w ramię. - Niesamowite! – W jego oczach lśniła ekscytacja. Dornas uśmiechnął się blado i przyjrzał twarzy najbliższego sąsiada. Był bardzo młody, ale nie był już dzieckiem, o czym świadczyły dwie ciemne kreski na lewym policzku. Katal lubił towarzystwo Dornasa, w którym znajdował słuchacza i mentora. Podziwiał jego opanowanie. Jawił mu się jako doświadczony wędrówkami znawca lasu i życia, który wie, czego od niego oczekuje los. Gdyby Dornas dowiedział się o opinii Katala, zaśmiałby się gorzko z takiego pochlebstwa. Katal był dość łatwowierny, by nie wiedzieć, co oznacza opuszczenie Lasu Światłości. - Nie dane będzie mi tu powrócić, Katalu – oznajmił spokojnie, otwierając drzwi szałasu. Katal przystanął w drzwiach z zaskoczeniem wypisanym na twarzy. - Na pewno, gdy zakończysz już swą podróż, Meripa przyjmie cię z powrotem – odpowiedział stanowczo. Dornas pokręcił głową, szukając płaszcza podróżnego, uszytego przez Indigo. - Takie są zasady. - Więc możemy się więcej nie zobaczyć? – Katal opuścił ręce. - Odwiedzę cię, kuzynie. Choć nie łączyło ich bliższe pokrewieństwo, w żyłach płynęła ta sama krew przodków. Oczy Katala rozszerzyły się z dumy, gdy usłyszał w ustach Dornasa to słowo. Byli spokrewnieni, Dornas doceniał ich więzy. - Zaczekaj tu – rzucił i wybiegł. Dornas schował ostatnie potrzebne rzeczy do torby i ustawił ją w progu. Pozwolił sobie na głośne westchnienie, które wypełniło puste pomieszczenie. Zawarł w nim wszelką niepewność przyszłości, która go prześladowała. Zastanawiał się, czy nie popełnia podobnego błędu, jak Tauter. On także wierzył w sens swojej podróży i opuszczenia domu. Może mylił się podobnie jak przyjaciel? Przysiadł na łóżku, pochylił głowę, bowiem nie potrafił powstrzymać grymasu zagubienia. Chciał okazać się silny, na tyle aby nauczyć się żyć w odosobnieniu. Dopóki będzie żył w zgodzie z wewnętrzną potrzebą obcowania z naturą, wytrwa, a nawet wykształci się w poznaniu przyrody. Ale czy jego istota bycia ulegnie zmianie, gdy znajdzie się poza granicą lasu, w mieście? Potarł twarz dłońmi, nie potrafiąc poradzić sobie z myślą, że nie będzie w stanie obronić Aledii i wziąć odpowiedzialności za ich wyprawę. Jego pomysł. - Jestem – wydyszał Katal, wchodząc do środka. – Weź to. – Wręczył mu mały świstek miękkiego papieru. Dornas rozłożył arkusz i ukazała mu się nieco starta mapa. Wykonana z elfią dokładnością, przetarta w zagięciach i pognieciona przy brzegach, ale bardzo przydatna w tej chwili. - Wykonał mój krewny, który też podróżował po świecie. To najbliższe otoczenie Lasu Światłości, zakres sięga kilkunastu mil. To chyba wszystko co pomocnego mogę ci ofiarować – powiedział cicho. Dornas oglądał uważnie mapę, delikatnie dotykając napisanych liter. Ze skupionym wyrazem twarzy zwrócił się do Katala. - Jak nazywał się twój krewny? - Uka. - Uka był doświadczonym elfem. Powinieneś być z niego dumny. Uścisnął mu dłoń, co znaczyło dla Katala więcej niż jakikolwiek inny gest. Gdy wyruszał rankiem w stronę granicy lasu, odwrócił się i spojrzał na zaspany gród. Większość domów kryła się w cieniu drzew, w dwóch czy trzech otworzono drzwi. Patrzył na swoje plemię z żalem, gdy wtem dostrzegł smukłą postać przyglądającą mu się z drugiego końca grodziska. Meripa obserwowała go z uwagą i przestrogą w jasnozielonych oczach. Kiwnął na pożegnanie głową, na co odparła lekkim machnięciem dłoni. Żegnała się nie jako przywódczyni, lecz siostra. - Czy dzisiaj mam spotkać wszelkie stworzenia, których nie lubię? – syknęła Aledia. Dornas powędrował za jej wzrokiem i ujrzał ukryty w głębokim wąwozie szczep rusałek leśnych. Jedna z nich, wyjątkowo powabna zielonoskóra postać wspinała się po ścianie jaru. Najwidoczniej nie dosłyszała wcześniej ich kroków, ponieważ stanąwszy w trawie, obrzuciła ich wystraszonym spojrzeniem. Dornas starał się odwrócić wzrok z jej skąpego odzienia, które z pewnością więcej odkrywało niż zakrywało. Widząc iskierki w jego oczach, uśmiechnęła się z satysfakcją i wdzięcznie odrzuciła ciemne włosy. Po chwili poczuli zapach sosen i rosy, co niebywale rozsierdziło Aledię. - Spójrz tylko – zaczęła, ale Dornas powstrzymał ją dłonią. Wolał nie wszczynać niepotrzebnych scysji z obcymi stworzeniami. Rusałka uśmiechnęła ponownie, a jej błyszczące bransoletki u kostek zabrzęczały przenikliwie, gdy przeskoczyła na drugą stronę ścieżki. Aledia pomniała posłać jej pogardliwy uśmieszek, z którego boginka jednak nic sobie nie zrobiła. Obdarzyła Dornasa ostatnim filuternym spojrzeniem i znikła wśród gałęzi. - Och, widziałeś ją? – zapytała ze złością nimfa, gdy ruszyli w dalszą drogę. – Traktowała ten las jak swoją własność, zachowywała się niczym władczyni – prychnęła. – Rusałki takie są. Żyją niczym amazonki, napadają na mężczyzn jak zaraza. Dornas nie odpowiadał, starając się ukryć uśmiech. - Jeśli chcesz wiedzieć, ich wdzięk wpływa tylko na męskie stworzenia, jakkolwiek wyglądała dla ciebie, ja widziałam ją jako niską, grubiutką istotkę – mruknęła z lekceważeniem. - Masz rację, dla mnie wyglądała zgoła inaczej. Ale jak to możliwe, że różnie wpływają na kobiety? - Och, ich cel to uwiedzenie jak największej liczby mężczyzn. Tylko po to żyją! Zamilkła nagle, gdy dotarł do niej sens słów. Rusałki żyły z i dla pożądania, natomiast ona? Poprawiła suknię, aby ukryć błękitny rumieniec który wykwitł na jej policzkach. Próżność – nad tym słowem jeszcze się nie zastanawiała. Szli dalej, oboje zatopieni w swoich myślach. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, w powietrzu unosił się cierpki zapach nadchodzącej nocy. - Zatrzymamy się tutaj. – Dornas wskazał niewielką polanę od strony drogi przesłoniętą gałęziami olchy. Aledia uważnie przyjrzała się zaproponowanemu miejscu i nigdzie nie dostrzegła stawu, chociażby małego strumyka. Każdego dnia powinna nawadniać suknię i włosy, ale wolała nie ukazywać swojej słabości przed Dornasem. Postanowiła pokazać się jako dumna i niezależna, jak sama powiedziała „samowystarczalna”. Nie mogła sobie pozwolić na jego troskę. Przytaknęła i znalazła sobie wygodne siedzisko przy pniu. Dornas przysiadł obok i ściągnął z pleców torbę. W międzyczasie rzucił nimfie mapkę, a sam zaczął rozkładać mały namiot, który spakował poprzedniego wieczora. Aledia przeglądała mapę, kreśląc palcem drogę, jaką przebyli. Z lekkim uśmiechem oglądała zawiłe pismo elfów, którego Dornas kiedyś próbował ją nauczyć. Nagle jej palec dotknął rozmazanej nazwy Birletejtu i uśmiech znikł z jej twarzy. - Gdzie teraz może być Tauter? Dornas odszukał jej oczy spojrzeniem. - Metefeninowie są naprawdę szybcy, a Tauter… najwidoczniej bardzo zależy mu na prędkim dotarciu do Dartomenu. - Nie mów więcej – rzuciła przez ściśnięte gardło, bowiem uświadomiła sobie, że ich akcja ratownicza, jak nazwała ich wyprawę w myślach, może nie mieć sensu. Przez całe tygodnie mogą deptać przyjacielowi po piętach, ale zawsze być o dzień drogi za daleko i nigdy go nie dogonić. Odłożyła mapę i zanurzyła się w ponurym rozmyślaniu, co w tej chwili może robić lub myśleć Tauter. Dornas wolał skupić się na pracy fizycznej niż rozmyślaniu, od którego miał wrażenie, pęka mu głowa. Wbił usztywnienia namiotu w miękką ziemię, rozłożył materiał i rzucił do środka plecak. Odwróciwszy się do Aledii, posłał jej cierpliwe spojrzenie. Gdy po chwili zdała

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych