Duch w gazecie, cz.1
Praca dziennikarza z przymrużeniem oka. Pierwsza część, zapraszam :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
DUCH W GAZECIE, cz.1
Młody mężczyzna siedział przed biurkiem i czekał na wynik rozmowy kwalifikacyjnej. Był tuż po studiach i potrzebował pracy, a na pięćdziesiąt CV, które powysyłał do różnych pracodawców, skontaktował się z nim tylko jeden, szukający kogoś na stanowisko autora reportaży.
Który to pracodawca wyglądał, jakby sam był bezrobotny i potrzebował wsparcia finansowego. Długie włosy, koszula i spodnie udające odzież kloszarda, a na nogach glany, którymi można by zdeptać słonia. Plus jasna broda, wywołująca skojarzenia z wyglądem Wikinga, ewentualnie norweskiego drwala.
- Panie Andrzeju, może pan zacząć od razu. Do zapełnienia numeru zgodnie z konspektem brakuje nam jednego tekstu. Zostało jeszcze trochę czasu na napisanie, zredagowanie i złożenie go.
- A jaki to tekst?
- Wywiad z duchem.
Nowy pracownik zmieszał się nieco. Sytuacja nie była normalna.
- A nie z wampirem? – palnął głupio.
- Nie… z wampirem był chyba dwa numery temu.
- To z duchem w ogóle można przeprowadzić wywiad ?
- Oczywiście. – Gazeta miała mały, by nie rzec wręcz niszowy, nakład, więc stanowiska właściciela, managera i redaktora naczelnego skupiały się w mężczyźnie siedzącym za biurkiem przed Andrzejem i intensywnie grzebiącym w szufladzie. – Mamy mniej więcej wstępny plan artykułu ale nie ma go kto napisać.
Świeżo upieczony dziennikarz odebrał od niego kartkę.Temat wydał mu się cokolwiek bezsensowny.
– Zaraz, a co znaczy to słowo, o tu, pisane dużą literą?
- To nazwa miejscowości, do której powinien się pan udać celem napisania artykułu zapełniającego numer. Niestety, duchy mają dość wąski obszar poruszania się, ograniczony z reguły do miejsca ich śmierci, więc trzeba się pofatygować.
- Hmmm… A nie będzie to przypadkiem zbyt nudne dla przeciętnego czytelnika? Artykuł znaczy. Nie mogłaby to być dusza kogoś znanego?
- Myśleliśmy o tym i to byłby to całkiem niezły pomysł, ale po śmierci są nawet bardziej niechętni dziennikarzom niż za życia. W zasadzie to zrozumiałe, kiedy ktoś cały czas miał do czynienia z natrętnymi brukowcami, chce mieć po prostu trochę spokoju. Poza tym, nie jesteśmy gazetą plotkarską , mamy ściśle sprecyzowany krąg odbiorców i są to osoby zainteresowane zjawiskami paranormalnymi a nie plotkami z nieżycia gwiazd.
-Ale… Chwileczkę, moment – Andrzej zdał sobie sprawę z tego, że dał się wciągnąć w absurdalny tok rozmowy. – Rozmawiamy, jakby duchy, wampiry i inne takie rzeczywiście istniały i chodziły sobie po świecie, tylko czekając aż ktoś napisze o nich artykuł! To bez sensu, przecież one nie istnieją!
Redaktor naczelny w milczeniu pokiwał głową.
- Właśnie dlatego mamy tak wąski krąg czytelników – powiedział po chwili – ludzie są zbyt racjonalni i nie potrafią dostrzec tego, co kryje się za zasłoną ich szarej codziennej rzeczywistości. Oglądają filmy, czasem nawet czytają książki, ale nie biorą tego wszystkiego na serio.
Andrzej oniemiał.
- Próbuje mi pan powiedzieć – wykrztusił, przecież to było głupie! – że te wszystkie dziwadła naprawdę gdzieś tam hasają wesoło a ja nie potrafię tego dostrzec bo moja rzeczywistość ma szarą zasłonę ? – Upewnił się, czy dobrze usłyszał.
Mężczyzna za biurkiem skinął głową.
- Dokładnie tak.
- I pan w to wszystko wierzy? Bo nie wierzę, że można wierzyć w coś takiego.
- Oczywiście – odparł z wyższością. – Ja mam szerokie horyzonty i patrzę poza ustalone ramy.
- Aha…
Uciekaj stąd, odezwał się wewnętrzny głos, póki nie jest za późno. Jeszcze skończysz w domu wariatów.
Ale z czegoś trzeba żyć, wtrącił się drugi wewnętrzny głos.
Zawsze można stanąć z kubkiem pod kościołem, nie ustępował pierwszy, to całkiem dobry biznes.
Andrzej zawahał się. Jakąś decyzję musiał w końcu podjąć, choć niewykluczone, że będzie tego żałował.
- Jako że jest pan nowy, dostanie pan pomocnika, który wyjaśni co i jak. - Redaktor naczelny odgadł wynik wewnętrznej bitwy.
Stary bus, kiedyś biały teraz zaś pomarańczowo-brązowy od rdzy, z mozołem przedzierał się przez zapomnianą, wiejską dróżkę, próbując stawić czoła dziurom. Był jedynym dostępnym Andrzejowi środkiem transportu – ani on ani jego pracodawca nie mieli samochodów, a taksówki tak daleko nie kursowały. Jechał już trzy godziny i porządnie ścierpły mu kończyny. Godzina była późnowieczorna a powietrze wilgotne od jesiennej mgły.
W podróż mężczyzna zabrał ze sobą torbę, którą cały czas trzymał na kolanach i plecak, rzucony na krzesło obok. Był jedynym pasażerem.
Gdy koła napotkały kolejną dziurę, silnik zarzęził i antyczny busik stanął.
- Dalej nie pojedziemy – oznajmił brodaty kierowca, ciałem zapełniający całe siedzenie i jeszcze trochę przestrzeni obok. – Wszyscy wysiadać!
- Ale my jeszcze nie dojechaliśmy. Przed nami jeszcze co najmniej pół godziny drogi – zauważył Andrzej, określony górnolotnie słowem „wszyscy”. Liczył na to, że bez problemu dostanie na miejsce, znajdzie tam nocleg i nazajutrz zabierze się za artykuł. Nie miał ochoty drałować teraz na piechotę do najbliższego hotelu.
- I nie dojedziemy. – Kierowca zdjął wielką, futrzaną czapę i podrapał się po łysiejącej głowie. – Samochodzik nie dał rady. Trzeba go będzie upchnąć na lawetę. - To mówiąc, wyciągnął komórkę i wystukał numer pomocy drogowej.
- A co ze mną?
- A co ma być? Złapiesz pan okazję i dojedziesz gdzie tam chcesz.
- Tutaj?! Pies z kulawą nogą tędy nie chodzi!
- To pan pójdziesz nogami. Pięć złoty się należy.
- Ile?! To rozbój!
- Nie rozbój a normalna stawka za całą trasę.
- Z której przejechaliśmy tylko dwie trzecie! Dwa! Cały ten grat nie jest tyle wart!
- No! Tylko nie grat! Od czterdziestu lat wiernie mi służy. – Starszy z mężczyzn sapnął oburzony.
- I mnie też się dzisiaj przysłużył – westchnął młodszy.- To zdzierstwo, za jazdę czymś takim, kiedy człowiek nie wie, czy dojedzie w jednym kawałku, powinno się jeszcze ludziom dopłacać. Gdybym miał wybór w życiu nie wsiadłbym do tego czegoś!
- Cztery! Za pańskie straty moralne niech już będzie cztery złote.
- Dwa pięćdziesiąt!
- Ech… dać palec to urwą całą rękę… Trzy pięćdziesiąt, dla stałych klientów.
- Jadę tym gratem pierwszy i ostatni raz! Dwa pięćdziesiąt!
- A idź pan w cholerę! – zagrzmiał kierowca. – Bandyta! Pijawka! – krzyczał przyjmując należność.
Pasażer wysiadł, stanął na skraju dróżki i przeciągnął się.
- I co teraz? - zwrócił się półgębkiem do torby.
- Teraz mnie postaw, muszę rozprostować łapy – rozległ się z wnętrza piskliwy głos.
Andrzej odszedł spory kawałek – nie chciał denerwować kierowcy, w końcu nie wiedział, jak zareaguje - i postawił torbę na ziemi. Ze środka wylazł stwór bardziej niż niesamowity. Przypominał małego pieska z zakręconym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fraszkka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…