Wróć do katalogu

Duch w gazecie, cz.2

Czytadło na zabicie czasu, druga część :)

Fraszkka, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DUCH W GAZECIE, CZ.2

Jakieś pięćdziesiąt metrów przed wejściem Andrzej zwrócił się do Darmozjada:

- Właź do torby.

- Czemu? Mówiłem ci, że jest mi tam niewygodnie.

- Teraz musisz. Bo, po pierwsze, nie we wszystkich obiektach noclegowych przyjmują zwierzęta. Nie mam ochoty zostać przez ciebie odprawiony z kwitkiem. Po drugie, oszczędzisz ludziom swojego widoku.

Darmozjad się nie obraził. Był po części psem, a pies wybaczy każdą zniewagę. Słowa Andrzeja nawet niespecjalnie go dotknęły, różne rzeczy już słyszał.

Kiedyś jakiś niezrównoważony naukowiec postanowił kiedyś sprawdzić co będzie, jeśli połączy ze sobą królestwo roślin z królestwem zwierząt. W rezultacie wyszło mu takie nie wiadomo co, czyli Darmozjad. A kiedy zobaczył swoje dzieło załamał się i porzucił je na ulicy. Kupka nieszczęścia została znaleziona i przygarnięta przez redaktora naczelnego gazety „Fantastyczne Fakty” i stała się maskotką redakcji. Tajemnicą natomiast pozostawało, w jaki sposób stworek posiadł zdolność wymowy. Widocznie rzeczony naukowiec eksperymentował z wieloma formami życia naraz.

Stwór znalazł się w torbie, a mężczyzna odezwał się z kolei do widma:

- Lepiej by było, gdyby pan zniknął, widok ducha nie dla wszystkich jest przyjemny. Mogą pojawić się różne... te, no... - usiłował przypomnieć sobie odpowiednie słowo. - Przekazy? - zaryzykował. Nie był dobry w staropolszczyźnie, na studiach wolał czytać autorów używających współczesnego słownictwa. Dlatego przechodził obojętnie koło półek z fantastyką. – Trudności w każdym razie. Mogą odmówić mi noclegu jeśli zobaczą, w jakiej kompanii się pokazuję. - Dziwnie mu było posługiwać się archaizmami, jednak chciał być miły dla zjawy, która w końcu sporo przeszła.

- Oczywiście, oczywiście. Jeśli panu tak łatwiej. – Henryk Bolączka spełnił prośbę.

Budynek był dość nowy, trzypiętrowy, otynkowany na biało z dwuspadowym dachem pokrytym czerwoną dachówką. Wyglądał dość przyjemnie.

Do środka Andrzej wszedł sam – tak zadeklarował dziewczynie w recepcji, gdy prosił o pojedynczy pokój na jedną noc. Zapłacił z góry i wspiął się po drewnianych schodach na pierwsze piętro.

- No – odezwał się, zamknąwszy za sobą drzwi na klucz, który następnie rzucił na stolik nocny. - Można się pokazać.

Tuż przy nim pojawił się Henryk Bolączka a z torby na podłodze wylazł Darmozjad i natychmiast ulokował się w fotelu.

Mężczyzna nie zdążył nawet wygodnie się rozsiąść ani wyciągnąć laptopa, kiedy rozległo się pukanie.

- Darmozjad, do torby. Panie Henryku, proszę zniknąć – zakomenderował Andrzej. Dla bezpieczeństwa zasunął jeszcze zamek w torbie. Darmozjad potrafił obejść się bez tlenu dłużej niż normalny pies, a on nie chciał, by stwór wydostał się niespodziewanie i narobił kłopotów

Hostel był interesem rodzinnym, więc drzwiach stała córka właścicieli czyli dziewczyna z recepcji. Chciała zwrócić gościowi dowód osobisty, którego ten zapomniał zabrać po wpisaniu się do księgi meldunkowej.

W innych okolicznościach Andrzej chętnie by z nią porozmawiał, bo była akurat w jego typie: wysoka brunetka z ciemnymi oczami i ładnym uśmiechem. Ale był zmęczony podróżą, dopiekł mu Darmozjad, spotkał ducha i miał pracę do zrobienia. Podziękował więc tylko grzecznie i odebrał swoją własność.

Oczywiście coś musiało pójść nie tak.

Gdy już zamykał drzwi, siedzący w torbie Darmozjad dostał nagle czkawki. Dziewczyna zatrzymała się na korytarzu w pół kroku i odwróciła.

- Czy w środku jest zwierzę? Przecież ono się tam udusi! - powiedziała oburzona, wpadając do pokoju. Nim mężczyzna zdążył ją powstrzymać, dopadła torby i rozsunęła zamek.

- Goście ze zwierzętami są u nas mile widziani – wytłumaczyła mu. A zaraz potem odskoczyła z wrzaskiem, gdy jedna z łodyg chlasnęła ją w dłoń, rozcinając skórę do krwi.

Andrzej niewiele mógł zrobić. Było poza sezonem i większość pokoi stała pusta, więc ustalenie, skąd dobiegał krzyk nie było takie trudne. Od razu zebrało się kilkoro gapiów, głównie z piętra na którym znajdował się pokój Andrzeja, a w chwilę później pojawili się zdenerwowani właściciele.

- Co tu się dzieje?

- Nic, nic. - Usiłował jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Dziewczyna już otwierała usta, żeby zaprotestować, ale nie dał jej dojść do słowa. - Zobaczyła pająka, to wszystko.

- Pająka, tak? - zapytała właścicielka. - Ale Anna nie boi się pająków, trzyma przecież jednego w terrarium. I dlaczego ma krew na ręce?

- A bo ja wiem? Mogła się gdzieś skaleczyć. - Andrzej usilnie starał się nie dopuścić dziewczyny do głosu. - A pająk znienacka spadł jej na głowę. To zrozumiałe, że krzyknęła. No bo niby z jakiego powodu miałaby wrzeszczeć? Nie ma tutaj niczego innego, co mogłoby ją przestraszyć.

Anna na początku chciała zażądać inspekcji torby. Ale w sumie to byłoby bezprawne. Powiedzieć, co tam tak naprawdę siedzi, wezwać służby weterynaryjne? Ale kto to weźmie na serio? Porzuciła więc pierwotny zamiar, ale nie zamierzała stać bez słowa.

- Cóż – powiedziała, wzruszając ramionami – głupio wyszło, nie powinnam była tak wrzeszczeć. Przepraszam. Jednak ten pan nie powinien rzucać gumowymi zabawkami w personel.

Ciekawscy gapie już dawno się znudzili i rozeszli do pokoi, Andrzej został więc sam z dziewczyną i jej rodzicami. O ile na początku patrzyli na niego niezbyt przyjaźnie, to teraz ich spojrzenia wręcz go przeszywały. Zaprzeczać, że rzucał gumową atrapą, nie było sensu, bo przecież i tak uwierzą swojej córce. Zaczął się zastanawiać, gdzie jeszcze w okolicy można przenocować i jak tam dotrze.

- Cóż – odezwał się milczący dotąd ojciec Anny – bawienie się zabawkami nie jest zabronione, jednak od dorosłego człowieka można chyba oczekiwać odrobiny powagi. Jeśli incydent się powtórzy, opuści pan obiekt. Dobranoc.

Wyszli, a Andrzej mógł w końcu rozsiąść się wygodnie, wyciągnąć laptop i przystąpić do pracy. Miał nadzieję, że zaczynająca się niedługo cisza nocna pozwoli mu skończyć pracę bez dalszych zastojów. Darmozjad wylazł z torby i wyciągnął się na fotelu, czyszcząc łapy jęzorem.

- Same z tobą kłopoty – powiedział mężczyzna do stworka. - Zamiast mi pomagać, tylko komplikujesz sprawy. Przez ciebie o mało nas nie wyrzucili.

- To twoja sznurówka mi zaszkodziła – wyznał Darmozjad. Andrzej nie był pewien, czy robi mu wyrzuty, czy przeciwnie, czuje się winien.

- Zjadłeś sznurówkę?!

- No tak. Byłem głodny, a akurat walała się po torbie.

- A nie mogłeś, no nie wiem, na przykład poczekać parę minut? Nakarmiłbym cię. Ja już nawet nie wspomnę o twojej zdolności do fotosyntezy.

Westchnął. Jak dotąd zapewnienia jego szefa o użyteczności dziwacznego stwora mijały się z prawdą. Redaktor naczelny bał się, że rzucił nowego pracownika na zbyt głęboką wodę, ale artykuł musiał powstać, a Darmozjad wiedział co i jak, w końcu spędził w redakcji całe życie.



W trakcie konfrontacji Andrzeja z właścicielami, Henryk Bolączka ulotnił się, by zwyczajem duchów podokuczać trochę żyjącym. I wielkie było jego rozczarowanie, kiedy okazało się, że nikt zupełnie się go nie boi.

Dwoje młodych ludzi, których próbował porządnie nastraszyć było zbyt zajętych sobą, by w ogóle zauważyć byt z zaświatów, małżeństwo w średnim wieku ów byt przegoniło, rzucając weń butami, bo przeszkadzał w oglądaniu telewizji. Nie udało się także przy grupce studentów (obcokrajowców, choć duch nie rozpoznawał flagi na koszulkach), którzy po prostu spali.

Jak niepyszny wrócił do pokoju.

- A, jest pan! - ucieszył się Andrzej.

- Ciężkie jest życie ducha – westchnął Henryk w odpowiedzi.

- Pewnie tak, choć w tej kwestii nie mam doświadczenia – przyznał dziennikarz. - To co, bierzemy się do roboty?

Widmo skinęło głową.

- Dobrze. - Andrzej włączył Worda. - Zacznijmy od końca, czyli od pańskiej śmierci. Jeśli oczywiście to pana nie urazi.

- Toć zmarłemu i tak wszystko jedno. - Henryk wzruszył eterycznymi ramionami.

- Jak to się stało, że pana powiesili?

- Nie powiesili mnie, sam to zrobiłem.

- Aha. Dlaczego?

- Miałem dość życia, to oczywiste.

- No w sumie...



Koło północy, czyli po dwóch godzinach szczegółowego notowania, Andrzej musiał przyznać, że historia życia ducha jest – no cóż – niezbyt ciekawa. Nic tylko alkohol, pojedynki i kobiety. Nawet zabił się Henryk z powodu nieszczęśliwej miłości. Jakby nie można było z dziewczyną normalnie porozmawiać albo znaleźć innej.

Ten schemat robił się już nudny, opierała się na nim chyba co druga powieść historyczna. Jasne, że wywiad do nie powieść, ale czytelnicy pewnie chcieliby się dowiedzieć z gazety czegoś nowego zamiast po raz nie wiadomo który czytać o tym samym.

Nagle usłyszał ciche pukanie w szybę. Spojrzał w tamtą stronę i na widok okropnej mordy z wystającymi kłami i przekrwionymi oczami…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych